"Człowiek powinien znaleźć coś w czym czuje się dobrze, nie koniecznie to w czym ludzie wmawiają mu że jest dobry"

Niby reklama ale całkiem spoko przekaz :)


https://www.youtube.com/watch?v=6gTTTJO3RQc

   
   
3

Najlepszy komentarz:

Marla 2 godziny temu
0  2

o jest 100% prawdy, a odkrycie tego, co serio cię kręci i chcesz to robić to jest pierwszy, ale najważniejszy i ogromny krok do codzienności, która nie boli, a raduje od samego rana :)

  • Klimat

    4 ozzie ozzie Wiedza    link    2 dni temu, 24 czerwca 23:02     9629

Klimat

   
   
3

Najlepszy komentarz:

0makumaku 3 godziny temu
0  0

USA brak..

  • Luckies

    20 metatron Metatron Wiedza    link    3 dni temu, 24 czerwca 12:13     21204

Luckies
Z marką łączy się wiele legend i ciekawostek.

Każdy z nas widział standardowego papierosa. Jednak mało kto wie że jego „kaliber’’ jest identyczny z małokalibrowym nabojem pośrednim NATO 5,56 x 45 mm. Dlaczego tak się stało? Było po prostu taniej. Niektóre urządzenia do produkcji popularnych rurek z tytoniem da się też wykorzystać do produkcji naboi.

Nazwa "Lucky Strike" (w dosłownym tłumaczeniu: szczęśliwy strzał) jest obiektem niekończących się sporów i dociekań. Wiele osób uważało, że papierosy tej marki mają przynosić szczęście tak potrzebne podczas drugiej wojny światowej, gdzie amerykańscy żołnierze otrzymywali je w paczkach z kraju. Inną wersją jest i podanie, iż Marka papierosów Lucky Strike wzięła się podobno od tego, że zrzucenie bomby atomowej na Japonię było "szczęściwym uderzeniem" - stąd też logo - czerwona kropka na białym tle - prawie flaga Japonii.

Luckies
Kolejna legenda głosi, iż podobno w latach 60 kiedy trwała wojna w Wietnamie do żołnierzy amerykańskich dostarczane były papierosy właśnie tej marki. Wojna wiążę się z dość paskudnymi okolicznościami, dlatego żeby złagodzić trudne warunki, przygotowano żołnierzom podobną drobną niespodziankę. Otóż w każdej paczce Lucky Strike’ów był jeden lucky, tzn. szczęśliwy papieros. A właściwie nie był to papieros tylko zwyczajny skręt, przygotowany na bazie marihuany. Historia wydaje się dość nieprawdopodobna jednak mimo tego krąży w społeczeństwie od lat.

Czy którakolwiek informacja jest w stu procentach prawdziwa? Nie mi to osądzać, jednak trzeba przyznać, że symboliczna solidarność lucky strike'ów z walczącymi, sprawiła że marka na zawsze zyskała szacunek żołnierzy, którzy rozsławili je na całym świecie jako element amerykańskiej kultury przy innych jak jazz, swing czy coca-cola.

   
   
9

Najlepszy komentarz:

0makumaku przedwczoraj o 14:35
0  1

ile waży dym.. Jedna z ukochanych filmowych scen.. Do tego W.Hurt i H.Keitel.. ;o]


https://www.youtube.com/watch?v=b_uXZZRpO-E&list=PL49FAAF5042E386BA

film " Dym". Znalazłem tylko po angielsku..

  • Przekrój

    21 ozzie ozzie Wiedza    link    3 dni temu, 24 czerwca 09:15     26389

Przekrój

   
   
6

Najlepszy komentarz:

listonosz39 dzisiaj o 09:40
0  0

co to za roślina

niemy dzisiaj o 09:57
0  1

@listonosz39: Aloes

  • X Tischner

    26 blues blues Wiedza    link    4 dni temu, 23 czerwca 01:20     18849

X Tischner

   
   
1

Najlepszy komentarz:

0makumaku wczoraj o 13:37
0  2

 Dowód anegdotyczny: ile jest wart i dlaczego niemal nic?
Stoimy z wymyślonymi przyjaciółmi pod daszkiem przed biblioteką. Wyszliśmy z budynku na moment, by przewietrzyć głowy i powdychać co nieco świeżego smogu, bo ileż można dusić się w tych oczyszczonych, klimatyzowanych salach. Rozmawiamy, śmiejemy się, świeżo zgniłe liście wplątują się w nasze włosy, a krople brudnego deszczu osiadają na okularach. Sielanka. Wtem jeden z przyjaciół wyciąga z kieszeni paczkę papierosów i zaczyna częstować pozostałych.
– To ja już wracam do środka – rzekłam, albowiem nie palę. – Karmcie swojego raka, a ja będę na górze.
– Hehe. Jakiego raka? – zapytał inicjator palenia.
– No, raka płuc. Taki żart. Hehe? – odrzekłam niepewnie.
– Weź nie gadaj. Palenie nie powoduje żadnego raka. Mój dziadek palił całe życie i umarł, bo spadł z roweru, a nie bo miał raka. Hehe. Jaranko. Brednie z tym rakiem. Hehe.
Ach, no tak. O ja głupia, przecież palenie nie powoduje raka i właśnie mi to udowodniłeś.
Hehe.

Wszyscy ich znamy. Ludzi, którzy mają statystykę i naukę w czterech literach, ponieważ każdy naukowo potwierdzony fakt potrafią zbić dopasowaną do sytuacji anegdotką. Powiesz im, że homeopatia nie działa, a oni na to, że ciocia Krysia zawsze łyka cukrowe pigułki i czuje się po nich świetnie. Powiesz im, że bezpieczeństwo na drodze i trzeba zapinać pasy, a oni na to, że przecież wujek Stefan w siedemdziesiątym trzecim przeżył wypadek właśnie dlatego, że nie miał zapiętych pasów, bo wypadł przez przednią szybę na trawę, podczas gdy auto stanęło w płomieniach. Zapytasz, czy szczepią dzieci, bo śmiertelne choroby i groźne infekcje, a oni na to, że dziecko koleżanki ma autyzm, bo było szczepione, więc weź nie gadaj głupot z tymi chorobami, bo prawdziwa choroba to autyzm, a nie jakieś tam polio. Choć wszyscy intuicyjnie czujemy, że wartość takich opowiastek jest raczej żadna, to jednak czasami trudno jest wskazać dokładnie, co nie tak jest z takim sposobem myślenia i dowodem opartym na anegdocie. I dlatego przygotowałam dla nas dzisiaj małą ściągawkę. Chodźcie, powytykamy innym błędy!

Błąd numer 1: jeśli B nastąpiło po A, to A jest przyczyną B

Na pewno nie raz spotkaliście się z tym błędem logicznym, nazywanym po łacinie post hoc ergo propter hoc. Polega on na tym, że następowanie po sobie w czasie dwóch wydarzeń utożsamiane jest ze związkiem przyczynowo-skutkowym między nimi. Dla przykładu:

Moje dziecko zostało zaszczepione, a pół roku później zdiagnozowano u niego autyzm. Uważam zatem, że szczepienie jest przyczyną zaburzenia.
Zaczęłam jeść tylko organiczne warzywa i od tego czasu czuję się lepiej. Moje dobre samopoczucie jest skutkiem spożywania warzyw wyłącznie z organicznych upraw.
Do Europy przybyło wielu imigrantów, a następnie sytuacja finansowa mojej rodziny się pogorszyła. To imigranci są przyczyną złej passy.

Intuicyjnie tego typu wnioskowanie wydaje się być okej. Wszystko dlatego, że nasze mózgi mają kłopot z rozróżnianiem zwykłych korelacji od związków przyczynowo skutkowych i wydaje się, że ma to swoje ewolucyjne uzasadnienie. Dobór naturalny premiował tych z naszych przodków, którzy byli w stanie wyciągnąć odpowiednie wnioski z odpowiednich obserwacji. Na przykład jeśli mój jaskiniowy przyjaciel zjadł czerwony owoc, a godzinę później umarł w konwulsjach, to prawdopodobnie ja, nie jedząc czerwonych owoców, zwiększyłabym swoje szanse na przetrwanie. Myślenie tego typu, ostrożność i unikanie potencjalnych zagrożeń opłacało się, nawet jeśli w rzeczywistości przyczyną śmierci mojego przyjaciela byłoby ugryzienie przez jadowitego pająka.

Ale wracając do sedna. Upatrywanie związków przyczynowo – skutkowych tam, gdzie dwa wydarzenia następują po sobie jest błędem logicznym, który dobrze obrazują poniższe przykłady:

Przed deszczem ptaki latają nisko, a zatem niski lot ptaków jest przyczyną deszczu.
Zatankowałam samochód do pełna, a dzień później złapałam gumę. Przebita opona jest więc skutkiem pełnego baku.
Przeczytałam podręcznik do biochemii i tydzień później oblałam egzamin z tego przedmiotu. Przeczytanie książki było więc przyczyną mojej porażki.
Kogut pieje przed wschodem słońca, a zatem przyczyną wschodzenia słońca jest pianie koguta.

Widzicie? Z faktu, że dwa wydarzenia następują po sobie, nie wynika jeszcze absolutnie, że wcześniejsze z nich jest przyczyną późniejszego, to absurd. Pomiędzy skorelowanymi zjawiskami może rzeczywiście istnieć związek przyczynowo-skutkowy, ale samo następstwo w czasie ani trochę go nie potwierdza.

Błąd numer 2: rozmiar próby badawczej w twojej anegdocie wynosi 1

Rozmawiałam kiedyś z wymyśloną przyjaciółką, a nasza dyskusja dotyczyła medycyny alternatywnej. Ona, jako jej gorąca zwolenniczka, powołała się na przykład koleżanki, której udało się złagodzić objawy pewnego rzadkiego genetycznego zaburzenia poprzez picie herbatki z kolendry. Powiedziała wtedy, że to właśnie takie historie prawdziwych ludzi przemawiają do niej tysiąc razy bardziej niż suche liczby i statystyki i że między innymi dlatego wierzy w skuteczność herbatki bardziej niż w leki.
Jesteśmy gatunkiem opowiadaczy historii i to na nich przez większość istnienia Homo sapiens opieraliśmy naszą wiedzę. W porównaniu z opowieściami i anegdotami, metoda naukowa wraz z jej logicznymi regułami i rozbudowanym aparatem analizy statystycznej, które pomagają badaczom zachować dyscyplinę umysłową, jest młodziutka niemal tak jak Krzysztof Ibisz. Nieintuicyjna, mało przystępna, skomplikowana i wymagająca krytycznego spojrzenia nie tylko na innych, ale też przede wszystkim na siebie.
Ale o czym to ja miałam. Ach, prawda o świecie. Choć wysłuchiwanie historii byłoby pewnie bardziej pasjonujące niż analizowanie danych i parametrów statystycznych, nie dysponujemy niestety póki co żadną lepszą metodą poznawania obiektywnej prawdy o świecie niż właśnie za pomocą metody naukowej. A statystyka ma do siebie to, że działa tym lepiej, im bardziej reprezentatywna i liczna jest próba badawcza, czyli im więcej adekwatnych przypadków poddamy analizie. Jedna losowa historyjka to zupełnie niewystarczająca próba do tego, by móc wysnuwać jakiekolwiek wnioski i konkluzje.

Błąd numer 3: nie kontrolujesz wszystkich czynników

Weźmy sobie Krysię. Krysia boryka się z nadprogramowymi kilogramami, bólami głowy i wypadającym włosiem. Czuje się nieszczęśliwa, aż w końcu trafia w internecie na reklamę oczyszczających soczków i koktajli, które niezwłocznie kupuje. Wypija 3 litry zielonego dobra, idzie spać i następnego dnia budzi się smuklejsza, pełna energii, bez bolącej głowy i z trzema nowymi dopasowaniami na Tinderze. Czego to zasługa? – myśli Krysia. – Oczywiście, że soku!
Na czym polega błąd takiego myślenia? Ano na tym, że Krysia nie wzięła pod uwagę dziesiątek innych czynników, które mogły mieć wpływ na poprawę jej samopoczucia. Mogło tu po prostu zadziałać klasyczne placebo. Być może Krysia przez ostatni miesiąc miała urwanie głowy w pracy i w końcu po dwóch tygodniach niedosypiania zaliczyła odżywcze osiem godzin snu. Może poranne światło sprawiło, że jej odbicie w lustrze jawiło się jako smuklejsze. Może sam fakt zadbania o siebie poprawił Krysi nastrój. A może też pozytywne fluidy z kosmosu zjednoczyły się tej nocy z wewnętrznym centrum energetycznym Krysi i to właśnie dlatego poczuła się ona lepiej. Nie można wykluczyć żadnej z tych opcji, bo anegdota nie jest kontrolowanym badaniem i dlatego nie da się wskazać jednej zmiennej decydującej o rezultacie, ot co.

Błąd numer 4: umarli i przegrani nie opowiadają historii

Aby omówić ten rodzaj błędu, weźmy sobie skrajny przykład. Załóżmy, że mamy grupę pacjentów chorych na straszną chorobę X, którzy zgłaszają się do znachora leczącego ich pigułkami z wyciągiem z kopyta bizona. 99 ze 100 pacjentów umiera, natomiast jeden przeżywa i od tej pory staje się zagorzałym zwolennikiem znachora i jego metod. Zaczyna udzielać się na forach w internecie, sprzedaje pigułki w sklepach z ziołami i opowiada swoim znajomym oraz klientom historię o tym, jak to wyciąg z kopyta bizona uratował mu życie. Co w tym czasie robi pozostałych 99 pacjentów? Czy odzywają się i zapoznają potencjalnych klientów z historiami o swojej tragicznej przygodzie z pigułkami z kopyta bizona? Nie. Nie żyją, więc nie mówią. Czy można uznać, że potencjalni pacjenci znachora, po zapoznaniu się z historią jednego wyleczonego pacjenta, otrzymują obraz dokładnie odwzorowujący rzeczywistość?
Anegdotyczne dowody dotyczą zazwyczaj przypadków wyjątkowych i zupełnie niewymiernych. Pamiętacie mojego wymyślonego przyjaciela z początku wpisu i jego palącego dziadka? Jasne, wśród nałogowych palaczy trafiają się osoby, którym nałóg nie wyrządzi na zdrowiu żadnej szkody. Miażdżąca większość z uzależnionych będzie jednak wcześniej czy później borykać się z problemami różnej maści. Albo ta herbatka z kolendry i genetyczna choroba. Czy anegdota o niej mówi nam jednocześnie o tym, jak wiele osób z danym zaburzeniem NIE skorzystało w żaden sposób na popijaniu ziołowego naparu? Nie. Wyjątek nie zaprzecza regule, lecz potwierdza jej istnienie właśnie dlatego, że jest wyjątkiem.

Błąd numer 5: pamięć zawodzi, a dane pochodzące z anegdot są mętne jak woda w Bałtyku

Jeśli w przypadku anegdot można w ogóle mówić o jakimkolwiek zbieraniu danych, to ich jakość jest raczej kiepska, bo nasza pamięć jest raczej kiepska. Jest niedokładna, działa wybiórczo i dopasowuje fakty do historii tak, by uczynić ją możliwie najbardziej spójną – i to właśnie dlatego najbardziej przekonujące historie to te, które sami tworzymy. Parametry, o których mowa w anegdotach w dużej mierze pozostają też niemierzalne – odnoszą się do rzeczy tak płynnych jak dobre samopoczucie, czy subiektywna poprawa zdrowia. Trudno jest je podważać, bo trudno jest przyjąć obiektywną miarę, do której można byłoby je przyrównać. Nie wspominam już nawet o tym, że tezy wysuwane przez opowiadaczy anegdot nie nadają się do weryfikowania i testowania, a to właśnie to ostatnie jest jednym z fundamentów metody naukowej.


Dowód anegdotyczny, choć może przedstawiać pewną wartość z punktu widzenia nauki – na przykład taką, że stanie się punktem wyjścia do przeprowadzenia porządnych badań – w dyskusjach pozostaje jednak zupełnie bezużyteczny. Jako pełen błędów logicznych i poznawczych musi zostać odrzucony, a jeśli traficie kiedyś na kogoś, kto za pomocą historyjki o dziadku będzie wam udowadniać, że rak płuc nie ma nic wspólnego z paleniem, to każcie mu zginąć.
Hehe.

Źródło: http://kasiagandor.com/2017/02/dowod-anegdotyczny-ile-jest-wart-i-dlaczego-niemal-nic/

   
   
3

Najlepszy komentarz:

woncki przedwczoraj o 18:25
0  1

Super wrzuta. Czasem po prostu rece opadaja gdy ktos jest przekonany wswojej racji argumentujac to historia o dziadku.

Owocowe proporcje planet

   
   
2

Najlepszy komentarz:

elhash wczoraj o 07:14
0  2

Wszyscy tęsknimy za plutonem... :(






Polub nas!