System na czas wojny

dobre
   
słabe
   
5

Najlepszy komentarz:

tobi 19 listopada 2016 14:21
0  1

Wg mnie na czas wojny to cenniejsze od złota jest jedzenie, czysta woda, bron i papier toaletowy.

Marla 19 listopada 2016 15:23
0  2

@tobi: dziadek kolegi składował na tę okoliczność spirytus i zapałki. Potem odszedł do aniołków, kolega robił remont i miał wielki prezent od dziadunia ;)


Łaźnie przeważnie kojarzą się nam ze starożytnymi rzymskimi termami oraz ze współczesnymi saunami. Słowianie też mieli swoje łaźnie, które były szczególnym miejscem zarówno dla ciała i duszy. Jak wyglądały łaźnie u naszych dawnych przodków? Zapraszam do lektury.

Łaźnie i higiena u dawnych Słowian
Słowiańskie tradycje łaźniowe są bardzo stare to, ale nikt nie wie naprawdę kiedy dokładnie, pojawiła się słowiańska łaźnia w formie jaką ją dziś znamy. Biorąc pod uwagę to, jak bardzo jest ona powiązana z historią Słowian, można by sądzić, że była ona obecna w tej kulturze od zawsze.

Pierwsza historyczna wzmianka o stosowaniu łaźni przez Słowian pochodzi z X wieku od żydowskiego podróżnika i kupca Ibrahima ibn Jakuba:

„Nie mają oni łaźni, lecz posługują się domkami z drzewa. Zatykają szpary w nich czymś, co bywa na ich drzewach, podobnym do wodorostów, a co oni nazywają: meh. Służy to zamiast smoły do ich statków. Budują piece z kamienia w jednym rogu i wycinają w górze na wprost niego okienko dla ujścia dymu. A gdy się piec rozgrzeje, zatykają owo okienko i zamykają drzwi domku. Wewnątrz znajdują się zbiorniki na wodę. Wodę tę leją na rozpalony piec i podnoszą się kłęby pary. Każdy z nich ma wiecheć z trawy, którym porusza powietrze i przyciąga je ku siebie. Wówczas otwierają się im pory i wychodzą zbędne substancje z ich ciał. Płyną z nich strugi [potu] i nie zostaje na żadnym z nich śladu świerzbu czy strupa. Domek ten nazywają oni: al-istba.”

Na pewno wiemy też, że arabscy kupcy byli podwrażeniem wysokiej higieny panującej wśród Słowian. W „Księdze dróg i królestw” z 1066 roku autorstwa arabskiego pisarza i historyka Abu Obaida Abdallaha al Bekri z Kordoby, tak opisuje drewnianą łaźnię słowiańską z IX-XI wieku:

„Budują piec z kamienia w jednym rogu i wycinają w górze na wprost niego okienko dla ujścia dymu. A gdy się rozgrzeje, zatykają owe okienko i zamykają drzwi domku. Wewnątrz znajdują się zbiorniki na wodę. Leją ją na rozpalony piec i podnoszą się kłęby pary.(.) Wówczas otwierają pory i wychodzą zbędne substancje z ich ciał. Płyną z nich strugi [potu] i nie zostaje na żądnym z nich ani śladu świerzbu czy strupa. Domek ten nazywają al-i~~tba [izba]”.

Łaźnia dla naszych przodków była bardzo szczególnym miejsce, w których dokonywano zabiegów higienicznych, kosmetycznych oraz leczniczych. Łaźnia parowa, oprócz powszechnego i czysto praktycznego wymiaru, miała również bardzo ważne znaczenie rytualne – od niepamiętnych czasów była ona domeną potężnego boga Welesa, który był jednym z głównych bogów Słowian. Dzięki temu w łaźniach odbywało się wiele ważnych rytuałów, między innymi przed i poślubne rytuały dla nowożeńców. Przychodzono też tutaj z ważnymi sprawami lub też by rozstrzygnąć konflikty.~~

Łaźnie i higiena u dawnych Słowian
Łaźnia, źródło: liveinternet.ru


Ze względu na antyseptyczne właściwości środowiska łaźni, bywała ona też miejscem narodzin dzieci. Wszystko to dlatego, że było to miejsce czyste i wolne od zanieczyszczeń, w którym ściany i podłogi były wykładane ziołami mającymi dobroczynny wpływ na zdrowie człowieka.

Wędrowiec, zanim wpuszczony został do słowiańskiego domu, zapraszany był do łaźni, gdzie oczyszczał się psychicznie i fizycznie. Była ona uważana za miejsce święte, miejsce mistyczne, zachowywano tu ciszę jak w świątyni.

Łaźnie i higiena u dawnych Słowian
Rosyjska Wenus (1925-26), autor obrazu: Borys Kustodijew


Słowianie uważali też ze, że odpowiednio wykonane czynności obrzędowe w łaźni/bani/ dają nie tylko krzepę, napełniają siłą, ale przynoszą uzdrowienie dla duszy i ciała. W odróżnieniu od saun innych tradycji, słowiańska łaźnia działa o wiele bardziej pobudzająco na ludzki organizm. Sprawia to nieodłączny jej atrybut – brzozowe i dębowe miotełki, którymi chłoszcze się rozgrzane ciało.

Łaźnie i higiena u dawnych Słowian
Łaźnik/bannik, autor rysunku: Aleksander Kostenko


Ze słowiańską łaźnią był związany Łaźnik, zwany też jako Bannik. W słowiańskiej mitologii ludowej był panem łaźni i patronem kąpieli. Najczęściej był przedstawiany jako mały człowiek z dużą głową pokrytą długimi i ciemnymi zmierzwionymi włosami. Miał długi nos, ostre zęby i nieproporcjonalnie długie kończyny. Bannikowi przypisywano niekiedy żonę – bannikę.

Łaźnie i higiena u dawnych Słowian
Bannik, źródło: oberegi.net


Bannik pilnował paleniska i utrzymywał odpowiednią temperaturę w łaźni. Odpowiadał również za przygotowanie dębowych bądź brzozowych witek, które służyły do smagania rozgrzanego ciała. Zazwyczaj był przyjazny wobec ludzi, potrafił jednak zachowywać się nieprzewidywalny, będąc z natury nieco złośliwym i wybuchowym.

Na kąpiel pozwalał tylko trzem kolejnym grupom, a następnie na pewien czas obejmował panowanie nad łaźnią. Podówczas nikt nie ośmielał się mu przeszkadzać, wiedząc, że spotkałaby go surowa kara. Łaźnik umiał tworzyć kłęby gorącej pary, podgrzewać wódę i parzyć upatrzone ofiary. Był również w stanie porwać kąpiącego się i używając teleportu przemieścić wraz z nim do najbliższego akwenu, gdzie mógł delikwenta utopić, bądź po prostu rzucić go na pastwę rezydującego tam wodnika.

Bannik obawiał się żelażnych talizmanów, łaźnię chroniła przed nim zawieszona nad drzwiami podkowa. Żeby go uszczęśliwać – pozostawiano mu w łaźni nieco wody.

Zapewne od Bannika wywodzi się rosyjska Bania. W Rosji Bania jest rodzajem sauny/łaźni. Jej nazwa nazwa pochodzi od staroruskiego słowa, które mówi nam o kopulastym kształcie pomieszczenia. Poza funkcją higieniczną jest ona także miejscem zbiorowych kąpieli będących formą wspólnego spędzania czasu. W dawnej obyczajowości chłopskiej koedukacyjne kąpiele w bani dawały okazję do bliższego poznania się przyszłych małżonków.

Często bania ulokowana jest nad rzeką lub jeziorem, co ułatwia kąpiele w zimnej wodzie po wyjściu z niej. Najczęściej mieści się w drewnianym domku, gdzie znajduje się piec opalany drewnem. Nagrzewa się na nim kamienie.

Do bani przychodzi się podczas rozpalania ognia w piecu. Czekając na kąpiel, pije się gorące ziołowe herbaty z miodem lub innymi dodatkami. Gdy kamienie rozgrzeją się, zostają polane wodą. Następnie ciało chłoszcze się witkami (najczęściej brzozowymi, pokrzywowymi lub jałowcowymi). W bani przebywa się do czasu, aż ma się już ochotę wyjść. Po wyjściu ciało powinno zostać schłodzone zimną wodą.

Łaźnie i higiena u dawnych Słowian
Bania w Rosji, fot. wikimedia commons


W Polsce tradycyjne banie można spotkać na Suwalszczyźnie. Rozpowszechniły się tam prawdopodobnie pod wpływem rosyjskich staroobrzędowców, osiedlających się na Suwalszczyźnie od XVIII w. Bania jest bardzo popularna wśród ludności mieszkającej na Syberii.


Literatura:
* Witold Hensel, Słowiańszczyzna Wczesnośredniowieczna, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1987
* Księga dróg i królestw Al-Bakriego, Pomniki dziejowe Polski, seria 2, t. 1 1946
* Urszula Lewicka-Rajewska, Arabskie opisanie Słowian, Wrocław 2004,
* Tadeusz Lewicki, Źródła arabskie do dziejów Słowiańszczyzny, Wrocław 1969
* Andrzej Kempiński: Encyklopedia mitologii ludów indoeuropejskich. Warszawa: Iskry, 2001.
* Barbara i Adam Podgórscy: Wielka Księga Demonów Polskich – leksykon i antologia demonologii ludowej. Katowice: Wydawnictwo KOS, 2005

Źródło: https://historiamniejznanaizapomniana.wordpress.com/2015/12/15/laznie-i-higiena-u-dawnych-slowian/
Tagi: #Słowianie #historia #higiena

dobre
   
słabe
   
4

             Nie wiem od czego zacząć, na szczęscie emocje już opanowane i nie wiem do czego to porównać,do obywatela Haiti? Którmu dach walił się na głowę? I nie wiem czy to że wyzdrowiałem (tak mówię chociaż nie byłem niby zarażony HIV czyli niby nie miałem z czego wyzdrowieć, ale do rzeczy...) mi się do końca podoba.
             Nie chcę zbyt dużo się rozpisywać chociaż szczegółów od groma i co chwile nowe mi przychodza do głowy, więc może po kolei najprościej.  Jestem użytkownikiem od  paru lat na ujarani.com, to opowiadanie czy tam opis swojego przeżycia które piszę teraz i zamierzam dodać z innego konta, bo temat na ogół niby przykry i nie chcę żeby ktoś się o tym dowiedział rzynajmniej póki ludzie nie staną się bardziej obiektywni a uważam że tego najbardzieh brakuje polakowi,dzięki z góry że nie będziecie się czepiać.
          Do sedna. Nie jestem człowiekiem, który ma złe zamiary, chce siać zło itp. itd. raczej człowiek z problemem do samego siebie.  Pochodzę z normalnego domu gdzie rodzice kochają i dobrze wychowali. Miałem dziewczynę z którą byłem 4 lata, którą kochałem i nadal kocham mimo że ma chłopaka a  nasze rozstanie zawdzięczam temu że przespała się z moim kolegą po naszej kłótni i rozstaniu(2tyg.) Kolegą który za czasów podstawówki miał wysokie mniemanie o sobie i mi dokuczał ale mniejsza o pierdolety, wcale nie obiwniam jej ani jego za to co zrobiłem. Mam 23 lata i nie powiem że nie  ale mam jak to w tym wieku jestem ciekaw a gorzej jak tą  ciekawość napędza twój własny instynkt mieszający się z z chorymi myślami( tak je nazwę).  I może w końcu tu zacznę.
          Umówiłem się z prostytutką, o tak, aż 3 razy( do trzech razy sztuka;]) To był szalony rok,ale nie dlatego że się działo nie wiadomo co na zewnątrz, bo co roku ogólnie biorąc widzę to samo, prostych smutnych i wesołych ludzi, głupich i tych nadętych. Od kiedy sięgam pamięcią uciekałem do myślenia obiektywnego,uważam że tak jest najlepiej i mam nadzieję że nie należę do żadnych tych których wymieniłem. 
           Temat HIV pojawił się kilka razy w moim życiu ale to tak bardziej naukowo. Pewnego razu kiedy drugi raz kupiłem jakiś kartonowy kwas od znajomego, który nie wiedział co to jest dokładnie,mniejsza,kupiłem, wziąłem,mniejsza. Po jakimś  czasie i może w połowie oglądania z kolegą filmu "Truman Show" nagle przyszo mi do głowy "hiv".  Zaczęło mi się lekko kręcić w głowie, myśli przychodziły i uciekały tak szybko że nie mogłem momentami tego powstrzymać. Pomyślałem sobie że "wkręcam sobie, niby dlaczego?" zaraz po chwili pomyślałem " zaraz, miałem w głowie zupełnie co innego i nagle taka myśl? to musi coś oznacznać, może kwas polega na tym że odkrywa się samego siebie?" -Ok. To nie było zrozumiałe  dla mnie, dlaczego teraz o tym pomyślałem? dlaczego i dlaczego teraz, to nawarstwiło moje zmartwienie tylko.  Zacząłem interesować się chorobą HIV. Zacząłem czytać na czym to polega, emocję po przeczytaniu wielu dziwnych przypadków zaczęły mi się dwoić,troić i pierdolić tak bardzo że nie wiedziałem że taki chaos można mieć w głowie.

I się zaczęło. Przeczytałem objawy jakie występują najpierw. Co dnia czytałem o tych objawach jak paranoik. Coraz dokładniej, jeszcze,jeszcze, może znajdę w tym chorym necie taki sam idealny przypadek jak ja i się wyjaśni? Z dnia na dzień zacząłem widywać objawy.
Żółte zęby mimo że myłem i szorowałem jakbym chciał sczoteczką zabić tego wirusa, walka bez żadnych zahamowań. Spanie, katar, osłabienie ogólne, jakieś zmiany na przyrodzeniu czytaj pryszcze, bóle w podbrzuszu itd. wszystko zaczęło się natychmiast pojawiać, najbardziej to te zęby... tak żółte nigdy nie były, myłem rano i wieczorem.
Cały dramat trwał 2 miesiące. Pojechałem razem z matką i siostrą i jej półrocznym dzieckiem nad morze. Nie mogłem być sobą, cały czas myślałem kim ja będę dla tej małej(wnuczki). Kimś kto przez swoję głupie błędy poszedł do piachu? Ja chciałem być wzorem, wujkiem, który sobie za nią paluchy żywcem obcinałby sobie. To bardzo pojebane jak dla tak pojebanego cżłowieka jak ja(schlebiam sobie?) 3 dni nad morzem, było fajnie a cały cały czas jednak ta myśl na karku, nawet siedzenie w saunie prowadziło moje myśli "wypocę z siebię to gówno".
Wróciłem do swojego miasta, cały czas mnie wszystko dręczyło, zayważyłem że odwaga mi wzrosła, ale to normalne jak się nie ma nic do stracenia? Spotkałem się z moim kolegą,którego znam od 1 technikum, pojechaliśmy nad jeziorko się kąpać i zabraliśmy ze sobą dwa gibony, jak się kąpaliśmy i zapaliłem na pomoście drugiego to wszystko było spoko jak po pierwszym, bo miałem zajęte myśli, ale chwila wystarczyła jak kolega nic nie mówił i zostałem sam,i to pytanie " jestem chory?" pomost pod moimi nogami zaczął się kręcić raz w prawo raz w lewo, nie mogłem wyhamować myślami, coś jakbyś naciskał hamulec ale on nie działa, i nic z tego że będziesz dociskał go dalej widząć że zbliżasz się do ściany na której zostanie ostatni twój ślad. Wtedy na pomoście co się wydarzyło mogę uznać za czyste "wariactwo". Kiedy skończyłem wariować? nie wiem, byłem oszołomiony, nie zwalam winy na trawkę, bo uważam że jak ma się zły humor to picie czy palenie trawki i tak go spotęguję, umysł jest czymś nad a nie pod trawką czy alkoholem, myśli nas budują.
Byłem zrujnowany psychicznie, czegoś takiego nie doznałem jeszcze w życiu, zastanawiałem się " do czegoś ty doprowadził? dopiero teraz widzisz ogrom możliwości? ale co z tego jak zaraz umrzesz? Prziecież nie pójdziesz, nie zbadasz się bo będą wiedzieć"
Byłem tak załamany że w końcu doszedłem do wniosku po tym co przeczytałem, że lepiej zdiagnozować teraz i brać tabletki i przeżyć chociaż te 15 lat więcej i przeżyć matkę ojca i dać co najlepsze swojej wnuczce od tak zepsutej osoby jak ja, "coś jeszcze zrobić,cokolwiek".
Pojechałem do sąsiedniego miasta(prawie) bo to Wrocław a ja z Lubuskiego ale zrobiłem to żeby nikt mnie nie kojarzył. Co miałem w głowie? Nie wiem,nawet teraz nie wiem chociażby w 10%. Poszedłem anonimowo, lekarz który mnie przyjmował był aż do przesady miły i wyrozumiały i chciał pomóc, biło od niego ciepło ale też myślałem że to specjalnie bo taka praca.Ukuli mnie w palca(nic nie bolało). Powiedział mi że 30 minut muszę poczekać na diagnozę. Co miałem w głowie przez te 30 minut? Może kogoś zdziwię ale na początku byłem pewien że to minus, i że się odważyłem na badanie to powinno dać mi "przewagę" nie wiem tylko w czym, zayważyłem drugą pacjętkę co przyszłą na badania coś w moim wieku. Nie wiem czy to przez nią czy przez mijający czas ale zacząłem czuć taki niepokój jakby cała rodzina na mni patrzyła i mówiłą " nie daj plamy, wierzymy w Ciebie".
Jak lekarz zawołał mnie po odbiór czułem się jak piórko, które unosi się na wietrze, dochodziło do mnie to że nie mam już wpływu na to jaki wynik będzie, a jeśli miałem to wybaccz mi Boże,lecz i tak w Ciebie słabo wierzę lecz nie wykluczam.
Diagnoza?- Minus. Byłem tak szczęśliwy jakbym podjął się jakiejś misji i wykonał ją najiekszym wyczerpaniem, który doporowadził mnie do zwycięstwa.
Wtedy do mnie doszło że jestem niezłym hipohondrykiem, i łapię się do teraz że wiele rzeczy sobie wkręcam.
Morał? Nie chcę więcej pisać, bo i tak szedłem cały czas na skróty z pisaniem, za dużo emocji których ciężko opisać ale uważam że nasze mózgi nie są naszymi sprzymierzeńcami,wręcz kimś kto działa przecwiko nam, i coraz częściej się na tym łapie.
Dużo chciałym napisać ale nie wiem czy komukolwiek to się będzie chciało czytać, nie wiem jak to zakończyć. Czy jest mi głupio?źle?czy czuję się jak śmieć?-czułem.
Teraz wiem, że takie epizody mimo że ryzykowane kształtują nasz charakter. Chciałem napisać to dla tych co szukają teraz jak ja kilka miesięcy temu rozwiązania dla siebie w sieci. Zszedłem trochę z drogi. Ale mam nadzieję że ktoś wstuka zdanie w google i znajdzie może to i trafi do niego że jeszcze nic straconego.

Jesteś? Pora wyjść. Zobacz i wróć. Doceń małe rzeczy,które jednak są największymi. Bo to szczegóły tworzą ogół a nie na odwrót.
Co bym chciał napisać? sporo. Ale to za dużo, ponieważ sami musimy poznać a nie raz i nie dwa się poparzyć, tylko dlatego żeby wiedzieć że leżąc na ziemi daleko w środku lasy czy na polu, myślać o wszystkim,jesteśmy jednym.

dobre
   
słabe
   
3

Najlepszy komentarz:

wiemzewarto 08 listopada 2016 14:16
0  2

Stary, rozumiem Cie. Dziekuje.

Państwo Samona
Samon władający od 623 r do 658 lub 661 r był królem Słowian, założycielem pierwszego udokumentowanego bytu państwowego i politycznego Słowian znanego dzis jako Państwo Samona lub Imperium Samona.

Jako, że własne pismo pojawiło się w kulturze Słowian w IX w nie istnieją słowiańskie źródła pisane informujące o interesujących nas wydarzeniach z czasów panowania Samona. Głównym źródłem informacji o Samonie i jego państwie jest frankijska kronika z VII w „Historia Francorum” napisana przez kronikarza Fredegara (imię nadano anonimowemu pisarzowi później).

W przeszłości wielu historyków i badaczy kwestionowało autorstwo i rzetelność Fredegara. Jednak dziś kroniki Fredegara są powszechnie uznane jako rzetelne źródło informacji napisane przez jednego autora. W świecie naukowym nie akceptuje się twierdzenia, że Fredegar był świadkiem opisywanych przez siebie wydarzeń. Pewne natomiast jest, że miał dostęp do dokumentów odnoszących się do Samona i jego państwa a także do naocznych świadków.

Jak donosi kronika Fredegara Samon był frankijskim kupcem, który prawdopodobnie prowadził również sprzedaż broni. Po raz pierwszy pojawia się na kartach historii w 623 roku w „ czterdziestym roku panowania Chlotara” Państwo Samona rozciągało się na terytoriach takich współczesnych państw jak Czechy, Słowacja, zachodnie Węgry wschodnia Austria i Słowenia.

Państwo Samona
Słowiański wojownik z VII wieku

Za centrum państwa uznaje się Morawy z, których rozpoczęła się ekspansja na sąsiednie terytoria zamieszkane przez Słowian. Głównym przeciwnikiem a innym razem niewygodnym sojusznikiem Słowian, w tym okresie byli Awarowie rządzeni przez kagana Bajana I (562-602) pod, którego rządami kaganat awarski w Panonii przeżywał szczyt potęgi.

Awarowie będący multietnicznym konglomeratem koczowniczych ludów stepowych (w większości należących do wielkiej rodziny ludów tureckich) zdołali podporządkować sobie rozdrobnione plemiona słowiańskie. Narzucili im wiele niewygodnych powinności takich jak płacenie trybutu, dostarczanie posiłków wojskowych na łupieżcze wyprawy na tereny Bizancjum i Franków czy dostarczanie produktów rolnych i furażu dla koni na których opierała się ich armia.

Obok pasożytniczej eksploatacji materialnej, Awarowie spędzali zimowe miesiące posród Słowian. Jak pisze Fredegar Awarowie sypiali z żonami i córkami Słowian. Słowianie nie mogli dłużej znieść tak upokarzającej zależności i powstali przeciw swym ciemiężcom. Opresja musiała być naprawdę ciężka skoro w językach Słowian którzy zetknęli się z Awarami nazwa Abar znaczyło tyle samo co olbrzym, gigant.

Po śmierci wodza Awarów Bajana I w 602 roku sytuacja zaczęła powoli dojrzewać ku temu by podjąć próbę rebelii. Awarowie którzy przez całe panowanie Bajana I przeprowadzali łupieżcze najazdy na Bizancjum. Znaleźli się po śmierci Bajana pod ogromną presją ze strony Bizancjum, które przeszło do ofensywy wypierając Awarów w kierunku Panonii.

Z kroniki Fredegara wiemy, że połowie lat dwudziestych VII wieku Samon zorganizował Słowian i będąc utalentowanym wodzem poprowadził Słowian do wielu zwycięstw nad Awarami zrzucając tym samym zależność. Nie jest pewne czy powstanie Słowian pod wodzą Samona miało miejsce przed wielkim acz nieudanym oblężeniem Konstantynopola przez Awarów i Słowian z 626 roku czy też po nim. Bardziej prawdopodobne jest przypuszczenie, że Słowianie wykorzystując porażkę i osłabienie Awarów po klęsce pod murami Konstantynopola zdołali wybić się do niezależności.

Sukcesy Samona przyczyniły się zapewne do ruchów migracyjnych posród Słowian. W tym czasie dochodzi do przemieszczenia się Serbów/Surbiów z Łużyc na Bałkany a także przodków obecnych Chorwatów, Białych Chorwatów zamieszkujących do tej pory na terenach południowej Małopolski.

Państwo Samona
W celu umocnienia swego państwa Samon zawiera sojusz z księciem Serbów Derwanem, którego obecność u boku Samona jest udokumentowana w bitwie pod Wogastisburgiem w której Słowianie zadali dotkliwą klęskę Frankom. Niezależne państwo Słowian było nie na rękę nie tylko Awarom ale i germańskim Frankom, którzy szukali powodu do rozpoczęcia wojny.

Pretekstem stał się napad rabunkowy na dużą frankijską karawanę kupiecką w którym zamordowani zostali kupcy. Król Franków Dagobert I wysłał do Samona swego posła Sychariusza, Samon odmówił przyjęcia posła. Sychariusz nie dawał za wygraną i jak podaje Fredegar przebrał się w strój typowy dla Słowian i wmieszał się w tłum zgromadzony na wiecu przed Samonem.

Tam wyszedł na przód i przekazał żądanie króla Dagoberta o wydanie sprawców napadu i morderstwa a także wypłaty odszkodowań i złożenia hołdu Dagobertowi. Samon odpowiedział, że owszem sprawcy będą ukarani ale po procesie w jego państwie. A co do złożenia hołdy domagał się od Dagoberta gwarancji przymierza. Na takie żądanie Sychariusz odparł arogancko, że

„nie jest możliwe, aby chrześcijanie i słudzy Boży zawierali przyjazń z psami”

Po odrzuceniu żądań Dagobert zawarł sojusz z Alemanami i Longobardami którzy zaatakowali Słowian samodzielnie, odnosząc sukces i porywając wielu jeńców. Duża armia Franków uderzyła także samodzielnie lecz po trwającej trzy dni bitwie pod Wogastisburgiem została doszczętnie rozbita i uszła w popłochu z placu boju.

Następnie Samon dokonał serii niszczących ataków na tereny German. Ingerując nawet w wewnętrzne wojny Franków stając po stronie księcia Turyngii Radulfa. Po tych sukcesach granice Państwa Samona zostały zabezpieczone na kolejne 18 lat panowania Samona aż do jego śmierci.

Państwo Samona
Samon skonsolidował zjednoczone przez siebie plemiona słowiańskie nie tylko poprzez własną charyzmatyczną osobę ale też poprzez małżeństwa z córkami liderów plemiennych. Z kronik Fredegara wiemy, że poslubił przynajmniej 12 kobiet z którymi miał 22 synów i 15 córek. Niestety żaden z synów Samona nie odziedziczył władzy po swym ojcu. Pokazuje to, że w systemie politycznym Słowian władza nie była dziedziczna a była nadawana na podstawie osobistych przymiotów kandydata jego zasług i sukcesów. Widocznie jego synowie nie wyróżniali się niczym szczególnym i Państwo Samona umarło razem z nim w 658 lub 661 roku.

Według jednej z hipotez Państwo Samona po rozpadzie przetrwało w szczątkowej formie na Morawach które były centrum federacji słowiańskiej pod wodzą Samona. Jego kontynuacją po prawie 150 latach miało być Państwo wielkomorawskie powstałe z początkiem IX wieku.

XVII wieczny czeski dziejopis Tomas Pesina podaje listę władców wielkomorawskich z datami ich panowania poczynając od Samo 623-658 docierając poprzez sześciu innych do Mojmira I 820/842 lub 846, pierwszego historycznego władcy wielkomorawskiego. Niestety Pesina nie podaje źródeł swej wiedzy i z tego powodów jego zapiski nie są traktowane poważnie w swiecie naukowym.

Inną bardziej przekonującą tezą są malowidła z rotundy w Znojmie. Rotunda została wybudowana w okresie wielkomorawskim 820-907 lub najpóźniej w 1134 r za panowania Konrada II. Na ścianach rotundy znajdują się malowidła przedstawiające 24 władców wielkomorawskich i czeskich. Poczet rozpoczyna Zamo czyli Samon po nim jest trzech innych władców których nie da się zidentyfikować z powodu uszkodzeń malowideł sciennych, po nich następuje wspomniany Mojmir I. Sugeruje to, że w XII wieku średniowieczne elity czeskie uznawały Państwo Samona i Państwo wielkomorawskie za kontynuację rządzoną przez nie przerwaną linię władców.


Źródło: http://tojuzbylo.pl/wiadomosc/panstwo-samona-czyli-najstarsze-panstwo-slowian
Źródło ost. grafiki: https://pl.wikipedia.org/wiki/Państwo_Samona?oldformat=true
Tagi: #Słowianie #historia

dobre
   
słabe
   
7

Najlepszy komentarz:

MowcaUmarlych 08 listopada 2016 09:34
0  3

Weszło chrześcijaństwo do gry, to dziedzictwo wymazali: <

Piwo jopejskie/jopenbier - historia piwnego stylu
Aby zacząć od piwa musimy przenieść się do Gdańska, do dawnej ulicy Jopejskiej, dzisiaj już zwanej ulicą Piwną. Obrazek u góry ukazuje obserwatorium Jana Heveliusa, prekursora piwa jopejskiego.

Piwo jopejskie/jopenbier - historia piwnego stylu
Jan Hevelius był astronomem, matematykiem i konstruktorem instrumentów naukowych. Stworzył między innymi mapę księżyca, a jeśli interesuje Was astronomia, to zapraszam do naukowych źródeł o nim.

Piwo jopejskie/jopenbier - historia piwnego stylu
Piwo to miało niesamowitą moc i ekstraktywność jak na piwo, ponieważ około 19% alkoholu i 55Blg ekstraktu to mocarz. Nazywano to syropem piwnym i nie służyło do zwykłego degustowania, ponieważ intensywność smaku jest przyjemna do pewnej chwili. Najczęściej dolewano go do słabych piw, mało smacznych, by nadać im charakteru. Inne źródła podają, że piwo jopejskie wykorzystywano jako lek.

Piwo jopejskie/jopenbier - historia piwnego stylu
Piwo fermentowało przez kilka miesięcy w otwartych kadziach, przy pomocy spontanicznych drożdży i pleśni. Niektórzy twierdzą, że miejsce w którym fermentowało jopejskie, czyli ratusz Starego Miasta w Gdańsku posiadał mikroświat drożdży spontanicznych, które wręcz zostały tam wyhodowane, a pleśń oblepiała ściany fermentowni. Wyobrażacie sobie w dzisiejszych czasach miny sanepidowców? :D

Piwo jopejskie/jopenbier - historia piwnego stylu
I teraz najważniejsze... Jak smakuje jopejskie? Osobiście nie wiem. Niestety, nigdy nie miałem okazji spróbować tego trunku. Moja piwowarska przygoda dopiero się zaczyna. Po wrażenia zapraszam na kanał Tomka Kopyry, który probował jopejskiego i bardzo ciekawie o tym opowiada. Mam w planach uwarzenie swojego jopejskiego, ale to za jakiś czas :)

dobre
   
słabe
   
1



Losuj następne

Polub nas!