• Ciekawe..

    54 retix Retix Wiedza    link    3 dni temu, 11 grudnia 09:25     66680

dobre
   
słabe
   
4

Najlepszy komentarz:

marduk 4 godziny temu
0  1

Też tak czasami mam, i miałem np na studiach ;)



https://www.youtube.com/watch?v=OUZwJ0P63yA

“Przestań słuchać muzyki która sprawia że czujesz jakby Ci czegoś brakowało. Często nie zdajemy sobie z tego sprawy ale muzyka w zasadzie działa jak hipnoza. Teksty mają wpływ na nasze przekonania, a kompozycja wpływa na nasz nastrój."

Pomyślałem że zobaczę jak to wygląda u mnie.
Akurat na spotify było ostatnio:

Muzyka a nastrój
I tak popatrzyłem na pierwsze 3 i w sumie to można by zacząć słuchać trochę więcej pozytywnej muzyki xD

podsumowanie filmiku:

  1. Rób to, co cię przeraża społecznie
  2. Zdefiniuj sytuację idealną przed realistyczną
  3. Medytacja może również pomóc w zachowaniu relacji
  4. Wytnij nawet małe kłamstewka
  5. Przestań zawsze słuchać smutnych piosenek i takich, które nie przynoszą pozytywów

dobre
   
słabe
   
1

Najlepszy komentarz:

Mefju 3 godziny temu
0  1

Ja tak wyglądam jak się zagapię i wysłucham więcej niż jeden utworek Depeshów.

 Dlaczego pseudonaukowcy wygrywają wojnę o ludzkie umysły?
Dowody anegdotyczne, miejskie legendy, emocjonalne opowiastki. Pseudonaukowcy i siewcy teorii spiskowych stosują metody dalekie od naukowych, mające jednak jeden niezaprzeczalny plus: są atrakcyjne z punktu widzenia tego, jak działa ludzki mózg.

Znajoma mojego kolegi miała w zeszłym miesiącu dosyć przykrą przygodę z medycyną.

Skorumpowany lekarz kardiolog jednego z warszawskich szpitali zażądał koperty z łapówką. Zobaczył, że jest tam 500 złotych, schował do kieszeni i powiedział, że to za mało. Gdy znajoma odpowiedziała mu, że więcej nie da, bo nie ma, wyjął z powrotem kopertę i powiedział, że w takim razie niech mu dupy nie zawraca. W domu okazało się, że lekarz pomylił koperty i oddał taką, w której było 3000 złotych…

Są dwa problemy z tą historią: mniejszy – jest kompletnie nieprawdziwa, większy – roznosi się lepiej niż dowolne zapewnienia o uczciwości i kompetencji polskich lekarzy.

Ta historia to tak zwana miejska legenda, w bibliografii podaję link gdzie o niej poczytacie. Zresztą nawet gdyby był prawdziwa to logicznie rzecz biorąc nie wynika z niej praktycznie nic. Ot, jakiś lekarz jest skorumpowany – równie dobrze może to być część jakiegoś masowego zjawiska jak i odosobniony przypadek. Kiedyś widziałem psa o trzech nogach. Jednak daleko mi do wyciągania wniosków, że wszystkie psy mają trzy nogi, albo nawet, że większość psów tak jest właśnie zbudowana.

Skąd więc popularność takich historii?

Ludzki mózg ma pewną ciekawą właściwość. Wspaniałą, gdyż dzięki niej możemy przeżywać losy bohaterów filmu oraz powieści. Przerażającą – jeżeli spojrzymy na takie jej skutki jak miejskie legendy. W każdym razie chodzi o to, że my, czytając w domu czy tramwaju o zachłannym lekarzu psychicznie wcale nie znajdujemy się w domu. Z punktu widzenia naszej psychiki znajdujemy się w tym fikcyjnym lekarskim gabinecie.

W przeprowadzonym 20 lat temu badaniu zbadano reakcje na dwa krótkie teksty, różniące się tylko pierwszym zdaniem.

Tekst pierwszej grupy zaczynał się od zdania „John ZAŁOŻYŁ bluzę przed bieganiem.”, drugiej – „John ZDJĄŁ bluzę przed bieganiem.” Potem były dwa zdania odnoszące się do czegoś innego i trzecie, które znowu dotyczyło bluzy. I tu mamy bombę – ludzie, którzy wcześniej przeczytali, że John bluzę zdjął, musieli zrozumieniu tego zdania poświęcić wyraźnie więcej czasu niż osoby z grupy, w której John miał bluzę na sobie.

Otóż ta zdumiewająca właściwość na tym właśnie polega: czytając, słuchając lub obserwując jakieś zjawisko przeprowadzamy w głowię jego symulację i aktywujemy dokładnie te same obszary mózgu, które byłby aktywne, gdybyśmy dana czynność wykonywali naprawdę.

Jest to aktywność co prawda nieco słabsza niż „oryginał” jednak w dalszym ciągu olbrzymia. Gdy ktoś czytał o tym, że John zdejmował bluzę wczuwał się w jego rolę i później musiał sobie na nowo wyobrazić jak to jest mieć tą bluzę na sobie. A to przecież nie o czytelnika chodziło, tylko o bohatera tekstu! Dlatego właśnie oglądając scenę szybkiego pościgu czujemy się jakbyśmy naprawdę w tej policyjnej bryce byli, a widząc, jak bohater traci dziecko przeżywamy to, jakbyśmy naprawdę byli doznali wielkiej straty.

Krótko mówiąc: miejska legenda o skorumpowanym lekarzu roznosi się lepiej niż jakiekolwiek dane statystyczne o uczciwości lekarzy, gdyż tą pierwszą mózg traktuje, jakby odbyła się naprawdę i to z naszym udziałem. Dane jedynie przyjmujemy do wiadomości. I to niestety dotyczy wszystkich dziedzin życia.

Skoro już jesteśmy przy krytyce służby zdrowia: Jakie dowody na forach altmedowych padają na poparcie tezy, że picie naparów z liści pierdolnika szarego (w naszym sklepie za jedyne 199,99 zł/g) leczy raka lepiej niż chemioterapia? Wyniki badań, statystyki? No bez jaj:

„Znajoma mojej babci piła i wyzdrowiała….”, „2 lata chodziliśmy po lekarzach, było jeszcze gorzej, wywary pomogły od razu”, „Wywar z pierdolnika kuzynce mojej znajomej nie tylko wyleczył raka, ale również pomógł ustąpić wysypce, której dostała o leków zapisanych przez lekarza”.

Historie, historie i jeszcze raz historie. Nie tylko z życia wzięte, ale również bajki o niepokornych naukowcach mordowanych przez koncerny farmaceutyczne, cudownych ozdrowienia gdzieś w Ameryce, o których celowo milczy skorumpowana prasa, i tak dalej. W każdej z tych historii jesteśmy w stanie wejść w skórę bohatera i przeżyć to „na własne oczy”. A naukowcy? Co nam powiedzą?

„Jak wynika z badań przeprowadzonych w (tu lista badań na pół strony) ziele pierdolnika szarego nie posiada właściwości antynowotworowych. Zawarte w nim pierdoliksyny powodują jedynie dyfuzję substancji takich i siakich, w wyniku której… bla, bla, bla…” Wybaczcie, jestem słaby w parodiowaniu żargonu medycznego, który na tle anegdotek ma jeszcze jedną wadę:

Jest cholernie niekonkretny.

Przeprowadźmy eksperyment! Mam takiego znajomego: chłop jest dobrze zbudowany, średnio wysokiego wzrostu, szatyn, niebieskie oczy, owalna twarz, minimalnie cofnięty podbródek, dosyć wysokie czoło, jak na trzydziestolatka zdecydowanie zadbany. Wyobrażacie sobie coś? Nie bardzo?

To może inaczej: Gość jest cholernie podobny do Roberta Lewandowskiego, ale ciut od niego niższy. No, teraz już chyba łatwo wyobrazić sobie mojego (fikcyjnego) znajomego.

Nasz mózg posługuje się schematami poznawczymi. Jak słyszy jakieś słowa, próbuje je zakwalifikować do jakiejś znanej mu kategorii. I mózg bez problemu to robi, jeżeli chodzi o kategorię „podobny do Lewandowskiego”, natomiast nie jest to takie oczywiste w przypadku „średnio-wysokiego wzrostu” czy „owalnej twarzy”. Co więcej, wielu z Was się zapewne ze mną nie zgodzi, że Lewandowski ma owalną twarz albo wysokie czoło, sam się nad tym długo zastanawiałem, bo jest to tak nieostra kategoria, że można pod nią podciągnąć pod nią naprawdę wiele różnych od siebie twarzy.

Dokładnie ten sam problem jest z wyrazami, jakich pełno jest w języku naukowym

Gorąca sprawa – sądy. Kojarzycie plakaty o tym jak „sędzia ukradł kiełbasę”? „Sędzia który ukradł kiełbasę” to coś skrajnie konkretnego, skrajnie obrazowego. Druga strona próbowała to kontrować, wykazując nieadekwatność takiego dowodu, pokazując ile było spraw dyscyplinarnych wśród sędziów, ilu zostało skazanych itp. itd… ale co z tego? Załóżmy, że zostało skazanych kilkunastu sędziów w latach takich i takich na tylu i tylu członków grupy zawodowej. Jak to przełożyć na struktury poznawcze mózgu? Nie mamy struktury „odsetka” czy „kilkunastu spośród kilku tysięcy” – trzeba naprawdę dużo więcej wysiłku, żeby zrozumieć takie statystyki (i zgodzić się z nimi!) niż „sędzia ukradł kiełbasę!”. Droga opozycjo, trzy historie sędziów którzy uratowali samotnym matkom alimenty, za które mała Kasia czy inny Tomuś dostali biurko, przy którym pierwszy raz w życiu odrobili w cywilizowanych warunkach lekcje robiłyby znacznie lepszą robotę!

Co gorsza, konkret ma jeszcze jeden straszny skutek: bardziej wierzymy w szczegółowe historie, niż takie abstrakcyjne

W 1986 roku dwóch psychologów z Uniwersytetu w Michigan zrobiło pewien eksperyment. Badani mieli ocenić, czy pewna kobieta powinna mieć odebrane prawa rodzicielskie, czy nie. W obu grupach dano 8 argumentów „za” i 8 „przeciw”. Jednak w pierwszej argumenty „za” były bardziej szczegółowe (np. zamiast „Pani Johnson pomagała myć zęby synowi” było „Pani Johnson pomagała myć synowi zęby jego szczoteczką w kształcie Lorda Vadera”). W drugiej to argumenty przeciw miały więcej detali (zamiast „Pani Johnson źle opatrzyła zadrapanie syna i wysłała go tak do szkoły, a opatrunek musiała poprawiać pielęgniarka” było „Pani Johnson źle opatrzyła zadrapania i wysłała go do szkoły, a gdy pielęgniarka poprawiała opatrunek na jej fartuch polała się krew”).

Teoretycznie, obie grupy dostały to samo. Praktycznie, pierwsza (gdzie bardziej szczegółowe były zalety) w 58% wsparła panią Johnson, w grupie gdzie szczegółowe były wady było to jedynie 43%.

Dokładnie to samo zjawisko dzieje się w miejskich legendach – nie ma mowy o „samochodzie” tylko o „czarnej Wołdze”, a nawet w tym co pisałem na początku dodałem kilka szczegółów pisząc o warszawskim lekarzu i o tym, że był on kardiochirurgiem. Tak samo działają altmedowcy i rosyjskie fabryki trolli – najbardziej rozchodzące się historie są bogate w szczegóły.

Jakie są z tego wnioski?

Zapewne dla wielu mogą być bolesne. To smutne, że o przyznaniu praw rodzicielskich może decydować szczegółowość opisu szczoteczki do zębów dziecka, a o odrzuceniu porad lekarza historia „znajomej znajomej”.

Niestety, produkowanie fake newsów to łatwa sprawa o czym sam miałem kiedyś okazję się przekonać. Z ciekawości jaki przyniesie to skutek wrzuciłem na Wykop historię o tym jak rzekomo zdradziła mnie dziewczyna, dopisując kilka ujmujących emocjonalnie szczegółów. Pisałem może 10 minut a historia była jednym z hitów w gorących dyskusjach! Kłamców ogranicza jedynie własna wyobraźnia. Ludzie, którym zależy na prawdzie tych przywilejów nie mają.

Nie oznacza to jednak, że nie mamy szans. Wielki starożytny chiński strateg Sun Tzu wskazywał, jak ważne jest po pierwsze – dokładne rozpoznanie przeciwnika i terenu, a po drugie – narzucenie w ramach tychże własnej inicjatywy. Wszyscy ci, którzy wierzą jeszcze w istnienie tego, na czym cywilizacja zachodu została założona – prawdy – muszą przestać obrażać się na rzeczywistość i zrozumieć, że dziś to nie oni robią łaskę dla przysłowiowego janusza, że mówią. To janusz robi łaskę im, że słucha. Albo się dostosujemy, albo zginiemy.

Bibliografia:
http://atrapa.net/legendy/pomylonekoperty.htm (miejska legenda o lekarzu)
C. Heath, D. Heath: Made to Stick: Why some ideas survive and others die


Rafał Urbanowicz
http://www.filozofiadlajanuszy.pl/dlaczego-pseudonaukowcy-wygrywaja-wojne-o-ludzkie-umysly/

dobre
   
słabe
   
6

Najlepszy komentarz:

brulgh wczoraj o 20:02
0  1

Pozwolę sobie odpowiedzieć na pytanie zawarte w tytule: Ludzie muszą w coś wierzyć, a skoro zniszczyli religię to zaczynają wierzyć w głupoty. Niestety wszystko da się udowodnić logicznie... nawet bzdurę, jeśli jest szczegółowa i wykracza poza granice poznania :D

Frenologia, czyli wzorowa czaszka przestępcy

5 najdziwniejszych teorii pseudonaukowych, jakie kiedykolwiek wymyślono
Franciszek Gall, badacz z początku XIX wieku doszedł do wniosku, że cechy charakteru i talenty człowieka można poznać… po guzach na czaszce. Koncepcja była prosta: za każdą umiejętność i skłonność odpowiadał jakiś fragment mózgu. Im był większy, tym silniejsza była dana cecha. A skoro mózg miał być większy, to i na czaszce powinno być widać stosowne wybrzuszenie. Na tej podstawie próbowano nawet szukać urodzonych przestępców, wierząc, że mordercze skłonności zapisane są w guzach. Co ciekawe, ostatnie towarzystwa frenologiczne wygaszono dopiero w latach 60. ubiegłego wieku.

Łysenkizm, czyli Partia przeciw Darwinowi


Trofim Łysenko, czyli gwiazda stalinowskiej biologii miał spory udział w głodowej śmierci milionów obywateli ZSRS. Jego (uznanym przez Stalina) zdaniem, teoria Darwina, według której osobniki danego gatunku rywalizują ze sobą, zaś rywalizację wygrywają najbardziej przystosowane do środowiska, przeczy filozofii marksistowskiej. Łysenko uważał, że organizmy zmieniają się w wyniku ekspozycji na zmienione warunki i wcale ze sobą nie konkurują, lecz współpracują w celu przezwyciężenia trudności. Efekt? Pola Syberii obsiewano pszenicą, wierząc, że po jakimś czasie przyzwyczai się i będzie rosła mimo siarczystych mrozów. Skuteczność tych eksperymentów była zerowa, a Łysenko odszedł w niepamięć razem ze śmiercią swego patrona.

Lawsonomia, czyli energia nie istnieje, a na Biegunie Północnym jest wielka dziura

5 najdziwniejszych teorii pseudonaukowych, jakie kiedykolwiek wymyślono
Alfred Lawson był baseballistą i lotnikiem, lecz po zakończeniu kariery zajął się nauką. A właściwie jej zaprzeczeniem, bo Lawsonomia miała w założeniu być nowym, wielkim paradygmatem wiedzy o całym świecie. Energia miałaby więc wcale nie istnieć, a wszelki ruch wynikać miał z mieszania się elementów o różnej gęstości. Ziemia unosi się w eterze, zaś koło Bieguna Północnego znajduje się wielka dziura, która zasysa meteoryty i inne rzeczy z kosmosu, co „ziemskie żyły” rozprowadzają, niczym pokarm po planecie. Czego nie rozprowadzą zostaje… wydalone przez ziemski „odbyt” położony daleko na południu. Gdy dodamy do tego, że jego zdaniem w ludzkim mózgu mieszkają maleńkie istoty, które nami sterują, to ciężko uwierzyć, że Lawson w latach 40. ub. wieku zebrał wokół siebie grono uczniów, a nawet założył własną szkołę.

Radionomika, czyli fale radiowe z kropli krwi

5 najdziwniejszych teorii pseudonaukowych, jakie kiedykolwiek wymyślono
Alfred Abrams był pod koniec XIX wieku uznanym amerykańskim lekarzem, jednak zasłynął jako rzekomy odkrywca ERA, czyli „Elektronicznych Reakcji Abramsa”. Jego zdaniem, każda komórka ciała ludzkiego wydziela fale podobne do fal radiowych, z których odczytać można informacje o każdej chorobie, na jaką cierpi człowiek. Radionomika stała się na początku XX wieku bardzo popularna, a USA zapełniły się fachowcami gotowymi za pomocą przedziwnych różdżek, pudełek czy nawet bez żadnego sprzętu rozczytać z jednej kropli krwi wszystko o stanie zdrowia człowieka. Niestety, naukowa weryfikacja przeprowadzona przez Amerykańskie Stowarzyszenie Lekarzy okazała się okrutna: w próbkach, z których radionomicy „odbierali” informacje o syfilisie, raku, cukrzycy i innych poważnych chorobach znajdowała się krew kurczaka…

Teoria pługa, czyli deszcz na prerię przyjdzie za człowiekiem

5 najdziwniejszych teorii pseudonaukowych, jakie kiedykolwiek wymyślono
Większa część środkowych Stanów Zjednoczonych zajmowana jest przez suchą i niezbyt przyjazną prerię i trudno powiedzieć, jaki wpływ na jej zasiedlenie miał stan wiedzy dziewiętnastowiecznej klimatologii. Zdaniem ówczesnych badaczy, suche i nieprzyjazne tereny zamienią się w deszczowe i żyzne po ich zasiedleniu. Tłumaczono to na najróżniejsze sposoby – deszcz miał powstawać dzięki łatwiejszemu odparowaniu wody ze spulchnionej gleby, wywoływać go miał dym z kominów lokomotyw albo wibracje przejeżdżających pociągów. Rzeczywistość jednak okazała się mniej kolorowa: nie dosyć, że deszcze nie przybyły, to nieodpowiednia gospodarka rolna przyczyniła się do serii burz piaskowych (dust bowl) w latach 30. XX wieku i olbrzymiej biedy na Wielkich Równinach.

https://pl.aleteia.org/2018/09/15/5-najdziwniejszych-teorii-pseudonaukowych-jakie-kiedykolwiek-wymyslono/

dobre
   
słabe
   
2

Najlepszy komentarz:

dobre
   
słabe
   
1

Najlepszy komentarz:

three6madzia 50 minut temu
0  1

Mam w posiadaniu parę drzewek głogu, akurat te z większymi cierniani. W lato całe drzewo "chodzi" od przeróżnych owadów. Kiedyś mama wspominała, że za dziecka jadła nawet owoce głogu. A ja jej wspomnę, że ma na swoim podwórku naturalne lekarstwo na nadciśnienie :)

BESTIARIUSZ SŁOWIAŃSKI #10 Północnica
Północnica zwana też wieczornicą, to złośliwy, acz niezbyt niebezpieczny demon pojawiający się nocami na drogach i polach. Jako niezwykle piękna, ubrana na biało dziewica płatała ludziom różne psoty, nie czyniąc im jednak większej krzywdy. Niemiłą sympatię wśród męskiej części populacji zapewniał jej zwyczaj prania nad strumieniem swego odzienia zupełnie na golasa.

#Rodzima_wiara

dobre
   
słabe
   
15

Najlepszy komentarz:

SlavonicLady przedwczoraj o 14:49
2  1

Doceniam cykl z demonami słowiańskimi, ale treści jest za mało i zbyt ogólnikowej. O wielu demonach można napisać całe rozdziały książek, korzystając z, wbrew pozorom, licznych źródeł, tak naukowych, etnograficznych, jak i ludowych.

SmallChild falsyfikacja FTW! przedwczoraj o 15:12
1  10

@SlavonicLady: Mi odpowiada taka ilość treści. Nie jestem takim entuzjastą zamierzchłych wierzeń by czytać o nich księgi, ale chętnie poświęcę chwilę na zapoznanie się z krótką wzmianką o nich.

BESTIARIUSZ SŁOWIAŃSKI #9 Połódnica
Południca była wyjątkowo niebezpiecznym polnym demonem znanym naszym słowiańskim przodkom. Powstawała z kobiety, która zmarła tuż przed własnym ślubem lub chwilę po nim. Poza tym, że południca była zwykle odziana w biały strój, niewiele łączyło ją z wizerunkiem przeciętnej panny młodej. Chuda, koścista sylwetka, pomarszczona śniada skóra, usta wypełnione wielkimi, ostrymi jak noże kłami, żółte, skołtunione włosy, czy wreszcie długie łapy zakończone pazurami - wszystko to sprawiało, że demon budził wśród wieśniaków przerażenie. Mieszkała południca wśród kłosów dojrzałego zboża. Niewielu śmiałków odważyło się wyjść w pole w samo południe, wtedy właśnie opuszczała swoją norę i przemierzała pola w poszukiwaniu ofiar. O jej obecności świadczyło delikatne falowanie kłosów. Napotkanemu człowiekowi łamała kończyny, dusiła go, zsyłała paraliż i postrzał, a czasem widowiskowo urywała nieszczęśnikowi głowę. Zostawione bez opieki dzieci południca chowała do przepastnego wora i wynosiła do lasu, zabijała je od razu lub zakopywała żywcem pod miedzą. Jej inwencja w szkodzeniu ludziom zdawała się być niewyczerpana, a okrucieństwo nie znało granic. Nic więc dziwnego, że kiedy wraz z zakończeniem żniw Południca zakopywała się w ziemi i zapadała w sen zimowy, okoliczni mieszkańcy odczuwali niekłamaną ulgę i nieodpartą chęć do hucznego świętowania.

Czasami południca pojawiała się jako powietrzny wir. Jeśli pod tą postacią napotkała kąpiące się kobiety, mąciła im wodę i rozrzucała ubrania po okolicznych polach.

#Rodzima_wiara

dobre
   
słabe
   
2

BESTIARIUSZ SŁOWIAŃSKI #7 Pasiecznik
W przydomowych pasiekach można było czasem w południe ujrzeć małego, ubranego w wielką czapę i czerwony kubrak ludzika, który przechadzał się nieśpiesznie między ulami i zaglądał do ich wylotek. Zaciągał się przy tym z długiej fajki i wydmuchiwał ogromne ilości aromatycznego dymu. Był to pasiecznik - istota opiekująca się pszczołami i doglądająca ich hodowli. Mieszkał w jednym z opuszczonych uli, na którym dla zaznaczenia jego obecności wieszano naszyjnik z wilczych zębów i pazurów. Gospodarz, który gościł u siebie pasiecznika, zyskiwał ta wielkie ilości miodu, że nie wiedział, co z nim czynić. Nie musiał też obawiać się złodziei, gdyż ci, widząc opiekuna pasieki, uciekali, gdzie pieprz rośnie. Co więcej, mały pomocnik nocami przyprawiał pędzony przez pszczelarzy na bazie słodkiego nektaru napitek o dodatkowe moce i "procenty". Jeśli ktoś ze służby połasił się na taki miód pitny i zechciał uszczknąć chodź szklaneczkę, musiał się liczyć z natychmiastową karą. Karzeł tarmosił złodziejaszka i kręcił nim całą noc (co zwano diabelskim tańcem), a rano znajdowano nieszczęśnika ubłoconego, pokrwawionego i prawie bez życia. W zamian za swoje usługi stworek żądał szacunku oraz stosownych ofiar z pożywienia - przy czym obie te rzeczy było dla niego równie ważne. Jeśli przed jego ulem w dzień Świętego Wawrzyńca nie stał nalany w skorupkę od jajka miód i bochen rżanego chleb, pasiecznik wpadał w złość. Zaczynał szkodzić swym gospodarzom i czynić im rozmaite despekty. Zadymiał na przykład chałupę, symulując pożar, a kiedy przerażeni domownicy wyskakiwali przez okno w samych koszulkach (albo i bez), psotnik zaśmiewał się z nich do łez.

#Rodzima_wiara

dobre
   
słabe
   
0

BESTIARIUSZ SŁOWIAŃSKI #7 Chochlik
Chochlik to psotny duszek zamieszkujący komory, spiżarnie i lamusy. Uwielbiał płatać ludziom przeróżne psikusy i figle oraz wyżerać zapasy. Był bardzo podobny do zwykłego kota, dlatego nieraz zdarzyło się, że rozzłoszczona gospodyni zdzieliła buszującego w domu chochlika mokrą szmatą po grzbiecie. Wtedy rozgniewany duszek wpadał w szał: przewracał kosze, tłukł naczynia i strącał z półek jedzenie. Lepiej więc było go nie drażnić i traktować z szacunkiem, nawet gdy do złudzenia przypominał złośliwego, kapryśnego i żarłocznego kocura.

#Rodzima_wiara

dobre
   
słabe
   
5

Najlepszy komentarz:

SopranoTony dzisiaj o 00:17
0  0

Później glosariusz ? Tez byłoby ciekawie

Wotan godzinę temu
0  1

@SopranoTony: Zobaczymy

Dlaczego kobiety posiadające konia żyją 15 lat dłużej?
Być może widzieliście nagłówki, które sugerują, że posiadanie konia przedłuża życia. W tym tekście przeprowadzam krótką analizę tego badania, które prawdopodobnie zostało zmyślone.

Gdzieś w okolicach końca wakacji 2018, w anglojęzycznych mediach, pojawiła się informacja, że kobiety, które posiadają konia, żyją około 15 lat dłużej niż te, które go nie mają. Informacje podchwyciły strony z newsami, o holistycznym zdrowiu i oczywiście te dla posiadaczy koni.

Zacznę od tego, że prawdopodobnie jest to zmyślona informacja i takie badanie nigdy nie zostało opublikowane. Pod artykułami nie ma odnośnika literaturowego. Co więcej, żadna z tych stron nie podaje szczegółów badania, które ułatwiłby jego znalezienie, choćby takich jak nazwa instytucji, czasopisma, czy nazwiska autorów. Jednak uważam, że jest to dobry punkt wyjścia do interesujących rozważań nt. wpływu posiadania konia na długość i jakość życia. Dlatego załóżmy, że takie badanie się ukazało i że taki był jego wynik. Jak należy go zinterpretować?

Bogactwo

Jednym z najsilniejszych czynników wpływających na długość życia jest uzyskiwany dochód. To brutalne, niesprawiedliwe i pewnie niepoprawne politycznie, ale bycie biednym jest niezdrowe. Harvardzcy naukowcy, na podstawie 1,4 miliarda zeznań podatkowych oszacowali, że długość życia amerykanów zależy od zasobności ich portfela[1]. Najlepiej zarabiający mężczyźni żyją o 15 lat dłużej niż ci zarabiający najmniej. W przypadku kobiet różnica jest mniejsza i wynosi 10 lat. Dane z tego badania zostały przedstawione w postaci interaktywnych grafik i map na tej stronie: https://healthinequality.org/

Dlaczego kobiety posiadające konia żyją 15 lat dłużej?
Dochody a oczekiwana długość życia w wieku 40 lat.
Wykres z publikacji: Chetty R, Stepner M, Abraham S, et al. The association between income and life expectancy in the United States, 2001-2014. JAMA – J Am Med Assoc. 2016;315(16):1750-1766. doi:10.1001/jama.2016.4226

Trzeba zauważyć, że w USA dostęp do ubezpieczenia zdrowotnego bardzo zależy od dochodów i wielu biedniejszych mieszkańców po prostu nie jest ubezpieczona. W Polsce sytuacja jest inna, ale nadal grubszy portfel pomaga dostać się do najlepszych specjalistów oraz szybko rozpocząć diagnostykę.

Co więcej, lepsze dochody to też okazja by lepiej dbać o swoje zdrowie. Dzięki temu można sobie pozwolić na lepszej jakości jedzenie, karnet do klubu fitness lub wyprowadzenie się z zanieczyszczonego smogiem miasta czy niebezpiecznej dzielnicy. Jako ciekawostkę dodam, że niektóre obserwacje sugerują, że ilość tygodni spędzonych na słonecznych wakacjach również zwiększa przeżywalność i jest to prawdopodobnie związane z produkcją witaminy D[2]. Oczywiste jest, że spędzanie wakacji w ciepłych krajach wymaga przyzwoitego statusu materialnego.

Posiadanie zwierzęcia

Szwedzcy badacze przeprowadzili badanie, w którym badano zależność między posiadaniem psa, a ryzykiem śmierci ze wszystkich przyczyn oraz przyczyn sercowo-naczyniowych. 12 letnia obserwacja ponad 34 tys. osób wskazuje, że posiadanie psa zmniejsza ryzyko śmierci o 11% w przypadku osób żyjących w wieloosobowym gospodarstwie domowym i o 33% w przypadku osób żyjących samotnie[3]. Mniejsze ryzyko śmierci ogółem wynika przede wszystkim z mniejszego ryzyka śmierci z przyczyn sercowo-naczyniowych. Badacze tłumaczą to wpływem posiadania psa na doświadczanie stresu i samotności oraz aktywnością fizyczną, wymuszaną przez wyprowadzanie psa. Obie te wyjaśnienia są spójne z obserwacją, że efekt jest silniejszy w jednoosobowych gospodarstwach. Można przypuszczać, że część tych korzyści odnotujemy też uosób posiadający konia.

Czas spędzany aktywnie

Nikomu nie trzeba udowadniać, że czas spędzony na aktywności fizycznej przekłada się na dłuższe życie. Jazda konna niewątpliwe jest taką aktywnością. Dodatkowo osoby, które mają czas pojechać do stadniny, by zajmować się koniem i na nim jeździć, prawdopodobnie nie są bardzo przepracowane, mają czas dla siebie oraz mają okazję się odstresować.

To kupować konia czy nie?

Oczywiście nie ma co liczyć, że posiadanie konia poprawi nasze zdrowie. Aczkolwiek status finansowy umożliwiający zakupienie konia bardzo silnie wpływa na zdrowie i długość życia. Dodatkowo posiadanie zwierzęcia i czas spędzany na jeździe konnej może przynosić korzyści zdrowotne. Niemniej takie same (a nawet większe) korzyści przyniesie prawdopodobnie adaptowanie psa i chodzenie z nim na spacery.

Jednym zdaniem: Jeśli chcesz żyć długo, to weź psa ze schroniska i bądź bogaty.

Źródła:
[1] Chetty R, Stepner M, Abraham S, et al. The association between income and life expectancy in the United States, 2001-2014. JAMA – J Am Med Assoc. 2016;315(16):1750-1766. doi:10.1001/jama.2016.4226
[2] Weller RB. Sunlight Has Cardiovascular Benefits Independently of Vitamin D. Blood Purif. 2016;41(1-3):130-134. doi:10.1159/000441266
[3] Mubanga M, Byberg L, Nowak C, et al. Dog ownership and the risk of cardiovascular disease and death – A nationwide cohort study. Sci Rep. 2017;7(1):15821. doi:10.1038/s41598-017-16118-6

Dr Damian Parol
https://www.damianparol.com/posiadanie-konia-a-dlugosc-zycia/

dobre
   
słabe
   
5

Najlepszy komentarz:

monkey 3 dni temu, 09 grudnia 20:22
0  5

Dlaczego kobiety żyją dłużej od facetów? Bo nie mają żon :D






Polub nas!