#historia

Śmierć Władysława Łokietka. Jak umierał król, który zjednoczył Polskę?

Nagrobek Władysława Łokietka w katedrze wawelskiej. Rysunek z początku XIX wieku.


Relacji jest kilka i nie mogłyby się bardziej od siebie różnić. Czy w chwili śmierci Łokietek groził synowi hańbą, jeśli ten okaże się nieudacznikiem czy przeciwnie – błagał doradców, by „ukochali” Kazimierza tak samo, jak ojca?


W polityce i na wojnie fortuna częściej chyba się od niego odwracała, niż brała go pod opiekę. Ale już w dziedzinie zdrowia szczęście wyraźnie dopisywało Władysławowi Łokietkowi. Podczas gdy inni władcy ginęli na polach bitew, ślepli jak panujący w tym samym czasie król Czech Jan Luksemburski, czy popadali w demencję, on trzymał się doskonale pomimo upływu lat.

Jakiego dokładnie wieku dożył Łokietek? Tego nie wiemy. Nikt nie zanotował daty narodzin niskiego króla. Pośrednie źródła wskazują jednak, że musiał przyjść na świat około roku 1260. To zaś sprawiało, że na początku lat 30. XIV wieku był już siedemdziesięcioparolatkiem.

Rekordu nie pobił. Sporo przed nim, u samego zarania rozbicia dzielnicowego panował Mieszko III Stary. Zgodnie z przydomkiem żył naprawdę długo: zależnie od tego, jakim interpretacjom damy wiarę, od 77 do nawet 80 lat. Jeśli jednak zawęzimy konkurencję do samych tylko władców koronowanych, zwycięzcą okaże się właśnie Łokietek. Przed nim żaden polski król nie dociągnął do siedemdziesiątki. A do rekordu Piasta zbliży się dopiero panujący w kolejnym stuleciu Władysław Jagiełło.


Życzenia i groźby


Władysław Łokietek pozostawał aktywny do samego niemal końca. Jeszcze w roku 1331 widzimy go na polu bitwy pod Płowcami, gdzie osobiście dowodzi polskim wojskiem i w przeciwieństwie do syna pozostaje na placu boju do samego końca. Także w roku 1332 nadal twardą ręką rządzi państwem, pogrążonym w wojnach z trzema sąsiadami.

Śmierć Władysława Łokietka. Jak umierał król, który zjednoczył Polskę?
Dopiero jesienią tego właśnie roku, po zakończeniu kampanii przeciwko rządzącym ostatnimi skrawkami Wielkopolski książętom śląskim, Łokietek poważnie zapadł na zdrowiu. Historycy przypuszczają, że władca doznał wylewu, którego konsekwencją był częściowy paraliż ciała, utrudniający nie tylko poruszanie się, ale też – mówienie.

Choroba, jak ujął to Henryk Samsonowicz, „wlokła się mniej więcej trzy miesiące”. Ten wybitny mediewista i autor pracy „Łokietkowe czasy”, przytacza jedną z relacji z ostatnich chwil długowiecznego króla. Łokietek:

Prosił ponoć dostojników o „wybór” swego syna Kazimierza na tron polski, zalecał swemu następcy rządy sprawiedliwe, odzyskanie „dziedzicznych ziem” Królestwa, w tym Pomorza, przy czym groził wieczystą hańbą, jeśli następca jego nie wypełni tego polecenia.

Czy złowróżbna groźba rzeczywiście padła z ust króla? Autor podaje ją w wątpliwość, dopowiadając, że „z innych, zapewne bardziej wiarygodnych źródeł” przeziera troska o utracone ziemie i spójność królestwa, ale już nie pragnienie ukarania syna, gdyby ten nie wywiązał się ze swoich zadań. W tych relacjach czytamy natomiast, że konający król oczekiwał od 23-letniego następcy tronu, że ten po odzyskaniu jego ojcowizny, a więc Kujaw, „zwróci na tych terenach dobra ziemskie, niesłusznie zagarnięte (…) prawym właścicielom”.


Ostatnia rozmowa


Bodaj najdokładniejszy opis śmierci monarchy zachowano w Roczniku małopolskim, ale i temu źródłu nie można w pełni zawierzać. Co wydaje się informacją pewną? Annały podają, że król wyspowiadał się przed dominikaninem, bratem Eliaszem. Zakonnik ten otrzymać miał od papieża dyspensę, pozwalającą na udzielenie Łokietkowi przed śmiercią pełnego, bezwarunkowego odpuszczenia grzechów. Następnie do króla mieli przemówić obecni nad jego łożem dostojnicy: kasztelan Spicymierz i archidiakon Jarosław.

Byli ponoć do głębi wzruszeni właśnie dokonanym ostatnim namaszczeniem. Chwalili rządy króla, który „za swego życia najprzystojniej utrzymał w dobrach i prawach szlachciców bogatych oraz ubogich, wybitnych i małych, starców i młodzieńców”. Podkreślali też absolutną wierność poddanych Łokietka, którzy „ani swym majątkiem, ani osobą nie zawiedli cię przenigdy”. Bojąc się o przyszłość państwa prosili monarchę, by pozostawił czytelne instrukcje:

Wezwij więc szlachtę Twoją, żeby syna Twego Kazimierza, którego przedstawisz jako swego i królestwa następcę, wspierali miłością i życzliwością.

Śmierć Władysława Łokietka. Jak umierał król, który zjednoczył Polskę?

Król Łokietek według Walerego Radzikowskiego.


Na tym etapie relacji w źródle pojawia się może subtelny, ale jednak – wątek nadprzyrodzony. Autor przyznaje, że król „napotykał już trudności we władaniu mową”. Mimo to w ostatniej chwili przemówić miał do poddanych w sposób składny, wręcz dworny i majestatyczny. Cytowane słowa na pewno nie padły z ust monarchy. Są o wiele zbyt uporządkowane i eleganckie, jak na ostatnie zdania konającego człowieka, pogrążonego w ciężkiej chorobie. Niewykluczone natomiast, że kryje się w nich okruch prawdy – że król bełkotał i rzęził, ale jednak: wypowiedział podobne opinie i wygłosił zbliżone sądy. Jeśli tak było, to w istocie: nie był w momencie śmierci przychylny swojemu synowi. I nie wierzył chyba do końca, że ten zdoła go godnie zastąpić.

„Oby mój syn, mym przykładem kierowany, z Wami jak ja obchodził się, i chciałbym wierzyć, że go będziecie kochali tak, jak to czyniliście ze mną” – stwierdził z nadzieją. Zaraz jednak poprosił zebranych o… dozę wyrozumiałości. Wytłumaczył, że gdyby jednak „inaczej być miało”, i gdyby syn nie zdołał wejść w buty ojca, to on prosi doradców, aby wspierali młodego Kazimierza „swą przezornością i wiernością”. „Lecz tego, o co dla niego proszę, nie znając jego przyszłego zachowania się, sam z Wami tym razem omawiać nie będę” – zakończył tajemniczo

Przy tym monologu miał być też obecny sam Kazimierz. Z nim jednak król zamienił zaledwie kilka słów. Następnie – jak podaje tekst Rocznika małopolskiego – „zasnął w panu”.


Wybrana bibliografia:
Artykuł został oparty na materiałach zebranych przez autora podczas prac nad książką „Damy polskiego imperium. Kobiety, które zbudowały mocarstwo”. Poniżej wybrane z tych pozycji. Pełna bibliografia w książce.

  1. Długopolski E., Władysław Łokietek na tle swoich czasów, Universitas, Kraków 2009.
  2. Samsonowicz H., Łokietkowe czasy, Krajowa Agencja Wydawnicza, Kraków 1989.
  3. Sroka S.A., Władysław I Łokietek [w:] Piastowie. Leksykon biograficzny, red. K. Ożóg, S. Szczur, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1999.

Autor: Kamil Janicki
Źródło: https://ciekawostkihistoryczne.pl/2018/01/11/smierc-wladyslawa-lokietka-jak-umieral-krol-ktory-zjednoczyl-polske/#2
Tagi: #historia_polski #historia #średniowiecze #władza #ciekawostki

dobre
   
słabe
   
2


Aztekowie
Rozebranego i związanego jeńca wrzucano do ogniska, gdzie przez chwilę piekł się żywcem. Następnie kapłani wyciągali jeszcze żywą ofiarę i nożem otwierali klatkę piersiową, by z jej piersi wyrwać wciąż bijące serce. Opis wyjątkowo sadystycznej egzekucji? Też. Ale przede wszystkim typowy obrzęd składania ofiary ku czci azteckiego boga ognia Xihuatecuhtli.

Aztekowie nie mają zbyt dobrej prasy. Fakt – zbudowali rozciągające się od Zatoki Meksykańskiej po wybrzeże Pacyfiku imperium, którego kres położyło dopiero przybycie Hiszpanów. Zwykle podkreśla się jednak okrucieństwo ich rytuałów i ucisk podbitych narodów. Czy są to opinie przesadzone?

Wszak ofiary z ludzi w takiej czy innej formie były charakterystyczne dla całej Mezoameryki, a ludy zamieszkujące imperium często korzystały z dobrodziejstw swoistego Pax Azteca. Trochę w myśl zasady – skoro was już podbiliśmy, to teraz damy wam spokój. Ale czasem kogoś jednak złożymy w ofierze… Przyjrzyjmy się zatem kilku formom oddawania czci azteckim bogom.


Dałeś się złapać? Masz problem!


Aztekowie
Najczęściej składano w ofierze jeńców wojennych. Nieszczęśników prowadzono po schodach piramidy do znajdującej się na jej szczycie świątyni. Tam kładziono ich na ołtarzu. Czterech kapłanów trzymało ofiarę, a kolejny otwierał jej klatkę piersiową obsydianowym nożem i wyjmował serce, które mogło jeszcze bić nawet przez pięć minut.

Następnie ciało zrzucano po schodach piramidy. Niekiedy część ciał ofiar zjadano, a zaproszenie na tego rodzaju ucztę uchodziło za zaszczyt. Ocenia się, że w całym środkowym Meksyku składano w ofierze około 20 000 osób rocznie.

W ten sposób opisywał to jeden z konkwistadorów Bernal Diaz del Casstillo:

Uderzeniem krzemiennego noża otwierali pierś nieszczęsnego Indianina i pośpiesznie wyrywali bijące serce, które razem z krwią ofiarowywali bożkowi, w imię którego sprawowali tę ofiarę. Odcinali ramiona, uda i głowę, zjadając uda i ramiona na obrzędowych ucztach. Głowę zawieszali na belce, a ciało ofiary nie było zjadane, ale oddawano je na pastwę zwierzętom.

Aztekowie
Zdaniem Azteków krew ich ofiar miała zapewnić pożywienia Słońcu, które jej potrzebowało, aby móc poruszać się po niebie.


Celem tego rodzaju rytuałów było zapewnienie pożywienia Słońcu, które potrzebowało ludzkiej krwi, by móc poruszać się po niebie. Taki aztecki sposób na walkę z Apokalipsą. Warto jednak zauważyć, że jeńcy przeznaczeni na ofiarę byli otaczani szacunkiem.

Aztecka religia przewidywała dla nich miejsce u boku Słońca (ale tylko przez cztery lata!), a następnie przemianę w motyla lub kolibra. Los schwytanych i złożonych w ofierze wrogów był więc taki sam jak wojowników poległych na polu bitwy.


Dali flet, cztery żony, ale potem zabili


Inną formą ofiary, nie tak masową, lecz działającą na wyobraźnię, była ta ku czci Tezcatlipoki – patrona wojny, niezgody, ale także władców. Najpierw spośród jeńców wybierano młodzieńca bez fizycznych skaz. Następnie kandydata ubierano w strój Tezcatlipoki. Przez rok był traktowany jak bóg. Chodził swobodnie po mieście w towarzystwie ośmiu paziów, grając na flecie.

Aztekowie
Ilustracja z działa Diega Durana pt. „Histoire des Indiens. Sacrifice Humain” z 1579 r. przedstawiająca krwawą ceremonię. W tym przypadku ofiarę trzyma tylko trzech kapłanów, a czwarty wyrywa jej serce.


Na dwadzieścia dni przed złożeniem w ofierze młodzieniec otrzymywał cztery żony reprezentujące boginie, które odtąd towarzyszyły mu w wędrówce. W dzień święta Toxcal, w wybranym przez siebie momencie docierał do stóp świątyni.

Następnie dobrowolnie wchodził na szczyt, po drodze łamiąc flety. Tam czekali na niego kapłani, którzy składali go w ofierze w opisany już wcześniej sposób. W dowód wyjątkowego szacunku jego ciało nie było zrzucane ze schodów, ale znoszone przez kapłanów.


Nietypowy nawóz dla kukurydzy


Aztekowie
Wojownik-ofiara gotowy do walki. Tak przynajmniej przedstawiał go XVI-wieczny „Codex Magliabechiano”.


Xipe Totec był azteckim bogiem wegetacji i dojrzewającej kukurydzy, ta zaś stanowiła podstawę jadłospisu wszystkich mieszkańców Mezoameryki. Nic dziwnego zatem, że rytuał ku czci tego bóstwa cechował się wyjątkowym poziomem skomplikowania.

Najpierw jeńca, który odznaczył się walecznością na polu bitwy, przywiązywano do okrągłego kamienia nazywanego temalacatl. Jako uzbrojenie otrzymywał maczugę, która zamiast śmiercionośnych ostrzy z obsydianu miała przyczepione pióra.

Jego przeciwnikami byli azteccy wojownicy w pełnym uzbrojeniu. Jeżeli jeńcowi jakimś cudem udało się pokonać kolejno czterech z nich, piąty był leworęczny, przez co ulegali mu nawet najdzielniejsi.

Pokonanego wojownika przekazywano kapłanom, którzy wyrywali mu serce i zdzierali skórę. Ciało ofiary częściowo zjadano, a skórę przez dwadzieścia dni nosili wybrani mężczyźni. Spacerowali oni po mieście, żebrząc, a następnie przekazując dary ubogim. Po upływie owych dwudziestu dni skórę zakopywano, co miało zapewnić bujny wzrost kukurydzy.

Aztekowie
Zdaniem Azteków ofiary z ludzi były konieczne. Tylko dzięki nim można było ocalić świat od całkowitej zagłady. Miały one również zapewnić przychylność bogów odpowiedzialnych za codzienną egzystencję.



Chcieli dobrze…


Rytuały Azteków mogą się wydawać barbarzyńskie. Ofiarom z pewnością nie było do śmiechu. Trzeba jednak zauważyć, że nie byli oni ani pierwszym, ani jedynym ludem, który składał w Mezoameryce ofiary z ludzi. Jak wspomnieliśmy na początku, lubowały się w tych praktykach wszystkie tamtejsze społeczności. W ten czy inny sposób. W mniejszej lub większej skali.
Warto pamiętać o jednym szczególe – Aztekowie czynili to w celu ratowania świata przed zagładą lub zapewnienia sobie podstaw egzystencji. Natomiast podziwiani (słusznie, choć z innych względów!) Rzymianie organizowali okrutne igrzyska głównie ku uciesze gawiedzi.


Bibliografia:


F. Berdan, The Aztecs of Central Mexico. An Imperial Society, Wadsworth 2005.
B. Diaz del Castillo, The Conquest of New Spain, tłum. J. M. Cohen, Harmondsworth 1963.
J. Olko, Meksyk przed konkwistą, Warszawa 2010.
J. Olko, Mitologie świata. Aztekowie, Warszawa 2007.
R. Tomicki, Drogi w zaświaty. Materiały do eschatologii Azteków [w:] Polska sztuka ludowa – Konteksty, 1986, t. 40, z. 1-2.
Redakcja: Krzysztof Chaba; Fotoedycja: Rafał Kuzak

Źródło: http://ciekawostkihistoryczne.pl/2014/09/14/wyrwane-serca-zjedzone-nogi-czy-aztekowie-naprawde-byli-sadystycznymi-barbarzyncami/3/
Tagi: #Aztekowie #Religia #Wierzenia #Historia

dobre
   
słabe
   
4

Najlepszy komentarz:

Altres 01 lipca 2017 14:10
0  1

Więcej takich wpisów.

Niezwykłe odkrycie pod Warszawą. Dwa tysiące lat temu produkowano tu broń
Odkrycie osady hutniczej pod Warszawą. Fot. Tomasz Kołomański.


To było przed wiekami jedno z największych zagłębi metalurgicznych w Europie. W Kaniach na Mazowszu archeolodzy odkryli osadę starożytnych hutników sprzed ponad dwóch tysięcy lat. Wytapiano tutaj żelazo i wyrabiano doskonałą broń.

Niezwykłe odkrycie pod Warszawą. Dwa tysiące lat temu produkowano tu broń
Wyniki zakończonych właśnie analiz znaleziska rzucają nowe światło na znaczenie ziem dzisiejszej Polski w okresie dominacji starożytnego Rzymu.

  • Odkryta na Mazowszu osada ma ponad dwa tysiące lat
  • Wytapiano tutaj żelazo w specjalnych piecach zwanych dymarkami
  • Znaleziono tu także dwa tysiące fragmentów glinianych naczyń i innych przedmiotów

Osadę starożytnych hutników odkryto w miejscowości Kanie w powiecie pruszkowskim niedaleko Warszawy. Natknięto się na nią podczas wykopalisk archeologicznych, poprzedzających budowę osiedla mieszkaniowego.

Niezwykłe odkrycie pod Warszawą. Dwa tysiące lat temu produkowano tu broń


Mieszkali tu Wandalowie


Podejrzewaliśmy, że w tym rejonie możemy coś odkryć, bo to stanowisko znajduje się w obrębie tzw. Mazowieckiego Centrum Metalurgicznego. Tak ten teren, rozciągający się na zachód od dzisiejszych rogatek Warszawy, na przestrzeni około 300 km kwadratowych, nazywają archeologowie i historycy, ponieważ jakieś dwa tysiące lat temu było to jedno z największych zagłębi hutniczych ówczesnej Europy. Jednak to, co znaleźliśmy, przerosło nasze oczekiwania

mówi Onetowi dr Tomasz Kołomański z Pracowni Archeologiczno-Konserwatorskiej w Warszawie, który kierował prowadzonymi tutaj badaniami.

Jak się okazało, odkryta osada funkcjonowała w tym miejscu prawdopodobnie od II wieku przed Chrystusem do II wieku po Chrystusie. Zamieszkująca ją ludność należała do tzw. kultury przeworskiej, identyfikowanej ze słynnym ludem Wandalów.

Produkowano tutaj żelazo, z którego wyrabiano przede wszystkim doskonałą broń. Ogromny popyt na nią powodowany był nieustającymi walkami toczonymi pomiędzy legionami Imperium Rzymskiego, a plemionami „barbarzyńskiej” Europy.

wyjaśnia Tomasz Kołomański.

Niezwykłe odkrycie pod Warszawą. Dwa tysiące lat temu produkowano tu broń


Sensacyjne odkrycie


W wyniku badań w Kaniach odkryto i zinwentaryzowano 130 obiektów archeologicznych, w tym m.in. cztery wsparte na potężnych słupach spore pomieszczenia gospodarcze o powierzchni współczesnych kawalerek, czyli ok. 23 metrów kwadratowych, głęboką na ponad cztery metry studnię o drewnianej cembrowinie oraz 76 dymarek, czyli starożytnych pieców do wytopu żelaza. W czasie wykopalisk pozyskano również prawie dwa tysiące fragmentów naczyń glinianych, przęśliki, ciężarki tkackie, niezwykle rzadko spotykane gliniane łyżeczki.

Znaleźliśmy także ułamki szybów pieców dymarskich, Można to uznać za prawdziwą sensację, gdyż gliniany szyb pieca dymarskiego był po zakończeniu procesu wypału rozbijany i jego pozostałości zazwyczaj nie zachowują się do naszych czasów

podkreśla dr Kołomański.

Niezwykłe odkrycie pod Warszawą. Dwa tysiące lat temu produkowano tu broń
Poza tym natknięto się na kilkaset fragmentów kości zwierzęcych. Wśród nich wyróżniają się trzy kompletne poroża sarny oraz jeleni, które uważane były za rodzaj totemu, bądź talizmanu. 97 proc. kości pochodziło od zwierząt udomowionych, takich jak bydło, świnia, owca, koza czy koń. Jedynie trzy procent to części ciała ssaków dzikich, takich jak sarna czy jeleń.

Materiał kostny miał charakter pokonsumpcyjny. Wskazują na to stwierdzone na szczątkach ślady po nożu oraz ślady rąbania. Poza tym liczne kości noszą ślady gryzienia przez zwierzęta mięsożerne, najprawdopodobniej przez psy. Na dwóch szczątkach zaobserwowano ślady o charakterze rzemieślniczym. Jednym z nich jest fragment poroża jelenia ze śladami wyświecenia. Drugi to fragment kości piszczelowej świni, używany jako skrobacz.

Niezwykłe odkrycie pod Warszawą. Dwa tysiące lat temu produkowano tu broń


Dieta mieszkańców osady


Specjalistycznym badaniom poddano próbki nagaru, czyli zachowanych resztek pokarmu, widocznego na kilku fragmentach ceramiki. Ustalony skład tych substancji pozwolił częściowo odtworzyć dietę społeczności zamieszkującej osadę.

Na podstawie szeregu interdyscyplinarnych analiz ustalono, że w pierwszym okresie funkcjonowania, mieszkańcy osady zajmowali się prostą wytwórczością rękodzielniczą, m.in. przędzalniczą i tkacką. Dopiero później powstał szereg pieców do wytopu żelaza. Potwierdza to również analiza układu przestrzennego przebadanej części osady, gdzie strefa produkcyjna reprezentowana przez piece hutnicze wyraźnie nasuwa się na wcześniej użytkowany, a następnie opuszczony sektor gospodarczy

tłumaczy właściciel Pracowni Archeologiczno-Konserwatorskiej.

Dodajmy, że prace terenowe sfinalizowano już jakiś czas temu, ale pracochłonne analizy zakończyły się dopiero przed kilkoma dniami. Ich wyniki przyczyniły się do poszerzenia wiedzy na temat rozplanowana, rozwoju i funkcjonowania osad kultury przeworskiej, jak również w zakresie zwyczajów i diety zamieszkującej je ludności. Rzucają też nowe światło na znaczenie ziem dzisiejszej Polski w okresie potęgi i dominacji starożytnego Rzymu.

Niezwykłe odkrycie pod Warszawą. Dwa tysiące lat temu produkowano tu broń


Autor: Piotr Halicki
Źródło: http://warszawa.onet.pl/niezwykle-odkrycie-pod-warszawa-dwa-tysiace-lat-temu-produkowano-tu-bron/425r0m
Tagi: #archeologia #Słowianie #Wandalowie #Rzymianie #historia

dobre
   
słabe
   
7

Najlepszy komentarz:

nagaath 21 lutego 2017 23:31
0  2

i chuj, osiedla nie będzie

Szkuner Thomas W Lawson
#ciekawostki #zeglarstwo #statki #historia
Bylo juz o "talshipach" bylo o windjammrach a dzis bedzie o najwiekszym szkunerze jaki powstal.
Tak najwiekszy w historii bo az siedmio masztowy szkuner "Thomas W. Lawson"
Wyobrazacie sobie jak to moglo wygladac?
145m dlugosci, blisko 58m wysokosci (od kila do topu) 15m szerokosci i blisko 11m zanurzenia (pod obciazeniem), do tego 7 masztow na ktorych rozpiete bylo 4000m² zagli.
Ta konstrukcja naprawde robila wrazenie.
Niestety sluzba tego monstrum nie trwala dlugo, budowe rozpoczeto w roku 1901, w porozumieniu z Coastwise Transportation Company z Bostonu zatonal juz 14 grudnia 1907r.
Ale wrocmy do samego szkunera, mial byc tanszy w eksploatacji od statkow motorowych, ktore dopiero raczkowaly, a koszty ktore generowaly mialy byc podobno spore. Podobno bo czas dostaw byl zdecydowanie krotszy. Dodajmy, ze szkuner nazwany na czesc jednego z inwestorow, przedsiebiorcy z Bostonu plywal z maksymalna predkoscia konstrukcyjna siegajaca do 16 wezlow (29.632 km/h), mial zabierac 11000 ton wegla, no a ozaglowanie gaflowe mialo byc latwe w uzyciu, no niestety nie bylo.
Przez bardzo duze zanurzenie (11m) statek ten nie wszedzie mogl wplynac, nie kazdy port byl dla niego ostoja.
Do tego wszystkiego okazalo sie, ze 11.000 ton ladunku zdecydowanie obnizalo jego predkosc, oraz sprawialo, ze jednostka byla niezmiernie trudna w manewrowaniu.
W 1903r wlasciciele uswiadomili sobie, ze statek nie spelnia warunkow nowoczesnej zeglugi transportowej i zlecili jego przebudowe. Tak wiec z barki na wegiel jednostka zostala przebudowana i zaslynela po raz kolejny, tym razem po najwiekszym zaglowcu towarowym, stala sie najwiekszym tankowcem zaglowym. Tak zostala przebudowana na statek transportujacy rope.
Powiedzmy sobie kilka zdan o zalodze. Jak myslicie jak wielu zalogantow miala tak duza jednostka?
Nie, nie bylo tak jak za czasow galeonow ;) jednostka miala "na burcie" od 16 do 18 osob zalogi wliczajac w to kapitana, inzyniera, 2 chlopcow okretowych oraz 2 sternikow.
Duzym problemem byly nazwy masztow i zagli, nie bedziemy wdawac sie w zbytnie szczegoly, nie bede wymienial wam wszystkich nazw. Powiem tylko ze nazwano je dniami tygodnia. (w koncu bylo ich az siedem)
Mala ilosc zalogi wymuszala instalowanie kabestanow (dla niewtajemniczonych bebnow na ktorych wybiera sie liny) parowych, co nie bylo juz innowacyjne a stalo sie codziennoscia, kabestany te byly obslugiwane przez silnik donkey.

Wrocmy do koncowki zywota tego niesamowitego zaglowca.
w 1907r wyczarterowany Thomas W. Lawson przez angielsko - amerykanska kompanie olejowa postawil zagle dnia 19 listopada z pirsu rafinerii Marcus Hook wyruszajac w droge transatlantycka do Londynu z ladunkiem 58.000 beczek oleju parafinowego. Na dwa dni przed wyplynieciem nowy kapitan musial zatrudnic szesciu nowych czlonkow zalogi, z uwagi na porzucenie pracy przez wczesniejsza obsade ktora miala dosc, poprzez problemy z wyplatami.
Wyplyneli w bardzo dobrych warunkach, lecz wkrotce pogoda zmienila sie w dosc silny sztorm, ktory przez 20 dni dosc silnie sponiewieral szkuner, lamiac mu maszty.
13 grudnia szkunerl wszedl w Kanal Angielski, chroniac sie przed sztormem, jednak przypadkowo zypelnie od niewlasniwej strony latarni Bishop Rock.
Pomimo ostrzezen i prozbach o opuszczenie jednostki, kapitan George W. Dow zakotwiczyl "Lawsona" i po prostu zaufal lancuchowi kotwicznemu. Niestety w nocy sztorm przybral na sile i ok godziny 1:15 zaglowiec zostal wepchniety na skaly.
Jedynymi ocalonymi byli kapitan George W. Dow oraz inzynier Edward L. Rowe, ktorzy prawdopodobnie przed samym uderzeniem bakburty o skaly wyskoczyli, badz zostali zmyci z pokladu.

Pozycja wraku zostala ponownie odkryta w roku 1969. Kadlub lezy na glebokosci ok 17m na pozycji 49°53′38″N 06°22′55″W

Szkuner Thomas W Lawson

dobre
   
słabe
   
1

Pochodzenie alfabetu głagolitycznego
Poniższy tekst jest tłumaczeniem artykułu Pawła Serafimowa o pochodzeniu alfabetu głagolicy. Do prawidłowego odczytania zawartych w tekście niestandardowych znaków zaleca się ściągnięcie i zainstalowanie głagolicowych czcionek*. Życzę miłej lektury.



WSTĘP


Nie ma zbyt wiele społeczeństw, które opracowały niezależnie od siebie własny alfabet, doskonale oddający specyfikę ich mowy. Wysoko rozwinięte kultury jak grecka i rzymska musiały zapożyczyć swoje systemy pisma z wcześniej wykształconych tradycji piśmienniczych.

Przypuszczalnie, pierwszy słowiański alfabet – głagolica został wymyślony i wprowadzony w IX w. n.e. Faktem jest, iż istnieje wiele teorii o pochodzeniu i wieku głagolitycznego alfabetu. I. Taylor i V. Jagić twierdzili, że głagolica pochodzi z jakiegoś typu pochyłego greckiego alfabetu z IX w. n.e., podczas gdy V. Vondrak, R. Nahtingal, F. Fortunatov i inni sugerowali, że Cyryl inspirował się orientalnymi pismami: hebrajskim, samarytańskim i koptyjskim. Całkowicie odmienna jest opinia G. Černohvostova, którego teoria była prezentowana pośmiertnie przez V. Kiparskiego. Według Černohvostova pismo głagolityczne reprezentuje ważne chrześcijańskie symbole: krzyż – w literze Ⰰ (a); okrąg – symbol bożej wieczności w znakach Ⱁ, Ⱆ, Ⰿ, Ⱅ, Ⰾ (o, u, m, t, l); trójkąt – symbol świętej trójcy – w znaku Ⱑ (jat) [1] str. 35-36.

Opinie o wieku również są różne. Według J. Dobrovskiego, alfabet głagolityczny został stworzony w XIII w. n.e., czyli centurie po tym jak Cyrylica była już w użytku. J. Kopitar nie zgodził się i wskazał, że zaokrąglona głagolica jest starsza niż uproszczona Chorwacka wersja, po czym Dobrovsky odwołał swój pogląd [1] str. 33.


FAKTY


Alfabet jest czymś złożonym i żadne z pism różnych ludów nie pozostało niezmienione od czasów ich powstania. Formy pewnych znaków zostały zmienione, a inne wyszły z użycia, z czasem nowe litery zostały dodane lub przejęte z innych alfabetów. Opis tych procesów znajdziemy w pracy starego Bułgarskiego pisarza C. Hrabara –_ „O pismenah”_ („O literach”) [2].

Propozycja, iż greckie pismo mogło mieć wpływ na głagolicę – święte słowiańskie pismo jest kusząca, ponieważ Cyryl, któremu przypisujemy stworzenie głagolicy urodził się w greckich Salonikach. Jest także 8 liter dziewięciowiekowego greckiego pisma kursywnego, które było wprowadzane stopniowo w Grecji w czasie IX w. n.e. po tym jak pismo uncjałowe było używane w oficjalnych dokumentach i korespondencji, to pokazuje jednocześnie pewne podobieństwa do ich głagolitycznych odpowiedników. Te litery to: δ, γ, ω, ε, ρ, ο, θ, ϕ (delta, gamma, omega, epsilon, rho, omikron, theta i phi).

Także parę hebrajskich znaków: ש , ר , ף , ב , א (a, b, p, r, š) ukazuje pewne podobieństwa ze swoimi głagolitycznymi odpowiednikami. Pozostałe pisma orientalne nie oferują żadnych znaczących dopasowań. Koptyjskie litery Ϣ, Ϩ, Ϯ (shei, hori, ti) ukazują podobieństwa z głagolicowymi Ⱋ, Ⱈ, Ⰰ (št, h, a) a samarytańskie litery samar (š, r, m) mogą przypominać głagolicowe Ⱎ, Ⱃ, Ⱋ (š, r, št), (Tabela 2).


DYSKUSJA


Głagolicowe Ⱚ i ⱚ są niewątpliwie greckiego pochodzenia. Grecka litera γ przypomina głagolityczne g ale to nie oznacza, że Słowianie wzięli ją od Greków. Głagolityczne g jest bardziej podobne do runicznego znaku z Wielkiej Starej Bułgarii (Tabela 1). Głagolicowe Ⰳ (g) różni się od starobułgarskiej runy Ⰳ -podobnej tylko kątem względem podstawy, który może być tylko stylistyczną osobliwością spowodowaną przez rozwój pisma. Zarówno głagolicowy oraz starobułgarski znak runiczny mają równe „zagięcia” (ramiona skręcone w równy kształt), podczas gdy grecki γ ma tylko jedno mocno „zakręcone” ramię.

Kształt greckiej litery ρ jest taki jak głagolicowego Ⱃ (r), ale słowiańska litera jest odwrócona „do góry nogami” w taki sposób, że przypomina znacznie bardziej ra ze starożytnych linearnych pism.

Greckie δ wygląda jak połowa głagolicowego Ⰴ (d), ale znowu starożytne linearne pisma oferują lepsze dopasowanie – dwo. Jeśli głagolicowe Ⰴ byłoby pochodną greckiego δ, czemu po prostu nie stosowali tej litery?

Greckie o przypomina bardziej o z Cyrylicy niż głagolicowe Ⱁ.

Więc ze wszystkich podobnych liter pomiędzy greką a głagolicą tylko głagolicowe Ⱚ i ⱚ mogą być uznane za pewne zapożyczenie z greckiego alfabetu, więc trudno mówić o tym, że dwie litery stały się inspiracją dla całego alfabetu.

Nie zapominajmy także, iż istnieje ogromna różnica pomiędzy greckim pismem kursywnym a głagolicą. Babič głosi, że głagolica jest zbudowana z wielkich liter (jak pismo linearne A i B) natomiast grecki alfabet kursywny używa małych liter [1] str. 35.

Jest jeszcze inny ważny fakt, podważający twierdzenie Taylora i Jagića. Ziemie pomiędzy Północnym Kaukazem a wschodnimi brzegami Czarnego Morza były znane jako Stara Wielka Bułgaria [4] str. 47-48. W tym regionie, zamieszkanym w przeszłości przez Scytyjskie, Sarmackie i Trackie plemiona znaleziono starożytne runiczne pismo, przypominające głagolicowe litery Ⰲ, Ⰳ, Ⰴ, Ⰵ, Ⰶ, Ⰷ, Ⰹ, Ⰾ, Ⰿ, Ⱀ, Ⱄ, Ⱆ, Ⱉ, Ⱋ, Ⱌ, Ⱎ, Ⱍ, Ⱏ, Ⱑ, Ⱔ, Ⱘ, Ⱙ, Ⱛ ( v, g, d, e, ž, dz, i, l, m, n, s, u, o, št, c, š, č, ъ, ě, en, on, jon i ižica).

Te znaki są datowane na I-III w. n.e. [5]. Muszę przyznać, że choć przypominają mocno głagolicowe litery, nic nie gwarantuje, że runiczne znaki miały taką samą wartość fonetyczną, jak ich odpowiedniki w głagolicy [Tabela 1]. W południowej Bułgarii podobne znaki zostały znalezione na mieczu datowanym na I-II w. n.e. [6] str. 48-59 Data ta może znacznie odbiegać od rzeczywistego wieku skryptu runicznego, runy mogą być znacznie starsze. Według mojej wiedzy okazało się, że pisane obiekty i inne znalezione w ich pobliżu nie były datowane za pomocą sposobu C-14, lecz tylko wstępnie. Wnioski naukowców oparto na przyjętej dacie pojawienia się Sarmatów na bułgarskiej ziemi około I w. p.n.e. Znaleziska archeologiczne i historyczne źródła zaprzeczające tej dacie były ignorowane. Sarmatów nazywano członkami wielkiej Getyckiej rodziny, zamieszkujących od głębokiej starożytności Trację, podobnie Geci, którzy byli zwani Słowianami w VI w. Nikt nie liczy się z tym poważnym problemem chronologicznym. Starobułgarskie artefakty w tym rogi jelenia z napisami, są podobne do tych z ziem staro-Wenetyjskich. Bułgarskie przedmioty były datowane do VII w. n.e., podczas gdy wenetyckie pochodzą z V w. przed naszą erą. Luka wynosi około 1200 lat, ale runy są takie same jak Wenetycki znaki. To oznacza, iż było kulturalne pokrewieństwo pomiędzy Wenetami a Starobułgarami przed tym jak starożytne litery wyszły z użycia z Wenetyckiego pisma w I w. p.n.e. Dowodem na kulturalne pokrewieństwo jest fakt, iż w najstarszych źródłach Bułgarzy byli nazywani WNTRI [7] str. 21, które rozumiane jest jako Weneteri – wenetyckie plemię. Jednakże bułgarscy naukowcy interpretują WNTRI jako Hunogunduri ignorując antropologiczne badania M. Popova, który pokazał, iż bez wątpienia Bułgarzy są antropologicznie Słowianami, a nie Azjatami.

Tabela 1 przedstawia porównanie pomiędzy Scyto-Sarmackimi runami z I i III w. n.e. a głagolicowymi literami z IX w. n.e.

Propozycja Chernohostova, iż głagolityczne litery reprezentują chrześcijańskie symbole wydaje się mało prawdopodobna, ponieważ jak już wspomniano, wiele z tych znaków (przynajmniej 23) było używanych przez Starobułgarskie plemiona wiele wieków przed przyjęciem chrześcijaństwa jako religii państwowej przez Słowian. Istnieje jednakże możliwość, iż niektóre z liter głagolicy są przedchrześcijańskimi symbolami religijnymi. Krzyż i okrąg są bez wątpienia starożytnymi solarnymi symbolami.

Sugestia Vondraka, Nahtigala i Fortunatova, że orientalne pisma miały wpływ na głagolicowe pismo, jest do przyjęcia na pierwszy rzut oka, ponieważ przede wszystkim istnieje źródło historyczne potwierdzające to, iż Cyryl odwiedził Chazarów [1] str. 15, którzy przynależeli w tym czasie do Judaizmu.


Tabela 1. Tabela porównawcza liter głagolicy i scyto-sarmackich

Pochodzenie alfabetu głagolitycznego
Opisy:
G. s. v. – wartość fonetyczna litery głagolicy;
R – scyto-sarmackie runy;
SlL – słowiańska łacina;
G. – litery głagolicy;
SlC **– słowiańska cyrylica;
**L
– litery łacińskie.
* Znaki 2, 8, 9, 11, 16, 23 są z pracy S. Rjabchikova [5], reszta pochodzi z pracy I. T. Taneva i M. Minkova [6].


Jak już zostało powiedziane hebrajskie litery (a, b, p, r, š) ukazują swoje podobieństwo z ich głagolicowymi odpowiednikami. Jednakże jeśli porównamy hebrajskie א – a, ב – b, ף – p, ר – r, i ש – š do głagolicowych Ⰰ, Ⰱ, Ⱂ, Ⱃ, Ⱎ (a, b, p, r, š) i do liter linearnych pism regionu egejskiego, widzimy że podobieństwo głagolitycznych liter do linearnych typu A i B jest znacznie większe niż do hebrajskich liter (Tabela 2).

Jak zostało wspomniane, inne orientalne pisma nie oferują żadnych istotnych podobieństw. Koptyjskie litery Ϣ, Ϩ, Ϯ (shei, hori, ti) ukazują podobieństwo z głagolicowymi Ⱋ, Ⱈ, Ⰰ (št, h, a) a samarytańskie š, r, m przypominają głagolityczne Ⱎ, Ⱃ, Ⱋ (š, r, št), (Tabela 2).

Linearne odpowiedniki głagolicowych liter Ⱏ (Ъ – nr 30), ⰠⰊ (Ы – nr 31), Ⱘ (ON – nr 37), i Ⱙ (JON – nr 38) są w rzeczywistości ligaturami różnych linearnych znaków (głagolicowe litery Ⱏ, ⰠⰊ, Ⱘ, Ⱙ (Ъ, Ы, ON, JON) same w sobie są także ligaturami). Ligatury były całkiem pospolite w linearnych inskrypcjach typu A i B. Przykłady widać na rys. 1.


Tabela 2. Porównanie alfabetów: głagolicy, greki, linearnego A, linearnego B, hebrajskiego, koptyjskiego i samarytańskiego.

Pochodzenie alfabetu głagolitycznego
Opisy:
sv – wartość fonetyczna;
G – litery głagolicy;
Gr – litery greckiej kursywy;
LA – litery pisma linearnego A;
SlC – słowiańska cyrylica;
SlL – słowiańska łacina;
L- litery łacińskie;
LB – litery pisma linearnego B;
Heb – litery hebrajskie;
Cop – litery koptyjskie;
Sa – litery samarytańskie.


Pochodzenie alfabetu głagolitycznego
Fig. 1. Ligatury liter pisma linearnego A [8], tabele 1, 2, 3.


Podsumowując, patrząc na Tabelę 2 możemy zauważyć, że alfabet grecki oferuje 8 analogicznych znaków dla głagolicy, hebrajski 5, koptyjski 5 i samarytański 2 natomiast linearny A ma 33 a linearny B 32 znaki odpowiadające kształtowi głagolicowych liter. To pokazuje przekonująco, które systemy pisania są najbardziej zbliżone do siebie. Możliwej odpowiedzi na podobieństwa między głagolicą, greką, hebrajskim, samarytańskim i koptyjskim należy szukać w głębokiej przeszłości Bałkanów, w 6 do 4 tysiąclecia p.n.e., kiedy kwitły Vinča, Valci Dol, Karanovo, Gradešnitsa i inne pokrewne kultury. Twórcy tych kultur założyli również pierwszy system pisma na świecie, a to wydaje się, że wpłynęło na egejskie pisma liniowe i alfabet protokananyjski, z których następnie rozwinął się hebrajski, fenicki i Aramejski. Hebrajski wpłynął na alfabet samarytański a fenicki był prototypem alfabetu greckiego. Z kolei grecki alfabet wpłynął na koptyjski [9].

Migracja ludzi ze starych trakoscytyjskich ziem do Krety, Levantu a nawet do Egiptu (pierwszy okres przejściowy) w 3 i 2 tysiącleciu p. n. e jest potwierdzona przez odkrycia archeologiczne. Rozkład specyficznych rodzajów ceramiki (linearnych/wstęgowych ceramik, ceramiki sznurowej) i pojawienie się nowego typu pochówku (z poświęceniem koni), nowy typ domu itp. jasno wskazują przybycie nowej populacji w rejonie egejskim, Lewantu i północnego Egiptu podczas wczesnej epoki brązu. J. Best łączy te wczesne migracje z ekspansją kultury kurgańskiej [10] str. 49-51. Niedawne badania genetyczne pokazują, że pewny genetyczny znacznik (R 1), typowy dla twórców kultury Kurhanowej jest obecnie znajdowany pośród ludności słowiańskiej. Znacznik ten jest obecny także wśród ludzi w Indiach oraz zachodniej Azji (ceramika linearna pojawiła się tam pod koniec 3 tysiąclecia p.n.e. ponad 3000 lat po pojawieniu się w Europie południowo-wschodniej), ale jest rzadki w Europie zachodniej [11].

Logicznym jest, że migranci, którzy przybyli z południowo-wschodniej Europy do rejonu egejskiego i Anatolii w 3 i 2 tysiącleciu p.n.e. mogli przynieść ze sobą także swój system pism i w ten sposób rozprzestrzenili wiedzę o piśmie pomiędzy wieloma ludami, które z kolei mogły stworzyć swoje własne alfabety, przystosowane bardziej do ich własnego języka. Z czasem różnice pomiędzy pismami przyniesionymi z Bałkanów a tymi pochodzącymi od nich stały się większe i większe jednakże pomimo to niektóre znaki zachowały pewne podobieństwa. Na przykład linearne(B) si odpowiada kształtowi głagolicowej š, fenickiej š i hebrajskiej š. linearne (B) ra odpowiada kształtowi głagolicowej r, fenickiej r i greckiej r. Linearne (B) twe odpowiada głagolicowej t (tvъrdo) i kananyjskiej t. a z kolei linearne (B) si, ra, two przypominają bardzo mocno grafemy ze znacznie starszego pisma Vinča.

Tabela 3 przedstawia porównanie pomiędzy Bałkańskim pismem neolitycznym a starożytnym systemem pism rejonu Egejskiego. Jak widać mamy tutaj 36 dopasowań pomiędzy NPB (Neolityczne Pismo Bałkanów) a linearnym A, i 30 dopasowań pomiędzy NPB a linearnym B.

Chociaż jest 5 tysięcy lat różnicy pomiędzy Neolitycznym Pismem Bałkanów a głagolitycznym wariantem z IX w. n.e., nadal można zaobserwować cechy wspólne między tymi dwoma systemami. Te dopasowania mają także odpowiedniki w linearny pismach (Tabela 4).


Tabela 3. Porównanie neolitycznego pisma Bałkanów i skryptów linearnych regionu egejskiego

Pochodzenie alfabetu głagolitycznego
Opisy:
NSB – neolityczne pismo Bałkanów [12, 13];
LA – litera linearna A;
LB – litera linearna B.


Moja sugestia jest taka, że starożytny system pisma Bałkanów był inspirującym źródłem wielu alfabetów i jest to potwierdzone przez kilku innych badaczy. R. Pešić który analizował Bałkański system pisma neolitycznego zauważył również, że alfabet Fenicki współdzieli 10 znaków ze znacznie starszym pismem Vinča [14] str. 513. Jest to całkiem logiczne by przyjąć, że ludzie, którzy zainspirowali Fenicki alfabet, musieli pochodzić z Bałkanów. W ostatnich latach coraz więcej naukowców przyznaje, że kadmijski mit przynależy bardziej do kultur paleobałkańskich niż do orientalnych [15] str. 60. Diodor Sycylijski, cytowany przez G. Sotirova [16], potwierdza, że Pelagianie byli pierwszymi, którzy wykorzystali litery kadmijskie.

Inny naukowiec, V. Georgiev, który analizował neolityczną pieczęć z Karanova, odkrył, że 8 znaków z tego starożytnego artefaktu ukazują podobieństwa ze 8 znakami kretańsmiego pisma hieroglificznego. Georgiev zauważył również, że 6 znaków z tabletu z Gradešnitsa przypominają inne 6 znaków z najwcześniejszego kreteńskiego systemu pisma [17] str. 157.


Tabela 4. Porównanie neolitycznego pisma Bałkanów, liter pisma linearnego A i linearnego B i znaków głagolicy Ⱂ, Ⱃ, Ⱎ, Ⰰ, Ⱌ, Ⱑ, Ⰵ (P, R, Š, A, C, Ĕ, E).

Pochodzenie alfabetu głagolitycznego
Opisy:
N. S. B. – neolityczne pismo Bałkanów;
LA – litera linearna A;
LB – litera linearna B;
G. – litera głagolicy.


Ponieważ skrypty Gradešnitsa i Karanovo są znacznie starsze niż najwcześniejsze Kretańskie pisma, można stwierdzić, że kultury neolitycznych Bałkanów wpłynęły na starożytny minojskie piśmiennictwo.

Według V. Georgiev, kultury Vinca, Karanovo i inne pokrewne z nimi zostały stworzone przez Traków i Pelazgów [17] str. 192 i dokładnie ci Trakowie i Pelazgowie byli pośród twórców kultury minojskiej, według Hroznego [18] str. 219, 220. Nie należy zapominać, że zgodnie z Hermem [19] str. 61, Trakowie i Pelazgowie stali się częścią Fenickiego narodu: mieszanką ludzi morza i rdzenną ludnością Kanaanu.

Z archeologicznego punktu widzenia migracja Trakopelazgów do Regionu Morza Egejskiego (i Azji Mniejszej) może być dowiedziona przez tzw ceramikę taśmową, która na Krecie jest reprezentowana przez wielobarwną ceramikę z Camaro ze spiralnymi dekoracjami, pokazując przejście z motywów geometrycznych do motywów zaczerpniętych z natury [18] str. 219, 220. Statki z takimi motywami były obecne na Krecie przez cały XX i XIX w. p.n.e., ale na Bałkanach były w użyciu już w 5 tysiącleciu pne [20] (obiekty 11 i 12).

Trakowie i Pelazgowie należeli do tego samego wielkiego narodu. Według starożytnej tradycji najstarszych mieszkańców Europy Południowo-Wschodniej – Pelazgowie podzielili się na 3 główne grupy:
- Ilirowie (Weneci należeli do tej gałęzi) – mieszkający od Epiru po rzekę Po,
- Tracy posiadający ziemie między Morzem Egejskim a górami Karpat
- Klasyczni Pelazgowie zamieszkujący Kretę, część Azji Mniejszej i Grecji kontynentalnej [21] str. 23-24.


Tabela 5. Porównanie wartości dźwięku liter głagolicy i wartości dźwięku liter pism linearnego A i B.

Pochodzenie alfabetu głagolitycznego
Opisy:
* – nienumerowana litera;
# – dźwięk o nie określonej wartości;
(?) – zakwestionowana wartość dźwiękowa;
64 – numeracja Chadwicka i wartość dźwiękowa.


Tabela 6. litery głagolicy podobne w formie i wartości dźwiękowej do znaków pisma linearnego A i B.

Pochodzenie alfabetu głagolitycznego
Opisy:
G – litera głagolicy;
Gsv – wartość dźwięku litery głagolicy;
Lasv – wartości dźwięku litery linearnej B;
LA – litera linearna A;
LBsv – wartość dźwięku litery linearnej B;
LB – litera linearna B.


Ponieważ w późnej starożytności Trakowie byli utożsamiani ze Słowianami [4] str. 14, można logiczne założyć, że Pelazgowie i Ilirowie – krewni Traków mogą być też uważani za słowiańską odnogę.

Mając to wszystko na uwadze postanowiłem zrobić szczegółowe porównanie alfabetu głagolicy z pismem linearnym A i B. Kiedy zrobiłem to zauważyłem, że 33 znaki z pisma linearnego A miały zaskakujące podobieństwo w kształcie z 33 znakami w alfabecie głagolicy (tabela 2). Tabela 5 przedstawia porównanie wartości fonetycznej pomiędzy językami głagolicą, linearnym A i linearnym B.

Tabela 6 i tabela 7 pokazuje bardziej jasno fonetyczne i kształtowe podobieństwa pomiędzy głagolicą a pismem linearnym A, B. Tabela 6 przedstawia znaki głagolicy, które posiadają podobieństwo w formie i wartości fonetycznej z linearnym A i B, a tabela 7 prezentuje znaki głagolicy podobne do znaków z linearnego A i B w formie, ale różniące się wartością fonetyczną.


Tabela 7. znaki głagolicy podobne w formie do znaków linearnych A i B, ale różniące się wartością dźwięku.

Pochodzenie alfabetu głagolitycznego
Opisy:
G – litera głagolicy;
Gsv. – wartość dźwięku litery głagolicy;
LAsv – wartości dźwięku litery linearnej A;
LA – litera linearna A;
LBsv – wartości dźwięku litery linearnej B;
LB – litera linearna B;
* – litera o nie ustalonej wartości dźwięku.
Uwaga: litery głagolicy Ⰳ, Ⰼ, Ⰾ, F, Ⱚ (g, g’, l, f, th) nie mają żadnego odpowiednika w pismach linearnych – ani w formie, ani w wartości dźwięku.


Po odkryciu, że 20 znaków linearnych typu A i 23 znaków linearnych B są podobne do znaków głagolicy nie tylko w formie, ale również w wartości fonetycznej, porównanie zostało zrobione ze Starym bułgarskim systemem runicznym. Nie można stwierdzić, że wszystkie 13 znaki z rozety z Pliska (przypisana Starobułgarom) są niezwykle blisko w formie do 13 znaków linearnych typu A. Linearny B oferuje również 13 dopasowań z runicznym zapisem z Pliska (dwie bułgarskie runy przypominają głagolityczne znaki Ⱋ, Ⱑ (št i ě), (Tabela 8).

Poza rozetą z Pliska są inne Stare bułgarski runy posiadające dopasowania w linearnych pismach, tabela 9.

Stopień formy i podobieństwa fonetycznego pomiędzy głagolicą i linearnym A i B jest zbyt wysoki by był zbiegiem okoliczności, choć istnieją pewne fonetyczne odchylenia, na przykład: linearny B JO i głagolicowy JU; linearny B JE i głagolicy Ž. Odchylenia te można wyjaśnić przez ogromną lukę czasową – ok. 2500 lat pomiędzy skryptami linearnymi a głagolicą z IX w. n.e. Nikt nie może oczekiwać, że fonetyka słowiańska z IX w. n.e. będzie dokładnie taka sama jak fonetyka słowiańska prawie trzy tysiące lat wcześniej. W takim długim czasie zmiany wystąpiły w każdym języku.


Tabela 8. Porównanie run z Pliski do skryptów linearnych regionu egejskiego.

Pochodzenie alfabetu głagolitycznego
Opisy:
P – runy rozety z Pliski;
LA – znak linearny A;
LB – znak linearny B.


Tabela 9. Porównanie kształtów run starobułgarskich i skryptów linearnych regionu Morza Egejskiego.

Pochodzenie alfabetu głagolitycznego
Opisy:
BR – runy starobułgarskie;
LA – znaki linearne A;
LB – znaki linearne B.


Tabela 10. Porównanie liter „cyprioticznych” (linearny C) z podobnymi (w formie i wartości dźwięku) literami linearnego A i C – cypriotyczny skrypt z okresu minojskiego.

Pochodzenie alfabetu głagolitycznego
Opisy:
Cypr – litera linearna C;
Csv – wartość dźwięku litery linearnej C;
Lasv – wartość dźwięku litery linearnej A;
LA – litera linearna A.


Pomimo niewielkich (dla tak wielkiej różnicy czasu) różnic, głagolityczne pismo ukazuje dużo większe podobieństwo do linearnego A i linearnego B niż tak zwane linearne C (znanego także jako minojsko-cypryjskie) do linearnego A i B. 20 znaków linearnego A i 23 znaki linearnego B są podobne do znaków głagolicy w formie i wartości fonetycznej, podczas gdy liniowy C ma tylko 9 znaków podobnych w formie i dźwięku do linearnego A – zapisu, od którego pochodzi linearny C [22] str. 54, Fig. 34 (patrz Tabela 10).

Ponieważ głagolica, jak również pismo runiczne z Starej Bułgarii i Scytosarmackie, ukazują niesamowitą bliskość ze starożytnym systemem pism regionu Egejskiego logiczny wniosek jest taki, że bez wątpienia głagolica jest związana z pismem linearnym A i B, stworzonym przez Trakopelazgów (Prasłowian) w 2 tysiącleciu p.n.e., a te z kolei pochodzą od dużo starszego neolitycznego pisma Bałkanów (tabela 3, Tabela 4).

Ale choć nie można odmówić podobieństwa i powinowactwa głagolicy i starych bułgarskich run z pismem linearnym A i B, pozostaje dość poważny problem do zbadania – nie ma potwierdzonej ciągłości między linearnymi pismami Krety (XVIII-XII w. p.n.e.), scytosarmackimi runami (I-II w. n.e.) a starobułgarskim runicznym systemem (IV-VIII w. n.e.). Przerwa wynosi ponad 1200 lat, i w tym okresie nie istnieją potwierdzone (przynajmniej do tej pory) dokumenty, pisane literami protogłagolicy.

Ten problem chronologiczny można łatwo wytłumaczyć poprzez rodzaj materiałów z których zostały wykonane inskrypcje. W rzeczywistości tablety z pismem linearnym A i B zostały zachowane aż do czasów współczesnych tylko przez czysty przypadek. Zostały one wykonane z niewypalonej gliny, i tylko dlatego że były one narażone na nieumyślnie wywołane płomienie ognia, zostały utwardzone. Ten nowy stan pozwolił im przetrwać przez wieki. Właściwie większość dokumentów napisanych linearnymi pismami nie miały przetrwać długo, być może tylko jeden rok, lub dwa [22] str. 33.

Jeśli starożytni Słowianie wykorzystywali również łatwo psujące się materiały (na przykład drewno, kora, i/lub skóry zwierzęce) jest to całkiem normalne, że najstarsze dokumenty nie przetrwały. Dopiero w momencie, od kiedy zapisywano na kamieniach i metalowych przedmiotach pismo mogło zostać zachowane na wieki.

Według Chadwicka znaki pisma linearnego B miały być pisane z pomocą pędzla i tuszu (farby) [23] str. 27. Sądząc po ich eleganckim zaokrąglonym kształcie nie jest trudno uznać, że głagolica również miała być przeznaczona do pisana piórem lub pędzlem na gładkich materiałach, takich jak skóry zwierząt.

Wiemy o używaniu skór zwierzęcych w odległej przeszłości od Herodota. Zaświadcza on, że w starożytności kozie i owcze skóry były używane do pisania i ten materiał był i wciąż w użyciu (V w. p.n.e.) na ziemiach nie-greckich [24] V-59. Ojciec historii nie określił jakie dokładnie były te kraje nie-greckie, ale wiemy, że sąsiadami Hellenów byli Trakowie, Pelazgowie i Macedończycy.

Starożytni Słowianie (w starożytności zwani Trakami według cytowanego przez Tsenova Simokatta [4] str. 16) znad góry Haemus byli hodowcami bydła. Dla takich ludzi skóry zwierząt nie były kosztownym materiałem. Przeciwnie były najbardziej praktycznymi i tanimi materiałami do pisania. Ale, jak już wspomniano, ten materiał psuje się bardzo łatwo i nic nie przetrwało. Podobny przykład to „drewniane książki” Hetytów. Żadna z tych książek nie przetrwała wieków, ze względu na ograniczoną trwałość [25] str. 128, gdzie kamienne i metalowe obiekty z zapisanymi hieroglifami Hetytów wytrzymały destruktywny wpływ deszczu, słońca, wiatru, a nawet ognia.

Tymczasowa wytrzymałość skór zwierząt przysparzała kłopotów naszym przodkom, ponieważ ważność dokumentów była krótka (kilka lat), a po tym okresie dokumenty o charakterze administracyjnym i tak byłyby zniszczone (spalone) przez właścicieli (jak Mykeńczycy zrobili z większością swoich zapisów [22] str. 33). Z przyjściem chrześcijaństwa sytuacja się zmieniła, teksty religijne były uważane za święte i zostały starannie konserwowane.

Innym powodem braku dokumentów zapisanych głagolicą pomiędzy XII w. p.n.e. a I w. n.e. mogą być niewystarczające badania. Na początku XX w. nikt nie podejrzewał, że w bułgarskiej ziemi będzie można znaleźć przedmioty mające 6000 lat, takie jak pieczęci z Karanova i tablety z Gradešnitsy. Ani nikt nie pomyślał, że na terytorium Bułgarii istniałyby próbki skryptów linearnych. Jednakże w drugiej połowie XX w. obiekty zapisane pismem linearnym A [26] i linearnym B [27] znaleziono w różnych miejscach Bułgarii. W 2006 roku archeolodzy Ovcharova znaleźli tablet z pismem datowany na 7000 lat [28] str. 15.

Bardzo trudno określić, kiedy dokładnie, protogłagolityczny system pisania został stworzony. Sądząc po tym, że głagolica z IX w. n.e. ma najwięcej dopasowań do alfabetu linearnego B, można powiedzieć, że najbardziej starożytna forma głagolicy zaczęły się pojawiać około XVIII-XVI w. p.n.e. i została rozwinięty przez wieki przez różne plemiona słowiańskie.

Jeśli około XV w. p.n.e. Prasłowianie z Europy południowo-wschodniej używali znaków protogłagolicy, były one prawdopodobnie sylabiczne podobnie jak te z linearnego A i B. W późniejszych czasach kiedy system pisma został opracowany znaki przyjęły wartość pojedynczych dźwięków, zamiast sylab jak w protogłagolicy. Taki proces jest bardzo dobrze wyjaśniony przez Chudinova [29] str. 500.

Po panowaniu Greków i Rzymian na ziemiach między Dunajem a Morzem Egejskim starożytne pismo mogło być zachowane tylko na terytoriach między Dunajem i Kaukazem, zamieszkałych przez Scytów, Sarmatów i Traków (Sinti i Meoti mieszkali w I w. n.e. na wschodnim wybrzeżu Morza Czarnego).

Podróż Cyryla na step Pontyjski (zdominowany w swoim czasie przez Chazarów) pozwoliła mu wejść w kontakt z głagolicopodobnymi runami i najprawdopodobniej te runy stały się źródłem inspiracji dla głagolicy. Przedtem Cyryl nie mógł wiedzieć o istnieniu pisma przypominającego scytosarmackie runy (tak jak o starożytnych egejskich linearnych skryptach), ponieważ zgodnie z naszą najlepszą wiedzą Greccy uczeni IX w. n.e. nie znali Minojskiego i Mykeńskiego systemu pisania.

Powodem wybrania przez Cyryla systemu zapisu Scytów, Sarmatów i północnych Traków było chyba to, że ich mowa była zbliżona do Słowian żyjących wokół Tesaloniki. Wiemy, że plemiona trackie Sinti zamieszkiwały południową Trację i region Morza Egejskiego w starożytności [30] (VII fragment 36, 45, 45), ale inna odnoga Sinti zajęła wschodni brzeg Morza Czarnego [23] -IV-28, (region ten był rządzony przez Chazarów w IX w. n.e. ). Oprócz Sinti także Moezjanie (utożsamiani wielokrotnie ze starymi Bułgarami) zajęli różne terytoria: Azji Mniejszej, północnej Bułgarii i południowej Rumunii. Mówi się, że Aleksander Wielki pokonał Moesjanów i zmusił ich do migracji na północ [31] (Homatian, cytowany przez Żiwkowa).

Ze względu izolację (daleko od Greków i Rzymian) język starożytnych Słowian (którzy żyli na północ od Dunaju) pozostał mniej zanieczyszczony. Izolacja również pozwoliła im zachować archaiczny pismo, które po długim rozwoju było dobrze dopasowane do specyfiki mowy słowiańskiej. Cyryl musiałby tylko udoskonalić ten system zapisu tak, że byłby użyteczny dla wszystkich Słowian. Dzięki jego wysokiemu wykształceniu i podróżom do ziem zajętych przez Słowian, Cyryl był dobrze zorientowany, a to pozwoliła mu na utworzenie wspólnego pisma słowiańskiego mającego starożytną tradycję.

Obecne wyjaśnienie pochodzenia głagolicy jest zupełnie inne od tego, stworzonego przez Taylora i jego rówieśników, bo w czasie, gdy zakończyli swoje badania (Taylor – 1880, Jagić – 1884, Vondrák – 1893, Fortunatov – 1890) skrypty egejskie wciąż jeszcze były nieusystematyzowane i nierozszyfrowane. Wartość fonetyczna znaków alfabetu linearnego B stała się znana pod koniec 1950 roku i na początku 1960 roku. Pisarze XX w. Nahtigal (1941) i Kiparsky (1964) nie specjalizowali się w skryptach Morza Egejskiego i nie mogli wiedzieć o podobieństwach w kształcie i wartości dźwięku pomiędzy skryptami linearnymi a głagolicą.


Autorzy, którzy studiowali głagolicę nie znali wielu innych bardzo ważnych faktów:


Scytosarmackie runy I do III w. n.e. przypominają bardzo litery głagolicy [6] s. 48-59. Ta informacja stała się dostępna w 2006 roku.

W głębokiej starożytności Grecy uważali Scytów i Sarmatów jeden naród [32] II 2. 1-2 i Prokop świadczy, że Sarmaci byli odnogą wielkiej rodziny Trackich Getów [33] III, II, 2-8, którzy zostali zidentyfikowani jako Słowianie (Tsenov [4] str. 14, cytując Simokatta)

Sarmaci mieli tę samą antropologiczną bazę jak starzy Bułgarzy [7] str. 50. Ci sami Bułgarzy zostali określeni przez antropologów w 1930 roku jako przynależący do Słowiańskiego narodu [34] str. 170.

Scytowie zostali uznani (od wieków) za Prasłowian przez naukowców z carskiej Rosji [35] str. 154 (niestety po rewolucji październikowej prace te były tłamszone).

Trakopelazgowie mieli własne pismo długo przed Wojną Trojańską (D. Siculus, cytowany w [16]).

Na pisma linearne regionu egejskiego wpłynęło neolityczne pismo Bałkanów, Tabela 3.

Trakopelazgowie byli twórcami kultury minojskiej [18] str. 219.

Trackie nazwy osobowe i nazwy bóstw znajdują się w zapisach linearnych A i B [15] p. 17-21, nie zapominajmy także o Etnonimie ENETIJO [36] str. 543.

Ludzie, którzy w głębokiej starożytności migrowali na Kretę, musieli przybyć dużymi wydrążonymi kajakami (podobnymi do tych używanych przez współczesnych Macedończyków z Prespa) [37] str. 91.

W czasach neolitu takie łodzie były używane na terytorium Wenetów, którzy zamieszkiwali region pomiędzy Alpami a Morzem Adriatyckim [38] str. 79.

Słowiańscy Macedończycy są genetycznie bliżej Kreteńczyków niż Greków [39]

Na starych Wenetyjski ziemiach (Padwa) istniały głagolico-podobne znaki w V w. p.n.e., jak widać na Wenetyjskich zapisach PA 28. (znak przypomina Ž głagolicy (Život) [40]. Dodatkowo znaki z ceramiki z Villa Novy [14] str. 57 przypominają znaki linearnego A [8], tabela 3.


Na koniec – językoznawstwo dowodzi migracji starożytnych Słowian. Na początku XX w., R. J. Conway odkrył ciekawe podobieństwa pomiędzy językiem wenetyjskim a eteokreteńskim [41] str. 125. Hrozny odkrył powiązania między kreteńskimi toponimami a toponimami z ziem Trakopelazgów [18] s. 219-220.

Nie zdając sobie sprawy z tak wielu ważnych szczegółów, naukowcy którzy badali głagolicę w XIX i XX w. opierali swoje twierdzenia na niewystarczających i bardzo ograniczonych danych, dlatego nie udało im się odkryć prawdziwego pochodzenia głagolicy.


WNIOSKI


Podobieństwo 33 znaków alfabetu linearnego A (20 w formie i dźwięku, 13 tylko w formie) i podobieństwo 32 znaków linearnego B (23 w formie i dźwięku i 9 tylko w formie) z literami głagolicy nie jest tylko niezwykłym zbiegiem okoliczności, ale jedną z wielu informacji, które są potwierdzeniem obecności słowiańskich ludów w Europie Południowo-wschodniej w odległej starożytności. Pomimo, że wypędzeni z ich własnych ziem, Prasłowianie zachowali pismo, a nawet rozwinęli je w nowych siedzibach – dalej na północy (ziemie między wschodnim brzegiem Morza Czarnego a Kaukazem), z dala od swoich wrogów.

„Stworzenie” głagolicy było tylko średniowieczną przeróbką, rodzajem odnowienia. Najprawdopodobniej Cyryl wybrał skrypty runiczne trackich plemion z północy, ponieważ ich mowa została zachowana nieskażonej przez obce wpływy formie.

Mamy nadzieję, że dalsze badania dadzą nam więcej danych o rzeczywistym wieku głagolicy. Starożytne rękopisy lub artefakty zdobione literami głagolicy pokażą rozwój tego osobliwego pisma słowiańskiego. Szczęśliwy traf może dać nam odkrycie tzw Miedzianej książki, zapisanej znakami z różnych grup wiekowych: Vinca, linearny A, głagolica [42]. Ten osobliwy obiekt jest z całą pewnością nie jedynym, który będzie można znaleźć na ziemiach słowiańskich.

To co mamy dzisiaj to nie mało. Nie znamy całej historii, ale nawet fragmenty są przekonującym świadectwem wysokiego poziomu kultury naszych przodków – Prasłowian.


PODZIĘKOWANIA


Jestem bardzo wdzięczny prof dr A. Perdih, który prowadził mnie przez wszystkich trudne chwile podczas tworzenia tego dokumentu. Wyrazy uznania dla recenzentów za konstruktywną krytykę i dobre rady. Jestem również wdzięczny Emmy za jej bezwarunkowe poparcie, oraz podziękowania dla Ivy i Dimitra, którzy pomogli mi znaleźć ważne źródła historyczne.


Autorstwo: Paweł Serafimow
Tłumaczenie: Falkonidas
Źródło oryginalne: http://www.korenine.si/zborniki/zbornik08/glagolitic.pdf
Źródło polskie: https://falkonidas.wordpress.com/2015/04/29/katodebilne-historyczne-brednie-zdruzgotane-czyli-o-dwoch-takich-co-rzekomo-wymyslili-slowianom-pismo/
Tagi: #Słowianie #Głagolica #lingwistyka #historia



PRZYPISY


[1] V. Babič, „Učbenik stare cerkene slovanščine, Filozofska fakulteta Univerze v Ljubljani”, Oddelek za slovenistiko, Ljubljana 2003, pp 33-36.
[2] http://en. wikipedia.org/wiki/Chernorizets_Hrabar – Aug. 2007.
[3] H. Lunt, „Old Church Slavonic grammar”, Mouton & Co., Printers, The Hague, 1996, p. 16.
[4] G. Tsenov, „Praotechestvoto i praezika na Bulgarite”, Heliopol, Sofia, 2005, p. p. 47-48 (Г. Ценов, „Праотечеството и праезика на българите”, Хелиопол, София, 2005).
[5] S. Rjabchikov, „Preliminary report on the Proto-Slavonic writing system”, http://www.public.kubsu.ru/~usr02898/sl27.htm – Aug. 2007.
[6] I. Ivanov. M Minkova (ed. I. Karajotov), „Ortografichna analogija mezdu glagolicheskite bukvi i sarmatskite runi, po materiali ot mogilata Roshavata Dragana, mestnosta Chatalka, Starozagorsko”, Izvestija na muzeite ot Jugoiztochna Bulgaria, Burgas, 2006, p. 48-59.
[7] G. Bakalov, P. Delev, A. Stamatov, A. Fol, „Podbrani Izvori za Bulgarskata Istoria”, Tangra, TanNakRa, Sofia, 2002, p. 50 (Г. Бакалов, П. Делев, А. Стаматов, А. Фол, „Подбрани Извори за Българската История”, Тангра, ТанНакРа, София, 2002), p. 21, p. 50.
[8] „Inscriptions in the Minoan Linear Script of Class A” (ed. W. C. Brice, from the notes of A. Evans and J. Myres), Oxford University Press, London, 1961
[9] http://proel.org/alfabetos/copto.html – Aug. 2007
[10] S. von Reden, J. Best, „Auf der Spur der ersten Griechen, Woher kamen die Mycener?”, DuMont Buchverlag, Köln, 1981, p. p. 49-51
[11] http://www.en.wikipedia.org/wiki/Kurgan_hypthesisę--match:9e817a0db41f241719844029d67c17f3--ó
[12] http://www.omniglot.com/writing/vinca.htm – date of last insight – Oct. 2007
[13] http://www.prehistory.it/ftp/winn.htm – date of last insight – Oct. 2007
[14] J. Šavli, M. Bor, I. Tomažič, „Veneti –First Builders of European Community”, Editiones Veneti, Wien, 1996, p. 513
[15] K. Porozhanov, „Obshtestvo i darzhavnost u trakite”, Studia Thracica 6, BAN, Sofia, 1996 (K. Порожанов, „Общество и държавност у траките, ” Студиа Тракика 6, БАН, София, 1996)
[16] http://www.ziezi.net/sotiroff.html#4(ref.nr.54) – Aug. 2007
[17] V. Georgiev, „Trakite i tehnija ezik”, BAN, Sofia, 1977, p. p. 157-192 (В. Георгиев, „Траките и техния език”, БАН, София, 1977)
[18] B. Hrozny, „Ancient History of Western Asia”, India and Crete, Artia, Prague, p. p. 219-220
[19] G. Herm, „Die Phöenizier”, Econ Verlag, Düsseldorf, 1974, p. 61
[20] „Muzei I Pametnitsi na Kulturata v Nova Zagora” (katalogus), Meditsina i fizkultura, Sofia, 1983 („Mузеи и паметници на културата в Нова Загора”, Mедицина и физкултура, София, 1983)
[21] V. Duruy, „The World of the Legendary Greece”, Leon Amiel Publ. Edition Minerva, Geneve, 1975, p. p. 23-24
[22] J. Chadwick, „Linear B en verwante schriften”, Fibula/Uniboek, Houten 1990, p. p. 33-54
[23] J. Chadwick, „The Mycenaean world”, Cambridge University Press, Cambridge 1976, p. 27
[24] Herodotus, „Histories, Wordsworth Editions Limited”, Hertfordshire, 1996, V-59
[25] O. R. Gourney, „The Hittites”, Richard Clay & Company, Ldt Bungay, Suffolk, 1964, p. 128
[26] http://www.croraina.com/thracia/ovchaorov/index.html – Aug. 2007
[27] A. Fol, K Jordanov, K Porozhanov, V Fol, Ancient Thrace, Balkan Press, Sofia, 2000
[28] J. Dimitrova, Napipvat choveshko zhertvoprinoshenie varhu plocka s pismenost na 7000 g., 24 Chasa (Bulgarian newspaper), 4 Augustus, 2006, p. 15. (И Димитровa, Напипват човешко жертвоприношене върхуплочкасписменостна 7000 г. 24 Часа, 4 август, 2006 стр. 15)
[29] V. A. Čudinov, „Zagadki Slavjanskoi Pismenosti”, VECHE, Moskva, 2002, p. 500 (В. А. Чудинов, „Загадки Славянской Письмености”, ВЕЧЕ, Москва, 2002)
[30] Strabo, „Geography VII”, Harvard University Press, London, 1995, fr. 36-45a
[31] D. Homatian, cited by E. Zhivkov in: http://www.ziezi.net/sotiroff.html#8 -Aug. 2007
[32] Strabo, „Geography II”, Harvard University Press, Cambridge, 2000, II, 2. 2-1
[33] Procopius, „History of the wars”, Harvard University Press, Cambridge, 2000, II-2-5
[34] G. Tsenov, „Krovatova Bulgaria i pokrastvaneto na Bulagrite”, Zlaten Luv, Plovdiv, 1998, p. 140 (Г. Ценов, „Кроватова България и покръстването на Българите”, Златен Лъв, Пловдив, 1998)
[35] A. L. Mongait, „Archaeology of USSR”, Penguin Books Ltd, Harmondsworth, Middlesex, 1961, p. 154
[36] J. Chadwick, „Documents in Mycenaean Greek”, Cambridge University Press, Cambridge, 1973, p. 543
[37] R. W. Hutchinson, „Prehistoric Crete”, Penguin Books Ltd, Harmondsworth, Middlesex, 1962, p. 91
[38] „Steps into the Past”, Treasures from the archaeological collection of the National Museum of Slovenia. p. 79.
[39] A. Arnaiz-Villena, K. Dimitroski, A. Pacho, J. Moscoso, E. Gómez-Casado, C. Silvera-Redondo, P. Varela, M. Blagoevska, V. Zdravkovska, J. Martın, „HLA genes in Macedonians and the sub-Saharan origin of the Greeks”, Tissue Antigens 2001, 57, 118–127; cf.: http://www.makedonika.org/processpaid.aspcontentid=ti.2001.pdf
[40] http://www.members.tripod.com/adolfozavaroni/padua.htm
[41] R. J. Conway, „Annual of the British School at Athens”, year 1902, p. 125
[42] http://makedonskosonce.com/broevis/2003/sonce/451/Text08.htm

dobre
   
słabe
   
2

Lestek II Przemysł – pokorny władca Międzymorza w skrawkach dokumentów
Wiejski biedak stanął przed nie lada wyzwaniem. Zadaniem jego życia stało się powstrzymanie najbardziej bezwzględnego imperium starożytności. Musiał zmierzyć się z największym wodzem jego dziejów i upadkiem własnego narodu. Jeszcze większa praca czekała go przez długie stulecia po śmierci, by potomni przypomnieli sobie o jego zasługach. Mimo niszczenia – celowego albo przypadkowego – zapisów o nim, co chwila przypominał o sobie w pozornie niespodziewanych miejscach. Dziś pod różnymi imionami wspominany jest przez narody Międzymorza. Późni następcy zaczynają odkrywać skazaną na historyczny niebyt postać.

Leszek/Przemysław/Ariowist/Burebista – król wielu ludów Lechii, wróg jednego Rzymu. Opiewany przez Getów i Słewów. Wspominany przez świadomych swoich dziejów Rumunów, Polaków i Czechów. Pierwszy, który powstrzymał twardy krok legionów i wyznaczył granicę ekspansji ich panów. Strabon z podziwem donosił, że Getowie pod jego władzą byli w stanie wysłać do boju dwieście tysięcy wojów. Tacyt pisał, że mieli do dyspozycji dwieście tysięcy wojów gospodarzy, z których połowa co roku wyruszała do boju, a druga uprawiała rolę, czekając na kolejny rok, kiedy zamienią się powinnościami. Długosz dodał, że „był to mąż przedziwnej łaskawości, czynny i do spraw wielkich pochopny, śmiałego i rycerskiego ducha”. Kadłubek napisał o nim: „On Juliusza Cezara pokonał w trzech bitwach (…). Rozkazywał i Getom, i Partom, a także krainom położonym poza Partami”. Natomiast Bielowski relacjonował: „Słyszano więc w Czechach o Przemysławie, czyli Lestku wtórym (Birrwiście) – trzecim, jeśli weźmiemy pod uwagę Lecha Wielkiego, założyciela narodu”

Gonitwa za koroną

Wincenty Kadłubek w swojej kronice odkrywa kulisy zdobycia władzy przez młodego wieśniaka:

„Gdy bowiem Polska, pozbawiona króla, walczyła o następcę tronu, omal nie została pogrążona w burzliwych zamieszkach, ponieważ wszyscy przedniejsi zabiegali o władzę tyrańską. Gdy długo i z wielkim niebezpieczeństwem toczyli te spory, wreszcie wybór księcia poddają orzeczeniu zwykłych ludzi, (…) Wybierzmy więc pole gonitwy, postawmy __ słup, a czyj srokaty koń pierwszy ze wszystkich dobiegnie do celu, tego trzeba uznać królem!”

Jeden z możnych, przystępujących do pogoni za jeszcze większą władzą, chce mieć pewność zdobyczy:

„(…) Całą bowiem równinę pola gonitwy obsadza żelaznymi kolcami, w odstępach pomiędzy nimi starannie zaznaczywszy miernej szerokości ścieżkę, aby gdy innych ostrza kolców wstrzymywać będą w biegu, on, na tej ścieżce szybszy, zgarnął za bieg nagrodę”.

Intrygant nie wiedział jednak, że wcześniej na polu wyścigu do tronu:

„Dwóch bowiem młodych, najniższego stanu chudopachołków poszło w zawody o szybkość nóg. Dawszy [sobie] rękojmię przez złożenie pewnej kwoty, zobowiązali się, że pokonany nigdy nie ośmieli się nazywać szybszego inaczej niż królem. (…). Tu zaraz w pierwszym zapędzie zatrzymują się i przysiadają, kolcami przebiwszy sobie stopy aż do kości. Gdy długo ze zdziwieniem patrzyli na gwoździe, domyślili się podstępu, spostrzegają chytrze wyznaczoną ścieżkę, na której zastawiają taką samą pułapkę, i udają, że o niczym nic zgoła nie wiedzą”.

Nadchodzi godzina startu królewskiego wyścigu. Jeźdźcy gnają wprost przed siebie. Natomiast wieśniak:

„ (…) wyrywa kłusem w poprzek, budząc śmiech gawiedzi. I gdy wszyscy natykają się na nieszczęsne kolce, on przemierzywszy długą okrężną drogę, pospiesza w końcu do wyznaczonego słupa, którego przed nim dosięgnął towarzysz złowróżbnie [już] powitany jako król. Zgromadzenie bowiem, urażone na widok podkutego konia, orzekło, że jest on sprawcą podstępu. A ponieważ podstęp nikomu nie wychodzi na dobre, wydanego na śmiertelne męki rozszarpują na kawałki. Tamten zaś, pośmiewisko gawiedzi, wyrokiem zwierzchności osiąga władzę królewską”.

Omawiając tę historię, August Bielowski przypomina, że takie końskie wyścigi były częstą tradycją ludową na Słowiańszczyźnie:

„Do zabaw starożytnych Getów należały konne gonitwy. Ich zwycięzca nazywany był królem”.

Taki sam zwyczaj dotrwał do XIX w. n.e. w okolicach Wrocławia we wsi Laskowice, ale również na Łużycach i w innych krajach słowiańskich.__

Ostry zawodnik

Nowy król od razu wziął się do wzmacniania państwa. Stan słowiańskiej federacji był alarmujący. Wojewodowie rywalizowali ze sobą, a naród był rozpity. Dodajmy jeszcze, że od Pannonii do Alp i Śląska panoszyli się Celtowie. Niebezpiecznie wzrastała też potęga republiki rzymskiej, zwłaszcza po przejęciu dyktatury przez Sullę. Strabon krótko scharakteryzował stan państwa Lestka: „Naród Getów wówczas bardzo był podupadł i oddawał się pijaństwu”.

Przemysł najpierw wziął się za odbijanie utraconych ziem aryjskich. Długosz tak opisuje:

„Ościennym narodom sam wojny wypowiadał, a dzielnie i szczęśliwie kierując wyprawami, jednych zwycięskim orężem pogromił, innych zaborem dziedzin i posiadłości pokarał. Aby zaś wojsko w długim spoczynku nie odwykało trudów i nie gnuśniało, jeżeli kiedy zewnętrznego zabrakło nieprzyjaciela, nakazywał ćwiczenia z kopiją, obroty wojenne, i inne rycerskie zatrudnienia; zwycięzcom i dzielniejszym zapalnikom wyznaczał nagrody, i sam z zniewalającą uprzejmością zasłużonym rozdawał”.

Podobnie politykę króla przedstawił Miorsz (z którego czerpali i Kadłubek i Długosz):

„W wojennym rzemiośle takie miał zamiłowanie, że najwaleczniejszym nieprzyjaciołom swoim kolejno wojnę zapowiadał i nie tylko im życie ale i królestwa i dostatki odbierał; a gdy brakło nieprzyjaciela zewnątrz, zachęcał nagrodami swoich, aby się albo między sobą albo też z nim potykali. Szczodrość zaś jego dla wszystkich była tak wielka, iż gotów był niedostatek cierpieć pełniąc tę cnotę, niż odmówić wsparcia ubóstwu, lub nagrody zasłudze”.

Opisy te znakomicie korespondują z relacją Strabona w „Geografii”, który był niemal współczesny Lestkowi Birriwiście:

„Berewist mąż getycki osiągnąwszy w narodzie najwyższą władzę, ukrzepił lud znękany ciągłymi wojnami, i tak go podniósł przez ćwiczenia, trzeźwość i ciągłe zatrudnienie, iż w kilku latach utworzył państwo potężne i większą część sąsiadów pod moc Getów podbił: „rzucił już nawet postrach na Rzymian Dunaj śmiało przechodząc i pustosząc aż do Macedonii, Tracyę i Iliryę. I Keltów, którzy się zmieszali z Trakami i Ilirami, zniszczył, i Bojów co byli pod Kritasirem oraz Taurysków w pień wyciął, aby tem dzielniej dźwignąć swój naród”.

W końcu, jak napisał Jordanes (za Kasjodorem), za namową głównego kapłana DeKeneja (z Čenej, miejscowości w dzisiejszej serbskiej Wojwodinie – dop. Rudaweb): „Getowie spustoszyli krainy Germanów, które teraz Frankowie posiadają”. W czasach Jordanesa były to dzisiejsza Francja i północno-zachodnie Niemcy, a więc krainy, które jako tereny swojego starcia z Lestkiem i Słewami opisuje Cezar. Jednak Juliusz nie porusza dalej w swoich pismach co stało się z Lestkiem (Leszkiem – to druga forma tego samego imienia), Ariowitem po 58 r. p.n.e. Pewnie dlatego, że bezpośrednio z nim już później nie walczył, natomiast przegrywali bitwy z władcą lechickim inni rzymscy wodzowie (Krassus, Bebius).

Lestek II Przemysł – pokorny władca Międzymorza w skrawkach dokumentów

Wróg alkoholu

Wsparty przez kapłana z Čenej, Przemysł wydał też wojnę psychologiczną – przeciw pijaństwu poddanych. Z efektami tej walki spotkał się np. Tacyt pisząc o Słewach z górą sto lat po Lestku:

„Wina w ogóle nie pozwalają sprowadzać do siebie, ponieważ uważają, że mężczyźni stają się przez nie za słabi do znoszenia trudów i niewieścieją”.

Z kolei Strabon, żyjący jeszcze w latach panowania Lestka podkreślił, pisząc o wpływie duchownego i doradcy króla na jego poddanych:

„Dowodem jak dalece mu lud ulegał jest, że usłuchał rady jego, aby wyciąć winną macicę (winorośl – dop. RudaWeb) i żyć bez wina”.

Sam król swojego stołu też nie wzbogacał winem. Jak odnotował Długosz, władca połowy starożytnej Europy nie przesadzał z uciechami kulinarnymi:

„Stół jego zdobiła uczciwa skromność, nad podziw rządne pomiarkowanie, tak iż przystojna biesiadka wystarczała dla wszystkich, nie dając bynajmniej sposobności do obżarstwa”.

Warto kilka słów przy tej okazji poświęcić prawej ręce Przemysła. Mag Čenej uczył Getów filozofii, prawa, etyki, fizyki i astronomii oraz logiki. Jordanes napisał:
„(…) lud najwaleczniejszy, ledwie nieco po bitwach wypocząwszy, zagłębiał się w tajniki filozofii. Widziałeś tam jak jeden zastanawiał się nad układem nieba, drugi badał naturę ziół i zboża”.

Pokorna służba powinnością władcy

Słowiański książę zawsze pamiętał o swoim chłopskim pochodzeniu. Ten etos przekazał jako prastary wzorzec swoim następcom. Długosz opowiedział z nieskrywanym szacunkiem:

„Często na zebraniach publicznych, gdy konieczność wymagała przybrania się w szaty książęce, dawną grubo tkaną kiereję i przyodziewek lichy, w którym był wzięty na stolicę państwa, w miejscu najwidoczniejszym rozwieszać kazał, aby oczom jego obecne przypominały mu pierwotnego stanu prostotę, i nie dopuszczały, iżby władcą możnym i panem będąc życia i śmierci podnosił się w pychę i hardość. Daleki wszelkiego zbytku, wystawności, dumy i nadużycia, aż do zgonu okazywał się dla wszystkich ludzkim i łaskawym. Niskiego rodu swego nigdy się nie zapierał”.

Jeszcze w XV w. n.e. ten lestkowy etos panował wśród książąt na Słowiańszczyźnie. Opisał go Aeneas Silvius (wybitny humanista, późniejszy papież Pius II) :

„Tuż obok łąki rozłożystej wznosi się kamień marmurowy: na ten kamień wstępuje wieśniak, na którego z dziedzictwem po przodkach spada ten obowiązek. Po prawej stronie stoi krowa czarna, po lewej szkapa wychudła: w około obstępuje ich mnóstwo ludzi, i cała gawiedź sielska wysypuje się. Wtedy od strony przeciwnej zbliża się książę okolony dostojnikami w purpurę ustrojonymi. (…) marszałek dworu hrabia Gorycji (dziś miasto w północnych Włoszech – dop. RudaWeb), idzie przodem między dwunastoma mniejszymi chorągwiami; za nim postępuje reszta urzędników. Nikt w całym tym orszaku nie jest niczym upośledzony oprócz samego księcia, który się przebrał za chłopa. Chłopską ma odzież, chłopski kapelusz i chłopskie chodaki, a batóg który ma w ręku wskazuje, że jest pastuchem. Skoro ów wieśniak na kamieniu stojący postrzegł nadchodzącego, zapytuje po słowiańsku (Słowianami bowiem są Karyntowie): Kto jest ten co się tu zbliża w tak spaniałym pochodzie? Odpowiadają dokoła stojący: To książę jest tej ziemi. Na to ów (chłop): Jest on sprawiedliwym sędzią? Stara się o dobro ojczyzny? Godzienli stopnia który zajmuje? (…) Odpowiadają wszyscy: Jest nim i będzie. Wtedy ów (chłop): Pytam – jakim prawem usuwa on mię z mojej siedziby? Na to marszałek odpowiada: Miejsce to kupuje on od ciebie za 60 srebrników; chudoba ta będzie twoja! (pokazując na krowę i szkapę). Ubiór takoż książęcy, który niedawno z siebie zrzucił w darze ci się dostanie i będziesz mieszkał w chacie swej wolny, żadnych podatków nie płacąc.
Po tej rozmowie wieśniak dawszy lekki policzek książęciu, zaleca mu być sprawiedliwym sędzią, i zabierając ze sobą chudobę, miejsca swego mu ustępuje. Książę zaś na kamień wstąpiwszy wywija w powietrzu gołym mieczem i na wszystkie strony się obracając przyrzeka, iż będzie sprawiedliwym sędzią. (…) i wodę w kapeluszu wiejskim sobie podaną pije książę, jakoby na znak że używanie wina potępia.(…) po odbytym nabożeństwie składa książę swój chłopski ubiór, a wdziewa na się książęcy”.

Niestety, dzisiejsi rządzący krajami słowiańskimi nie pamiętają o Lestku II. No i skąd mają pamiętać skoro ich nikt o nim w żadnych szkołach nie uczy. Władca ludów między Bałtykiem a Adriatykiem i Morzem Czarnym – Pan Międzymorza – dlatego powstrzymał Cezara, bo nigdy nie zapomniał co w życiu władcy jest najważniejsze – skromność, trzeźwość, wiedza, waleczność, ale też spryt (przemyślność).


Źródło: http://rudaweb.pl/index.php/2016/12/02/lestek-ii-przemysl-pokorny-wladca-miedzymorza-w-skrawkach-dokumentow/
Tagi: #Lecha #Słowianie #Władcy #Polska #Historia


Uwaga:


Kto szukał informacji na Wikipedii o Leszku II i Leszku III powinien stwierdzić, że jest coś nie tak. Jak podaje Wikipedia, to Leszko II doszedł do władzy poprzez wyścigi konne, natomiast to jego syn Leszko III zasłynął z wojen z Cezarem. Na szczęście autor powyższego tekstu wyjaśnił w komentarzu pod artykułem:

Oto fragment naszego tekstu: „Natomiast Bielowski relacjonował: „Słyszano więc w Czechach o Przemysławie, czyli Lestku wtórym (Birrwiście) – trzecim, jeśli weźmiemy pod uwagę Lecha Wielkiego, założyciela narodu”.
Tak więc już w XIX wieku ustalono, że numeracja „naszego” Lestka zmieniała się w zależności od tego kto uznawał Lecha za pierwszego Lestka, a kto nazywał go Lechem Wielkim. My przyjęliśmy, że Lech, założyciel narodu to nie Lestek I, ponieważ Lech i Lestek to nie to samo imię. Lestek to synonim Przemysła, czyli człowieka przemyślnego lub błyskotliwego, mądrego. Lech pochodzi od władca, pasterz. W tej sytuacji Lestkiem/Leszkiem III byłby Leszek Awiłło Uznany, a więc następca Lestka II, który zginął w 45 r. p.n.e.. W naszych ustaleniach nie kierujemy się kroniką Prokosza, ponieważ jej wartość jest problematyczna.

dobre
   
słabe
   
7

Najlepszy komentarz:

[Komentarz skasowany]

W Dolinie Dunajca w Maszkowicach odkryto wyjątkowy dom sprzed 4 tys. lat, otoczony kamiennym murem w zaawansowanej technologicznie formie. Wewnątrz ozdoby z brązu oraz bałtyckiego bursztynu. Wykopaliska archeologiczne w tej małopolskiej wiosce zostały podjęte w oparciu o ludową legendę, która głosiła, że znajdował się tam zamek Zyndrama, jednego z wodzów polskich spod Grunwaldu. Nie odnaleziono wprawdzie żadnej średniowiecznej budowli, lecz coś dużo starszego - twierdzę starożytnego Szlaku Bursztynowego. Fenomenem odkrycia są zabudowania kamienne na taką wielką skalę. Do tej pory, najstarsze kamienne obiekty architektoniczne znane w tej części Europy, to głównie kościoły z ok X wieku. Wykopaliska z Maszkowic są starsze od nich o bagatela 3000 lat. Skalę odkrycia można porównać tylko do starożytnych Myken czy innych stanowisk archeologicznych świata śródziemnomorskiego.

Miał kamienny fundament, był większy od pozostałych konstrukcji w obrębie osady. Wewnątrz archeolodzy odkryli przedmioty wykonane z brązu i ozdobę w bursztynu - naukowcy odkryli w Maszkowicach dom sprzed prawie 4 tys. lat, w którym mieszkała elita osady.

Wyjątkowy dom i pozostałe chaty znajdujące się w obrębie osady, które archeolodzy odkryli w czasie tegorocznych badań, chroniony był przez najstarszy znany na ziemiach polskich monumentalny, kamienny mur. Na jego doskonale zachowane relikty badacze natknęli się już w 2011 r., ale dopiero w zeszłym roku udało się im dokładnie określić jego wiek na blisko 4 tys. lat, co stało się sensacją w świecie archeologicznym.

Archeologia W Maszkowicach odkryto kamienną twierdzę Szlaku Bursztynowego sprzed 4 tys. lat
Badania wykopaliskowe w 2016 r. w Maszkowicach. Fot. M. S. Przybyła


„Sam fakt, że udało się nam odkryć relikty domów z tego okresu jest dla nas nie lada gratką. Na terenie obecnej Polski podobnych pozostałości zachowało się bardzo niewiele. Dodatkową ciekawostką jest odkrycie wyjątkowego domu, bo zbudowanego na kamiennym fundamencie”
- opowiada PAP kierownik wykopalisk, dr hab. Marcin S. Przybyła z Instytutu Archeologii UJ w Krakowie. Dom, wyróżniający się zdecydowanie od pozostałych, był ustawiony w jednym rzędzie wraz z innymi pięcioma budowlami wykonanymi z drewna.

Dr hab. Przybyła porównuje konstrukcję z kamiennym fundamentem do współczesnych domów stawianych w górach - fundament miał na celu utwardzenie ziemi w miejscach narażonych na osiadanie i erozję. Na ich fundamencie budowniczowie wykonywali drewniane mury, zapewne z całych kłód.

Domostwo było wyjątkowe również z innych powodów. Przede wszystkim było większe od pozostałych znajdujących się w obrębie fortyfikacji. W jego wnętrzu archeolodzy odkryli zabytki, których brakowało w innych sąsiadujących domach.

Archeologia W Maszkowicach odkryto kamienną twierdzę Szlaku Bursztynowego sprzed 4 tys. lat
Schemat konstrukcji muru z epoki brązu w Maszkowicach. Rys. M.S. Przybyła


„Szczególnie cenny w tym okresie był brąz, czyli nowo stosowany stop miedzi i cyny. Widoczna jest wśród ówczesnej ludności fascynacja tym metalem. We wnętrzu największego domu odkryliśmy nadtopione fragmenty tego surowca. Ze względu na swoją wartość skrzętnie zbierano i przechowywano jego najdrobniejsze fragmenty”
- opowiada dr hab. Przybyła. We wnętrzu domu badacze znaleźli tylko jeden gotowy przedmiot wykonany z brązu - była to szpila do spinania szat.

We wnętrzu domu zamieszkiwanego przez elitę osady archeolodzy odkopali też duży paciorek z bursztynu bałtyckiego - to właśnie w tym czasie w Grecji zaczęły się pojawiać przedmioty wykonane z tego surowca.

„Wszystkie odkryte przez nas zabytki świadczą o tym, że mieszkańcy tego domu i osady mogli aktywnie uczestniczyć w wymianie handlowej między strefą Morza Śródziemnego a Bałtykiem. Być może pilnowali szlaków”
- przekonuje archeolog. Ufortyfikowana osada w Maszkowicach usytuowana była na przełęczy karpackiej na trasie szlaków wiodących z północy na południe.

Według szacunków badaczy osada opustoszała nagle około 1550-1500 r. p.n.e., po 80-264 latach funkcjonowania. Naukowcy nie mają danych, z których wynikałoby, że przyczyniła się do tego katastrofa lub najazd. Jednak mniej więcej w połowie okresu jej zamieszkania doszło do dużego pożaru. Drewniane domostwa jednak odbudowano - były co prawda większe niż wcześniejsze, ale wzniesiono ich już mniej.


PAP - Nauka w Polsce, Szymon Zdziebłowski. Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl

Historia odkrycia:

Maszkowice położone są w dolinie Dunajca, na południe od Nowego Sącza. Region w którym leży miejscowość, zwany Ziemią Łącką, słynie z sadownictwa oraz z szczególnego piękna podgórskiego krajobrazu. Miejscowość Maszkowice znana jest jednak głównie dzięki wznoszącej się nad nią „Górze Zyndrama”. Wzgórze to - usytuowane w centrum wsi, naprzeciw szkoły - wzięło swoją nazwę od imienia wodza spod Grunwaldu - Mikołaja Zyndrama z Maszkowic. Zyndram, rycerz polski urodzony około połowy XIV wieku, w czasie bitwy grunwaldzkiej dowodził wojskami polskimi. Osobiście poprowadził też do ataku chorągiew ziemi krakowskiej. Według źródeł historycznych jego siedzibą były właśnie Maszkowice w gminie Łącko. Legenda Zyndrama z Maszkowic jest żywa po dziś dzień, a tradycja ludowa od niepamiętnych czasów wiąże postać dzielnego rycerza z pozostałościami grodu znajdującymi się na wzgórzu górującym nad wsią. Patrząc na widoczne w terenie ślady wału i fosy oraz na dużą ilość wielkich kamieni, przyniesionych na szczyt wzgórza z doliny Dunajca staje się jasne dlaczego - według mieszkańców Maszkowic - w miejscu tym stać miało zamczysko wodza spod Grunwaldu.

Archeologia W Maszkowicach odkryto kamienną twierdzę Szlaku Bursztynowego sprzed 4 tys. lat
Wydaje się, że to właśnie podanie ludowe o istnieniu na wzniesieniu zamku Mikołaja Zyndrama skłoniło krakowskiego archeologa Włodzimierza Demetrykiewicza do odwiedzenia miejscowości w 1905 roku. Potwierdził on istnienie na wzgórzu grodu chronionego fosą oraz zbudowanym z kamieni wałem.
Tak zaczyna się historia „Góry Zyndrama” jako stanowiska archeologicznego. Później stanowisko odwiedzali inni badacze, jednak pierwsze badania wykopaliskowe podjęto dopiero w roku 1959. Z przerwami trwały one do roku 1975. Prowadziła je Maria Cabalska z ówczesnej Katedry Archeologii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Oprócz krakowskich archeologów w badaniach czynny udział brała także miejscowa ludność. Ekspedycja Marii Cabalskiej zbadała dużą część stanowiska, zwłaszcza północną jego partię. Wyniki badań publikowane były w licznych artykułach w kraju i za granicą. Jednak ku zaskoczeniu wszystkich prace nie przyniosły odkrycia fundamentów zamku Zyndrama, ani nawet pozostałości żadnego innego budynku, który z pewnością datować by można na czasy średniowiecza. Wydobyte z ziemi zabytki wskazywały na znacznie wcześniejszą chronologię śladów odkrytych założeń.
Okazało się, że na wzgórzu w epoce brązu (ok. 2200 - ok. 800 przed Chrystusem) i we wczesnej epoce żelaza (ok. 800 - ok.400 przed Chr.) istniała tętniąca życiem osada obronna. Według M. Cabalskiej osadę z późnej fazy epoki brązu oraz z wczesnej epoki żelaza zamieszkiwała ludność tzw. kultury łużyckiej. To przedstawiciele tej kultury mieli we wczesnej epoce żelaza wykopać fosę i wznieść widoczny do dziś wał. Pod koniec użytkowania osiedla pojawić miały się na nim zabytki, które wiąże się z celtyckim ludem Kotynów z terenu dzisiejszej Słowacji.


Źródło: http://www.racjonalista.pl/index.php/s,38/t,40278
Tagi: #historia #Polska

dobre
   
słabe
   
8

Najlepszy komentarz:

Dran77 04 grudnia 2016 18:06
0  2

Ciekawa wrzutka. Takie lubię :)

Łaźnie przeważnie kojarzą się nam ze starożytnymi rzymskimi termami oraz ze współczesnymi saunami. Słowianie też mieli swoje łaźnie, które były szczególnym miejscem zarówno dla ciała i duszy. Jak wyglądały łaźnie u naszych dawnych przodków? Zapraszam do lektury.

Łaźnie i higiena u dawnych Słowian
Słowiańskie tradycje łaźniowe są bardzo stare to, ale nikt nie wie naprawdę kiedy dokładnie, pojawiła się słowiańska łaźnia w formie jaką ją dziś znamy. Biorąc pod uwagę to, jak bardzo jest ona powiązana z historią Słowian, można by sądzić, że była ona obecna w tej kulturze od zawsze.

Pierwsza historyczna wzmianka o stosowaniu łaźni przez Słowian pochodzi z X wieku od żydowskiego podróżnika i kupca Ibrahima ibn Jakuba:

„Nie mają oni łaźni, lecz posługują się domkami z drzewa. Zatykają szpary w nich czymś, co bywa na ich drzewach, podobnym do wodorostów, a co oni nazywają: meh. Służy to zamiast smoły do ich statków. Budują piece z kamienia w jednym rogu i wycinają w górze na wprost niego okienko dla ujścia dymu. A gdy się piec rozgrzeje, zatykają owo okienko i zamykają drzwi domku. Wewnątrz znajdują się zbiorniki na wodę. Wodę tę leją na rozpalony piec i podnoszą się kłęby pary. Każdy z nich ma wiecheć z trawy, którym porusza powietrze i przyciąga je ku siebie. Wówczas otwierają się im pory i wychodzą zbędne substancje z ich ciał. Płyną z nich strugi [potu] i nie zostaje na żadnym z nich śladu świerzbu czy strupa. Domek ten nazywają oni: al-istba.”

Na pewno wiemy też, że arabscy kupcy byli podwrażeniem wysokiej higieny panującej wśród Słowian. W „Księdze dróg i królestw” z 1066 roku autorstwa arabskiego pisarza i historyka Abu Obaida Abdallaha al Bekri z Kordoby, tak opisuje drewnianą łaźnię słowiańską z IX-XI wieku:

„Budują piec z kamienia w jednym rogu i wycinają w górze na wprost niego okienko dla ujścia dymu. A gdy się rozgrzeje, zatykają owe okienko i zamykają drzwi domku. Wewnątrz znajdują się zbiorniki na wodę. Leją ją na rozpalony piec i podnoszą się kłęby pary.(.) Wówczas otwierają pory i wychodzą zbędne substancje z ich ciał. Płyną z nich strugi [potu] i nie zostaje na żądnym z nich ani śladu świerzbu czy strupa. Domek ten nazywają al-i~~tba [izba]”.

Łaźnia dla naszych przodków była bardzo szczególnym miejsce, w których dokonywano zabiegów higienicznych, kosmetycznych oraz leczniczych. Łaźnia parowa, oprócz powszechnego i czysto praktycznego wymiaru, miała również bardzo ważne znaczenie rytualne – od niepamiętnych czasów była ona domeną potężnego boga Welesa, który był jednym z głównych bogów Słowian. Dzięki temu w łaźniach odbywało się wiele ważnych rytuałów, między innymi przed i poślubne rytuały dla nowożeńców. Przychodzono też tutaj z ważnymi sprawami lub też by rozstrzygnąć konflikty.~~

Łaźnie i higiena u dawnych Słowian
Łaźnia, źródło: liveinternet.ru


Ze względu na antyseptyczne właściwości środowiska łaźni, bywała ona też miejscem narodzin dzieci. Wszystko to dlatego, że było to miejsce czyste i wolne od zanieczyszczeń, w którym ściany i podłogi były wykładane ziołami mającymi dobroczynny wpływ na zdrowie człowieka.

Wędrowiec, zanim wpuszczony został do słowiańskiego domu, zapraszany był do łaźni, gdzie oczyszczał się psychicznie i fizycznie. Była ona uważana za miejsce święte, miejsce mistyczne, zachowywano tu ciszę jak w świątyni.

Łaźnie i higiena u dawnych Słowian
Rosyjska Wenus (1925-26), autor obrazu: Borys Kustodijew


Słowianie uważali też ze, że odpowiednio wykonane czynności obrzędowe w łaźni/bani/ dają nie tylko krzepę, napełniają siłą, ale przynoszą uzdrowienie dla duszy i ciała. W odróżnieniu od saun innych tradycji, słowiańska łaźnia działa o wiele bardziej pobudzająco na ludzki organizm. Sprawia to nieodłączny jej atrybut – brzozowe i dębowe miotełki, którymi chłoszcze się rozgrzane ciało.

Łaźnie i higiena u dawnych Słowian
Łaźnik/bannik, autor rysunku: Aleksander Kostenko


Ze słowiańską łaźnią był związany Łaźnik, zwany też jako Bannik. W słowiańskiej mitologii ludowej był panem łaźni i patronem kąpieli. Najczęściej był przedstawiany jako mały człowiek z dużą głową pokrytą długimi i ciemnymi zmierzwionymi włosami. Miał długi nos, ostre zęby i nieproporcjonalnie długie kończyny. Bannikowi przypisywano niekiedy żonę – bannikę.

Łaźnie i higiena u dawnych Słowian
Bannik, źródło: oberegi.net


Bannik pilnował paleniska i utrzymywał odpowiednią temperaturę w łaźni. Odpowiadał również za przygotowanie dębowych bądź brzozowych witek, które służyły do smagania rozgrzanego ciała. Zazwyczaj był przyjazny wobec ludzi, potrafił jednak zachowywać się nieprzewidywalny, będąc z natury nieco złośliwym i wybuchowym.

Na kąpiel pozwalał tylko trzem kolejnym grupom, a następnie na pewien czas obejmował panowanie nad łaźnią. Podówczas nikt nie ośmielał się mu przeszkadzać, wiedząc, że spotkałaby go surowa kara. Łaźnik umiał tworzyć kłęby gorącej pary, podgrzewać wódę i parzyć upatrzone ofiary. Był również w stanie porwać kąpiącego się i używając teleportu przemieścić wraz z nim do najbliższego akwenu, gdzie mógł delikwenta utopić, bądź po prostu rzucić go na pastwę rezydującego tam wodnika.

Bannik obawiał się żelażnych talizmanów, łaźnię chroniła przed nim zawieszona nad drzwiami podkowa. Żeby go uszczęśliwać – pozostawiano mu w łaźni nieco wody.

Zapewne od Bannika wywodzi się rosyjska Bania. W Rosji Bania jest rodzajem sauny/łaźni. Jej nazwa nazwa pochodzi od staroruskiego słowa, które mówi nam o kopulastym kształcie pomieszczenia. Poza funkcją higieniczną jest ona także miejscem zbiorowych kąpieli będących formą wspólnego spędzania czasu. W dawnej obyczajowości chłopskiej koedukacyjne kąpiele w bani dawały okazję do bliższego poznania się przyszłych małżonków.

Często bania ulokowana jest nad rzeką lub jeziorem, co ułatwia kąpiele w zimnej wodzie po wyjściu z niej. Najczęściej mieści się w drewnianym domku, gdzie znajduje się piec opalany drewnem. Nagrzewa się na nim kamienie.

Do bani przychodzi się podczas rozpalania ognia w piecu. Czekając na kąpiel, pije się gorące ziołowe herbaty z miodem lub innymi dodatkami. Gdy kamienie rozgrzeją się, zostają polane wodą. Następnie ciało chłoszcze się witkami (najczęściej brzozowymi, pokrzywowymi lub jałowcowymi). W bani przebywa się do czasu, aż ma się już ochotę wyjść. Po wyjściu ciało powinno zostać schłodzone zimną wodą.

Łaźnie i higiena u dawnych Słowian
Bania w Rosji, fot. wikimedia commons


W Polsce tradycyjne banie można spotkać na Suwalszczyźnie. Rozpowszechniły się tam prawdopodobnie pod wpływem rosyjskich staroobrzędowców, osiedlających się na Suwalszczyźnie od XVIII w. Bania jest bardzo popularna wśród ludności mieszkającej na Syberii.


Literatura:
* Witold Hensel, Słowiańszczyzna Wczesnośredniowieczna, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1987
* Księga dróg i królestw Al-Bakriego, Pomniki dziejowe Polski, seria 2, t. 1 1946
* Urszula Lewicka-Rajewska, Arabskie opisanie Słowian, Wrocław 2004,
* Tadeusz Lewicki, Źródła arabskie do dziejów Słowiańszczyzny, Wrocław 1969
* Andrzej Kempiński: Encyklopedia mitologii ludów indoeuropejskich. Warszawa: Iskry, 2001.
* Barbara i Adam Podgórscy: Wielka Księga Demonów Polskich – leksykon i antologia demonologii ludowej. Katowice: Wydawnictwo KOS, 2005

Źródło: https://historiamniejznanaizapomniana.wordpress.com/2015/12/15/laznie-i-higiena-u-dawnych-slowian/
Tagi: #Słowianie #historia #higiena

dobre
   
słabe
   
4

Państwo Samona
Samon władający od 623 r do 658 lub 661 r był królem Słowian, założycielem pierwszego udokumentowanego bytu państwowego i politycznego Słowian znanego dzis jako Państwo Samona lub Imperium Samona.

Jako, że własne pismo pojawiło się w kulturze Słowian w IX w nie istnieją słowiańskie źródła pisane informujące o interesujących nas wydarzeniach z czasów panowania Samona. Głównym źródłem informacji o Samonie i jego państwie jest frankijska kronika z VII w „Historia Francorum” napisana przez kronikarza Fredegara (imię nadano anonimowemu pisarzowi później).

W przeszłości wielu historyków i badaczy kwestionowało autorstwo i rzetelność Fredegara. Jednak dziś kroniki Fredegara są powszechnie uznane jako rzetelne źródło informacji napisane przez jednego autora. W świecie naukowym nie akceptuje się twierdzenia, że Fredegar był świadkiem opisywanych przez siebie wydarzeń. Pewne natomiast jest, że miał dostęp do dokumentów odnoszących się do Samona i jego państwa a także do naocznych świadków.

Jak donosi kronika Fredegara Samon był frankijskim kupcem, który prawdopodobnie prowadził również sprzedaż broni. Po raz pierwszy pojawia się na kartach historii w 623 roku w „ czterdziestym roku panowania Chlotara” Państwo Samona rozciągało się na terytoriach takich współczesnych państw jak Czechy, Słowacja, zachodnie Węgry wschodnia Austria i Słowenia.

Państwo Samona
Słowiański wojownik z VII wieku

Za centrum państwa uznaje się Morawy z, których rozpoczęła się ekspansja na sąsiednie terytoria zamieszkane przez Słowian. Głównym przeciwnikiem a innym razem niewygodnym sojusznikiem Słowian, w tym okresie byli Awarowie rządzeni przez kagana Bajana I (562-602) pod, którego rządami kaganat awarski w Panonii przeżywał szczyt potęgi.

Awarowie będący multietnicznym konglomeratem koczowniczych ludów stepowych (w większości należących do wielkiej rodziny ludów tureckich) zdołali podporządkować sobie rozdrobnione plemiona słowiańskie. Narzucili im wiele niewygodnych powinności takich jak płacenie trybutu, dostarczanie posiłków wojskowych na łupieżcze wyprawy na tereny Bizancjum i Franków czy dostarczanie produktów rolnych i furażu dla koni na których opierała się ich armia.

Obok pasożytniczej eksploatacji materialnej, Awarowie spędzali zimowe miesiące posród Słowian. Jak pisze Fredegar Awarowie sypiali z żonami i córkami Słowian. Słowianie nie mogli dłużej znieść tak upokarzającej zależności i powstali przeciw swym ciemiężcom. Opresja musiała być naprawdę ciężka skoro w językach Słowian którzy zetknęli się z Awarami nazwa Abar znaczyło tyle samo co olbrzym, gigant.

Po śmierci wodza Awarów Bajana I w 602 roku sytuacja zaczęła powoli dojrzewać ku temu by podjąć próbę rebelii. Awarowie którzy przez całe panowanie Bajana I przeprowadzali łupieżcze najazdy na Bizancjum. Znaleźli się po śmierci Bajana pod ogromną presją ze strony Bizancjum, które przeszło do ofensywy wypierając Awarów w kierunku Panonii.

Z kroniki Fredegara wiemy, że połowie lat dwudziestych VII wieku Samon zorganizował Słowian i będąc utalentowanym wodzem poprowadził Słowian do wielu zwycięstw nad Awarami zrzucając tym samym zależność. Nie jest pewne czy powstanie Słowian pod wodzą Samona miało miejsce przed wielkim acz nieudanym oblężeniem Konstantynopola przez Awarów i Słowian z 626 roku czy też po nim. Bardziej prawdopodobne jest przypuszczenie, że Słowianie wykorzystując porażkę i osłabienie Awarów po klęsce pod murami Konstantynopola zdołali wybić się do niezależności.

Sukcesy Samona przyczyniły się zapewne do ruchów migracyjnych posród Słowian. W tym czasie dochodzi do przemieszczenia się Serbów/Surbiów z Łużyc na Bałkany a także przodków obecnych Chorwatów, Białych Chorwatów zamieszkujących do tej pory na terenach południowej Małopolski.

Państwo Samona
W celu umocnienia swego państwa Samon zawiera sojusz z księciem Serbów Derwanem, którego obecność u boku Samona jest udokumentowana w bitwie pod Wogastisburgiem w której Słowianie zadali dotkliwą klęskę Frankom. Niezależne państwo Słowian było nie na rękę nie tylko Awarom ale i germańskim Frankom, którzy szukali powodu do rozpoczęcia wojny.

Pretekstem stał się napad rabunkowy na dużą frankijską karawanę kupiecką w którym zamordowani zostali kupcy. Król Franków Dagobert I wysłał do Samona swego posła Sychariusza, Samon odmówił przyjęcia posła. Sychariusz nie dawał za wygraną i jak podaje Fredegar przebrał się w strój typowy dla Słowian i wmieszał się w tłum zgromadzony na wiecu przed Samonem.

Tam wyszedł na przód i przekazał żądanie króla Dagoberta o wydanie sprawców napadu i morderstwa a także wypłaty odszkodowań i złożenia hołdu Dagobertowi. Samon odpowiedział, że owszem sprawcy będą ukarani ale po procesie w jego państwie. A co do złożenia hołdy domagał się od Dagoberta gwarancji przymierza. Na takie żądanie Sychariusz odparł arogancko, że

„nie jest możliwe, aby chrześcijanie i słudzy Boży zawierali przyjazń z psami”

Po odrzuceniu żądań Dagobert zawarł sojusz z Alemanami i Longobardami którzy zaatakowali Słowian samodzielnie, odnosząc sukces i porywając wielu jeńców. Duża armia Franków uderzyła także samodzielnie lecz po trwającej trzy dni bitwie pod Wogastisburgiem została doszczętnie rozbita i uszła w popłochu z placu boju.

Następnie Samon dokonał serii niszczących ataków na tereny German. Ingerując nawet w wewnętrzne wojny Franków stając po stronie księcia Turyngii Radulfa. Po tych sukcesach granice Państwa Samona zostały zabezpieczone na kolejne 18 lat panowania Samona aż do jego śmierci.

Państwo Samona
Samon skonsolidował zjednoczone przez siebie plemiona słowiańskie nie tylko poprzez własną charyzmatyczną osobę ale też poprzez małżeństwa z córkami liderów plemiennych. Z kronik Fredegara wiemy, że poslubił przynajmniej 12 kobiet z którymi miał 22 synów i 15 córek. Niestety żaden z synów Samona nie odziedziczył władzy po swym ojcu. Pokazuje to, że w systemie politycznym Słowian władza nie była dziedziczna a była nadawana na podstawie osobistych przymiotów kandydata jego zasług i sukcesów. Widocznie jego synowie nie wyróżniali się niczym szczególnym i Państwo Samona umarło razem z nim w 658 lub 661 roku.

Według jednej z hipotez Państwo Samona po rozpadzie przetrwało w szczątkowej formie na Morawach które były centrum federacji słowiańskiej pod wodzą Samona. Jego kontynuacją po prawie 150 latach miało być Państwo wielkomorawskie powstałe z początkiem IX wieku.

XVII wieczny czeski dziejopis Tomas Pesina podaje listę władców wielkomorawskich z datami ich panowania poczynając od Samo 623-658 docierając poprzez sześciu innych do Mojmira I 820/842 lub 846, pierwszego historycznego władcy wielkomorawskiego. Niestety Pesina nie podaje źródeł swej wiedzy i z tego powodów jego zapiski nie są traktowane poważnie w swiecie naukowym.

Inną bardziej przekonującą tezą są malowidła z rotundy w Znojmie. Rotunda została wybudowana w okresie wielkomorawskim 820-907 lub najpóźniej w 1134 r za panowania Konrada II. Na ścianach rotundy znajdują się malowidła przedstawiające 24 władców wielkomorawskich i czeskich. Poczet rozpoczyna Zamo czyli Samon po nim jest trzech innych władców których nie da się zidentyfikować z powodu uszkodzeń malowideł sciennych, po nich następuje wspomniany Mojmir I. Sugeruje to, że w XII wieku średniowieczne elity czeskie uznawały Państwo Samona i Państwo wielkomorawskie za kontynuację rządzoną przez nie przerwaną linię władców.


Źródło: http://tojuzbylo.pl/wiadomosc/panstwo-samona-czyli-najstarsze-panstwo-slowian
Źródło ost. grafiki: https://pl.wikipedia.org/wiki/Państwo_Samona?oldformat=true
Tagi: #Słowianie #historia

dobre
   
słabe
   
7

Najlepszy komentarz:

MowcaUmarlych 08 listopada 2016 09:34
0  3

Weszło chrześcijaństwo do gry, to dziedzictwo wymazali: <

Kto zbudował Polskę?
Wiele jest interpretacji tego jak powstała Polska. Zbudowaliśmy ją sami czy ktoś zbudował ją dla nas? Niezależnie od tego jak odpowiemy na to pytanie, wątpliwości nie znikają.

Historia początków państwa polskiego jest doskonale wszystkim znana. Przynajmniej w zarysie. Z górą tysiąc lat temu książę Mieszko objął władzę nad plemieniem Polan. W krótkim czasie rozciągnął swoje władztwo na tereny wszystkich sąsiadujących plemion słowiańskich. I wszystko to zrobił sam on, Mieszko, krew z krwi Polan. Czy rzeczywiście? Prawdę powiedziawszy – nie wiadomo. Takie to już przyjemności badań nad wczesnym średniowieczem. Ale problem jest poważny, bo musimy sobie wszyscy odpowiedzieć na pytanie: skąd się wzięliśmy? Jest to pytanie o nieprzemijającej aktualności.

Jeżeli ktoś wątpi i uważa, że problem Mieszka i jego rządów nie jest dla nas ważny, to polecam szybki rzut oka na granicę III Rzeczpospolitej. Niewątpliwie nie nawiązuje ona w żaden sposób do granic II Rzeczpospolitej, czy też Rzeczpospolitej Obojga Narodów, a czerpie pełnymi garściami z podobieństwa do kraju rządzonego przez Mieszka i jego dziedziców. Gdy po II wojnie światowej, z kretesem przez Polskę przegranej, trzeba było wytłumaczyć pokonanym Polakom, że tak naprawdę wygrali – trzeba było znaleźć dobre argumenty na poparcie tej tezy. Jednym z nich okazał się „powrót na prastare ziemie piastowskie”. Mistrzowski zabieg socjotechniczny spowodował, że niektórzy Polacy faktycznie uwierzyli w zwycięstwo. Utwierdzały ich w tym patriotyczne nazwy ulic w każdym z miast na „ziemiach odzyskanych”. Tu coś o Mieszku, tam o jego zwycięstwie pod Cedynią, gdzie indziej coś o Piastowskich Orłach. W ten sposób początki państwa polskiego stały się sprawą polityczną.

Bądźmy zresztą uczciwi, nie stało się to po raz pierwszy. Już wcześniej, w XIX wieku, wraz z romantycznym zainteresowaniem historią, narodowe historiografie zaczęły brutalnie dyskutować ze sobą o pochodzeniu narodów i początkach państw. Polacy mieli tu oczywiście utrudnione zadanie. Państwo polskie nie istniało, przez długi czas nie istniała uniwersytecka nauka dziejów ojczystych, a państwa zaborcze na potęgę tworzyły własne narodowe mitologie. Jednym z najważniejszych punktów sporu pomiędzy historiografią niemiecką i polską stało się pytane o kto ma historyczne prawo do polskich (z dzisiejszego punktu widzenia) ziem zachodnich. Niemcy dowodzili, że władcy niemieccy (ściślej może: germańscy) sprawowali tam władzę daleko zanim tereny te objęli we władanie Słowianie.

Jeszcze ostrzejszą i bardziej zwulgaryzowaną formę spór ten przybrał w czasach III Rzeszy. Niemieccy archeolodzy i historycy średniowiecza byli w tych czasach bezwzględnym realizatorem politycznych wytycznych idących z kwatery głównej Adolfa Hitlera. W publikacjach z tego czasu przeczytamy więc o niedorozwiniętej, ułomnej państwowości polskiej, która mogła się rozwijać jedynie dzięki kurateli germańskiej. Z czasem kuratela prze ewoluowała w teorię o tym, że to Niemcy stworzyli polską państwowość. Co ciekawe, niemieccy badacze nie wyciągnęli z tego pełni wniosków. Mogłoby się przecież wydawać, że jeżeli rola Germanów była w tworzeniu polskiej państwowości tak ważna, to Polaków można wręcz uznać za „rasowo” pokrewnych Niemcom. Tak daleko nikt jednak nie poszedł. Na szczęście, III Rzesza upadła i brednie o roli rasy w historii znalazły się na śmietniku.

Pozostały jednak inne problemy. Rozległe kontakty słowiańsko-germańskie w X wieku były faktem. Oczywiście nikt nie mówił wówczas o narodzie polskim czy niemieckim, ale z punktu widzenia XX wieku takie subtelności łatwo umykały uwadze – nie tylko polityków, ale również badaczy. Jeżeli więc po 1945 roku trzeba było uzasadnić tezę o „piastowskości” polskich ziem zachodnich, to za wszelką cenę trzeba było zbudować wyrazistą mitologię. A takie rzeczy najlepiej zrobić w oparciu o badania naukowe.

Z punktu widzenia politycznego taka była właśnie rola badań kierowanych przez Henryka Łowmiańskiego. Monumentalne pięciotomowe „Początki Polski” tego autora to jedno z najważniejszych dzieł polskiej historiografii w ogóle, trudno więc w tym miejscu lapidarnie je streścić. Warto jednak zwrócić uwagę na dwie zasadnicze tezy. Po pierwsze, budowa państwa polskiego była możliwa dopiero w efekcie zakończenia długotrwałych procesów gospodarczych i społecznych. Musiało nastąpić takie wzbogacenie ludności słowiańskiej (ściślej: Polan), że była ona w stanie utrzymać aparat administracyjno-militarny. A ten ostatni posłużył jako motor ekspansji. Po drugie, władztwo stworzone przez Piastów było słowiańskie. „Czysto” słowiańskie, a więc – przekładając na polityczny język XX wieku – polskie. A więc dokładnie inaczej niż uważali dawni badacze niemieccy.

Kto zbudował Polskę?
Badania naukowe stanowiły merytoryczną podbudowę dla szeroko zakrojonej akcji propagandowej. Używając współczesnego słownika powinniśmy jednak mówić raczej o tworzeniu marki pod nazwą „polska wczesnośredniowieczna suwerenność”. W okresie PRL Mieszko był na monetach, banknotach, był też bohaterem filmów. Wśród tych ostatnich szczególnie warto przypomnieć o obrazie „Gniazdo” w reżyserii Jana Rybkowskiego. Choć bezlitośnie wykpiony przez krytyków za liczne niedoskonałości, film ten całkiem nieźle spełnił swoją propagandową rolę. Jego premiera odbyła się w Szczecinie – a więc jednym z kluczowych miast „ziem odzyskanych” – 17 lipca 1974. Ta data też była symboliczna, było to bowiem krótko przed obchodami trzydziestolecia PRL.

Dziś można odnieść wrażenie, że Mieszko I nierozerwalnie zlepił się z czasami PRL. Nikt nie wyprze go z narodowego panteonu – tam jego miejsce jest niepodważalne – ale już nie jest na czele. Raczej gdzieś w środku stawki, schowany za innymi bohaterami, jakoś bardziej pasującymi do współczesnej nowoczesności. Jakby tego było mało, nie brakuje po 1989 roku polskich badaczy, którzy dowodzą, że Mieszko I był Normanem. Nie podejrzewam, że badacze, lansują takie tezy mają jakieś niecne zamiary, ale faktem jest, że podważają oni fundamenty narodowego mitu.

Dlaczego tak? Przede wszystkim dlatego, że najbardziej wiarygodne dostępne dziś źródła historyczne wskazują, że Mieszko I i jego państwo wskoczyły do europejskiej historii zupełnie deus ex machina. Pojawiły się nie pod wpływem długotrwałego rozwoju ekonomicznego, jak chciał tego Łowmiański, ale zupełnie nagle. Początki Polski, ukryte w mrokach średniowiecza wciąż intrygują i wciąż odmawiają nam jednoznacznej odpowiedzi na pytanie: skąd się wzięliśmy? Ciekawe, że tak chętnie wracamy dziś do tezy o tym, że Mieszko przyszedł do nas z zewnątrz.

A zatem przaśny, krajowy Mieszko przegrywa coraz częściej z Mieszkiem importowanym, a Polska stworzona dzięki pomocy z zewnątrz staje się symbolem. Jeżeli państwo przyszło z zewnątrz, to i jego modernizacja przyjdzie z zewnątrz. Jeżeli tak było tysiąc lat temu, to podobnie będzie i dziś. Ale jednak ten Mieszko krajowy – spopularyzowany w czasach PRL – jest bardziej przekonujący. On wskazuje, że Polska może być podmiotem historii, aktywnym jej aktorem, a nie jedynie przedmiotem zewnętrznych wpływów. W ten sposób Mieszko okazuje się zupełnie współczesnym, ważnym graczem na boisku narodowej mitologii.


Autorstwo: Michał Przeperski
Źródło: http://histmag.org/Kto-zbudowal-Polske-10962
Licencja: CC BY-SA 3.0
Znalezione na: http://wolnemedia.net/historia/kto-zbudowal-polske/
Tagi: #Mieszko_I #Historia #Polska

dobre
   
słabe
   
3






Polub nas!