Z ławeczki ;)

Z ławeczki ;)

z ławeczką:) Jeszcze dorzucę jedno po skończonej robocie.,Peace

   
   
0

Znacie na pewno mnóstwo popularnych frazesów, które wszyscy wokół powtarzają, nie zastanawiając się nad ich kompletną jałowością. Coś jak: „o gustach się nie dyskutuje” albo jeszcze lepiej „prawda zawsze leży pośrodku”. W internecie, jeśli nie wiesz jak zrzucić z siebie ciężar dyskusji, polecasz „maść na ból dupy”.

Bardzo trudno znaleźć konkretne definicje, objaśniające znaczenie memów czy środków internetowej nowomowy. Oparłszy się na codziennej praktyce chyba najpoprawniej należałoby łączyć ból dupy z brakiem dystansu do siebie, tudzież dystansu do bliskich sobie wartości. Jeśli więc dajecie wyraz swojemu niezadowoleniu z powodu krytyki szanowanego autorytetu, przegranego meczu ulubionej drużyny bądź wyniku wyborów parlamentarnych – sieciowi specjaliści mogą zdiagnozować u was paskudną przypadłość dolnych, tylnych partii ciała.

Przykład. Jeden z kolegów po fachu ubolewał niegdyś publicznie nad zatrważającą dysproporcją popularności stron poświęconych nauce, a tych, które nie przekazują żadnych treści lub co gorsza, promują różne sektory paranauki. Werdykt kilku komentujących był bezlitosny: masz chłopie ból dupy. Ależ miałem szczęście! Postawiono dwie diagnozy w cenie jednej, bowiem podczas czytania tekstu wykryłem u siebie analogiczny zestaw objawów. Zabrakło jednak recepty na maść, toteż zacząłem rozmyślać nad możliwościami wyleczenia tej francy bez wspomagaczy. Gdy takowych nie znalazłem, stwierdziłem, że może pora pogodzić się z własnymi dolegliwościami i jakoś po cichutku z nimi żyć, co najwyżej ryzykując rozpuszczenie we własnych sokach żołądkowych.

Zawsze zachodzę w głowę, co tak naprawdę pragnie osiągnąć rozmówca poprzez walnięcie „dupnym” obuchem? Czy powinienem mu odpowiedzieć: Masz rację przyjacielu, nie powinno mi na tym zależeć, w końcu i tak wszyscy umrzemy? Dystans do otaczającego nas świata to naprawdę cenny atrybut, ale nie widzę powodu, dla którego miałbym porzucić szańce i zrezygnować z ochrony czegoś na czym mi zależy. Zabawny jest zresztą fakt, że osoba zarzucająca komuś obolałość odwłoku, zazwyczaj sama odczuwa go niezwykle intensywnie w sytuacji odwrotnej. Wyszczerzony kreacjonista będzie więc wręczał tubki z maścią wszystkim negatywnie komentującym filmy Hovinda czy Hama, ale osobiście raczej nie zachowa pogody ducha, przebywając na forum dla ewolucjonistów.

I to normalne, racjonalne, tak być powinno. Mamy swoje wartości, poglądy nas definiują. Istotą dyskusji jest natomiast ocena tego co słyszymy i wymiana myśli.

Dlatego właśnie mam potężny ból dupy o ból dupy, który pozostaje w najlepszym razie absolutnym pustosłowiem, w najgorszym zaś, próbą sprowokowania interlokutora. Oczywiście tak tania prowokacja z zasady nie prowadzi do niczego poza irytacją. To tradycyjna broń trolla, który widząc słabość swoich argumentów musi w jakikolwiek sposób odeprzeć atak lub zdyskredytować drugą stronę.

Zatem, mieć ból dupy, czy nie mieć? Mieć moi państwo: w słusznej sprawie, jak najczęściej i jak najmocniejszy.

http://www.kwantowo.pl/2015/11/07/pozwolcie-ze-zafunduje-wam-bol-dupska/

   
   
1

Najlepszy komentarz:

izkr przed chwilą
0  0

ostatnio grałem ze znajomymi w kręgle a że do odpowiedniego poturlania kuli trzeba wykonac ten dziwny ruch wysuwając do przodu jedną noge a drugą uginając to następnego dnia miałem paskudne zakwasy na pośladkach. to dopiero był ból dupy.

„Zrobię na złość tacie, mamie i katechecie – zostanę ateistą! Taki ze mnie gałgan niecnota”. Pomyślał nastoletni Jasiu, czym prędzej wypisując się z lekcji religii, wprawiając tym samym w osłupienie rodzinę i znajomych.
Zdradziłeś wiarę przodków, porzuciłeś pradawne sakramenty i obrzędy, zakwestionowałeś słowa świętej księgi? Zapewne zabrakło Ci dojrzałości, siły, rozumu. Słowem: jesteś gówniarz i leń, któremu nie chce się chodzić w niedzielę do kościoła. Wielu wierzących właśnie tak sobie wyobraża drogę wiodącą od radosnej wspólnoty wiernych, do bezbożnej komuny cynizmu i moralnego relatywizmu. Jako przedstawiciel ateistycznej mniejszości, niewiele możesz z tym faktem zrobić. Nie tu, nie w tym społeczeństwie, jeszcze nie w tych czasach.

Mechanizm jest prosty jak zmontowanie prezentacji w Power Poincie. Gdyby rozmówca założył przez moment, że przemyślałeś swoje postępowanie, że naprawdę gruntownie przeanalizowałeś wszelkie „za i „przeciw” – co więcej, nie uważałby Cię za idiotę – poniósłby kolosalne ryzyko. Nie wątpię, że utrzymanie niezachwianej wiary przy jednoczesnym wykazywaniu szczerej wyrozumiałości dla ateistycznej retoryki, należy do zadań arcytrudnych. I vice versa, bo godzenie twardych faktów z próbami zrozumienia głębokiej religijności, również bywa intelektualnie uciążliwe. Dlatego od dawna podziwiam ludzi wznoszących się na poziom autentycznej tolerancji światopoglądowej. Podkreślam słowo autentycznej, bo nie o ignorowanie cudzych postaw tu chodzi, lecz o próbę rzetelnej analizy obcych argumentów. A to niestety wyzwanie wymagające sforsowania dzielącego nas muru zacietrzewienia. Może nie tyle muru, co pola minowego, którego przebycie wiąże się z ryzykiem okaleczenia drogiej nam wizji świata. Nic dziwnego, że na jednego sapera gotowego do unieszkodliwiania pułapek, przypada dziesięciu roztropnych, wolących pozostać tam gdzie stoją.

Zdarzają się jednak fighterzy, tak po jednej jak i po drugiej stronie barykady. Nie ścierpią bierności, ale również ani myślą aby bawić się w sapera. Ci intelektualni atleci wolą raczej zażywać spaceru wśród min. Niczym czarny rycerz z Monty Pythona, ignorują oni fakt utraty (argumentacyjnych) kończyn, sądząc że nadal są groźni.

Nie widzę w tym nic złego. Osobiście świetnie się bawię, obserwując od czasu do czasu tego typu przepychanki – nawet jeśli ataków ad personam jest w nich więcej niż zarazków w chrzcielnicy. Jednego jednak ścierpieć nie potrafię. Mianowicie czar słownej szermierki pryska wraz z rzuceniem przez któregoś z interlokutorów zarzutem „gimboateizmu”. Podobnie to nadużywanego w sieci „bólu dupy”, „gimboateizm” pozostaje wytrychem; językowym pustakiem bezrozumnie dokładanym do chwiejnego muru obronnego. Wykorzystanie tego terminu może być przeróżne, ale w jednym przypadku mierzi niesamowicie.

O gimboateizm można zostać posądzonym w związku z używaniem banalnych i gęsto spotykanych w takich dysputach chwytów. Weźmy za przykład standardowy argument insynuujący, że wierzymy w takiego a nie innego rodzaju boga, wyłącznie dlatego, że urodziliśmy się akurat tutaj, akurat teraz i odziedziczyliśmy religię po rodzicach. Jest to więc w głównej mierze wyraz przypadku, uwarunkowań historycznych – a i tak wiele osób dałoby się za swą religię pochlastać. Proste? Logiczne? Aż za bardzo. W rzeczy samej, to argument tak łopatologiczny, że dostępny nawet dla gimnazjalisty o niezbyt lotnym umyśle. Dyskutant liczy na pełną wykwitów teologiczną polemikę, podczas gdy prosty chłop rzuca cegłówką, bezceremonialnie przerywając rozkoszną zabawę.

Dla mnie jednak, z tych samych powodów, to wyborny argument. Może i gówniarski, ale ze świecą szukać nań sensownej repliki. Po co przysłowiowy gimbus ma zgłębiać opasłe tomiszcza ojców Kościoła, po co przechodzić na wyższe argumentacji, skoro w samym centrum rozumowania adwersarza zieje ogromna wyrwa? Dotyczy to zresztą dyskusji na wszelkie tematy. Nie będę wykłócał się o to czy Ziemia to dysk wsparty na grzbietach czterech czy może pięciu słoni, skoro nikt nie przedstawił dowodu, że w ogóle jest ona dyskiem!

A spróbuj jeszcze swoje mniemania podeprzeć brzytwą Ockhama czy czajniczkiem Russella, a w przeciągu minuty zostaniesz zaszufladkowany właśnie jako gimboateusz i wierny uczeń Ryszarda Dawkinsa. I analogicznie. Nie dość, że dowodzisz swoich racji w banalny sposób, to jeszcze świadomie lub nie, odwołujesz się rozważań medialnego (tfu!) autorytetu, który jest zbyt popularny i głośny aby traktować go serio. Nawet jeśli uderza w punkt, a jego tezy są jedynie rozwinięciem tego nad czym filozofowie dumali od kilku wieków.

Wypada sobie zadać pytanie, czy obrażanie się na argument, za jego powszechność czy prostotę – na zasadzie „hohoho, jakie to plebejskie” – aby na pewno pozostaje oznaką dojrzałości?

Sięgnięcie po „gimboateistę” służy zależnie od sytuacji, zarówno za linię obrony jak i element twierdzy broniącej naszej wizji rzeczywistości. Widać to szczególnie w internecie, gdzie nieznanego z twarzy rozmówcę jednocześnie szufladkujemy oraz dyskredytujemy. Nie ważne czy po drugiej stronie monitora rzeczywiście siedzi wyszczekany nastolatek (choć wbrew pozorom takich istnieje naprawdę niewielu) czy 40-letni doktor religioznawstwa. Dla wygody spróbujemy wmówić wszystkim wokół, i najlepiej samemu sobie, że ateista podszedł do sprawy od złej strony, czepił się zbędnych przesłanek, powtarza bzdury; a to dlatego bo brakuje mu dojrzałości aby uchwycić najistotniejsze subtelności. Wszystko prowadzi do wniosku, że porzucił wiarę z niskich pobudek, najlepiej w związku z brakiem doświadczenia, wiedzy lub motywacji. My natomiast, z automatu wyrastamy na tych rozsądnych, inteligentnych, pracowitych i pokornych.

Szanujmy wierzących, szanujmy ateistów i rozmawiajmy. Ale tylko gdy naprawdę jesteśmy na to gotowi, gdy nie czujemy kompleksów i strachu, a przede wszystkim, gdy poważnie interesuje nas konfrontacja różnych punktów widzenia.

Truizm, ale zwykle olewany.

http://www.kwantowo.pl/2016/05/08/a-czy-ty-jestes-gimboateista/


https://www.youtube.com/watch?v=TLgacbYRQ_I
Legendarny George Carlin. Założę się, że przeciętny obywatel po podobnym monologu, byłby oskarżony o płytkość i gimboateizm.

   
   
1

Najlepszy komentarz:

Marla minut temu
0  0

no, tylko w sumie po co o tym dyskutować :D wiem, że to utopia, ale fajnie byłoby, gdyby się nikt nikogo o takie sprawy nawet nie pytał, nie mówiąc o czepianiu się, wielkim argumentowaniu itp. Ja np. nie lubię, kiedy ktoś wyskakuje do mnie: ALE JAK TO??? Przecież (coś tam, coś tam, coś tam). Przecież gdyby mnie takie argumenty i prawidła interesowały, to miałabym inne stanowisko :D więc się wyłączam i mam gdzieś :P

Pochylmy się nad pytaniem o sens samokształcenia i poszerzania horyzontów. Może dla niektórych to banał, lecz dla mnie kwestia fundamentalna, która budzi we mnie ogromny niepokój i jeszcze większy dyskomfort. Dlatego, że nie potrafię udzielić w pełni satysfakcjonującej odpowiedzi.

Ciemnota jest cierpieniem umysłu.
David Hume

Sprawa rysuje się następująco. Przychodzi do Ciebie kumpel, koleżanka, kuzyn, stryjek, masażystka, zbłąkane niebożątko, i zauważa imponującą domową biblioteczkę. Woooow, ile książek – zauważa swym bystrym okiem, po czym kontynuuje – Ty to wszystko czytałeś? Nieśmiało przytakujesz i dostrzegasz, że gość z zachwytu przechodzi w lekką szyderę: Właściwie po cholerę ci to? Chyba naprawdę masz za dużo czasu.

Naturalnie scena została przerysowana, a wspomniana biblioteczka to tylko swego rodzaju metafora. Możesz wyobrazić sobie sto innych, drobnych sytuacji, w której postronna osoba po cichutku pokpiwa, bo opanowałeś czeluści jakiejś egzotycznej dziedziny. Przeczytałeś dziesięć książek o malarstwie baroku lub zafascynowały Cię walory krajobrazu Tadżykistanu, a jedyne na co zdobędzie się rozmówca to… Nic, bo prawdopodobnie ma w nosie Twoje snobistyczne zainteresowania. Ewentualnie może Cię potraktować jako nieszkodliwego dziwaka, trwoniącego czas na bzdety. Na myśl przychodzi mi porównanie do kulturysty, który na ścieżce do nadludzkiej sylwetki zdobył się na wielkie wyrzeczenia, po to tylko, aby na końcu usłyszeć pytanie: A tak w ogóle, jak dajesz radę podrapać się po plecach?

I tak człowieka nachodzi niepokojąca myśl. Co jeśli w tym ignoranckim rozumowaniu zawarta jest odrobina racji i paradoksalnie najwięcej uczą się najgłupsi? Czy uporczywe, wręcz kompulsywne pochłanianie wiedzy to zachowanie racjonalne?

I po co Ci ta wiedza?

Odwieczna zagadka. Kto odniesie większy sukces: gość doskonalący się w swojej dziedzinie i nieustannie prący w konkretnym kierunku, czy tak zwany człowiek renesansu, mający potężne pokłady wiedzy, do których sięgnie ze dwa razy do roku? Nawet się nad tym nie główmy, bo wystarczy rozejrzeć się wokół aby ujrzeć dziesiątki idiotów na eksponowanych stanowiskach, w mediach, tudzież przy władzy. Ale właśnie. Czy aby na pewno idiotów? Co dyrektorowi banku po znajomości układu okresowego pierwiastków? Na cholerę burmistrz prowincjonalnego miasta ma odróżniać filozofię Sokratesa od Kanta? Dlaczego informatyk powinien zawracać sobie głowę treścią Iliady czy Hamleta? Sam sobie odpowiedz. Szczerze.

To naprawdę cholernie przygnębiające! Jesteś dentystą i przeczytałeś książkę poświęconą mechanice kwantowej. Fajnie, poszerzyłeś horyzonty, posiadłeś wiedzę tajemną. Gratuluję, wkroczyłeś właśnie do krainy nieskończonych możliwości. Możesz pochwalić się nowymi informacjami przed kolegą, zanudzić dziewczynę, napisać bloga, a nawet rozwiązać krzyżówkę. Tyle wygrać!

Tak, to przygnębiające…

Mimo wszystko, gdzieś głęboko w nas, zakorzeniono szacunek do mądrości. Wychowujemy się w zgodzie z ludową maksymą ucz się ucz, bo nauka to potęgi klucz. Tyle tylko, że nikt nie zdefiniował majestatycznego pojęcia „potęgi”. No chyba, że ktoś odczuwa szczególny przypływ mocy, oglądając co wieczór „Jeden z dziesięciu” i próbując odpowiadać na zagwozdki Tadeusza Sznuka.

Wyobraź teraz sobie, że jesteś nauczycielem i uczeń, z niekłamanym zainteresowaniem, zadaje Ci pytanie o sens wszechstronnego wykształcenia. Co mu odpowiesz? Osobiście się z takowymi zetknąłem wiele razy, w różnych miejscach i okolicznościach. Choćby od kolegów-studentów, niepotrafiących znaleźć wyjaśnienia dla konieczności zaliczania modułów tzw. wykształcenia ogólnego (socjologia, psychologia, filozofia etc.). Skoro sensu interdyscyplinarnego rozwoju nie dostrzega osoba przesiadująca na uczelni wyższej, to nie należy dziwić się nastolatkom. Dlatego za tak ważne uważam znalezienie jakiejś, w miarę logicznej odpowiedzi, którą mógłbym przedstawić zarówno im jak i samemu sobie.

W cieniutkiej książeczce „Jak być uczonym”, prof. Michał Heller porównuje głupotę do choroby, tym groźniejszej im bardziej nieuświadomionej. Podpisuje się również pod cytatem Hume’a, którym opatrzyłem niniejszy tekst. Obscurity is painful to the mind. Czyżby? Wielokrotnie oglądałem różnorakie sondy uliczne, mające uwydatnić braki elementarnej wiedzy u przeciętnych obywateli. Rzeczywiście, wśród przechodniów nigdy nie brakowało jednostek nierozpoznających na ilustracji sylwetki Piłsudskiego bądź wzoru sumarycznego H2O. Nie spostrzegłem jednak aby delikwenci łkali nad truchłem swego wykształcenia. Po palnięciu głupoty, potrafili bez zażenowania, z szerokim uśmiechem na twarzy, pozdrowić do kamery znajomych. Słusznie, przecież świat się nie zawalił a żaden szczeniaczek nie ucierpiał. Jeszcze zestawmy ich z Nietzschem czy Schopenhauerem, aby wysunąć wniosek dokładnie przeciwny do myśli Hume’a. Umysł od ciemnoty nie cierpi, bo najczęściej nie jest świadomy swoich ograniczeń i płynących zeń konsekwencji. Umysł „światły” zaś, otrzymuje bonus +10 do nihilizmu egzystencjalnego.

I po co Ci ta wiedza?

Ta kwestia sięga znacznie głębiej. Nieświadoma niczego owieczka oszczędzi sobie nerwów słysząc bzdurne dysputy w autobusie, czy trafiając w internecie na jakieś debilne teorie spiskowe. Zrób eksperyment. Pokaż niezbyt lotnemu znajomemu dyskusję z proepidemikami czy innymi kreacjonistami i zapytaj co o tym sądzi. Prawdopodobnie wzruszy ramionami, zupełnie nie pojmując Twojej irytacji. Co prawda, może zapłaci za swą niewiedzę wiarą, dajmy na to w pozaziemskich budowniczych piramid czy perpetuum mobile – ale w sumie, co za różnica? Zapewniam, że wszechświat pozostanie niewzruszony jego opinią, tak jak i Twoją czy moją.

Ale trochę odbiegłem od tematu. Wracając na właściwe tory, wyobraź sobie drogi czytelniku, co mógłbyś zrobić z czasem jaki przeznaczyłeś na zgłębianie fizyki/astronomii/biologii (zakładając, że nie jesteś fizykiem/astronomem/biologiem)? Ile mógłbyś przeczytać książek ze swojej dziedziny lub pokrewnej? Może zdołałbyś ogarnąć jakąś uniwersalną zdolność, jak np. dodatkowy język obcy? Zdobyć dodatkowe, użyteczne znajomości? Albo chociaż pobiegać dla zdrowia?

I po co Ci ta wiedza?

isząc te słowa przeszło mi przez myśl, że naukę należałoby zakwalifikować do kategorii enigmatycznych wartości, na które każdy z nas trwoni czas i pieniądze, wyłącznie z irracjonalnego poczucia obowiązku. Tak jak nacjonalista maszeruje przez miasto z flagą, tak my „ambitni” zapychamy sobie czerepy olbrzymią ilością danych. Bo wypada, bo tak nas wychowano, bo to premiuje lokalna kultura. Niemniej, mam nadzieję, że się mylę i znajdę znacznie rozsądniejszy punkt zaczepienia.

Nie wykopałem tego dylematu ot tak, dla draki. Jako osoba, która zawaliła pół mieszkania książkami i spędza niemal cały wolny czas na pochłanianiu nauki i przekazywaniu jej dalej, naprawdę chciałbym poznać odpowiedź. Robimy coś sensownego, czy zwyczajnie frajerzymy?

http://www.kwantowo.pl/2016/05/29/i-po-co-ci-ta-wiedza/

isząc te słowa przeszło mi przez myśl, że naukę należałoby zakwalifikować do kategorii enigmatycznych wartości, na które każdy z nas trwoni czas i pieniądze, wyłącznie z irracjonalnego poczucia obowiązku. Tak jak nacjonalista maszeruje przez miasto z flagą, tak my „ambitni” zapychamy sobie czerepy olbrzymią ilością danych. Bo wypada, bo tak nas wychowano, bo to premiuje lokalna kultura. Niemniej, mam nadzieję, że się mylę i znajdę znacznie rozsądniejszy punkt zaczepienia.

Nie wykopałem tego dylematu ot tak, dla draki. Jako osoba, która zawaliła pół mieszkania książkami i spędza niemal cały wolny czas na pochłanianiu nauki i przekazywaniu jej dalej, naprawdę chciałbym poznać odpowiedź. Robimy coś sensownego, czy zwyczajnie frajerzymy?

http://www.kwantowo.pl/2016/05/29/i-po-co-ci-ta-wiedza/

   
   
0






Tagi

#własne  #zwierzęta  #wlasne  #gif  #rosja  #japonia  #breakingbad  #street_art  #grafika  #koty  #art  #holograficzny_wszechświat  #święta_geometria  #motywacja  #lol  #wow  #heheszki  #Foodporn  #Thedllrdrinks  #polska  #Sacred_Geometry  #Tedzikmiksuje  #drinks  #world  #999  #tattoo  #dragonball  #WH40K  #PSY  #natura  #DBZ  #rysunek  #awakening  #trailerparkboys  #graffiti  #ciekawostki  #Rozkminatorium  #New_World_Order  #Kwiat_Życia  #pająki  #facrc  #anime  #sport  #WEED  #swiat  #funny  #Flower_of_life  #Toby  #bokeh  #ezoteryka  #Bryły_Platońskie  #praca  #tatuaż  #news  #imgrc  #nice  #Star_Wars  #aweaking  #zdjęcia  #info  #Torus  #marihuana  #tatuaże  #kosmos  #woda  #Illuminati  #fraktal  #auto  #legalizacja  #gadzet  #miejsc  #imgdii  #jolk  #medycyna  #sztuka  #gry  #pies  #szkic  #metal  #street  #planeta  #ziemia  #Bilderberg_Group  #kostaryka  #cymatic  #ISS  #chillout  #umysł  #chiny  #morze  #architektura  #hermetyzm  #patent  #Pentagram  #pdk  #PrayForParis  #Przebudzenie  #fight  #game  #dom  #Samara  #kot  #zachodslonca  #przyroda  #ocean  #bekazpodludzi  #hobby  #cycki  #outdoor  #poznań  #drinki  #silownia  #grzyby  #snoop  #Fiat_126  #historia  #sikalafą  #fanart  #street_art_gif  #nissan  #Zdrowie  #jezioro  #fajnadupa  #xfbml  #fibonacci  #nauka  #drzewo  #Wszechświat  #SWAG  #strefadb  #Audi  #merkaba  #murica  #ambient  #suchar  #http  #Nagroda_Darwina  #Inowrocław  #sci_fi  #laptop  #komiks  #BMW  #pcmasterrace  #skok  #matrix  #SAGE  #animacja  #AMG  #creepy  #Reptile  #RUSKIE  #polecam  #polandball  #Monachium  #BEKA  #psychodeliclove  #morning  #chemia  #plener  #chore_jazdy  #macro  #grubas  #Fiat  #Bohemian_Grove  #wiadomosci  #cat  #ŁowcyŚwit  #wiedźmin  #czekolada  #faktytvn  #film  #komputer  #Anglia  #rower  #wojsko  #beatbox  #piasek  #halloween  #dmt  #808080  #wiara  #życiowe  #punk  #autumn  #las  #Indie  #ganja  #Honda  #katthumor  #tbm  #utm_source  #fuks  #cannabis  #mindfuck  #autostop  #pro  #NASA  #hdr  #Kanada  #more  #trip  #nwo  #40kwietnia  #brazylia  #comments  #płyniemy  #mood  #nygga  #prank  #Deepdream  #szkocja  #126  #selfie  #dron  #cosplay  #slonce  #zart 

Polub nas!