...jaki tytuł

   
   
2

Najlepszy komentarz:

Remczysko 3 godziny temu
0  0

nick: kafta

Mandala inaczej?

Mandala inaczej?

#własne
Standardowo, cienkopis + kredki akwarelowe, + testowany nowy nabytek czyli pędzel wodny Pentel. Polecam, fajna alternatywa dla tradycyjnego pędzla. :d

   
   
4

Najlepszy komentarz:

Marla wczoraj o 08:14
0  3

Jak zawsze piękne :)

oddam całą swoją jawę
wyjmę ją z portfela z bagażnika
z plecaka i kieszeni znajdę
na rogu cinkciarza

zapytam
czy obok dewizowych chwil dla ludzi
ma schowaną taką jedną
szaleńczego tańca

jak się zgodzi
zamienię się korzystnie dla niego

i przez resztę świata
w tej jednej chwili
bić powietrze będę
każdą dostępną ręką nogą
razem z tymi
którzy
w swoim życiu już raz nie przeżyli

i w tym chwili zamknięciu
najwolniejszy będę
spośród każdej możliwości

   
   
0

Polecam film - "Aż do piekła"

W moim określeniu jest to "współczesny western". Akcja dzieje się w zachodnim stanie Texas, w małych, typowych amerykańskich miasteczkach gdzie w bardzo klimatyczny sposób pokazana jest między innymi i natura ludzi tam mieszkających. Świetna muzyka, fabuła która nie tylko przyciągnie starych wyjadaczy westernów, ale i ludzi lubujących się w mieszaninie smaków rodem z "To nie jest kraj dla starych ludzi" czy "Prawdziwe męstwo".

   
   
0

Łoś by Stripfield (http://stripfield.blogspot.co.uk)

Dawno dawno temu, kiedy bylismy wszyscy duzo mlodsi.... zapoznalem sie ze sztuka tego tworcy....ba.... Tworcy.
Proponuje wszystkim zapoznac sie z tymi paskami.
Mozliwe ze ktos ostatnio wrzucil cos tego Pana, i chwala mu za to bo dlugo szukalem a nazwa bloga wypadla mi z glowy.
http://stripfield.blogspot.co.uk

   
   
0

Marina Abramović często sprawdzała sama siebie w ekstremalnych eksperymentach, które były gdzieś na granicy sztuki i szaleństwa. Wpadł mi ostatnio w oko gif z nią i zaciekawiła mnie cała akcja, której wcześniej nie znałam.

Jak można przeczytać na stronie http://kobietywsztuce.blogspot.com/2012/10/marina-abramovic.html: "w innej akcji zatytułowanej „Rest energy” z 1980 roku, jak pisze Marta Ryczkowska, próba wytrzymałości osiągnęła swoje apogeum. Ulay kierował strzałę napiętego łuku prosto w serce Mariny. Ta statyczna inscenizacja wymagała dużej wytrzymałości psychicznej. Dla Mariny oznaczało to całkowite poddanie się wytrzymałości Ulaya, dla niego – olbrzymią odpowiedzialność za życie Mariny i najwyższy stopień koncentracji".

   
   
3

Najlepszy komentarz:

karl9 wczoraj o 17:35
0  1

Jak dla mnie to to już jest szaleństwo,
jaką małą wartość (moim zdaniem) ma taki udany "performace", "eksperyment" czy jak by to nazwać,
a jak dużo można stracić przy najmniejszym błędzie.
Porównując to do takich sportów ekstremalnych gdzie szansa wypadku, również śmiertelnego jest też bardzo wysoka, ale za to one oferują w zamian niesamowite doświadczenia które pozwalają człowiekowi inaczej spojrzeć na świat, a czasem odmieniają życie.
A tutaj..

ludzie ludzie sobie siedzą
głośność głośność im przeszkadza
wrony usiadły
ktoś zna to
no wreszcie

ale
tu jest
niespodziewanie

nie wiadomo jak określić to
znikomo czuję się
i nie wiem

a jak to
się dzieje
też nie wiesz

i jest jak jest

   
   
0

kreacja chaotycznego boga

Chwila zastanowienia - kto postawił te ściany, jakie są wysokie, na ile grube - decyzja. Przebić, wybić, do przodu, nie myśleć, niech boli głowa od przebijania, a nie myślenia o przebijaniu i już odpadają poszczególne cegły, znikają w powietrzu, nie ma ich! Razem z murem znika we mnie stałość, wyrwy się tworzą, wyrwy dookoła, czy to tylko żyły w oczach pęcznieją i pękają? Lecz oto stoję w pyle i kurzu i kroplach krwi i potu z czoła spływających, oto bez poszczególnych części ciała stoję, oto bezsilny i nieciężki, a za mną dziur kraina, świat wyrw, korytarz pełen mojego cienia, dopiero teraz prześwituje słońce, którym wypełniła się nagle cała przestrzeń. To nie słońce, to osiągnięcie, to wygrana, to światło przedostające się przeze mnie na wylot, serce! To nie ja, to ja, to my, nie my, nicość na chwilę dotknięta, nawet nie nicość, to jakiś kompletny brak, który nie przygniata ani pustką, ani całością, więc dalej... A ściany rosną przede mną, nie za mną, mam po co mur przebijać, bo one przede mną, nie gonią, ja gonię je, a one stoją, więc dogonię prędko, już ich pewnie coraz mniej, a nawet jak nie...
Niech mur wie, że prędzej to on nie istnieje wcale, niż istnieje siła, by zaistniał, już prędzej te dziury zasklepią się same albo ja zakleję je sam, niż dam dziurom przestać istnieć, a mur zostawię, nie! To dziury istnieją, a nikt o tym jeszcze nie wie, przyjdą wszyscy i dostrzegą nie mur, nie dziury w nim, a pustkę, a brak muru, a właśnie!
I nagle nic nie ma, mnie też nie, nie widać nic, tylko kropli parę na ziemi już czystej od kurzu, krople nie mają koloru, zapachu, mają tylko płaszczyznę do spoczywania. Krople unoszą się w górę i rozbrzmiewają, i teraz przebijają się nawzajem, dychotomia poszczególnych drobin, planety, układy, zjawiska kosmiczne. Duszą się w sobie i duszę tworzą, by oddychać, by zacząć w świecie krążyć, ruch konieczny, nie płaszczyzna, wyższy wymiar jest na gwałt potrzebny! Wokół nich zaczynam krążyć, dmuchać we wszystkie strony, machać rękoma i nogami i głową by tylko przyspieszyć cały ten proces, krople wreszcie są szczęśliwe, bo odlatują tam, gdzie nikogo i niczego nie ma, one będą w swoim świecie pierwsze.
Tak je kocham, że nie mogę ich nazwać. Kiedy będą mogły, zrobią to same.
Mogą nawet mnie nazwać. Po to mam tę chwilę pamięci, żeby pozwolić sobie na imię od kogoś, może być nawet brzydkie, może być często używane, jałowe, ale od kogoś, to jest zawsze pełne znaczenia, zresztą przecież swojego nie mam, sam sobie nigdy go nie nadałem, w sumie nawet nie wiem czemu, przydałoby mi się jakieś imię, ale muszę poczekać, poczekać na te krople krążące, przecież tam dopiero rozwija się materia, dusze śpią jeszcze, splecione nicią zawieszenia w czasie, poczekam.
Choć i tak śpię bez przerwy. To wszystko pewnie też mi się śni. A mnie tu nie ma. Nie wymyśliłem nic, tylko wymyśliło się samo. Beze mnie, niepotrzebny tu jestem. Jak się obudzę, zniknie to, co piękne, to, co zdołałoby mnie obudzić, i tak utkwię gdzieś w niebycie i nie było kropel, muru też nie było, dziur w murze, moja krew urojona i pot urojony na darmo, po co...
A w dłoniach ciągle cegła, ta pierwsza wyrwana. Zniknij. Znikaj. Już. Przebijam cię. Wyrywam z całości. Ty jesteś całością. Chropowatą, siwą całością. Jak cię przepołowię, będą cię dwie całości. Nawet jako pył jesteś tysiącami, milionami całości. A przecież wcześniej jedna. Stajesz się i pyłem, i cegłą, całością i częścią, zawieszona w przestrzeni kruszejesz i łączysz się na moich oczach, co chcesz mi udowodnić?
Przestańże wreszcie myśleć, zawsze to bolało i teraz też boli, lepszy ból taki, co niszczy i kreuje, kreuje i niszczy poza głową twoją, a głowa będzie boleć od zewnętrza, to świat zada ci ból, nie ty sobie sam!
Świat uciekł, z czego on był, z jakich kropli, czy to moje krople? Może to moja krew, ta po murze, może to pot, ten po wybijaniu dziur, może nazwał się czymś, co będzie ze mną kojarzył, może będzie mnie pamiętał, może krople znajdą tam przyjaciół z innego świata i się zderzą ze sobą, jak ja z murem, albo nawet nie będą musiały i w zgodzie tak, tak zbudują sobie jutro... Czy są szczęśliwe, gdy mnie tam z nimi nie ma? Czy pamiętają, czy zastanawiają się, czy popełniają błędy, czy, czy, czy?!
Teraz siedzę, a jakieś dziwne, niepewne światy otaczają mnie. Świat, świat, co to za głupie słowo, świat. Jak muchy światy mnie obsiadają, muszę strzepywać, a one krzyczą jakieś "przytul", jakieś "proszę", jakby wiedziały o znaczeniu tych słów, jakby przełamały barierę pozornej głupoty pomysłu, że nie mogę ich usłyszeć...
Przecież nie mogą wiedzieć, kto by im, a może one same, tak po prostu, przytul?
Zniszczyłbym przecież, kruche to takie delikatne, skoro z kropli się wzięło albo pyłu albo innych drobnostek, a może z cegieł, a może murowane są to światy, ze mnie, we mnie czy obok mnie rosnące?
Ależ to chaotycznie tak względem siebie sunie, przestrzeń to labirynt dla tego wszystkiego, ja zaraz poustawiam równiuteńko, będzie im łatwiej, będzie po drodze wszędzie, spokojnie, bez przeszkód, tu w lewo, tam w prawo...
A tam jedno takie, krnąbrne, przebija moje drogi, znajomy widok, chyba zostawię, takie malutkie, tam to się pewnie nic nie dzieje, coś się tylko zepsuło, nic się nie stało, cała reszta już bezpiecznie krąży w...

   
   
0

w domu na przedmieściach
wiatry wichury bez twarzy
otwierają drzwi na oścież
wybijają szyby zbyt szybko
zbyt nagle by na czas się obudzić

diabeł na klatce schodowej
judaszem zerka do środka mieszkań
kradnie znaczki z listów
z wyznaniem przyjaźni
słowem dobrym

pod wycieraczkami nie istnieje podłoga
wpaść tam to przepaść na zawsze
a wrzucają tam ciągle klucze
domy zamknięte a z nimi ludzie
wypuśćcie mnie do wewnątrz

tam za rogiem
za daleko na wzrok
zbyt blisko na myśl
ale inaczej
tam na pewno jest inaczej

   
   
1

Najlepszy komentarz:

Marla 2 minuty temu
0  0

prawie jak mój dzisiejszy sen

  • Sublimacja

    7 pieczara pieczara Kultura    link    ponad tydzień temu, 16 kwietnia 14:03     1733

Byleby się uśmiechnąć
Byleby przez chwilę uwierzyć w swój sens
Byleby tylko zdążyć przed śmiercią
Zanim w parę wodną zamienię się

   
   
0






Polub nas!