#1

BESTIARIUSZ SŁOWIAŃSKI #1 Brzegina
Zielonowłosa rusałka zamieszkująca w pobliżu górskich
rzek i potoków. W jasne, księżycowe noce można było ją spotkać wśród nadbrzeżnej
roślinności, gdzie przechadzała się odziana w zwiewne szaty. Była przyjaźnie nastawiona
do ludzi, o czym gorliwie zaświadczali niemal wszyscy mężczyźni, którzy napotkali ją na
swej drodze. Mówili też często o skarbie, którego brzegina strzegła, nie precyzując jednak,
jak miał on wyglądać.

#Rodzima_wiara

dobre
   
słabe
   
3

Najlepszy komentarz:

McGuinnes wczoraj o 17:39
0  1

Odkłamać historię! A nie modlić się do drewna na którym chłop umiera!


Dlaczego ludzie rozmawiają z parówkami? Jak komunikacja w mediach społecznościowych nie wychodzi markom, naukowcom i politykom
Media społecznościowe przyniosły komunikacyjne trzęsienie ziemi. Całkowicie zmieniły stabilny od kilkuset lat układ sił między „uprzywilejowanymi nadawcami” a „zwykłymi ludźmi”. Przed zaledwie dekadą (Facebook powstał w 2004 r., Twitter w 2006 r.) sprawdzone przez wieki sposoby na budowanie wizerunku i zarządzanie kryzysami nagle przestały działać w zasadzie z dnia na dzień.


Na razie żyjemy trochę w postapokaliptycznym krajobrazie, w którym rozproszone grupy barbarzyńców próbują na ruinach upadłej cywilizacji ustanowić nowy porządek dziobania. Nie ma na to innego sposobu niż metoda prób i błędów. Ale można to zrobić na hurra, wysyłając całe siły na pole minowe, albo rozsądnie – minimalizując straty.

Kimkolwiek jesteś – wielkim producentem wędlin, klimatologiem walczącym z globalnym ociepleniem czy kandydatem na prezydenta miasta – jeżeli chcesz dotrzeć do publiczności ze swoim przekazem, musisz zbudować wokół siebie markę, która uwzględnia reguły tej nowej gry w symetryczną komunikację.

Studium przypadku #1: wybuchające parówki

Dwa lata temu Berlinki weszły ze swoimi konsumentami w niezwykle udany dialog na temat sztuki. Akcja marketingowa polegała na wrzucaniu przeróbek znanych arcydzieł malarskich w wersji z parówkami. „Parówka z perłą”, parówki baleriny w stylu Edgara Degas i tak dalej. Nie brzmi to jak przepis na sukces – a jednak!

Dlaczego ludzie rozmawiają z parówkami? Jak komunikacja w mediach społecznościowych nie wychodzi markom, naukowcom i politykom
Musze przyznać, że nie do końca rozumiem, jakim cudem to zadziałało, ale z jakiegoś powodu ludzie odpowiedzieli na wezwanie parówek. Na kolejne obrazy spontanicznie reagowali komentarzami w mniej lub bardziej dowcipny sposób rozwijającymi malarsko-wędliniarskie wątki.

Zarządzający profilem marki odpowiadali i tak toczył się niespieszny dialog o sztuce i musztardzie. Stworzenie atrakcyjnej, dowcipnej treści, którą użytkownicy chcieli się podzielić [ang. sharable content, nie mam pomysłu na dobre polskie tłumaczenie] opłaciło się. Konsumenci za darmo podawali dalej marketingowy przekaz Berlinek. Zasada symetrii przyniosła pożytek.

Dlaczego ludzie rozmawiają z parówkami? Jak komunikacja w mediach społecznościowych nie wychodzi markom, naukowcom i politykom

Dlaczego ludzie rozmawiają z parówkami? Jak komunikacja w mediach społecznościowych nie wychodzi markom, naukowcom i politykom
Aż w pewnym momencie marketingowcy Berlinek wpadli na pomysł dalszego wykorzystania tak mile rozpoczętego dialogu. A co, gdyby to sami użytkownicy zaczęli tworzyć atrakcyjną parówkową treść? Stąd krok już tylko do pomysłu zaangażowania dzieci. No bo kto lubi parówki i lubi rysować?

I tak narodził się pomysł na konkurs rysunkowy dla małych następców Picassa. Rodzice zachęcani byli do wysyłania Berlinkom parówkowych dzieł plastycznych swych pociech. Co mogło pójść nie tak?

Dlaczego ludzie rozmawiają z parówkami? Jak komunikacja w mediach społecznościowych nie wychodzi markom, naukowcom i politykom
Zaczęło się niewinnie. Przynęta połknięta, konsumenci tworzą treść zgodną z polityką marki, pionowa komunikacja oparta na zasadzie symetrii działa jak założyliśmy. My pytamy, oni odpowiadają, my chwalimy.

Dlaczego ludzie rozmawiają z parówkami? Jak komunikacja w mediach społecznościowych nie wychodzi markom, naukowcom i politykom

Dlaczego ludzie rozmawiają z parówkami? Jak komunikacja w mediach społecznościowych nie wychodzi markom, naukowcom i politykom
Gdy wtem:

Dlaczego ludzie rozmawiają z parówkami? Jak komunikacja w mediach społecznościowych nie wychodzi markom, naukowcom i politykom

Dlaczego ludzie rozmawiają z parówkami? Jak komunikacja w mediach społecznościowych nie wychodzi markom, naukowcom i politykom
Co tu zaszło? W zuchwałym akcie marketingowej partyzantki konsumenci-weganie (czyli, można podejrzewać, w zasadzie nie target marki Berlinki) dokonali aktu wrogiego przejęcia konkursu, zmieniając go w kampanię świadomościową na temat cierpienia zwierząt. Rozpoczęła się pozioma komunikacja wśród publiczności. Zawiązał się nieoczekiwany sojusz przeciwko marce, która – choć zainicjowała komunikację i stworzyła jej ramy (konkurs) – to jednak nie była w stanie ich kontrolować w momencie wrogiego przejęcia.

Trochę teorii. Upadek komunikacyjnych monopoli

Jak pokazują prace m.in. Marshalla MacLuhana czy Waltera J. Onga, od czasu wynalezienia druku utrzymywał się porządek społeczny, w ramach którego ludzie i instytucje posiadający dostęp do odpowiednich kanałów mogli jednostronnie bombardować odbiorców swoim przekazem[1]. Tradycyjne radio i telewizja – media o bardzo dużym zasięgu i wysokim „progu wejścia” – tylko tę asymetrię umocniły, zalewając olbrzymie masy publiczności ujednoliconym komunikatem. Z przywileju asymetrii przez wieki korzystały państwa narodowe, religie, ale też – do pewnego stopnia – nauka czy „sztuka wysoka”, a potem także przemysł rozrywkowy[2].

Przez cały ten czas świat opierał się na systemie monopoli komunikacyjnych. Tylko pewne grupy ludzi (kapłani, uczeni, politycy, marketingowcy) mieli prawo i możliwość wypowiadania się w określonych obszarach. Do nich należało prawo do interpretacji, oni kontrolowali dostęp do środków przekazu. Marka mogła z łatwością zarządzać znaczną większością informacji na swój temat, jakie przedostawały się w przestrzeń publiczną. Konsumenci swoje żale mogli wylewać najwyżej przy rodzinnym obiedzie i trzeba było sporo czasu i naprawdę poważnych zaniedbań, żeby dopuścić do powstania wokół produktu negatywnej mitologii konsumenckiej. Podobnie rzecz się miała z nauką. Profesorowie mówili jak jest – zwykli ludzie mogli najwyżej słuchać (bo nikt nie przejmował się specjalnie tym, żeby rozumieli).

Dlaczego ludzie rozmawiają z parówkami? Jak komunikacja w mediach społecznościowych nie wychodzi markom, naukowcom i politykom
Oczywiście nie znaczy to, że przed czasami Facebooka „zwykli ludzie” nie mieli i nie wyrażali swojej opinii na różne tematy. Epokę monopoli komunikacyjnych można postrzegać też jako czas, w którym nadawcy zbudowali wokół siebie kokon iluzji opartej na samooszukiwaniu. Brak kanałów dostarczających informację zwrotną sprawiał, że asymetryczna komunikacja była w zasadzie komunikacją w próżnię. Opowiadaliśmy o tym, jaki wspaniały jest nasz produkt, jakie mądre nasze odkrycia albo jaki świetny nasz kandydat i zakładaliśmy, że nasz przekaz wywołuje zamierzony efekt. Teoretycznie sprawdzianem były decyzje odbiorców. Skuteczność komunikacji weryfikowana była przy sklepowych półkach, w szpitalach czy przy urnach. Ale czy fakt, że ludzie kupowali nasze produkty, szczepili swoje dzieci albo głosowali na naszego kandydata naprawdę oznaczał, że odebrali nasz przekaz tak, jak nam się wydawało? Może wybierając określone informacje i dodając własne zrobili z niego jakąś całkiem nową całość? Może głosują na nas, bo brak innych kandydatów? Może szczepią nie z przekonania ale z lenistwa (wybór „opcji domyślnej”) albo ze strachu przed karą? Może kupują nasze produkty siłą rozpędu, ale wcale nie cenią ich tak, jak nam się wydawało zza biurka?

Media społecznościowe wywróciły stolik, przy którym dotychczas toczyła się gra. Nastąpiła radykalna zmiana układu sił, przynosząca mnóstwo szans i korzyści. Nowe narzędzia pozwalają na błyskawiczny odbiór informacji zwrotnej, umożliwiają budowanie trwałych relacji z fanami, konsumentami czy wyborcami.

Ale zmiana niesie ze sobą także zagrożenia. Niespodziewane triumfy populizmu i pseudonauki, zalew fake newsów i dramatyczne kryzysy wizerunkowe marek mają zapewne wiele przyczyn. Ale po dokładnej analizie jedną z nich niemal zawsze okazuje się niezrozumienie szans i niebezpieczeństw, jakie przynosi nam symetryczna komunikacja. To taka współczesna opowieść o skutkach pychy, w którą popadają władcy dawniej niepodzielnie rządzący obiegiem informacji. Żeby w tym nowym świecie znów działać skutecznie. trzeba przyznać, że zasady uległy zmianie. Zrozumieć nowe reguły gry, dopasować się do nich i wykorzystać na swoją korzyść.

W świecie ukształtowanym przez media społecznościowe musimy budować mechanizmy obustronnej komunikacji pionowej – między nami a odbiorcami. Tworzyć otwarte sytuacje komunikacyjne, pytać i odpowiadać na pytania. Musimy też traktować naszych odbiorców nie jako jednostki, lecz jako społeczność, a więc zachęcać ich do poziomych interakcji między sobą.

Dlaczego ludzie rozmawiają z parówkami? Jak komunikacja w mediach społecznościowych nie wychodzi markom, naukowcom i politykom
Do podobnych wniosków dochodzą autorzy większości podręczników komunikacji w nowych mediach. Ale to wszystko brzmi tak prosto tylko na papierze (względnie: na ekranie). Próba wcielenia zasad symetrycznej komunikacji w życie często kończy się jak wyścigi w klapkach po lodowisku, co świetnie pokazał przykład Berlinek.

Studium przypadku nr 2. Wybuchające szczepionki

Reprezentanci poglądów radykalnie-mniejszościowych (tj. otwarcie sprzeciwiających się konsensusowi zakładanemu przez większość społeczeństwa i jego instytucji) takich jak np. poglądy antyszczepionkowe, często skazani są na wykorzystywanie mechanizmów symetrycznej komunikacji do akcji partyzanckich.

Przekaz „głównego nurtu” jest (na szczęście!) w znacznej przewadze proszczepionkowy. Niełatwo więc, na co często narzekają antyszczepionkowcy, „przebić się do mediów”. Tyle, że nie wynika to z istnienia wielkiego spisku opłacanego przez Big Pharmę, lecz właśnie reguł dawnego, asymetrycznego świata. Radio, telewizja i większość prasy przekazują publiczności stan szerokiego naukowego konsensusu, przywołując stanowiska autorytetów umocowanych instytucjonalnie, a nie samozwańczych internetowych ekspertów. Podobnie ma się sprawa w przypadku globalnego ocieplenia, kształtu Ziemi i ewolucji gatunków. Oczywiście wraz z pytaniem o zdanie celebrytów, telefonami od słuchaczy i listami do redakcji telewizja, radio i prasa też ulegają postępującej symetryzacji, tworząc wyłomy w komunikacyjnych monopolach. Ale to materiał na oddzielny tekst. Na razie przyjmijmy nieco uproszczony model.

Od czasu do czasu w telewizji, radio czy prasie pojawia się materiał przedstawiający korzyści ze szczepień i opowiadający o ryzyku epidemii. W asymetrycznej przestrzeni, z punktu widzenia redakcji wygląda na to, że wszystko jest ok. Przypomnieliśmy publiczności, jakie jest stanowisko autorytetów.

Ale przestawiający stanowisko nauki materiał natychmiast trafia w symetryczną przestrzeń internetu, gdzie zostaje przeniesiony w nowy kontekst. Z informacji staje się przykładem „bezwstydnej propagandy”.

I tak na przykład proszczepionkowy artykuł Piotra Stanisławskiego opublikowany przez portal gazeta.pl[3] stał się natychmiast terenem partyzanckich działań antyszczepionkowych. W komentarzach momentalnie zaroiło się od treści podważających wiarygodność szczepionek, naukowców, lekarzy, a także samego portalu i autora artykułu.

Dlaczego ludzie rozmawiają z parówkami? Jak komunikacja w mediach społecznościowych nie wychodzi markom, naukowcom i politykom
W ten sposób podróżując na gapę na grzbiecie głównonurtowego przekazu, antyszczepionkowy komunikat dotarł do dziesiątek tysięcy odbiorców.

Odnośnik do tekstu trafił na facebookowy profil STOP NOP jako przykład „nachalnej propagandy” i kolejny dowód na zasięg długich macek Big Pharmy. Wokół niego natychmiast wytworzył się antyszcezpionkowy konsensus, w ramach którego jedni komentujący przyznawali rację innym, tworząc długie łańcuchy potwierdzania opinii.

Dlaczego ludzie rozmawiają z parówkami? Jak komunikacja w mediach społecznościowych nie wychodzi markom, naukowcom i politykom

Dlaczego ludzie rozmawiają z parówkami? Jak komunikacja w mediach społecznościowych nie wychodzi markom, naukowcom i politykom

Dlaczego ludzie rozmawiają z parówkami? Jak komunikacja w mediach społecznościowych nie wychodzi markom, naukowcom i politykom

Co tu się w zasadzie stało?

Oczywiście interakcje społeczne nie poddają się opisowi w prostych wzorach. Jeżeli ktoś twierdzi, że ma uniwersalny przepis na zawsze-skuteczną-komunikację w asymetrycznym świecie nowych mediów, to znaczy, że kompletnie tego świata nie rozumie. Jedną zasad jest tu właśnie to, że nie da się stworzyć jednego, zawsze skutecznego przepisu. Choćby dlatego, że sam przepis natychmiast stałby się przedmiotem kpin, trollingu i kontestacji.

Można jednak spróbować zrozumieć, co właściwie się stało w przestawionych tu przypadkach. Próbę wyjaśnienia rozpocząłbym od powrotu do fundamentalnego filozoficznego pytania, które otwiera niniejszy tekst. Dlaczego ludzie rozmawiają z parówkami (albo gazetami)?

Odpowiedź na nie brzmi: ludzie wcale nie rozmawiają z parówkami. Skąd nagle te zdziwione miny? Rozmawialiście kiedyś ze swoim śniadaniem? No właśnie.

Ludzie wcale nie są zainteresowani dialogiem z parówkami. Poza nielicznymi przypadkami wchodzącymi w pole zainteresowań psychiatrii raczej nie chcą gadać do swoich ulubionych marek, mebli, nawet gadanie do radia okazuje się zwykle raczej gadaniem do siebie.

Ludzie chcą mówić do innych ludzi. Chcą rozmawiać między sobą. Parówki i szczepionki jedynie stwarzają im do tego okazje, kreują sytuacje komunikacyjne, które ludzie wykorzystują do interakcji między sobą.

A więc pierwsza tajemnica rozwiązana. Ale to nie koniec! Choć w świetle przedstawionych przykładów może się wydawać, że jest inaczej, użytkownicy portali społecznościowych wcale nie są chętni, by gadać między sobą o parówkach albo o szczepionkach. Zwykle chcą wymieniać się poglądami na jedyny temat, który ich tak naprawdę interesuje, czyli mówić o sobie.

W promocji Berlinek od początku konsumenci wykorzystywali okazję, by opowiedzieć o sobie, swoim kocie i rodzinie; by pochwalić się poczuciem humoru, ciętymi ripostami, ogrzać się w blasku jupiterów na parówkowej scenie.

Ale więzy poziome łączące konsumentów parówek były słabe. Poza zamiłowaniem do mięsnych przekąsek nie łączyła ich (przynajmniej w sposób uświadamiany) wspólnota wieku, klasy społecznej, hobby, ubioru czy słuchanej muzyki. Nie tworzyli oni społeczności, która mówiąc o parówkach mogłaby opowiadać o jakimś „my”. Kiedy więc w ramach symetrycznej sytuacji komunikacyjnej pojawiła się zwarta grupa wegan, natychmiast przejęła kontrolę nad przekazem. Połączona wspólnymi ideałami grupa, która za pomocą parówek mogła opowiadać o sobie, swoich wartościach i wizji świata, natychmiast narzuciła ton debacie. Symetria sprawiała natomiast, że organizatorzy konkursu nie bardzo mieli środki, żeby poradzić sobie z nieproszonymi gośćmi.

Coś jakbyśmy zorganizowali domówkę i zaprosili znajomych, których grupa nieoczekiwanie okazuje się fanami biegania. Natychmiast rozpoznają się w tłumie i stworzą krąg biegaczy wymieniających się informacjami o trasach, butach i rekordach. Wyprosić ich nie wypada, zmienić tematu już się nie da, zorganizować pozostałych gości wokół idei „nie jesteśmy biegaczami” też jakby trudno…

Dokładnie to samo dzieje się w przypadku przekazów antyszczepionkowych (Lechickich, kreacjonistycznych, negacjonistycznych itd.). Podzielanie poglądu powszechnie nieuznawanego w społeczeństwie to jedno z najsilniejszych spoiw, jakie można sobie wyobrazić. Jego reprezentanci tworzą natychmiast „oblężoną twierdzę”, w ramach której konsolidują przekaz, wyraźnie przeciwstawiając się „głównemu nurtowi”.

Co ciekawe, w obydwu omawianych przypadkach nastąpiło nieoczekiwane odwrócenie populacyjnych proporcji. Choć weganie stanowili zapewne nieliczną mniejszość na profilu Berlinek, a przeważająca większość czytelników portalu Gazeta.pl szczepi swoje dzieci, to jednak mniejszości zdominowały debatę. Tymczasem większość, która przyjmuje poglądy „głównego nurtu” (czyli zgadza się z intencjami nadawcy pierwotnego komunikatu), pozostaje zwykle milcząca.

Dlaczego ludzie rozmawiają z parówkami? Jak komunikacja w mediach społecznościowych nie wychodzi markom, naukowcom i politykom
Kiedy więc „zwyczajny widz” zajrzy na tego rodzaju forum, będzie przekonany, że większość myśli jak weganie/antyszczepionkowcy. Mamy tendencję, by skonsolidowany oddolny przekaz postrzegać jako vox populi. Błędnie przyjmujemy więc, że głos aktywnej mniejszości jest poglądem większości, bo jest spójny.

Co robić, jak żyć?

Jaki morał wynika z tego dla wszystkich, którzy chcą w asymetrycznym świecie komunikować w sposób skuteczny?
1) Być może w niektórych miejscach warto zrezygnować z komentarzy? Może pora spojrzeć prawdzie w oczy i dostrzec, że sekcja komentarzy na wielkich portalach to ZŁO. (O tym chciałbym niedługo napisać oddzielny tekst.)
2) Co innego małe blogi i społeczności. Tam warto budować wspólnoty wartości i stwarzać warunki do poziomej komunikacji między użytkownikami, żeby tworzyć z nich społeczność, która będzie gotowa do odparcia partyzanckiego ataku.
3) A może te same partyzanckie techniki można wykorzystać w drugą stronę? Nagły atak fanów parówek na wegańskie strony to raczej nie jest dobry pomysł. Ale już lotne grupy miłośników nauki skutecznie grasujące na terenie antyszczepionkowców lub „klimatycznych sceptyków” jestem sobie w stanie wyobrazić.

A może macie jeszcze jakieś pomysły?


[1] Zob. np., Marshall McLuhan, Wybór pism, Warszawa 1975; Walter J. Ong, Oralność i piśmienność. Słowo poddane technologii, Lublin 1992. Obszerny wybór tekstów poświęconych zagadnieniom przemian kultury przez media i formy zapisu znaleźć można w tomie Antropologia słowa pod redakcją Grzegorza Godlewskiego (Warszawa 2003)
[2] O związkach państwa narodowego z rozwojem druku pisze m.in. Benedict Anderson (Wspólnoty wyobrażone, Warszawa 1997). O religijnym i kulturowym znaczeniu monopoli interpretacyjnych – Jan Assmann (Pamięć kulturowa, Warszawa 2008).
[3]Piotr Stanisławski, TVP przekroczyła granicę – jawnie promuje ruchy antyszczepionkowe, http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114885,20929382,tvp-przekroczyla-granice-jawnie-promuje-ruchy-antyszczepionkowe.html

Marcin Napiórkowski
http://mitologiawspolczesna.pl/skuteczna-komunikacja-w-mediach-spolecznosciowych/

dobre
   
słabe
   
6

Najlepszy komentarz:

InTheDarkness 30 czerwca 2018 11:31
0  2

Cóż mogę powiedzieć Petro, jesteś pierwszą osobą którą dodaje do obserwowanych. Robisz genialne wrzuty, dobrze piszesz i podajesz źródła. Pozdrawiam.

na zielono

dobre
   
słabe
   
5

Najlepszy komentarz:

AdamQ 25 maja 2018 13:14
0  0

Pierwszy raz kontakt z sałatą?

bobstone 25 maja 2018 13:39
0  1

@AdamQ: nie a skąd pytanie? To Mix z biedry i do tego winegret. Na szybkiego po taniości obiadek :-) jeśli masz jakieś wskazówki chętnie przeczytam i wypróbuję

  • System

    153 junkie junkie SFW    link    28 listopada 2017 22:54     51693

dobre
   
słabe
   
12

Najlepszy komentarz:

raval87 29 listopada 2017 18:47
0  0

toż to zwykłe okno balkonowe. Za takie z FAKRO trzeba dać coś około 7000zł

Marla 29 listopada 2017 19:17
0  2

@mbworld: nie chciałabym tego nawet za darmo ;)

historia prawdziwa

dobre
   
słabe
   
4

Najlepszy komentarz:

Rachela 01 października 2017 01:01
0  1

o kurde haha :D

#1. NIEDZIELNE MOTOFAKTY.SERIA [LIMUZYNY]- LEXUS LS400- NIEDOCENIONY W EUROPIE IDEAŁ.
Witam w moim pierwszym wydaniu Niedzielnych Motofaktów. Co niedziele moi drodzy czytelnicy będę prowadził was przez świat klasycznej, sportowej,luksusowej i unikatowej motoryzacji. Dzisiejszy artykuł poświęcę limuzynie, marki pochodzącej z wysp dalekiego wschodu, z kraju którego rynek jest utrzymany na najwyższym poziomie, który jest niedostępny dla wielu inwestorów i przedsiębiorców z całego świta. Japonia! Kraj kwitnącej wiśni i gospodarki.

Zaczynajmy!

Lexus LS 400 to limuzyna najwyższej klasy, powstała w 1989 roku, jako pierwsze auto w stajni Lexusa.

LS stworzony został z myślą o rynku amerykańskim i kanadyjskim, gdzie nowa, luksusowa marka Toyoty stawiała pierwsze kroki i musiała konkurować w swojej klasie z modelami takimi jak : Mercedes Benz klasy E, BMW serii 5, Infiniti Q45, Cadillac DeVille, Lincoln Town Car. Kiedy w 1989 r. Toyota przedstawiła LS`a, prasa motoryzacyjna w U.S.A. zgodnie twierdziała, że model ten nie ma szans na rynku w konfrontacji z Mercedesem czy BMW. Toyota potrafiła budować duże ekonomiczne limuzyny i rodzinne sedany, jednak klasa limuzyn klasy premium to zupełnie inna liga i nikt nie wierzył, że zupełnie nowa marka znajdzie uznanie. Okazało się, że już po pierwszym roku istnienia LS400 na rynku, branża motoryzacyjna zmieniła zdanie o modelu i oddała mu należy szacunek. Lexus wdarł się przebojem do klasy najbardziej luksusowych aut i tylko Mercedesy klasy S i BMW serii 7 uważane były za lepsze auta. Jednak te ostatnie kosztowały od $10,000 do $20,000 więcej niż Lexus LS400, którego cena zaczynała się od $38,000 w 1990 r.

Dzisiaj już wiemy, że pierwsza generacja Lexusa LS400's to najbardziej niezawodny luksusowy sedan na naszej planecie. W USA auto zajmowało najwyższe pozycje w rankingach najmniej usterkowych pojazdów.LS 400 - wersja przed zmianami w94 roku.

Dołączam link do bardzo ciekawego odcinka Debesciaków który potwierdza doskonałość tego modelu: https://player.pl/programy-online/debesciaki-odcinki,4710/odcinek-1,S00E01,65555.html

SOLIDNE I KOMFORTOWE WNĘTRZE.

LS zaskakiwał perfekcyjnie acz klasycznie wykoczońym wnętrzem. Dobrze dobrane materiały długo po pierwszej młodości auta wyglądały jak nowe. Obsługa bogatego wyposażenia samochodu nie nastręczała większych trudności. Wszystko jest czytelne i w zasięgu ręki kierowcy. Miła w dotyku kierownica dawała dobre wyczucie układu kierowniczego, chociaż zmienna siła jego wspomagania ustawiona była chyba za mocno i dla niektórych będzie to minusem. Wskaźniki deski rozdzielczej są stale podświetlone, niezależnie od tego czy mamy włączone światła. Kiedy wyłączymy zapłon całe podświetlenie gaśnie i nie widać wskaźników w ogóle.

#1. NIEDZIELNE MOTOFAKTY.SERIA [LIMUZYNY]- LEXUS LS400- NIEDOCENIONY W EUROPIE IDEAŁ.

#1. NIEDZIELNE MOTOFAKTY.SERIA [LIMUZYNY]- LEXUS LS400- NIEDOCENIONY W EUROPIE IDEAŁ.
Kierowca swój fotel ustawia za pomocą elektrycznych siłowników, które dostępne były w opcji. Siedzisko można regulować w 8 płaszczyznach. Siedzenia są niezwykle komfortowe ale pod warunkiem, że podróżuje 4 pasażerów. Wszystko za sprawą mocnowyprofilownych siedzeń na tylnej kanapie. O środkowym siedzisku można napisać, że jest, ale przejażdżka na nim to żadna przyjemność. Opcjonalnym wyposażeniem były : kontrola trakcji, podgrzewane przednie fotele, pamięć ustawień fotela kierowcy, Nakamichi Sound System, zabudowana w bagażniku zmieniarka na 6-cd, szyberdach i sterowane komputerowo pneumatyczne zawieszenie.

#1. NIEDZIELNE MOTOFAKTY.SERIA [LIMUZYNY]- LEXUS LS400- NIEDOCENIONY W EUROPIE IDEAŁ.
DWIE WERSJE ZAWIESZENIA. BOSE / KLASYCZNE

Zawieszenie jest perfekcyjne jak na klasę premium, tzn. bardzo miękkie ale pozwala w pełni kontrolować pojazd. Auto bardzo sprawnie reaguje na zmianę kierunku jazdy i, mimo swej wielkości, jest wyjątkowo łatwe w manewrowaniu. Dodatkowo o odpowiedni komfort dba pneumatycznie sterowane tylne zawieszenie, które dostosowuje swą twardość do warunków na drodze i stylu jazdy kierowcy. Przy dużych prędkościach zawieszenie automatycznie obniży się, by polepszyć aerodynamikę auta.
Kolejną zaletą pneumatycznego zawieszenia jest jego samopoziomowanie się w zależności od obciążenia auta. Ponadto mamy do dyspozycji dwa przyciski pozwalające kontrolować system zawieszenia : pierwszy pozwala ustawić tryb normalny lub sportowy amortyzatorów, drugi pozwala na podwyższenie prześwitu auta. LS`y z klasycznym zawieszeniem nie są już tak komfortowe jak "pneumatyczni bracia", ale nie wiele im ustępują. I w jednym i w drugim przypadku komfort podróżowania jest ponadprzeciętny.


https://www.youtube.com/watch?v=eSi6J-QK1lw

Na śliskich nawierzchniach trzeba pamiętać, że LS to auto tylno-napędowe i na śliskich nawierzchniach należy delikatnie operować pedałem przyśpieszenia. Oczywiście można było zamówić kontrolę trakcji. Jednak nie wszystkie modele z pierwszych lat produkcji ją posiadały. Ten ostatni system działa bardzo delikatnie i często jedyną informacją dla kierowcy, że kontrola trakcji już interweniuje jest migająca kontrolka na desce rozdzielczej.

SILNIK- IDEALNIE WYWAŻONE V8.

Dobranie odpowiedniej jednostki kosztowało Lexusa wiele czasu i pieniędzy. Był to najbardziej czaso/pracochłonny proces produkcji tego modelu. Idealnie dobrana i wyważona jednosta powoduje nie wielkie drgania, które za pomoca odpowiedniego zawieszenia silnika są zminimalizowane do wielkiego okrągłego ZERA co potwierdza test monety. Silnik to 8-cylindrowiec dysponujący mocą 245 KM przy 5400 obr./min. Max. moment obrotowy wynosił aż 350 Nm/3200 obr/min. Jednostka ta pozwala na rozpędzenie auta od zera do 100 km/h w 8 sekund przy aksamitnym akompaniamencie motoru. Lexus to mistrz wyciszenia. Podróżując LS`em, którego silnik pracuje na najwyższych obrotach słychać tyle, co w innych autach na biegu jałowy. Niesamowite wrażenie!!!


https://www.youtube.com/watch?v=8Sq2mqohvDw

SKRZYNIA BIEGÓW- 4-STOPNIOWA WSPÓŁPRACA NA NAJWYŻSZYM POZIOMIE.

LS był wyposażony w sterowaną elektronicznie 4-biegową przekładnię automatyczną, której komputer wymuszał redukcję momentu obrotowego silnika przy zmianie przełożeń dla wyeliminowania szarpnięć.
Skrzynia biegów jest świetnie dobrana do tego silnika. Przy delikatnym przyśpieszaniu jedyną oznaką zmiany biegów jest poruszająca się dzwignia automatu. Całość obywa się bez najmniejszych szarpnięć. Mankamentem jest lekkie opóźnienie w reakcji skrzyni biegów podczas nagłego wciśnięcia pedału przyśpieszenia, spowodowane właśnie redukcją momentu. Za to już po zmianie przełożenia LS nie musi się niczego wstydzić. Jak na początek lat dziewięćdziesiątych silnik Lexusa wydawał się dość mały jeśli idzie o pojemność skokową. Konkurencja ze swoimi V8 przy znacznie większej pojemności wykręcała jednak zbliżone parametry mocy.

#1. NIEDZIELNE MOTOFAKTY.SERIA [LIMUZYNY]- LEXUS LS400- NIEDOCENIONY W EUROPIE IDEAŁ.
CENA: OD 10- TYŚ. DO 30-TYŚ. PLN.

Spore wahania w cenie uzależnione są od roku produkcji, wyposażenia i stanu technicznego.
Prawdziwych pasjonatów nie powinnien odrzucać stan techniczny, utrzymany na średnim poziomie, model utrzymujący niższy pułpap cenowy zapewne posiadał kilku właścicieli i ma swoje lata! Po wykonaniu wielu mniej lub bardziej kosztownych napraw możemy być pewni jakości wykonanych napraw i stanu technicznego naszej Japońskiej perełki.

PODSUMOWANIE:

Lexus LS400 najbardziej będzie odpowiadał spokojnym kierowcom. To delikatny, cichy, wybitnie komfortowy samochód w każdych drogowych warunkach.Jedyne z czym radzi sobie gorzej, to koleiny na polskich drogach. Wystarczy jednak zmienić opony na węższe /np. 205/65 R15/ i wszystko wraca do normy. Kierowcy ze sportowymi aspiracjami nie mają tu czego szukać. Owszem osiągi są bardzo dobre, ale nie ich odczuwanie wręcz żadne. Ale jeśli już koniecznie ktoś będzie chciał wykrzesać odrobinę sportu z tego sedana, to polecam roczniki 93 i94. Miały większe hamulce i lepiej nadające się do ostrej jazdy opony.

ŚLICZNE DZIĘKI!!! POZDRAWIAM I ZAPRASZAM ZA TYDZIEŃ DO CZYTANIA ARTYKUŁÓW Z SERII LIMUZYN.

dobre
   
słabe
   
4

Najlepszy komentarz:

KzU 03 lipca 2017 00:09
0  2

Napisałbym tu jeszcze o kilku sprawach. Były też wersje posiadające:
-odszranianie lusterek ultradźwiękami
-jedna z wersji nie jestem pewien czy LS to posiadał, ale na bank miała to Toyota Soarer miał wbudowaną seryjnie nawigacje z dotykowym ekranem {tak w rocznikach 93 około}
-silnik jak na tą moc spalanie miał na poziomie trochę wyższym od 2 litrowego europejczyka z BMW
-pamięć ustawień fotela kierowcy dotyczyła też ustawień kierownicy
Auto na tyle super, że jeśli jest w dobrym stanie może konkurować z nowymi autami i zapewne bez awarii wytrzyma dłużej:} Na necie sporo filmików z testów np na pustyni czy elementy są odpowiednio dobrane i wytrzymałe na warunki atmosferyczne. Dopracowanie auta w tamtych czasach kosztowało ponad miliard dolarów.

Własne :D
Witajcie Ujarańcy. Jakiś czas temu postanowiłem zrobić nóż a teraz chcę się pochwalić swoim pierwszym dziełem :D
Wrzucam zdjęcia z całego procesu "produkcji"
#1 - Wyciąłem w plastiku projekt.

Własne :D
#2 - Tutaj raczej wiele mówić nie trzeba, odrysowałem kształt na starej pile ;)

Własne :D
#3 - Wstępne wycięcie.

Własne :D
#4 - Zaczynamy ostrzyć.

Własne :D
#5 - Ostre jak nie wiem, goli włosy z ręki :D

Własne :D
#6 - Porównanie na papierze, w plastiku i w metalu. Przyznam, trochę drożdży na wzrost dodałem :D

Własne :D
#7 - Efekt prawie końcowy. Zostało wypolerować i iść do krawca po kaburę :p
Pozdrawiam wszystkich. Drewno użyte do rękojeści to palisander indyjski, jest to surowe drewno.

dobre
   
słabe
   
2

Najlepszy komentarz:

aXayPL 02 lipca 2017 08:41
0  1

fajna kosa.






Polub nas!