Zacznijmy od tego, że nigdy nie planowałem mieć psa. Nie oznacza to wcale, że nie szanowałem tego gatunku, przeciwnie. Starałem się lubić wszystkie zwierzęta po równo, gdyż, jak sądziłem, każdej istocie żywej należy się podobna ilość zainteresowania, a przynajmniej ustalona norma. Istnienie normy ma wielkie zalety, a największą jest chyba to, że w założeniu nikt nie czuje się poszkodowany względem drugiego. W każdym razie nie planowałem trzymania w domu psa, bo kłóciłoby się to z trzymaniem w domu trzech kotów. Oczywiście, znałem ludzi, którzy potrafili pogodzić wspólne istnienie w gospodarstwie domowym i kota, i psa, jednak były to osoby mające o wiele większy talent dyplomatyczny niż ja. Nie staram się być skromny, przyznaję się - nie mam zdolności do nawiązywania nowych kontaktów oraz rozwiązywania problemów, zwłaszcza cudzych.
Spory pomiędzy mną i kotami znajdywały szybki koniec, co wynikało z tego, że trzy te zwierzęta były obecne w moim domu praktycznie od zawsze i znaliśmy się na tyle, że każda kłótnia kończyła się na wspólnym poklepywaniu się po plecach ze śmiechem.
Tym bardziej, że jeden z wąsatych braci mniejszych pasjonował się poezją oraz prozą, do tego słuchał muzyki relaksacyjnej, więc jedynymi groźniejszymi nieporozumieniami były te, w których on (a nazywał się Kaziu) nie uczestniczył. Takowe praktycznie nie pojawiały się, gdyż z racji swojej pasji kot ten starał się zjawiać w jak największej ilości miejsc, a to w celu poszukiwania nowych inspiracji. Kaziu próbował swoich sił w piórze z całkiem a całkiem dobrym skutkiem, chociaż wydawnictwa, którym zdecydował się wysłać próbki swoich umiejętności podchodziły do nich raczej niechętnie.
Czasem, gdy brakowało tematów do rozmowy, Kaziu zaczynał strzyc uszami na wydawnictwa oraz krytykować najnowsze pozycje z beletrystyki. Wtedy dało się poczuć w powietrzu specyficzną atmosferę porównywalną do momentu, gdy w kinie lub teatrze zadzwoni komuś telefon - nie dość, że w takim miejscu żaden dźwięk nie powinien się z telefonu wydobyć, to instynktownie umysł szuka jego źródła oraz odpowiedzialnego za całe zamieszanie człowieka. Tylko że trudno obarczyć odpowiedzialnością kota, szczególnie, gdy tematów do rozmowy brak i lepszy taki o wydawnictwach i beletrystyce, niż żaden. Drugi z kotów o wdzięcznym imieniu Romek był głównym powodem ominięcia pomysłu posiadania psa. Miał on bowiem na nie alergię i to do tego stopnia intensywną, że w obecności przedstawiciela najlepszego przyjaciela człowieka kichał niczym trąba, po czym narzekał, że koci katar jest przyczyną wielu nieprzyjemnych okoliczności towarzyszących takich jak niemożność przyjęcia jakiegokolwiek pokarmu. Dla Romka taki stan był wybitnie niepożądany, interesował się on bowiem kuchnią azjatycką i w żadnym wypadku nie chciał u siebie diagnozować braku apetytu, a co dopiero nieprzyjmowania pokarmu w ogóle.
Kiedyś nawet próbowałem przedyskutować z domownikami możliwość przyjęcia do wspólnej siedziby psa, jednak na samo słowo "pies" Romek kichnął tak mocno, że zamknęły się drzwi w przedpokoju, co z kolei spłoszyło niewymienionego wcześniej z imienia Arystotelesa. Ten w wyniku zakłóconego spokoju zaczął na głos krytykować dualizm rzeczy materialnych i idei, przez chwilę zaczął nawet nagle przypominać prawdziwego Arystotelesa - chociaż był wtedy zaskakująco niepodobny do znanego z dzieł sztuki wizerunku filozofa. To z kolei nie spodobało się Kaziowi, który wdał się z nim w żarliwą dyskusję estetyczną, podczas której zdołał doprowadzić fizjonomię Arystotelesa z powrotem do normy. W każdym razie temat posiadania psa minął, jak się zdawało, bezpowrotnie.
Do niedawna ani razu nie wracaliśmy do tej dyskusji, zmieniło to dopiero wydarzenie losowe. Otóż jako szanujący swoją prezencję właściciel domu oraz trzech wyjątkowo pełnych pasji kotów spojrzałem w lustro. W tym nie było nic dziwnego, bowiem patrzyłem w nie co najmniej raz dziennie, lecz tym razem przypomniała mi się bez powodu dyskusja o posiadaniu psa. Wspomnienie to wpadło mi do głowy w tak niefortunnym momencie, że nie zdążyłem na czas opanować mięśni twarzy i przez chwilę ujrzałem w tafli zwierciadła nie siebie, lecz właśnie obiekt niegdysiejszych zastanowień rasy, nomen omen, chihuahua. No, może nie do końca rasowy, miał w sobie coś z mopsa, lecz nieważne - przerażony widokiem, który w oryginale miał być moją twarzą, krzyknąłem. A przynajmniej mi się tak wydawało, ponieważ zamiast krzyku wydałem z siebie jedynie miernej jakości szczeknięcie.
Rozmowa kotów o wydarzeniach obecnych, którą słyszałem przez uchylone drzwi, nagle zamilkła. Po chwili usłyszałem stukot kocich pazurów i do łazienki weszli wszyscy trzej przedstawiciele wąsatego gatunku, nastroszeni, jakby zobaczyli diabła. Kaziu i Arystoteles podeszli do mnie z właściwą sobie ciekawością, Romek tylko kichnął przeraźliwie, zamykając drzwi łazienki, samemu pozostając na zewnątrz.
W pozostałą w pomieszczeniu trójkę spojrzeliśmy po sobie, już mniej przerażeni, bardziej zadziwieni. Po momencie milczenia spróbowałem się odezwać porozumiewawczo do moich kotów, lecz ponownie jedynym dźwiękiem, na który mogłem się zdobyć, był bardzo przeciętny szczek. Mimo to koty rozumiałem bardzo dobrze. Te szeptały do siebie wyjaśniającym tonem, że takie rzeczy się na pewno dzieją gdzieś jeszcze na świecie i mój hauhauuu na pewno nie jest jedyny. Ja za to spojrzałem na rzecz o wiele gorszą niż jakakolwiek zamiana w auuwrr hau - drzwi były zamknięte, a żaden z nas nie posiadał przeciwstawnych kciuków i, co gorsza, nie sięgał nawet do klamki. Skoki mające na celu otworzenie drzwi też okazały się na nic, gdyż aaaauuuuuu hau hauhau. Jeśli więc ktoś może odczytać tę hauhau, niech przyjdzie niezwłocznie pod hauhau hau hau wrr i wypuści nas stąd, gdyż wraz z moją transformacją ponownie skończyły się hauhau auu do rozmowy, a Kaziu zdążył już ponarzekać na chyba wszystkie auuuuuuu świata.

dobre
   
słabe
    7


poprzednie Czy wiesz, że możesz użyć kursorów w lewo / prawo ? następne

Najlepszy komentarz:

Lejen 09 stycznia 2017 08:34
0  3

Dobre!:D Nie spodziewałem sie takiego zakończenia.

Damianov 09 stycznia 2017 06:49
0  1

"+" za flow

trzmielinsky 09 stycznia 2017 14:00
0  0

@Damianov: dzięki!

Lejen 09 stycznia 2017 08:34
0  3

Dobre!:D Nie spodziewałem sie takiego zakończenia.

Marla 09 stycznia 2017 11:23
0  2

@Lejen: z Trzmielem tak zawsze :D nieobliczalnie zaskakujący :D

trzmielinsky 09 stycznia 2017 14:00
0  1

@Lejen: dzięki wielkie :D

trixx 09 stycznia 2017 15:54
0  1

Hauuu hau?
Dobre opowiadanko :)

trzmielinsky 09 stycznia 2017 19:15
0  0

@trixx: dzięki dzięki :D

Zobacz też

Polecam Film
Bandziory
Alex x Promo ! :)
Łucznik
Basen odkryty w Dąbrowie Tarnowskiej
Serce
Basket
o frustracji krótko
Skyrim, własne
Bohaterki -1887
Bohaterki -1887
Bohaterki -1887