Ta podstrona zawiera treści tylko dla dorosłych.

Czy jesteś osobą pełnoletnią?

This subpage contains content for adults only.

Are you an adult?

TAK / YES
                        NIE / NO

#Przypał

Słyszeliście kiedyś o 7 gwiazdkowych hotelach ? 50 tyś złotych za jedną noc ? Musiałem to sprawdzić! Tylko jak to zrobić bez pieniędzy? Na krzywy ryj! :D

Wrzucam trochę własnej twórczości dla Ujaranych, żebyście odpoczęli od kotów na głównej ;)

Odwiedzone miejsce to Hotel Empire w Sułtanacie - Brunei.
Mało osób wie o istnieniu tego Mikro Państwa położonego na polach ropy, a ja sam odkryłem je przez przypadek.. szukając muzułmańskich skejtów podczas tripa autostopem po Azji ;)

Jak się spodoba to wrzucę więcej filmów z przygód w Brunei ;)
Dla zainteresowanych więcej znajdziecie na fb:
https://www.facebook.com/podrozzamilion/

Pozdro dla cierpliwych ;)

#travel #przypał #podróż #vblog #polak #cebula #trip #autostop #brunei #podroz #śmieszne #travelling #blogger #fun #podrozzamilion #fotografia #fotograf #wideoblog #azja #hotel #na_krzywy_ryj #zajawa


https://youtu.be/8ef7jAtOZgg

dobre
   
słabe
   
5

Najlepszy komentarz:

lebele 20 listopada 2017 19:55
0  2

Mega, wrzucaj dalej! :D Masz kozacką zajawkę! Oby tak dalej!

Słyszeliście kiedyś o 7 gwiazdkowych hotelach ? 50 tyś złotych za jedną noc ? Musiałem to sprawdzić! Tylko jak to zrobić bez pieniędzy? Na krzywy ryj! :D

Wrzucam trochę własnej twórczości dla Ujaranych, żebyście odpoczęli od kotów na głównej ;)

Odwiedzone miejsce to Hotel Empire w Sułtanacie - Brunei.
Mało osób wie o istnieniu tego Mikro Państwa położonego na polach ropy, a ja sam odkryłem je przez przypadek.. szukając muzułmańskich skejtów podczas tripa autostopem po Azji ;)

Jak się spodoba to wrzucę więcej filmów z przygód w Brunei ;)
Dla zainteresowanych więcej znajdziecie na fb:
https://www.facebook.com/podrozzamilion/

Pozdro dla cierpliwych ;)

#travel #przypał #podróż #vblog #polak #cebula #trip #autostop #brunei #podroz #śmieszne #travelling #blogger #fun #podrozzamilion #fotografia #fotograf #wideoblog #azja #hotel #na_krzywy_ryj #zajawa


https://youtu.be/8ef7jAtOZgg

dobre
   
słabe
   
5

Najlepszy komentarz:

lebele 20 listopada 2017 19:55
0  2

Mega, wrzucaj dalej! :D Masz kozacką zajawkę! Oby tak dalej!

Słyszeliście kiedyś o 7 gwiazdkowych hotelach ? 50 tyś złotych za jedną noc ? Musiałem to sprawdzić! Tylko jak to zrobić bez pieniędzy? Na krzywy ryj! :D

Wrzucam trochę własnej twórczości dla Ujaranych, żebyście odpoczęli od kotów na głównej ;)

Odwiedzone miejsce to Hotel Empire w Sułtanacie - Brunei.
Mało osób wie o istnieniu tego Mikro Państwa położonego na polach ropy, a ja sam odkryłem je przez przypadek.. szukając muzułmańskich skejtów podczas tripa autostopem po Azji ;)

Jak się spodoba to wrzucę więcej filmów z przygód w Brunei ;)
Dla zainteresowanych więcej znajdziecie na fb:
https://www.facebook.com/podrozzamilion/

Pozdro dla cierpliwych ;)

#travel #przypał #podróż #vblog #polak #cebula #trip #autostop #brunei #podroz #śmieszne #travelling #blogger #fun #podrozzamilion #fotografia #fotograf #wideoblog #azja #hotel #na_krzywy_ryj #zajawa


https://youtu.be/8ef7jAtOZgg

dobre
   
słabe
   
5

Najlepszy komentarz:

lebele 20 listopada 2017 19:55
0  2

Mega, wrzucaj dalej! :D Masz kozacką zajawkę! Oby tak dalej!

Słyszeliście kiedyś o 7 gwiazdkowych hotelach ? 50 tyś złotych za jedną noc ? Musiałem to sprawdzić! Tylko jak to zrobić bez pieniędzy? Na krzywy ryj! :D

Wrzucam trochę własnej twórczości dla Ujaranych, żebyście odpoczęli od kotów na głównej ;)

Odwiedzone miejsce to Hotel Empire w Sułtanacie - Brunei.
Mało osób wie o istnieniu tego Mikro Państwa położonego na polach ropy, a ja sam odkryłem je przez przypadek.. szukając muzułmańskich skejtów podczas tripa autostopem po Azji ;)

Jak się spodoba to wrzucę więcej filmów z przygód w Brunei ;)
Dla zainteresowanych więcej znajdziecie na fb:
https://www.facebook.com/podrozzamilion/

Pozdro dla cierpliwych ;)

#travel #przypał #podróż #vblog #polak #cebula #trip #autostop #brunei #podroz #śmieszne #travelling #blogger #fun #podrozzamilion #fotografia #fotograf #wideoblog #azja #hotel #na_krzywy_ryj #zajawa


https://youtu.be/8ef7jAtOZgg

dobre
   
słabe
   
5

Najlepszy komentarz:

lebele 20 listopada 2017 19:55
0  2

Mega, wrzucaj dalej! :D Masz kozacką zajawkę! Oby tak dalej!

Dobrowolnie poddałeś się karze? To jeszcze nie koniec świata. Przeczytaj opowieść, jak zatrzymanie z niewielką ilością zakończyło się odstąpieniem od wymierzenia kary i niewielką grzywną. Relacja z pierwszej ręki, zabawna historia z happy endem.

Moje spotkanie z organami polskiego wymiaru sprawiedliwości miało miejsce w lutym 2006 roku. Sprawa zakończyła się po piętnastu miesiacach w sądzie apelacyjnym. W sierpniu 2010 odebrałem z Krajowego Rejestru Karnego zaświadczenie z elegancką niebieską pieczątką „NIE FIGURUJE”. Ale zacznijmy od początku.

Policja zatrzymała nas w nocy, w centrum miasta. W kilka osób paliliśmy skręta przy jednym z klubów. Nagle podeszło do nas dwóch funkcjonariuszy w cywilu, jeden z bronią w ręku. Koleżanka trzymała skręta, ja miałem przy sobie worek z 0,69 grama marihuany oraz czterema tabletkami ecstazy (w sumie 0,7 grama). Pakiet upuściłem na ziemię, ale znalazł go jeden z policjantów. Nikt nie chciał się przyznać, więc przewieziono nas wszystkich na komisariat. Tam po kolei brano nas do celi, przeszukiwano i pytano, czyj to worek. Straszono nas wielogodzinnym zatrzymaniem, aż do zdjęcia odcisków palców z folii. W związku z tym, żeby, jak mi się wtedy wydawało, nie przedłużać całej sprawy, przyznałem się, że worek jest mój.

Na komisariacie zostałem z koleżanką, przy której znaleziono wspomnianego skręta. Reszta została zwolniona. Po kilku godzinach przewieziono nas do Policyjnych Izb Zatrzymań, gdzie w skandalicznych warunkach spędziliśmy noc. Rano przewieziono mnie z powrotem na ten sam komisariat, gdzie trafiłem po zatrzymaniu. Ok. godz. 11 rano rozpoczęło się przesłuchanie.

Po złożeniu wyjaśnień bardzo miłej, ale chyba troche sfrustrowanej pani policjantce („Za to powinien być mandat, marnujemy tu czas!”, „Palcie sobie gdzieś w parkach, nie w centrum!”, „Od kogo to miałeś, od nieznajomego mężczyzny?”), dostałem propozycję od prokuratury: dobrowolne poddanie się karze z wyrokiem pięciu miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata. Przystałem na tą propozycję. Zrobiono mi jeszcze zdjęcia i zdjęto odciski palców. Ok. godz. 13 byłem w domu. Mieszkanie nie zostało przeszukane przez policję.

Kierując się poradami dobrych ludzi zacząłem kombinować, jak pomimo dobrowolnego poddania sie karze nie doprowadzić do skazania na pozbawienie wolności. Postanowiłem grać osobę uzależnioną od narkotyków, licząc na zawieszenie podstępowania na etapie przedsądowym (na podstawie art. 72). Do tego potrzebne było mi jednak zaświadczenie z ośrodka leczącego osoby uzależnione. Równocześnie zacząłem zbierać pozytywne opinie na swój temat i wysyłać je do prokuratury. Po owe opinie zgłosiłem się do prodziekana mojej uczelni, który na prędce przygotował pismo, że przeprowadził ze mną dwie rozmowy na wiadomy temat, wyraził pozytywną opinię, podbił pieczątki i podpisał się. Dokument ten, opatrzony numerem akt, po który zgłosiłem się na komisariat, poszło do prokuratury.

Po drugą opinię zgłosiłem się do mojego dzielnicowego, którego nawiasem mówiąc widziałem pierwszy raz w życiu. Po opowiedzeniu swojej historii dzielnicowy ciężko westchnął i napisał pismo zaświadczające, że do tej pory nie miał ze mną żadnych problemów. Dokument poszedł do prokuratury. Nie jestem wierzący, więc opinia od proboszcza nie wchodziła w grę, ale również mogłaby być przydatna, generalnie im więcej takich papierków – tym lepiej.

Następnie zacząłem odwiedzać różne ośrodki zajmujące się leczeniem osób uzależnionych, starając zapisać się na terapię. To wcale nie takie proste, udawać uzależnionego od trawki, terapeuci po prostu nie za bardzo w to wierzą. W niektórych ośrodkach z chęcią przyjętoby mnie pod warunkiem, że zapłacę 6 tys. złotych za pół roku terapii. W innych odsyłano mnie z kwitkiem niedowierzając mojemu uzależnieniu. Jednak każda wizyta uczyła mnie, co należy terapeutom mówić, a czego absolutnie nie wolno.

W czwartym ośrodku (państwowym) założono mi w końcu kartotekę pacjenta i zapisano na „terapię indywidualną” - godzinne spotkania z psychologiem raz w tygodniu. Zanim psycholog wystawił zaświadczenie potwierdzające mój udział w terapii, musiał zrobić badania na obecność narkotyków - dokument dla prokuratury zgodził się wystawić tylko, jeśli będę „czysty”. Przez dobre dziesięć dni nie paliłem, po czym w ośrodku zrobiono mi test (musiałem go kupić w aptece) i po stwierdzeniu negatywnego wyniku dostałem upragniony dokument. Na terapię poszedłem jeszcze kilka razy, po czym uzałem się za wyleczonego, a pismo wysłałem do prokuratury.

W międzyczasie moje mieszkanie odwiedziła pani kurator. Oceniła warunki i porozmawiała z rodzicami, z którymi wtedy mieszkałem. Nie mam pojęcia, co napsiała w opinii dla sądu, ale nie pochodzę z patologicznej rodziny, więc przypuszczam, że opinia była pozytywna.

W odpowiedzi na zaświadczenie o podjęciu terapii prokuratura postanowiła przebadać mnie przez biegłych psychiatrów. Stawiłem się na komisariacie, gdzie dwie panie przeprowadziły badanie psychiatryczne polegające na rozmowie. Do tego również byłem przygotowany. Opcje były dwie: zakończyć farsę i być sobą, albo udawać wariata (założyć koszulę z oberwanym kołnierzykiem, nie mieć zainteresowań ani dziewczyny, nerwowo rozglądać się po pokoju, spoglądać pod stół w poszukiwaniu podsłuchu itp.). Cała sprawa już „lekko” działała mi na nerwy, więc postanowiłem być sobą. Specjalistki psychiatrii z uśmiechem stwierdziły, że wszyscy marnujemy tu czas i wystawiły opinię dla prokuratury, w której napsiały, że jestem jak najbardziej poczytalny. Ich opinia, jak się później okazało, nie miała większego znaczenia. Terapia i badanie miały jednak jeden olbrzymi plus - jako osoba lecząca nałóg i badana psychiatrycznie, dostałem obrońcę z urzędu! Nie widziałem go aż do dnia pierwszej rozprawy.

W końcu przyszło wezwanie do sądu, a właściwie przywieziono mi je do domu radiowozem, wzbudzając duże zainteresowanie sąsiadów. Przed rozprawą poznałem mojego adwokata, z którym ustaliliśmy na szybko, że przyzam się do winy, a on zajmie się resztą. Przedstawiciel prokuratury wnioskował o karę pozbawienia wolności. Adwokat odpowiedział (sprawa toczyła się za rzadów PiS, gdy prokuratorem generalnym była wyjątkowa kanalia, która najchętniej widziałaby wszystkich w więzieniu), że jeszcze do niedawna taka sprawa zakończyłaby się umorzeniem, a spotkaliśmy się tu tylko dlatego, że prokuratura jest naciskana przez przełożonych o jak największą ilość skazań. Sędzia zapytała, co mam do powiedzenia. Powiedziałem, że bardzo mi przykro i zapewniłem, że w przyszłości nic takiego się nie powtórzy. Sąd zasądził odstąpienie od wymierzenia kary z dwuletniem okresem próby oraz 300 zł na jeden ze szpitali. Przy okazji adwokat z urzędu otrzymał wynagrodzenie od skarbu państwa wysokośi prawie 900 zł. Dobra fucha. Tak czy siak - pierwsze zwycięstwo. Jednak nie był to jeszcze koniec całej sparwy.

Prokuratura złożyła bowiem apelację do sądu wyższej instancji. Tam odbyły się dwie rozprawy. Podczas pierwszej ani ja, ani adwokat nie zdażyliśmy zabrać głosu, bo wcześniej sędzia zrugał prokuratora za niedostarczenie wszystkich dokumentów (chodziło o opinię od kuratora, która z jakiegoś powodu wyparowała z akt). Sprawa została odroczona. Za drugim razem rozprawa została przeprowadzona w przerwie innej rozprawy, a całość trwała krócej niż minutę. Prokuratura wycofała się z wniosku o karę pozbawienia wolności. Podtrzymano tym samym wyrok pierwszej instancji – zwycięstwo drugie i ostatnie.

Podczas okresu próby miałem meldować się kuratorowi co pół roku. Byłem tam tylko raz, porozmawiałem z panią kurator o sprawach nieistotnych i więcej wezwanie na spotkanie z kuratorem nie przyszło. Pieniądze na szpital wpłaciłem, gubiąc przy okazji pocztowe potwierdzenie wpłaty, które na szczęście okazało się do niczego nie potrzebne. Co ciekawe, na pisma wysyłane do prokuratury ani razu nie otrzymałem odpowiedzi. Podobnie nie otrzymałem wyroku z sądu. Wezwanie na badanie psychiatryczne przyszło z komisariatu, w którym byłem przesłuchiwany, a prokuratura przez cały czas milczała, pomimo wysyłania pism o zawieszenie podstępowania w związku z podjęciem leczenia. Wygląda na to, że pomimo ustawy nakazującej odpowiadanie obywatelowi na pisma, prokuratura jest z tego nakazu zwolniona.

Podsumowując. W moją sprawę dotyczacą 0,7 grama trawki i 0,7 grama amfetaminy (tak zostały zakwalifikowane pigułki) zaangażowani byli:

  • sztab policjantów (zatrzymanie, transport między komisariatami, przeszukania, zdjęcia, odciski, przesłuchania, dzielnicowy),
  • biegli psychiatrzy (sztuk dwie),
  • prokuratura (ci przynajmniej zaoszczędzili na odpowiadaniu na pisma),
  • prodziekan z uczelni,
  • terapeuci z ośrodków (cztery ośrodki, w jednym kilkanaście godzin terapii),
  • biegły badający, czy trawka jest trawką, a pigułki pigułkami,
  • adwokat z urzędu (trzy rozprawy),
  • sędziowie oraz protokolanci z dwóch sądów (trzy rozprawy),
  • kurator (jej wycieczka do mnie, moja do niej),
    i Bóg wie, kto jeszcze.

Za worek ze dragami zapłaciłem 25 zł. Nie mam pojęcia, jaki był koszt całej sprawy, zostawiam to do oceny czytelnikowi.

Epilog

Wkrótce po ostatniej rozprawie wyjechałem do Wielkiej Brytanii. W 2009 roku odwiedził mnie kumpel z Francji. Pojechaliśmy do jednego z londyńsich parków zapalić jointa. Chwilę po odpaleniu podjechał do nas radiowóz, z którego wysiadło dwóch miłych funkcjonariuszy Metropolitan Police:

- Cześć chłopaki, co tam palicie?

- Trawkę!

- A macie więcej?

- Mamy!

- Możemy prosić?

- Prosimy bardzo!

Rozmowa trwała z 10 minut. Musieliśmy oddać worek (z półtora grama), podać dane (wzięte z kapelusza, w UK nie ma dowodów osobistych, ale nie zmyślaliśmy), oraz wypełnić krótką ankietę. Policjanci byli szerzy do bólu, mówili, że ankieta jest głupia, ale muszą nam te pytania zadać. Równocześnie kilka razy powtarzali, że muszą dać nam „cannabis warning”, ale żebyśmy się nie martwili, że nie jest to „criminal record”. W ankiecie pytania były następujące „Co to było? Czyje to było? Ile kosztowało? Skąd się wzięło?”. Odpowiedzi: „Trawka, moja, 10 funtów, od nieznajomego na ulicy”. Zostaliśmy pouczeni, że jak nas złapią drugi raz, to zapłacimy mandat wysokości 80 funtów. Życzyli miłego dnia i odjechali.

W połowie 2010 roku potrzebowalem w UK żaświadczenie o niekaralności, chodziło o przyjęcie do pracy. Na domiar złego, chodziło o tzw. „Enchanced Criminal Record Check”, czyli zaświadczenie, do którego sprawdzane są wszystkie możliwe bazy danych. Po zaświadczenie z Polski poleciałem do kraju i dostałem je na miejscu w biurze Krajowego Rejestru Karnego. Angielskie przyszło pocztą ze wszystkimi rubrykami wypełnionymi słowami: „Not Recorded”.


Źródło: http://hyperreal.info/walcz-do-ko%C5%84ca-si%C4%99-naprawd%C4%99-op%C5%82aca
#Prawo #Problemy #Przypał #trawa

dobre
   
słabe
   
1




Tagi

#ubogihumor 


Obserwujących: 0