- Panie barman, dla nas jeszcze po jednym, to samo!
- Dzięki, stary, ale wiesz, że już mi się kasa skończyła, nie?
- Spokojnie, jestem po wypłacie, damy radę. Dzisiaj za moje pijemy.

- Ech, nie uwierzysz, Żółty, jak oni dzisiaj pochlali, ten nasz Przetrwanie ze swoim kolegą. Jak on miał?...
- Coś na N. Nadzieja? Nie, Nadzieja to inny gość, chociaż też zwykle brakuje mu do piwerka.
- Nicość? Nie...
- Nowość. Tak, on był Nowość, przedstawił się na początku. Miły bóg, całkiem miły. Biorąc pod uwagę tych wszystkich idiotów, którzy tu przychodzą się narąbać, to pewnie cieszysz się, Morfeuszu, z każdego takiego spokojnego boga.
- Ucieszyłbym się bardziej, Żółty, jakby wpadła jakaś ładna bogini, na przykład Pogoda, ta dziewczyna Ducha.
- Ha ha ha, tamci na dole zawsze ją mylą z kilkunastoma innymi z branży czynnikowej zewnętrznej. Żebyś wiedział, jak się Duch zawsze wścieka...
- Aj wiem, wiem, chociaż on tak naprawdę się nie wścieka. Chciałby jak najlepiej, ale co on może. Gdy staje się dobry, wtedy tamtym odbija i przestają wiedzieć już kompletnie, co jest w porządku, a co nie. Za to gdy zły...
- Wtedy zwalają to na nas wszystkich. Przewalona ta robota. No ale ktoś to musi robić.
- Aj waj, Żółty, aj waj... Dobra, ogarnięte w lokalu jest, jeszcze tylko posprzątać za barem i trzeba będzie zamykać. Wszyscy goście już popiątkowali sobie dostatecznie, a jutro sobota. Jeszcze więcej ich się tu zleci.
- Pomogę ci, stary. Wiesz, mówię ci to któryś raz, ale podziwiam cię, że chce ci się ciągle tę mordownię prowadzić. Ja bym zbielał na momencie.
- Ty i te twoje żarty o barwach, Żółty, tak jakbyś powiedział, że jestem bogiem narkoleptyków.
- Stary kawał.

Morfeusz podliczył zarobione napiwki. Nie zawiódł się, co piątek bogowie byli łaskawi, no i szczodrzy. Wszyscy goście "Knajpy" (nad nazwą lokalu myślało wielu, jeszcze za czasów gdy był on bez nazwy, ale była to jedyna knajpa w okolicy. Tak już zostało) byli specyficzni, jeden większy cham, drugi mniejszy, ale wszyscy lubili Morfeusza za to, co im serwował, jak i za odwagę bycia jedynym barmanem w jedynej knajpie w jedynym słusznym miejscu.
Jego dawny znajomy, Żółty, na co dzień zajęty, wieczorem wpadał do knajpy na kilka, a jakże, żółtych szotów, i siedział do rana. Cierpiał biedak na bezsenność.
Bardzo dużo przez to rozmyślał. Morfeusz znał dobrze jego przemyślenia, kosmate i niepospolite. Podjął się nawet odważnego zadania wrzucenia sobie na wyobraźnię tematu "dlaczego wszyscy noszą takie dziwne imiona".
Podzielił się tym z Morfeuszem pewnej soboty, podczas której na wódkę przyszedł nawet Kalejdoskop. Rozmawiali o tym we trzech - w końcu to pytanie gdzieś tam w głębi gryzie każdego. Nie mogli jednak dojść do porozumienia. Żółty nie był żółty, Kalejdoskop nie był symetryczny, a Morfeusz nie był morfinistą. Wszystko dalej toczyło się bez sensu.

dobre
   
słabe
    0


poprzednie Czy wiesz, że możesz użyć kursorów w lewo / prawo ? następne

Zobacz też

Z serii:
Z serii:
polecam książkę
Coś od Siebie
Silmarillion - najtrudniejsza książka
Z serii:
Polecam książkę, autora... Philip K. Dick
Polecam książkę, autora... Paragraf 22
Z serii:
Z serii:
Rodzina Soprano
Polecam