Obraz Mistrza Beksińskiego: Bez tytułu, 1976.
...i gdy patrzę na nie, to ciężko nie mieć wrażenia, że obraz ten prezentuje niesamowicie trafną metaforę indywidualizmu i personalizmu, które są nowotworami naszych czasów. Człowiek pozbywający się swego dziedzictwa i tożsamości wpada w widoczną na obrazie pustkę, wokół której jest tylko śmierć. Poza ugorem, wypalonymi resztkami świata i swoją pustą "niszą" nie ma nic innego - bo być nie może.

dobre
   
słabe
    6


poprzednie Czy wiesz, że możesz użyć kursorów w lewo / prawo ? następne

Najlepszy komentarz:

monkey 3 dni temu, 18 listopada 19:30
0  3

Wspaniała interpretacja aczkolwiek ja to widzę trochę bardziej optymistycznie. Ta postać ze skrzyżowanymi rękami w wodzie to człowiek, który opuścił pustkę i ciemności by obmyć się niejako przyjąć chrzest i rozpocząć nowe życie...E: obraz do kupienia za 690 pln !!!

monkey 18 listopada 2018 19:30
0  3

Wspaniała interpretacja aczkolwiek ja to widzę trochę bardziej optymistycznie. Ta postać ze skrzyżowanymi rękami w wodzie to człowiek, który opuścił pustkę i ciemności by obmyć się niejako przyjąć chrzest i rozpocząć nowe życie...E: obraz do kupienia za 690 pln !!!

glo8trott3r 18 listopada 2018 22:23
0  1

@monkey: Podeślij link na priv.
Jesli chodzi o Twoją interpretację... Ciekawa... :)
Pozdro!

monkey 19 listopada 2018 12:46
0  0

@glo8trott3r: Nie zauważyłem,że to cena za reprodukcję a nie oryginalny obraz,sorki https://beks.pl/produkt/zdzislaw-beksinski-obraz-ad76/

Davkka 19 listopada 2018 23:44
0  0

@monkey: ja to widzę inaczej,koło stawu jest zielona trawa a w dalszych częściach wszystko umiera. Osoba w stawie też już jest na wykończeniu. Człowiek trwa w swojej egzystencji (staw) nie zwracając uwagi na otaczające go problemy. Myśli że jest nietykalny i mu nic nie grozi. Nic bardziej mylnego. Trwając w tej nieświadomości swoich decyzji/czynów lub bierności sam siebie powoli niszczy.

dejos 19 listopada 2018 16:42
0  0

I tak każdego to spotka, tylko długość czasu różna.

brulgh 22 listopada 2018 01:17
0  0

W mojej interpretacji, czyli według mnie obraz ten niesie wizję tego co nieuniknione gdy my jako wspólnota ludzka się nie zreflektujemy. Obraz odbieram jako konsekwencje burzenia harmonii. Postać wynurza z wody (ma mokre włosy), rodzi się/powstaje z matki ziemi (czarne włosy, blada cera - brak światła), wychudzona bo z okruchów ulepiona, oczy czysto żółte - kolor uduchowienia, bez tęczówki i źrenicy na pozór ślepe, ale skrywające moc przodków, jeśli nie ich samych, świeci czystą energią życia, ta zieleń jest odrodzona z wody, ziemi i ducha, to nowe życie (żółty+niebieski=zieleń), niebo czarne, ale autor skrył przed nami błękitną wyrwę nadziei nad postacią (zieleń u góry). Patroni jego. Zwierzęcy: drapieżny ptak, wyglądem pierwotny archetyp, żywa skamielina symbol wolności i możliwości (postać ma dłonie jak szpony, ostry podbródek jak dziób i wąskie usta) Roślinny: cyprysy wiecznie zielone, które umarły ostatnie, kojarzone z wiecznością, trwałością i ochroną (uszu strzeliste, grzywka jak korona, smukła sylwetka).
Biały i czarny to kolory sobie przeciwstawne, ale oba symbolizują śmierć. Biały to wszystkie kolory, ale wtedy nie jest biały lecz przeźroczysty, więc biały to wszystkie kolory które zostały odbite. Czarny to żaden kolor, to nicość, ale ta również jest bezbarwna, bo inaczej już nie byłaby niczym, więc czarny to wszystkich kolorów pochłaniacz, a czarny to brak odbicia. Skoro biały odbija, to biała materia jest wewnątrz czarna, jest pusta, jest niczym... Czarny pochłaniając ma w sobie wszystkie kolory, czyli jest tęczą, jest wewnątrz biały. Paradoks polega na tym że chcąc być panem ziemi ulegamy złudzeniom i błądzimy. Bo jak inaczej uzyskamy białość jeśli nie w ogniu, wybuchu i wojnie dla idei heh... tylko to znamy bo na niebie przemiennie widzimy wielką życiodajną kulę ognia i obicie tej kuli co wciąż się zmienia. Zjadanie własnego ogona i ślepota na to co przed nosem - czyli bezbarwne i bezwonne powietrze białe i czarne jednocześnie ale nie szare :) bo to kontrast, skrajność, w tle sceny mamy białe i czarne, ekstremum rodzi ekstremum, błędne koło, gdy żeby żyć doskonalimy zabijanie to egzystujemy, gdy zamiast dzielić jedynie mnożymy to potęgujemy chaos, gdy jedynie różnicujemy nie sumując to gubimy się w szczegółach i tak dalej...
Czerwień na obrazie to krew, to poświęcenie, to ofiara naszych przodków zwierzęcych, roślinnych i kamiennych którzy zdecydowali się zmaterializować i natchnąć czarnowłosego, ponieważ tym razem nasza pierworodna nie przetrawi głupoty ludzkiej. Czerwień to sprawiedliwość, która czeka dzieci okaleczające łono matki, Czerwień ognista łącząca się z niebieskością wody to paradoksalnie jedyne lekarstwo gdy poparte jest śpiewem rozżalonego chóru przodków, wsłuchują się weń jedynie prorocy i głupcy, a skoro pozostaną tylko pasożyty to niech słuchają tego bladego, drobnego z wąskimi usteczkami... będą mieli k**wa problem, bo znikną, rozprysną się w nicość, czyli będą równi swej wartości. Jednym słowem apokalipsa, której chcemy tak bardzo, że jesteśmy spierdolić wszystkie idee takie jak unia'e, ekologia, wegetarianizm, socjalizm, zatarcie granic płciowych, globalizacja i tym podobne z naszej ery zostało wszystko spartolone, a niestety to jest podstawa bytności świadomości populacji ludzkiej dążącej do świadomości planetarnej ;)
Aspekt pozytywny - jest jeszcze dla nas szansa, bo gdyby jej nie było to i obrazu by nie było i nas też już by pewnie nie było.
TAK TO WIDZĘ JA :D
Pozdrawiam,
Cześć.

Zobacz też

Charlie Chaplin, 27 lat
Polecam książkę:
BSW Toruń, marionetki
Kolejny fragment własnego opowiadania.
Pustynia Błędowska 2015
Japońce umiejo wszystko
Yin & Yang  Planeta
Kultura musi byc
Debowy
Ohoo!!!
Chilloutowooo
.....