180m nad domem

   
   
5

Najlepszy komentarz:

paco 2 godziny temu
0  1

nie dronem, tylko quadrokopterem ;)

Kreatywne rzeźby na świecie

Wroclaw, Poland

Kreatywne rzeźby na świecie

New York, USA

Kreatywne rzeźby na świecie

Taipei, Taiwan

Kreatywne rzeźby na świecie

Singapore

Kreatywne rzeźby na świecie

Texas, USA

Kreatywne rzeźby na świecie

Budapest, Hungary

Kreatywne rzeźby na świecie

Brussels, Belgium

Kreatywne rzeźby na świecie

Marseille, France

Kreatywne rzeźby na świecie

Kreatywne rzeźby na świecie

Klaipėda, Lithuania

   
   
10

Najlepszy komentarz:

lilakasia dzisiaj o 13:12
0  1

Czy z niektórymi rzeźbami są związane jakieś historie, legendy?coś więcej na ten temat:)

MalaG0sia Wszyscy się zmieniają ale Ty pozostań sobą... dzisiaj o 13:31
0  8

@lilakasia: proszę. nie po kolei ale to nic

Przejście - Jerzy Kalina, Wrocław, Polska

Grupa rzeźbiarska „Przejście” została zainstalowana we Wrocławiu w 2005 roku, dla upamiętnienia stanu wojennego. Postacie „wchodzące” z jednej strony ulicy, a następnie „wychodzące” z podziemia, symbolizują transformację i reprezentują przejście zwykłych, szarych ludzi do wolnej Polski.

Pierwowzorem pomnika była instalacja "Przejście" autorstwa Jerzego Kaliny z 1977 roku, ustawiona w Warszawie przy ul. Świętokrzyskiej i Mazowieckiej. Stworzona była ona dla potrzeb programu telewizyjnego. Niedługo potem została zdemontowana i trafiła na 28 lat do wrocławskiego Muzeum Narodowego. Gipsowe figury stały się wzorcem dla nowego pomnika z brązu

Ludzie Rzeki - Chong Fah Cheong, Singapur

Posąg opowiada historię pierwszych dni Singapuru. Rzeka tam płynąca była źródłem życia, kiedy pierwsi osadnicy dotarli nad jej brzegi. Częstym obrazkiem ówczesnego Singapuru byli nastolatkowie bujający się na gałęziach drzew i skaczący do wody. Wiedzieli oni jak omijać rzeczne głębiny i łodzie przemierzające rzekę. Nie obawiali się również zanieczyszczonej rzeki. Gdy wprowadzono projekt czystych wód Singapuru usunięto łodzie, ale także niewinnych chłopców znajdujących ochłodzenie w gorące, azjatyckie dni.

Mustangi - Robert Glen, Las Colinas, Teksas, USA

Biegnące Mustangi są dziełem Roberta Glena i zdobią Williams Square w mieście Las Colinas, w stanie Teksas, w USA. Jest to jedna z największych konnych rzeźb na świecie. Została wzniesiona w celu upamiętnienia dzikich mustangów, które były historycznie ważnymi mieszkańcami znacznej części Teksasu. Konie o wielkości 1,5 raza większej od naturalnej, sprawiają wrażenie biegnących przez zbiornik wodny. Zwierzęta mają reprezentować pęd, inicjatywę i nieskrępowany styl życia, które były podstawą państwa w jego pionierskich czasach.

Buty na brzegu Dunaju - Can Togay i Gyula Pauer, Budapeszt, Węgry

Buty na brzegu Dunaju w Budapeszcie to pomnik, którzy stworzyli Gyula Pauer i Can Togay. Powstał ku czci Żydów zabitych przez faszystowskich Strzałokrzyżowców podczas II wojny światowej. Skazanym nakazano zdjąć buty, a następnie rozstrzelano na brzegu rzeki. Ich ciała wpadły bezwładnie do Dunaju i dalej były niesione przez nurt wody. Pomnik reprezentuje ich buty pozostawione na brzegu.

Expansion - Paige Bradley, Nowy Jork, USA

Posąg przedstawiający medytującą kobietę znajduje się w Nowym Jorku. Rzeźba otwiera wyobraźnię i stawia pod znakiem zapytania to, czym byśmy byli, gdybyśmy mogli złamać nasze ziemskie granice i zamanifestować naszą wewnętrzną jaźń w świecie. To dzieło artysty Paige’a Bradley’a, którego sztuka łączy w sobie najlepsze elementy klasycznej konstrukcji, wiedzy technicznej i współczesnych tematów.

Les Voyageurs - Bruno Catalano, Marsylia, Francja

Francuski artysta Bruno Catalano stworzył niezwykły cykl efektownych rzeźb z brązu nazwanych "Les Voyageurs". Te efektowne, przedstawiające realnych wymiarów ludzi posągi znajdują się w Marsylii. Brakujące części ciała rzeźb pozostawiają miejsce dla wyobraźni. Powstają pytania czy „podróżnicy” zostawili coś za sobą, a może podróżują właśnie po to, aby wypełnić jakąś pustkę, którą w sobie mają? Dodatkowo konstrukcja sprawia wrażenie niezbyt stabilnej, co podkreśla jej nieco surrealistyczny wygląd.

De Vaartkapoen – Tom Frantzen, Bruksela, Belgia

Rzeźba De Vaartkapoen jest stałym elementem belgijskiej sztuki ulicznej. Dzieło Toma Frantzena obrazuje komiczną sytuację, w której osoba o niskim statusie decyduje się doprowadzić do potknięcia się policjanta. Posąg został wykonany w hołdzie anarchistom. Chociaż nie do końca poważny, to posiada ogromne znaczenie nie tylko dla tego miasta, ale dla wielu społeczeństw na całym świecie, które miały do czynienia z osobami żądnymi władzy i niesubordynowanymi buntownikami.



  • Geminidy

    22 monkey monkey SFW    link    wczoraj o 12:46     21905

Geminidy

"Geminidy są pozostałością po rozpadzie planetoidy 3200 Phaethon należącej do grupy Apolla. Średnia prędkość wchodzenia w atmosferę ziemską meteorów reprezentujących ten rój wynosi zaledwie 35km/s. Radiant czyli miejsce, z którego rozbiegają się meteory znajduje się w okolicy gwiazdy Kastora. Gwiazda ta jest jedną z najjaśniejszych gwiazd w gwiazdozbiorze Bliźniąt
Obserwacje możemy rozpocząć już po godzinie 19:00 jednak z każdą godziną warunki będą ulegać stopniowej poprawie. Swój wzrok będziemy musieli skierować na wschodni horyzont w celu zlokalizowania radiantu. Aktywność Geminidów potrwa do 17 grudnia jednak każdego dnia liczba meteorów możliwych do zaobserwowania będzie mniejsza." info z Astronomia24

Geminidy

"Przypominamy również aby swojego wzroku nie kierować bezpośrednio w środek radiantu lecz kilkanaście stopni od niego - wtedy zaobserwujemy najjaśniejsze obiekty. Dla ułatwienia lokalizacji zamieszamy mapkę z zaznaczonym radiantem znajdującym się w gwiazdozbiorze Bliźniąt. Życzymy wszystkim obserwatorom pogodnego i bezchmurnego nieba oraz udanych łowów." Astronomia24

   
   
3

Najlepszy komentarz:

Sedans 4 godziny temu
0  2

Ze trzy - cztery dni temu, po tym, jak odstawiłem auto do garażu, w drodze do domu (jakieś 100 metrów, może mniej) poczułem potrzebę oddania honorowo moczu. Było grubo po 22:00, przystanąłem więc przy pierwszym lepszym drzewku i podniosłem głowę, by w tej chwili kontemplacji podziwiać gwiazdy. Miałem szczęście, gdyż podczas opróżniania pęcherza (a ten nie jest jakiś ponadprzeciętny, jeśli chodzi o pojemność) widziałem aż dwie "spadające gwiazdy". Ot, taka moja anegdotka z życia, którą chciałem się z kimś podzielić, a tu proszę - rzec można, że mnie kolega monkey wręcz zagaił. :)

Render

własne ale robione na szybko bo do pracy ide :P

   
   
5

Najlepszy komentarz:

Ambush01 4 godziny temu
0  0

aleocochodzi

LoSaDo #!/bin/bash godzinę temu
0  1

@Ambush01: chodzi o to, że ma pierwszym zdję ci masz renderingu, a na drugim model roboczy ;)

Alpinistaplay

   
   
0

Opcja na święta Sol Invictus

Witajcie Ujarańce
Mam taki pomysł na ostatnią chwilę przed świetami, żeby je spędzić w nieco innym niż katolicki duch. Mam na mysli to że dwudziesty piąty grudnia jest moi drodzy starożytnym, pogańskim świętem soi invictus, Słońca Niezwyciężonego, które zbiega się z przesileniem zimowym. Jest to ten wspaniały okres roku, kiedy Słońce powraca, a dni zaczynają się robić coraz dłuższe. Pomyslałem, że Ci z nas którzy mają dość cocacolowego Mikołaja, drzewek wycinanych masowo, opłatków i na siłę "bo swieta" wybaczanie swoim winowajcom.
Proponuję spotkanie z tej okazji i zamanifestowanie o ile podzielacie podobne poglądy. Każdy w miejscu swojego zamieszkania, w Polsce i za granicą. Spotkanie ludzi którzy odrzucają bzdury jakimi obdziela nas tradycja u podstawy której leży manipulacja i chęć władzy. Ludzie na prawdę nie potrzebują fałszywych powodów zeby sie spotkać, uczcić prawa natury które nie podlegają prawom ludzkim i nie dają sie podporządkować chciwości i chęci bycia ponad drugim człowiekiem. Czyms uniwersalnym i tym co obdarowuje ludzi po równo bez względu na "grzechy" wyznanie czy kolor skóry.
Ja mieszkam w Londynie i chętnie spotkałbym sie w ciągu dnia, w swietle słońca, żeby podzielić się własnymi refleksjami w tym temacie. Wieczorem moznaby starym zwyczajem zapalić jakies światła, żeby starosłowiańskiej tradycji stało sie za dość:) Piszcie co o tym myslicie i czy chcielibyście cos takiego zapoczątkować. Spotkania z okazji Sol Invictus.

W ciagu dalszym tego posta jest trochę o historii naszej nie do końca chwalebnej tradycji KK

W latach 70-90 tych XX wieku i wcześniej, nie znaleźlibyście w codziennych czy kolorowych gazetach informacji i wzmianek na temat pogańskiego zakorzenienia obrzędów , rytuałów czy znaków chrześcijańskich. Była to starannie skrywana tajemnica Kościoła. Co ciekawe także komunistyczni politrukowie nieszczególnie chętnie wspominali o takich sprawach. W PRL obowiązywał niepisany podział władzy: w zamian za neutralność Kościoła na niwie polityki, Komuna zachowywała neutralność w kwestiach religijnych (neutralność rozumianą po bolszewicku, bo oczywiście wcielano w życie ideologię moskiewską, a więc między innymi obchodzono święto Dziadka Mroza, który obdarowywał dzieci po przedszkolach i szkołach – tuż przed świętami Bożego Narodzenia).

Gdy zastanowimy się, jak często Kościół umiejętnie potrafił zasiać ziarna nowej wiary na starej pogańskiej glebie, możemy założyć, że uroczystości wielkanocne związane ze śmiercią i zmartwychwstaniem Chrystusa oparte były na podobnych obrządkach ku czci zmarłego i powracającego do życia Adonisa, które, jak wolno nam przypuszczać z przytoczonych uprzednio dowodów, obchodzone były w Syrii o tej samej porze roku. Typ pogrążonej w żałobie bogini z umierającym w jej ramionach kochankiem przypomina i mógł być wzorem dla motywu pięty w sztuce chrześcijańskiej, dla postaci Najświętszej Panny z martwym ciałem jej boskiego Syna, której najwspanial­szym przykładem jest rzeźba Michała Anioła w bazylice Św. Piotra. Ta szlachetna grupa, w której straszliwy ból matki kontrastuje w tak cudowny sposób ze spokojem śmierci u jej Syna, jest jedną z najwspanialszych kompo­zycji w marmurze. Starożytna sztuka grecka przekazała nam niewiele równie pięknych arcydzieł i ani jednego tak bardzo wzruszającego. W związku z tym warto przypomnieć powszechnie znane stwierdzenie św. Hieronima. Opowiada on, że w Betlejem miejsce, w którym zgodnie z tradycją narodził się Chrystus, ocienione było gajem jeszcze starszego syryjskiego boga Adonisa i że w tym miejscu, gdzie zapłakało Dziecię Jezus, opłakiwano kochanka Wenus. Chociaż nie mówi on tego wyraźnie, wydaje się, iż Hieronim uważał, że poganie zasadzili gaj Adonisa już po urodzeniu Chrystusa, by zbezcześcić święte miejsce. Mógł się mylić. Jeśli Adonis istotnie był, jak dowodziłem, duchem zboża, trudno o bardziej odpowiednik dla niego miejsce zamieszkania aniżeli Betlejem (Dom Chleba) i być może czczono go w tym Domu Chleba na długo przed narodzeniem się Tego, który powiedział: „Ja jestem chlebem życia.” Jeśli nawet przyjmiemy hipotezę, że Adonis znalazł się po Chrystusie, a nie przed Nim, w Betlejem, wybór tej smutnej postaci dla oderwania chrześcijan od ich Boga musimy uważać za niezwykle trafny, jeśli przypomnimy sobie podobieństwo obrządków ku czci śmierci i zmartwych­wstania obu. Jedną z najwcześniejszych siedzib kultu nowego Boga była Antiochia i tu, jak widzieliśmy, śmierć starego boga obchodzono co roku bardzo uroczyście. Okoliczności towarzyszące wjazdowi cesarza Juliana w czasie święta Adonisa pozwolą, być może, ustalić datę tej uroczystości. Gdy cesarz zbliżał się do miasta, przyjęto go modlitwami, jak gdyby był bogiem, i zdziwiły go głosy tłumu wołającego, że gwiazda zbawienia zaświtała na wschodzie. Był to niewątpliwie jedynie okolicznościowy komplement służal­czego wschodniego tłumu dla rzymskiego imperatora. Ale jest również rzeczą możliwą, że regularne wschodzenie jasnej gwiazdy stanowiło sygnał do rozpoczęcia święta, i tak się mogło złożyć, że gwiazda pojawiła się nad horyzontem właśnie w chwili przyjazdu cesarza. Przypadek taki musiałby pobudzić wyobraźnię przesądnego i podnieconego tłumu, który w związku z tym powitał wielkiego człowieka jako bóstwo zapowiedziane przez znak na niebie. Być możfe zresztą, że cesarz pomylił okrzyki skierowane do gwiazdy i przyjął je jako powitanie. Otóż Astarte, boska kochanka Adonisa, identyfi­kowana była z planetą Wenus, a jej przemiana z gwiazdy porannej w wieczor­ną śledzona była uważnie przez babilońskich astronomów, wróżących z jej pojawiania się i znikania. Możemy więc z tego wyciągnąć wniosek, że święto Adonisa zbiegało się z pojawieniem się Wenus jako gwiazdy porannej lub wieczornej. Ale gwiazda, którą powitali mieszkańcy Antiochii, ukazała się na wschodzie, jeśli więc była to Wenus, to jedynie jako gwiazda poranna. W Afaka w Syrii, gdzie znajdowała się słynna świątynia Astarte, sygnałem do rozpoczęcia uroczystości było pojawienie się meteoru spadającego w niektóre dni jak gwiazda ze szczytu góry Liban do rzeki Adonis. Uważano, że tym meteorem jest Astarte, a jej lot powietrzny mógł być tłumaczony jako zstąpienie zakochanej bogini w ramiona kochanka. W podobny sposób w Antiochii i innych miastach pojawienie się gwiazdy porannej w dniu święta mogło być witane jako przybycie bogini miłości, która zjawiła się, by obudzić swego zmarłego kochanka spoczywającego na ziemskim łożu. Jeśli więc l.;ik było, możemy przypuścić, że ta właśnie gwiazda poranna prowadziła Mędr­ców Wschodu do Betlejem, do owego uświęconego miejsca, które słyszało, jak twierdzi św. Hieronim, płacz Dziecięcia Jezus i lament nad Adonisem.

[…]W każdym razie nie ulega wątpliwości, że religia Mitry była poważnym rywalem chrześcijaństwa łącząc uroczysty rytuał z dążeniem do czystości moralnej i nadzieją na nieśmiertelność. Przez pewien nawet czas wynik walki między dwiema religiami pozostawał w zawieszeniu. Pouczającą pozostałością tej długiej walki jest nasze święto Bożego Narodze­nia, które Kościół, jak się zdaje, zapożyczył bezpośrednio u swego pogańskie­go rywala. W kalendarzu juliańskim dzień 25 grudnia uważany był za zimowe przesilenie i dzień narodzin słońca, ponieważ od tej zwrotnej daty dzień staje się dłuższy, a słońce nabiera coraz większej siły. Niezwykłe było święto boskich narodzin w tej postaci, w jakiej obchodzono je w Syrii i Egipcie. Celebranci udawali się do wewnętrznych kaplic, z których wypadali o półno­cy z głośnymi okrzykami: „Dziewica powiła! Światło przybywa!” Egipcjanie przedstawiali nawet nowo narodzone słońce w postaci niemowlęcia, które w dniu jego urodzin, w zimowe przesilenie, pokazywali wiernym. Nie ulega wątpliwości, że dziewica, która poczęła syna i wydała go na świat 25 grudnia, była wielką wschodnią boginią, zwaną przez Semitów niebiańską dziewicą lub po prostu niebiańską boginią. W krajach semickich była ona jedną z odmian Astarte. Otóż wyznawcy boga Mitry identyfikowali go ze słońcem czy też, jak je zwali, Niezwyciężonym Słońcem. Stąd też jego dzień urodzenia przypadał również dwudziestego piątego grudnia. Ewangelie nie wspominaj ą o dniu narodzenia Chrystusa i zgodnie z tym starożytny Kościół święta takiego nie obchodził. Z czasem jednak egipscy chrześcijanie zaczęli uważać szósty stycznia za dzień Bożego Narodzenia i zwyczaj upamiętnienia narodzin Zbawiciela w tym dniu rozpowszechniał się stopniowo, aż w czwartym wieku przyjął się na całym Wschodzie. Ale pod koniec wieku trzeciego i na początku czwartego Kościół zachodni, który nigdy nie uznawał szóstego stycznia za dzień Bożego Narodzenia, przyjął datę dwudziestego piątego grudnia jako prawdziwą, a z czasem decyzję tę uznał również Kościół wschodni. W Antiochii zmianę tę wprowadzono dopiero około roku 375.

Czym kierowały się władze kościelne ustanawiając święto Bożego Narodze­nia? O motywach tej innowacji mówi z całą szczerością pewien pisarz syryjski, sam zresztą chrześcijanin. Powód, dla którego Ojcowie Kościoła przenieśli uroczystość z szóstego stycznia na dwudziestego piątego grudnia – opowiada – jest następujący: „Istniał wśród pogan zwyczaj święcenia tegoż samego dwudziestego piątego grudnia jako dnia narodzin słońca, kiedy to na znak święta palono światła. W tych uroczystościach i obrządkach brali również udział chrześcijanie. Gdy więc Doktorzy Kościoła stwierdzili, że chrześcijan pociąga ta uroczystość, naradzili się i postanowili, by tego dnia obchodzone było prawdziwe Boże Narodzenie, a szóstego stycznia święto Trzech Króli. W związku z tym zachował się zwyczaj palenia świateł aż do szóstego.” Na pogańskie pochodzenie Bożego Narodzenia niedwuznacznie wskazuje, a na- wet milcząco to przyznaje, Augustyn, gdy napomina swych braci chrześcijan, by nie obchodzili tego dnia jak poganie ku czci słońca, lecz ku czci tego, który słońce stworzył. W podobny sposób Leon Wielki potępiał zgubne wierzenie, że Boże Narodzenie obchodzone było uroczyście ze względu na narodziny nowego słońca, a nie z powodu narodzin Chrystusa.

Tak więc okazuje się, że Kościół chrześcijański obrał datę dwudziestego piątego grudnia dla obchodzenia urodzin swego Twórcy w celu odwrócenia nabożności pogan od słońca i przeniesienia jej na tego, który zwany był Słońcem Sprawiedliwości. Jeśli tak było istotnie, to całkiem możliwy staje się domysł, że podobnymi motywami kierowały się władze kościelne, dostosowu­jąc wielkanocne święto śmierci i zmartwychwstania Pana do uroczystości śmierci i zmartwychwstania innego azjatyckiego boga, która wypadała w tej samej porze roku. Obrządki wielkanocne przestrzegane nadal w Grecji, na Sycylii i w południowych Włoszech są pod pewnymi względami bardzo podobne do rytuału Adonisa i, jak już sugerowałem, Kościół, być może, świadomie dostosował nowe święto do pogańskiego poprzednika w celu zdobycia dusz dla Chrystusa. Nastąpiło to jednak raczej w greckiej aniżeli w łacińskiej części starożytnego świata, wydaje się bowiem, że kult Adonisa nie pozostawił głębszego śladu w Rzymie i na Zachodzie. Pewne jest, że kult ten nigdy nie wszedł w skład urzędowej religii rzymskiej. Miejsce, które mogłoby mu przypaść w uczuciach pospólstwa, zajęte już było przez podobny, chociaż bardziej barbarzyński kult Attisa i Wielkiej Matki. Otóż w Rzymie śmierć i zmartwychwstanie Attisa obchodzono oficjalnie dwudziestego czwartego i dwudziestego piątego marca, ten ostatni zaś dzień uważano za wiosenne zrównanie i dlatego za najbardziej odpowiednią datę wskrzeszenia boga roślinności nieżyjącego czy też śpiącego przez całą zimę. Zgodnie jednak ze starożytną i rozpowszechnioną tradycją Chrystus cierpiał na krzyżu dwudziestego piątego marca i wobec tego niektórzy chrześcijanie obchodzili ukrzyżowanie tego właśnie dnia niezależnie od fazy księżyca. Zwyczaj ten był z pewnością przestrzegany we Frygii, Kapadocji oraz Galii i mamy podstawy przypuszczać, że przez pewien czas również w Rzymie. Tak więc tradycja głosząca, że śmierć Chrystusa nastąpiła dwudziestego piątego marca, była dawna i głęboko zakorzeniona. Jest to tym ciekawsze, że względy astronomi­czne dowodzą, iż nie może ona mieć żadnych podstaw historycznych. Wypły­wa z tego, jak się zdaje, wniosek nieodparty, że męczeństwo Chrystusa zostało samowolnie odniesione do tej daty, by harmonizowało ze starszym świętem wiosennego zrównania. Tego zdania jest uczony historyk Kościoła monsignor Duchesne1, wskazujący na to, że śmierć Zbawiciela przypadała dzięki temu na dzień uchodzący w powszechnym mniemaniu za dzień stworzenia świata. Ale zmartwychwstanie Attisa łączącego w sobie postacie boskiego ojca i syna, było oficjalnie obchodzone w Rzymie tego samego dnia. Jeśli przypomnimy sobie, że dzień św. Jerzego w kwietniu zastąpił dawne pogańskie uroczystości Parilia, że dzień św. Jana Chrzciciela w czerwcu zajął miejsce pogańskiego święta letniego przesilenia i wody, że wniebowzięcie w sierpniu wyrugowało święto Diany, że Dzień Zaduszny w listopadzie jest kontynuacją starego pogańskiego święta umarłych i że nawet narodziny Chrystusa wyznaczono na zimowe przesilenie, ponieważ przypadał wtedy dzień urodzin słońca, wów­czas nie będzie bynajmniej przypuszczeniem pochopnym i nierozsądnym, jeśli założymy, że inne wielkie święto Kościoła chrześcijańskiego, Wielkanoc, mogło być w podobny sposób i z podobnych budujących przyczyn dostosowa­ne do święta frygijskiego boga Attisa, które przypadało w dzień wiosennego zrównania.
Zbieżności świąt chrześcijańskich z pogańskimi są zbyt liczne i bliskie, by mogły być czystym przypadkiem. Świadczą one o kompromisie, na który Kościół musiał pójść w godzinie swego zwycięstwa wobec swych pokonanych, ale wciąż jeszcze niebezpiecznych rywali. Nieugięty protestantyzm prymi­tywnych misjonarzy, żarliwie potępiających pogaństwo, został zastąpiony giętką polityką, wygodną tolerancją, wyrozumiałością mądrych władz koś­cielnych pojmujących, że chrześcijaństwo może podbić świat jedynie rozluź­niając zbyt sztywne zasady swego Twórcy, rozszerzając troszeczkę wąską furtkę prowadzącą do zbawienia

   
   
3

Najlepszy komentarz:

terence 31 minut temu
0  0

Dobry tekst. Przydałoby się źródło.
Czasem znajomi pytają mnie dlaczego obchodze święta Bożego Narodzenia mimo, ze jestem niewierzący, nie jestem chrześcijaninem, to im wtedy odpowiadam, że po pierwsze świętuję właśnie przesilenie Słońca, po drugie katolicyzm nie ma monopolu na świętowanie w tych dniach.
Już od dawna spostrzegłem tą zbieżność a lubię / wolę obchodzić astronomiczne święta. Przesilenie zimowe jest dobra okazją bo sama idea świąt biesiadowania w rodzinnym gronie, prezenty podobają mi się.
Nic do Jezuska nie mam ale umówmy się, szanse, że te bajki wydarzyły się i do tego tak jak opisują kapłani wynoszą wg mnie 0.
A Słońce rzeczywiście od tej daty zaczyna dłużej gościć na niebie. Znaczy się nasza planeta zaczyna zmieniać kąt.
Dzięki za przypomnienie, Sol Invictus podoba mi się ta nazwa.






Ostatnio popularne

Polub nas!