5 ciekawostek o tym, jak pozbyć się zwłok (oraz jak tego nie robić)
O metodach ukrycia lub pozbywania się zwłok co nieco wie każdy fan kryminałów. Mordercy nieraz wpadają na całkiem kreatywne metody na to, co zrobić z niewygodnym „dowodem zbrodni”, a jeszcze częściej wpadają z powodu odnalezienia tychże przez sprytnych przedstawicieli prawa.

1 Kąpiel w ługu sodowym

Pamiętacie Podziemny krąg i scenę, w której Tyler sypnął Narratorowi białym proszkiem na rękę, wywołując straszne, bolesne oparzenie? Otóż ług sodowy, zwany też sodą kaustyczną, czyli wodorotlenek sodu, który służy m.in. do wyrobu popularnego Kreta, może również posłużyć do szybkiego i efektywnego pozbycia się dowodu zbrodni. Jak to zrobić? Wystarczy rozpuścić go w wodzie, podgrzać roztwór do temperatury wrzenia i wlać do wanny, w której wcześniej umieściliśmy ciało. Zgodnie z tym artykułem, wystarczą zaledwie 3 godziny, aby zwłoki stały się nie do zidentyfikowania (nie zawierają DNA), więc jest to metoda relatywnie szybka i efektywna. Nic dziwnego, że polubiły ją meksykańskie kartele narkotykowe. Pewien kucharz, który po godzinach zajmował się „sprzątaniem” dla meksykańskiego gangu, rozpuścił w ten sposób 300 osób i złapano go tylko dlatego, że ktoś na niego doniósł. Generalnie uważa się, że metoda ta bardzo utrudnia identyfikację zwłok, jeśli nie czyni jej praktycznie niemożliwej. Chyba, że mamy do czynienia z Temperance Brennan. Poniżej przykład właśnie takiej sprawy z serialu Kości:

5 ciekawostek o tym, jak pozbyć się zwłok (oraz jak tego nie robić)
Zszokowani? Poczekajcie. Tę metodę od kilku lat z powodzeniem stosują… amerykańskie zakłady pogrzebowe. Nosi oględną nazwę „hydrolizy alkalicznej” i opracowano ją dwie dekady temu jako sposób na utylizację zwłok zwierzęcych. Tutaj można zobaczyć i posłuchać o służącym w tym celu urządzeniu, a tutaj znaleźć szczegółowy opis procesu. To, co powstaje w efekcie, a co widzimy na zdjęciu powyżej (płyn o konsystencji oleju silnikowego i zapachu amoniaku) może otrzymać rodzina (w urnie) albo można pochować na cmentarzu. Jest on sterylny i można go bezpiecznie wylać do… kanalizacji, więc jest to metoda bardzo przyjazna środowisku, w przeciwieństwie do kremacji. Proces wymaga ok. 90kWh energii elektrycznej (ok. 1/8 energii emitowanej w trakcie procesu kremacji), emituje 1/4 CO2, jaki wydziela się podczas kremacji, a kosztuje mniej więcej tyle samo (czyli ok. 2-2,5 tys. dolarów).

Hydrolizę od lat stosują do utylizacji zwłok ośrodki medyczne w Stanach, a metodę tę w praktyce pogrzebowej zalegalizowały najpierw Minnesota (w 2003 roku), a po niej New Hampshire (2006 rok). Za nimi poszły kolejne stany, jak Maryland czy Ohio w latach 2010 i 2011, choć nie bez sprzeciwu ze strony środowisk katolickich. Co ciekawe, pewien dyrektor domu pogrzebowego z Columbus w stanie Ohio miał problemy z pochówkiem swoich klientów po tym, jak władze odmówiły mu wydania stosownych dokumentów, nie uznając metody za dopuszczalną prawnie formę utylizacji ludzkiego ciała. A jak jest w innych krajach? Na przykład w Australii już działa (pod nazwą „aquamacja”), w 2012 roku zalegalizowano ją w Kanadzie (prowincja Saskatchewan), w Wielkiej Brytanii nadal trwają prace legislacyjne.

Teraz minusy: ług sodowy nie rozpuści kości (muszą być one dodatkowo pokruszone i rozdrobnione), w tym zębów, a na tym, jak wiadomo, skorzysta nie tylko dentysta, ale również detektyw. Plusem jest to, że do niedawna sprzedaż ługu klientom detalicznym była u nas zakazana, ale rozporządzenie, które tego zabraniało, zostało uchylone i obecnie polskie przepisy regulujące obrót tzw. substancjami niebezpiecznymi już tego nie zakazują. Jest on klasyfikowany jako substancja silnie żrąca i toksyczna (por. Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 10 sierpnia 2012 r. w sprawie kryteriów i sposobu klasyfikacji substancji chemicznych i ich mieszanin, Dz.U. 2012 nr 0 poz. 1018). Pamiętajmy więc o podstawowych zasadach BHP, gdy już weźmiemy się za ekhm… brudną robotę – w łazience. A gdzie kupić? Daleko szukać nie trzeba, jak radzi poradnik Polskich Książek Telefonicznych.

A teraz ciekawostka: ług sodowy znajdziemy jako konserwant E524 w wielu produktach spożywczych, np. w słonych paluszkach, jogurtach, dżemach i galaretkach, wyrobach czekoladowych czy polewie na pierniczkach ;-) Chcecie dowodów? Oto kilka przykładów:

5 ciekawostek o tym, jak pozbyć się zwłok (oraz jak tego nie robić)

5 ciekawostek o tym, jak pozbyć się zwłok (oraz jak tego nie robić)

5 ciekawostek o tym, jak pozbyć się zwłok (oraz jak tego nie robić)

2 Puzzle dla śledczych

Ciało wrzucone do rozdrabniarki przemysłowej to kolejna z flagowych metod pozbycia się zwłok. Nie dość, że zaciera się ślady, to jeszcze trudno potem poskładać ofiarę do kupy i dojść, kto zacz. Pewien kanadyjski farmer nazwiskiem Robert Picton, a przy okazji również seryjny morderca, ciałami rozdrobnionymi w rębaku do drewna karmił swoje świnie (które potem szły na parówki). Zamordował i „zutylizował” w ten sposób co najmniej 30 prostytutek, za co trafił do więzienia na dożywocie bez prawa do skrócenia wyroku po odsiedzeniu 25 lat, co jest najsurowszą karą, jaką dopuszcza kanadyjskie prawo. Warto jednak pamiętać o tym, że ślady krwi czy drobne fragmenty tkanek i kości pozostają na maszynie (i zapewne wszędzie w okolicy), więc bez gruntownego sprzątania sprawiedliwość niechybnie dosięgnie winnego.

3 Grzebiemy – ale z głową

Jednym z moich ulubionych filmów o seryjnych mordercach jest Mr Brooks z Kevinem Costnerem w roli tegoż. Do gustu przypadło mi – poza postacią – kilka scen, m.in. scena, w której pan Brooks wyjawia, że jest właścicielem… cmentarza. Po co mu cmentarz? A na przykład po to, żeby w środku nocy móc sobie nań podjechać, otworzyć bramę własnymi kluczami i – wyposażony w wiedzę na temat tego, komu, gdzie i kiedy szykują tam kwaterę – dokwaterować jeszcze jednego lokatora. Ukrycie zwłok w świeżo wykopanym grobie to ponoć częsta praktyka, bo przecież nikomu nie przyjdzie do głowy szukać trupa na cmentarzu, gdy już właściwy lokator trafi do swojej kwatery i grób zostanie zasypany. Tą metodą posłużył się 22-letni Ben Blakeley, który w grudniu 2013 roku zamordował swoją 17-letnią dziewczynę i ukrył jej ciało w jednym z grobów na cmentarzu w Didcot w hrabstwie Oxfordshire. Ponownie, być może nie zostałby złapany, a zwłok nigdy by nie odnaleziono, gdyby ktoś go nie „wsypał”.

A inna metoda, jeśli akurat nie stać nas na zakup własnego cmentarza? Można na przykład nad pochowanymi w ziemi zwłokami zakopać zwierzęcą padlinę. W ten sposób, jeśli pies policyjny zwietrzy zapach rozkładu, a policjanci zaczną szukać, znajdą truchło i stwierdzą, że to fałszywy trop. Głębiej kopać nie będą. Gorzej, jeśli stróże prawa okażą się skrupulatni, a psy tropiące uprą się, że jednak czują coś jeszcze.

4 A może bagno?

Porzucenie zwłok na bagnie wydaje się szybką, tanią i mało pracochłonną metodą. Bagno śmierdzi samo w sobie, więc zapach nikogo nie przyciągnie. W przeciwieństwie do stawu czy jeziora – trudno je osuszyć, o ile to w ogóle możliwe. Jest niedostępne, a delikwent raczej nam nie wypłynie. Mało tego – przy odrobinie szczęścia możemy liczyć na bonus w postaci aligatora.

O tym, jak ludzkie ciało zachowuje się w bagiennym środowisku, przeczytać można w artykule o Człowieku z Tollund. Minusem jest to, że bagno może zmumifikować poszlaki razem z ciałem. Niewątpliwy plus to fakt, że statystycznie ofiary znajdowane są po tak długim czasie, że raczej nikt nie dożyłby procesu. I drobna uwaga w temacie – nie porzucajmy na bagnach ciała wampira – może się to na nas paskudnie zemścić.


https://www.youtube.com/watch?v=80q7aQqNZzQ

5 Jeśli chcesz się dać złapać

Poniżej lista metod, z których lepiej zrezygnować:
* Spalenie zwłok metodą nieprzemysłową to zły pomysł. Pomijając nieznośny smród i słup czarnego dymu, który na pewno zaalarmuje wszystkich w promieniu kilkunastu kilometrów, ta metoda zaogni problem, raczej niż go rozwiąże. Ognisko pali się w temperaturze ledwie kilkuset stopni Celsjusza, podczas gdy kremacja wymaga temperatury sięgającej nawet 1300 stopni. I nawet wówczas bywa, że ciało nie spali się całkowicie. Jeden ze współczesnych seryjnych morderców, Hugo Selenski, pozbywał się w ten sposób ciał ofiar, jednak niezbyt skutecznie. O tym, jak pali się ludzkie ciało i jak spróbować spalić je skutecznie, można przeczytać tutaj: https://www.sott.net/article/185067-Body-burners-The-forensics-of-fire. Pamiętajmy również o tym, że jeśli zostaną fragmenty czaszki z zębami, nietrudno o identyfikację ofiary.
* Porzucenie ciała gdzie byle nie jest dobrym sposobem. Wyjątkiem bywa porzucenie w lesie pełnym wygłodniałych wilków, jeśli mieszkamy na odludziu. Warto pamiętać o tym, że z ciałem może nas dostrzec bystre oko kamery albo… sąsiada. Kiepskim pomysłem jest także ukrycie/porzucenie ciała w zbiornikach wodnych – woda szybciej nas wyda niż pomoże ukryć zbrodnię, w czym zresztą pomogą jej procesy fizjologiczne towarzyszące rozkładowi. O procesach zachodzących w wodzie można poczytać tutaj: http://www.amsik.pl/archiwum/4_2008/4_08e.pdf .
* Lepiej też nie zakopywać pod podłogą (czytaliście "Serce oskarżycielem" Poego?) ani nie zamurowywać w ścianie ("Czarny kot"?). W ogóle lepiej nie przechowywać ich w domu – to domena psychopatów i seryjnych zabójców. Ani nie trzymać w lodówce. Chyba, że zamierza się je na przykład zjeść. Ale to już zupełnie inna historia…

Źródło: http://funerabilia.pl/blog/5-ciekawostek-o-tym-jak-pozbyc-sie-zwlok-oraz-jak-tego-nie-robic/

   
   
2

Jak wyglądałaby podróż samolotem na innych planetach naszego układu?
Co by było, gdybyśmy spróbowali polatać samolotem po Merkurym, Wenus czy jakiejkolwiek innej planecie naszego układu? Oczywiście nie jest to możliwe, ponieważ – przede wszystkim – nie dotarliśmy jeszcze na żadną inną planetę. A więc tym bardziej ciężko byłoby przetransportować tam samolot.

Jednak Randall Munroe postanowił znaleźć odpowiedź na to niezwykłe pytanie, i zamieścił ją w swojej książce zatytułowanej "Co jeśli? Poważne naukowe odpowiedzi na absurdalne hipotetyczne pytania". Oto do jakich wniosków doszedł:

Merkury


Samoloty na Ziemi używają powietrza, aby generować różnicę ciśnień nad i pod skrzydłem, co powoduje powstanie siły nośnej. Jednak Merkury nie posiada żadnej atmosfery, co oznacza że niemożliwym jest tam wygenerowanie jakiejkolwiek siły nośnej, a więc latanie na tej planecie nie jest możliwe.

Wenus


Atmosfera planety Wenus jest 60 razy gęstsza od atmosfery Ziemi. Jest to więc aż zanadto, aby wygenerować siłę nośną. Niestety temperatura na powierzchni Wenus waha się od 120 do 462° C – jest to wystarczająco dużo, aby stopić nawet ołów.

Ziemia


Ziemia to świetne miejsce do latania samolotem. Koniecznie musicie kiedyś spróbować.

Mars


Atmosfera na Marsie jest 100 razy rzadsza, niż ma to miejsce na Ziemi. Samolot więc musiałby poruszać się z niezwykle dużą prędkością. Niestety byłaby ona za duża, aby móc normalnie sterować maszyną.

Jowisz


Na Jowiszu samolot ważyłby 2,3 raza więcej niż na Ziemi. A więc potrzebowałby on aż trzykrotnej prędkości, aby wygenerować siłę nośną. Maszyna najprawdopodobniej więc runęłaby w dół z dużą szybkością, a na końcu by zamarzła i zgniotłoby ją niezwykle duże ciśnienie.

Saturn


Lot na Saturnie nie byłby trudniejszy niż na Ziemi. Jednak najprawdopodobniej samolot bardzo szybko by zamarzł, ponieważ panuje tam temperatura -167° C.

Uran


Uran to bardzo mroczne i zimne miejsce. Samolot na tej planecie ważyłby znacznie mniej niż na Ziemi, a więc mógłby unosić się w powietrzu tak długo, jak pozwoliłoby na to paliwo. Niestety całkiem szybko przeszłoby ono ze stanu ciekłego do stanu stałego, ponieważ temperatura na Uranie wynosi -212° C.

Neptun


Neptun może pochwalić się najsilniejszymi wiatrami ze wszystkich planet naszego układu. Ich prędkość dochodzi bowiem do 2 400 km/h. A więc samolot wpadłby w niesamowite turbulencje, które w końcu rozerwałyby go na strzępy, a w międzyczasie jeszcze zamarzł. Temperatura panująca na Uranie wynosi bowiem -218° C.

Źródło: http://wiedzoholik.pl/jak-wygladalaby-podroz-samolotem-na-innych-planetach-naszego-ukladu/

   
   
4

Najlepszy komentarz:

Gepetto wczoraj o 20:01
0  2

Dziwne nie? Że samolot służący do latania na naszej planecie nadaje się tylko do latania na naszej planecie?:D

Jak długo człowiek mógłby przetrwać na poszczególnych planetach naszego układu bez kombinezonu
Co by się stało gdyby… no właśnie. Astrofizyk – Neil deGrasse Tyson – lubi odpowiadać na tego typu pytania. Całkiem podobne zadał mu jeden z widzów programu prowadzonego przez naukowca – Star Talk.

Pytanie dotyczyło tego, jak długo człowiek byłby w stanie przetrwać bez odpowiedniego kombinezonu na poszczególnych planetach. Tyson ochoczo zaczął więc wyjaśniać. Zaczął od Słońca – które przecież planetą wcale nie jest, ale warto było o nim wspomnieć. Na Słońcu po prostu szybko byśmy wyparowali. Nie przetrwalibyśmy więc nawet sekundy. Na drugi ogień poszła pierwsza planeta – czyli Merkury.

Tam mielibyśmy pewne szanse przetrwania tak długo, jak długo bylibyśmy w stanie wstrzymać oddech – na Merkurym nie byłoby bowiem czym oddychać. Na połowie planety panuje bardzo niska temperatura, a na drugiej połowie bardzo wysoka – chodzi oczywiście o fakt zwrócenia jednej z połówek w stronę Słońca. Jeśli więc znaleźlibyśmy „punkt styczny” i tam się zainstalowali, to moglibyśmy chwilę posiedzieć.

Kolejną planetą jest Wenus. Nad nią jednak nie musimy dyskutować, ponieważ temperatura na powierzchni tej planety waha się od 120°C do 462°C. Tak więc również czekałoby nas wyparowanie. Na Ziemi z kolei bez kombinezonu przetrwać można nawet ponad 100 lat. Średnia jednak wynosi około 80 lat.

Kolejną planetą jest Mars. Wprawdzie temperatura na Marsie potrafi spaść nawet do -133°C zimą na biegunach, to jednak latem na równiku potrafi ona wynieść nawet 20°C. Nie byłaby ona zresztą tak mocno odczuwalna, ze względu na mocno rozrzedzoną atmosferę planety. Z odpowiednio ciepłą odzieżą bylibyśmy więc w stanie tam przetrwać tak długo, jak długo bylibyśmy w stanie wstrzymać powietrze.

Następnie czekają nas gazowe planety – w tym giganty. Jowisz, Saturn, Uran i Neptun. Nie mają one powierzchni, mielibyśmy więc problem żeby w ogóle na którejkolwiek z nich stanąć. Lecielibyśmy więc przez chmurę gazów i pyłów. Jednak wcześniej zmiażdżyłoby nas ogromne ciśnienie, jakie tam panuje. Nie udałoby nam się więc przetrwać tam nawet sekundy.

Nieodpowiednie ciśnienie – inne niż to panujące na Ziemi – sprawiłoby jednak jeszcze jeden problem. Jego brak poskutkowałby wrzeniem płynów wewnątrz organizmu (nie wliczając w to krwi – ona rządzi się własnymi prawami). Niskie ciśnienie powoduje, że temperatura wrzenia tych płynów spada poniżej temperatury naszego własnego ciała (36,6°C).

Dla chcących obejrzeć wypowiedź samego astrofizyka zamieszczamy poniżej wideo. Niestety nie ma do niego napisów i jest w całości w języku angielskim, to jednak mamy nadzieję, że sobie poradzicie.


https://www.youtube.com/watch?v=UghJJ-7DwQQ

Źródło: http://wiedzoholik.pl/jak-dlugo-czlowiek-moglby-przetrwac-na-poszczegolnych-planetach-naszego-ukladu-bez-kombinezonu/

   
   
1

Co się stanie z twoim ciałem w przestrzeni kosmicznej bez kombinezonu?
Na Ziemi żyjemy w całkiem przytulnym środowisku. Wszystko zawdzięczamy atmosferze, która chroni nasze ciała i nasze otoczenie przed zgubnym wpływem przestrzeni kosmicznej i promieni słońca. Co by jednak stało się, gdyby nasze ciała zostały wystawione bezpośrednio na działanie wszystkich tych sił? Czy zdarzyłoby się coś rodem z filmów o ósmym pasażerze Nostromo? Czy może jednak reżyserów nieco poniosła wyobraźnia, i taki scenariusz wcale nie miałby miejsca?
Najbardziej niebezpieczny może okazać się brak tlenu i odpowiedniego ciśnienia, co skutkuje wrzeniem płynów wewnątrz organizmu (nie wliczając w to krwi – ona rządzi się własnymi prawami). Niskie ciśnienie powoduje, że temperatura wrzenia tych płynów spada poniżej temperatury naszego własnego ciała (36,6*C). Wrzenie z kolei powoduje wytworzenie się w naszych ciałach formacji gazów, które mogą naprawdę sporo namieszać. Na początek nasze ciało na pewno bardzo by spuchło – prawdopodobnie powiększyłoby się nawet dwukrotnie. Nie wybuchłoby jednak, ponieważ nasza skóra jest bardzo rozciągliwa. Nasza krew również nie zaczęłaby wrzeć, jedynie jej cyrkulacja byłaby bardzo utrudniona.
Kolejnym etapem byłaby bardzo szybka utrata świadomości. Spowodowana by została natychmiastową utratą tlenu z organizmu. Nasz organizm pozbył by się całego zapasu tlenu w czasie nie dłuższym, niż 15 sekund. Nawet jeśli potraficie wstrzymać oddech przez minutę na niewiele by wam się to zdało. Próżnia ma swoje prawa i skutecznie wyssałaby cały tlen z każdego zakamarka waszego ciała.
Po utracie świadomości prawdopodobnie nadeszłaby śmierć. Nie można oczywiście zapomnieć o promieniowaniu UV słońca i o wszystkich poparzeniach na powierzchni skóry. Nie można także zapomnieć o promieniach gamma, które z pewnością spowodowałyby raka. W przestrzeni kosmicznej jest również ekstremalnie zimno. Prawdopodobnie jednak próżnia zapewniłaby nam kilka ekstra minut, kiedy nasze ciało nie zamarzłoby jeszcze na kość.
Podsumowując: spuchnięcie, poparzenia, mutacje komórek, omdlenie, a nawet eksplozja płuc – takie atrakcje czekają nas, jeśli odwiedzimy przestrzeń kosmiczną bez kombinezonu.

Źródło: http://wiedzoholik.pl/co-sie-stanie-z-twoim-cialem-w-przestrzeni-kosmicznej-bez-kombinezonu/

   
   
1

  • Bizmut

    7 junkie junkie Wiedza    link    2 dni temu, 18 sierpnia 12:38     12165

   
   
2

Najlepszy komentarz:

yyyyyy dzisiaj o 13:30
0  1

Cafe biba - wapń, żelazo, bizmut, bar... matahari ...rwał twoja mać...... prosz.. :)






Polub nas!