Zabrali mi Normana :(
W ubiegłym tygodniu wyemitowano 10, ostatni odcinek, ostatniego sezonu serialu „Bates Motel”. Jestem zatem pogrążona głęboko w żałobie i szukam sobie nowego miejsca w życiu.

„Psychoza” Alfreda Hitchoca okazała się reżyserskim majstersztykiem, którą pokochali widzowie z kilku różnych pokoleń. Nic więc dziwnego, że serial, który pojawił się w telewizji również budził zainteresowanie i emocje. I słusznie, bo „Bates Motel” to naprawdę mocna rzecz i możemy się przyglądać co się takiego stało z Normanem Batesem, że trzymał nieżywą matkę w piwnicy i ciachał kobiety pod prysznicem.

Pomijając otwarcie pierwszego odcinka do tematu wprowadzani jesteśmy bardzo delikatnie. Niektórzy mogą nawet uważać, że pierwsze dwa sezony serialu są stosunkowo nudne, jednak tak naprawdę wszystko ma swój sens. Biorąc pod uwagę zaburzenia Normana oraz to, jakie czynniki miały wpływ na pogarszanie się jego stanu, wszystko pokazane jest z idealnym tempem i bardzo wyśrodkowaną dynamiką. Tak naprawdę przez ten czas możemy przyzwyczaić się i obyć ze specyfiką uczucia, które łączy Normana z matką. Jej pobudki, jego reakcje i to, w jaki sposób przyglądało im się otoczenie daje do myślenia. I mimo tego, że klimat gęstnieje powoli z każdym kolejnym odcinkiem pojawia się przeświadczenie, że dosłownie zaraz to wszystko się zawali jak domek z kart.

Jest tam też bardzo stylowo i to już mnie ujęło na maksa. Coś, co na pewno bardzo szybko wyłapią kobiety i interesujący się modą mężczyźni. Mimo tego, że bohaterowie posługują się telefonami komórkowymi, Internetem itp. nowinkami technicznymi to klimat z przełomu lat 50, i 60-tych zachowany został po prostu uroczo. Stare samochody, cudowne sukienki Normy, wyrafinowany styl Normana czy wyposażenie kuchni mówią same za siebie. Wizualnie serial prezentuje się perfekcyjnie. Z niezwykłą przyjemnością przyglądamy się zestawieniom współczesności i mody retro, które – co ciekawe- w ogóle siebie nie wykluczają w tym przypadku. Z jednej strony doskonale wiemy, że wszystko dzieje się współcześnie, z drugiej chwilami można o tym zapomnieć i w pełni rozkoszować się klimatem filmu Hitchocka.

Norman jest cudowny, chociaż muszę przyznać, że przez pierwsze dwa sezony nie bardzo w niego wierzyłam i teraz w sezonie 5 zrobiło mi się głupio. Ostatnie 10 odcinków to praktycznie już Norman w szaleństwie. O ile wszystko wcześniej powoli doprowadzało go do załamania nerwowego i stania się Normą, o tyle ostatni sezon to już hardcore niezły. Wszystko dzieje się bardzo szybko, jako widzowie wiemy, że nie ma odwrotu, wiemy w sumie co się stanie, jednak i tak kilka razy nas jeszcze zaskoczy.

Wydaje mi się, że i aktorzy i cała produkcja filmu uciągnęła dzieło Hitchocka i nie przewracał się tam bardzo w grobie. Szczerze mi smutno, bo był to serial, który darzyłam ogromną, ogromną sympatią i myślę, że będę jeszcze do niego wracać.

Jeżeli ktoś jeszcze nie widział, a zamierza to niech pamięta, że dwa pierwsze sezony są trochę nudnawe i łatwo zrezygnować. Nie róbcie tego, bo nie warto! Dajcie się tak skomplikowanej opowieści poprowadzić w odpowiednim tempie, a na pewno tego nie pożałujecie!

dobre
   
słabe
    2


poprzednie Czy wiesz, że możesz użyć kursorów w lewo / prawo ? następne

Najlepszy komentarz:

PreeMoSh 03 maja 2017 17:32
0  1

Kurde w 2 dni obejrzałem cały sezon 1 , wszystko przez Ciebie szatanie :P

PreeMoSh 03 maja 2017 17:32
0  1

Kurde w 2 dni obejrzałem cały sezon 1 , wszystko przez Ciebie szatanie :P

Marla 03 maja 2017 21:32
0  0

@PreeMoSh: hehe :P taka moja rola :D

Zobacz też

Królowa Ziemi (z cyklu: poryte trochę kino)
Dont knock twice
Founder, The
Under the shadow
Dwadziescia lat temu
Wyspa czaszki
Autopsja Jane doe
Dziewczyna z pociągu
Spotkanie z wiedźmą z Blair II
Westworld!
Polecam film -
Polecam film -