Ta podstrona zawiera treści tylko dla dorosłych.

Czy jesteś osobą pełnoletnią?

This subpage contains content for adults only.

Are you an adult?

TAK / YES
                        NIE / NO

W tej knajpie w Wielkim Jabłku niedługo ma powstać knajpa, w której serwowane będą przysmaki przygotowywane z marihuany. Właściciele publikują wideo, a w nim kilka potraw z nietypowego menu. Sinsemil.la to projekt zakładający powstanie sieci undergroundowych restauracji, serwujących kolacje przyrządzane z użyciem marihuany. Pierwsza ma powstać w Nowym Jorku, a kolejne w innych miastach. W swoich daniach, pomysłodawcy restauracji chcą używać konopi do balansowania i wygładzania smaku przygotowywanych dań. Nie zdradzają póki co dokładnych przepisów i jak gandzia będzie w nich wykorzystywana, ale na promocyjnym filmie widzimy, że odbywać się to może na kilka sposobów. Jednym z nich jest wędzenie na zimno dymem z blanta lub fajki (chyba że mają do tego specjalny piec), innym dodawanie jako posypki – na surowo, a w kolejnym w postaci marmolady. Nazwa projektu nie jest przypadkowa. Sinsemilla to sposób hodowli żeńskich krzaczków konopi, bez udziału pyłku roślin męskich. Kwiaty są wtedy gęstsze i bardziej bogate w kannabinoidy, odpowiedzialne za uczucie lekkości po wypaleniu skręta.
Tajemniczy kucharze zapewniają, że w ich pomyśle chodzi o wykwintne jedzenie, a nie o pospolite ujaranie się lub pochłonięcie krzaków konopi z korzeniami. Sprawdź czy menu przypadnie Ci do gustu na stronie insemil.la. My będziemy tam regularnie zaglądać w poszukiwaniu ofert pracy na stanowisko operatora pieca...


http://www.youtube.com/watch?v=aujJn46-ccU

źródło: ckm.pl

dobre
   
słabe
   
1

Najlepszy komentarz:

phoraxx 31 stycznia 2014 20:11
0  1

wow, jeśli to się sprawdzi i ludzie docenią coś takiego, nadejdzie rewolucja w postrzeganiu tej wspaniałej rośliny, może też wpłynie na to jak odbierane jest jej palenie i spraw pokrewnych ;)


http://www.youtube.com/watch?v=mUQY31z2utU#t=22

Alex Shpetniy z uniwersytetu w Ługańsku na Ukrainie jest o krok od dostarczenia facetom zabawki marzeń z dzieciństwa. Pistolet na strzałki czy przylepce miał każdy, ale minigun był nieosiągalny w żadnym Peweksie, ani w dostawach od wujków zza granicy. Teraz możesz go zamówić, bo młody konstruktor na produkcję seryjną zebrał w serwisie Alex Shpetniy z uniwersytetu w Ługańsku na Ukrainie jest o krok od dostarczenia facetom zabawki marzeń z dzieciństwa. Pistolet na strzałki czy przylepce miał każdy, ale minigun był nieosiągalny w żadnym Peweksie, ani w dostawach od wujków zza granicy. Teraz możesz go zamówić, bo młody konstruktor na produkcję seryjną zebrał w serwisie Kickstarter 85 tysięcy dolarów, a potrzebował jedynie 5 tysięcy. 85 tysięcy dolarów, a potrzebował jedynie 5 tysięcy. Ukrainiec zaprojektował i wykonał około 20 prototypów Rubber Band Machine Gun. Jego wymiary to 86x20x28 cm, ale wagi Alex nie podaje. Oczywiście brzozowa sklejka, z której broń jest zrobiona, oraz specyficzna amunicja na pewno nie nadwyrężą Twoich rąk. Pojemność magazynków tego karabinu to 672 gumowe naboje. Naciąga się je na 16 luf, które kręcą się dzięki elektrycznemu silniczkowi, napędzanemu przez pięć baterii „paluszków”. I tu może pojawić się pytanie: ile zajmuje założenie 672 gumek na 16 luf? Można poradzić się prostytutki, ale szybciej odpowiada Alex – za 100 dolarów dostajesz karabin z uchwytem do ładowania, który wpakuje całą amunicję na sprzęt w kilka minut. Za wersję bez tego sprzętu zapłacisz 85 dolarów. Zważając na szybkostrzelność karabinu – 14 gumek na sekundę – doinwestuj w dźwignię ładującą żeby nikt Cię nie zaskoczył na polu walki! Dla wzbudzenia większego respektu podczas wojny, wybierz wersję z malowaniem moro i specjalną skrzynią, całość za 380 dolarów.

więcej zdjęć w źródle

źródło: http://www.ckm.pl/lifestyle/minigun-z-drewna,11268,1,a.html

dobre
   
słabe
   
1


http://www.youtube.com/watch?v=iKL11BavG0U#t=187

Holownik, który pracował u wybrzeży Nigerii na zlecenie amerykańskiego koncernu energetycznego przy platformach wiertniczych, zatonął 26 maja tego roku. Wraz z nim, na dno oceanu poszła cała załoga – 12 osób. Schodząc pod wodę, nikt nie miał złudzeń, że będzie to akcja ratunkowa, a poszukiwawcza – miała na celu wyłowienie zwłok ekipy.

Gdy nurek wpłynął do jednego z pomieszczeń, oniemiał. Zobaczył żywego człowieka! Siedział w miejscu, gdzie zgromadziło się powietrze, którego nie wyparła na powierzchnię woda. Okazał się nim Harrison Okene – kucharz okrętowy. Był przerażony, wyziębiony, odwodniony i głodny. Podwodna ekipa podjęła akcję ratunkową. Po półgodzinnym wynurzaniu, jedyny ocalały załogant był już na powierzchni.

29-letni kucharz przebywał 30 metrów pod wodą przez 60 godzin. Cały kolejny tydzień spędził w komorze dekompresyjnej, by uniknąć powikłań po tak długim pobycie na dnie oceanu.

źródło: ckm.pl

dobre
   
słabe
   
0




Z nami od

19 września 2012 07:05

Dodanych

5

Komentarzy

45

Karma wrzut

45

Karma komentarzy

20

Obserwowani 60

Obserwują 0