#Rodzima_wiara

BESTIARIUSZ SŁOWIAŃSKI #18 Domownik (Opiekun domu)
W dawnych czasach wierzono, że duchy zmarłych członków rodziny nie zawszę odchodzą w zaświaty Czasem miały zostawać w gospodarstwie, by pomagać żywym. Najważniejszym z szeregu takich opiekuńczych duchów był domownik inaczej zwany też: domowoj, domowy. Duch opiekuńczy, zamieszkujący zapiecek domu. Dbał o dobrobyt gospodarstwa, w zamian za schronienie i posiłek pozostawiany przy piecu przez gospodynię. Miał on postać małego, czerstwego, obrośniętego gęstym siwym włosem dziadka, który chodził po gospodarstwie w wytartym i zniszczonym odzieniu. Często mógł przybierać również postać kota, bądź węża. Mieszkał w chałupie za piecem i tam właśnie należało mu co wieczór wystawić w ofierze odrobinę strawy. W zamian za to domownik opiekował się chałupą, strzegł jej przed złem i zapewniał dobrobyt, a pomagała mu w tym jego żona - domowicha która prawdopodobnie lepiej rozpoznawana jest pod imieniem Kikimora. Domowik rzadko pokazywał się właścicielom domu, często jednak można było usłyszeć jak zaniedbany domowik tłukł talerze i bił dzieci lub ściągał na domowników inne nieszczęścia. Potrafił również przywoływać demony negatywne w celu ukarania swoich gospodarzy za złe traktowanie, ponieważ wszystkim na czym zależało domowikowi było zapewnienie mu wygodnych warunków i zainteresowania nim przez właścicieli. Pomocą w obejściu i pracach polowych służyły ludziom inne duchy, wszystkie one pozostawały jednak pod rozkazami domownika. Pomocne domowiki były demonami pożądanymi przez gospodarzy, dlatego podczas zmiany miejsca zamieszkania proszono je o przeniesienie się wraz z chlebodawcami.

W wierzeniach słowiańskich utarł się przesąd, że dusze, które nie trafiły do Nawii, stają się szkodliwe dla ludzi (np. Utopiec – demon wodny, czy Południca nękająca chłopów pracujących w polu), jednak wiele z nich pozostaje neutralnych (Leszy – opiekun lasu), lub są w stanie wspierać człowieka jeśli ten wykaże nimi zainteresowanie i złoży im ofiarę w postaci strawy. Demon ten był rozpoznawalny na całym obszarze terenów przedchrześcijańskiej Polski. Wraz z biegiem czasu, Kościół podchodził coraz bardziej krytycznie do opiekuńczych duchów domowych i zaliczył je do „szatańskich”, a funkcje opiekuńcze przypisywał aniołom stróżom.

Niestety dobre czasy małych pomagierów są już dawno za nami, a szkoda, bo wielu z nas przydałoby się wsparcie w utrzymaniu porządku naszego obejścia, bądź współczesnego mieszkania. Kto nie chciałby wsparcia w obowiązkach domowych w zamian za odrobinę darów w postaci jedzenia dla domowika?

#Rodzima_wiara

dobre
   
słabe
   
0


BESTIARIUSZ SŁOWIAŃSKI #17 Baba Jaga
Wszyscy znamy z dzieciństwa baśń Braci Grimm o Jasiu i Małgosi ale skąd się wzięła? Bez wątpienia bracia inspirowali się mitami zaczerpniętymi ze słowiańskiej mitologii. Baba-Jaga (Ruś Kijowska) czy też Jędza to demon, który pod postacią wysokiej, chudej i pomarszczonej baby o czarnych oczach, bezzębnych ustach i kobylej nodze występował w lasach całej Słowiańszczyzny. W swym ruchomym domku na kurzej stopie przemierzał puszcze w poszukiwaniu ofiar - głównie bezbronnych dzieci. Wyjątkowo odpychający wygląd nie przeszkadzał jędzy w przywabianiu do siebie zagubionej w borze dziatwy; nie używała w tym celu żadnej specjalnej magii, lecz dużo skuteczniejszego wabika: słodyczy. Znęcone wizją nieograniczonego dostępu do łakoci szkraby łatwo ulegały i dawały się uwięzić. W niewoli, karmione migdałami, bakaliami i rodzynkami, szybko przybierały na wadze, po czym kończyły przysmak na stole ohydnego demona. Wbrew pewnym utartym wyobrażeniom jędza nie miała zbyt wiele wspólnego z pospolitą czarownicą. Przede wszystkim nie była człowiekiem, lecz istotą demoniczną o sobie przynależnych cechach.

Najbardziej znają jędzą była Baba-Jaga. Na Rusi wierzono, że mieszka w domku na kurzej stopie, a szukając swych ofiar, lata w wielkim moździerzu lub masielnicy.

#Rodzima_wiara

dobre
   
słabe
   
4

Najlepszy komentarz:

ozzie ponad tydzień temu, 19 stycznia 10:12
0  3

Siostra teściowej

BESTIARIUSZ SŁOWIAŃSKI #16 Bobo
Bobo był to demon znany także jako: bebok czy babok (Górny Śląsk) bobok (Wielkopolska i Małopolska) czy wreszcie osławiona buka, to różne imiona jednej istoty, którą straszono dzieci na niemal całym obszarze Słowiańszczyzny. Nazwa tego niewielkiego wzrostem demona wywodzi się od rzymskiego bubo czyli „puchacz”. Bobo, będące istotą nocną, zamieszkiwało ciemne piwnice, rzadko odwiedzane strychy i inne miejsca, w których mogło spokojnie przeczekać dzień. Zaraz po zapadnięciu zmroku wychodziło z ukrycia, by znęcać się nad struchlałą i z przerażenia dziatwą. Zachowanie jego nie miało, wbrew intencją rodziców, funkcji wychowawczej, gdyż obrywało się zarówno urwisom, jak i dzieciom grzecznym. Jedynym sposobem na uspokojenie tajemniczego beboka była, jak w przypadku większości demonów domowych, porządna porcja strawy pozostawiona mu przez gospodarzy. Nadal można usłyszeć: Jak nie będziesz spać, to przyjdzie Bobo, wydłubie ci oko i zje z ketchupem i marmoladą. Oskar Kolberg odnotował w XIX wieku podobne groźby: Cicho bądź, bo cię bobok weźmie albo Jak nie bedzies jot, to ciebie bobo zjy. To, jak bobo ma dręczyć, utrwalił folklor dziecięcy, a szczególnie zabawy, podczas których straszymy dzieci (a one lubią się bać). Jak to robimy?

Idzie bobo, złapie kogo? I tu mówimy imię dziecka i łaskoczemy dziecko.
Idzie bobo z da-le-ka, po małego czło-wie-ka! Dawaj go! W tym momencie łaskoczemy dziecko.
Idzie bobo po żelazie, co napotka to przelezie! Powtarzając rymowankę, „kroczymy” palcami, „wspinając się” na kolana, łokcie, nos itp.
Idzie bobo i dotknie tu kogo... tu, tu, tu...
Idzie bobo – pogłaszcze tu kogo.... mizi, mizi, mizi....
Idzie bobo – uszczypnie tu kogo... szczypu, szczypu, szczyp...
Idzie bobo – podrapie tu kogo... drapu, drapu, drap...
Idzie bobo – całuje tu kogo... cmoku, cmoku, cmok...
Idzie bobo – utuli tu kogo... luli, luli, lu.

Mamy też kołysanki-straszanki:

Pójdźmy Jasiu oba,
nie bójmy się boba,
bo bobo malutkie,
zbijemy go oba.

#Rodzima_wiara

dobre
   
słabe
   
4

Najlepszy komentarz:

amirra 2 dni temu, 19 stycznia 21:35
0  2

BESTIARIUSZ SŁOWIAŃSKI #15 Jeziornice
Jeziornice były złowrogimi dla ludzi wodnymi stworzeniami zamieszkującymi większe akweny słodkowodne, jak Czarne Jezioro na Białorusi. Przypominały dziewczyny z długimi, zielonkawymi włosami, ciemną skórą i nogami zakończonymi płetwami. Nosiły stroje utkane z wodorostów i porozumiewały się dziwnym, niezrozumiałym języku przypominającym ptasie trele. Po za tym od człowieka odróżnić je miało to, że zamiast krwi w ich żyłach płynęła woda. Czy to prawda - nie wiadomo, ale pewnym jest, że skóra jeziornic była zimna jak u ryby. Może dlatego pozostawały tak okrutne i bezlitosne, żądając corocznych ofiar z ludzi. Jeśli nie otrzymały ich dobrowolnie, same sięgały po cudze życie. Nocami jeziornice wypełzały na brzeg i śpiewały piękne pieśni, przyciągając oczarowanych mężczyzn. Kiedy nieświadomy chłop wchodzi do wody, pieśni zmieniały się w straszny żabi skrzek i demony wciągały nieszczęśnika pod wodę. Jeśli złe czary nie poskutkowały, jeziornice napastowały rybaków, wywracały im łodzie i próbowały wciągnąć nieszczęśnika pod wodę. Natomiast jeśli pod koniec roku zdarzyło się, że demonom mimo wszystko nikogo nie utopić, przebiegłe stwory wybijały na jeziorze przerębel w miejscu wydeptanej ścieżki, a następnie dziurę zasypywały śniegiem. Nieostrożny przechodzeń wpadał do zastawionej pułapki, a jeziornice chwytały go za nogi i wciągały pod lód.

#Rodzima_wiara

dobre
   
słabe
   
4

Najlepszy komentarz:

Ruka 06 stycznia 2019 16:54
0  0

skóra jeziornic była zimna jak u ryby. Może dlatego pozostawały tak okrutne i bezlitosne, żądając corocznych ofiar z ludzi

Bez sensu. Przecież rybacy mogli je ogrzać.

Wotan 06 stycznia 2019 17:01
0  1

@Ruka: Jeszcze się taki nie urodził co zrozumiał by baby

BESTIARIUSZ SŁOWIAŃSKI #14 Puszczawik
Zwany "starszym bratem leszego" , to olbrzymi demon leśny wzrostem przewyższający najstarsze drzewa. Jego guzowatą stwardniałą skórę z czasem pokrywała warstwa mchu, upodabniając go do starego pnia. Nie znosił towarzystwa i otaczał się tylko dzikimi zwierzętami. Spotykano go niezwykle rzadko, gdyż zamieszkiwał tylko dziewicze, nietknięte ludzką stopą mateczniki. Tymczasem na skutek działalności człowieka obszar występowania puszczawików znacznie się skurczył. Długowieczny demon doskonale pamiętał czasy, gdy pradawne bory pokrywały prawie całą krainę, a jego królestwo sięgało po horyzont. Kiedy zjawili się ludzie ze swymi narzędziami i zaczęli karczować kilkusetletnie dęby i strzeliste jodły, demon zapałał do przybyszów nienawiścią. Od tego czasu każdego napotkanego człowieka zabijał, tratując go i wdeptując w ziemię. Nie oszczędzał nawet starców, kobiet i dzieci, a po każdym morderstwie śmiał się głośno i szydził ze zmasakrowanej ofiary. Całe szczęście puszczawniki nie były zbyt szybkie i można było im uciec, biegnąc zakosami w stronę ludzkich siedzib. Powolny stwór bał się opuszczać bezpiecznej części lasu i zazwyczaj wstrzymywał pościg.

#Rodzima_wiara

dobre
   
słabe
   
7

Najlepszy komentarz:

martinezz123 4 dni temu, 10 stycznia 07:54
1  1

Dzięki tej serii widać że panowie z wiedźmina nie odrobili lekcji

Kaszana 3 dni temu, 10 stycznia 19:37
0  1

@martinezz123: Czytałem kiedyś artykuł o zawartości, która ostatecznie nie weszła do gry (3). Nie pamiętam, czy ten gość był, ale parę ciekawych rzeczy chcieli jeszcze wprowadzić

BESTIARIUSZ SŁOWIAŃSKI #13 Lejiń lub Leleń
Lejiń zwany też na Kielecczyźnie leleniem, to stworzenie przypominające olbrzymiego, dumnego rogacza lub dorodną łanię. Pod zwierzęcą powłoką krył się jednak przebiegły, nieprzyjazny człowiekowi umysł. Lejiń potrafił na przykład, udając rannego, zwodzić łowców tak długo, że ci gubili się w gęstym borze i przepadali w nim na długie tygodnie. Czasem stwór pozorował ze tonie w bagnie, a gdy ktoś próbował go stamtąd wyciągnąć, sam wpadał do bezdennego błota. Gdy zawodził fortele, jeliń używał brutalnej siły. Atakował ofiarę kopytami i porożem, śmiejąc się przy tym ludzkim głosem i pokrzykując głośno. Nie oszczędzał nawet bezbronnych dziatek zbierających jagody czy jeżyny, przeganiał je z lasu.

W innych rejonach polski do dziś pojawiająca się w wierzeniach mieszkańców Łysogór. Legendę o łysogórskim jeleniu przytacza między innymi Jan Długosz. Jeleń to obecnie oficjalny symbol Świętokrzyskiego Parku Narodowego oraz herb Nowej Słupi. Lokalna, a zarazem archaiczna wymowa „leleń” kojarzona jest z kołyszącym się, zataczającym kręgi czyli (w języku staropolskim) ”lelejającym” porożem. W tych wierzenia istota chaotyczna, strażnik drzewa życia a także łącznik między światem żywych i umarłych. Co ciekawe w tradycji lokalnej jednym z bóstw czczonych dawniej na szczycie Łysej Góry miało być bóstwo Leli – obecnie zazwyczaj łączone przez badaczy z boginią Lelą.

#Rodzima_wiara

dobre
   
słabe
   
3

Najlepszy komentarz:

Zgred 5 dni temu, 03 stycznia 13:17
1  2

BESTIARIUSZ SŁOWIAŃSKI #12 Poroniec
Poroniec obecny był w wierzeniach słowiańskich w wielu zakątkach tych ziem od Łaby po Moskwę. Od ziem Prusów, aż po Bałkany. Był też powodem występowania wielu tabu. Jego narodziny związane były z poronieniem mimo woli bądź też spędzonego celowo. Niedonoszona ciąża lub spędzony płód dziecka ludzkiego miał stać się wcielonym demonem. Wierzono, że jego dusza, ulatując z nierozwiniętego w pełni ciała, skazana jest na wieczną tułaczkę po ziemi i szkodzenie ludziom. Demon jakby w odwecie za swą krzywdę, której w pełni nie był świadomy, napadał nocą na kobiety brzemienne i położnice wysysając z nich krew. Mógł zaszkodzić przyszłej matce na każdym etapie ciąży i połogu. W związku z tym nakładano na niewiasty liczne zakazy. I trudno teraz stwierdzić, czy bardziej z troski o zdrowie ciężarnej kobiety, czy z jeszcze większego strachu przed narodzinami straszydła. Kobietom nie pozwalano korzystać ze studni. Czerpać z nich wody, ani nawet zaglądać w głąb. Po szczęśliwych narodzinach młoda matka nie mogła wychodzić z chałupy na pole. Nie mogła wyjść nawet w opłotki. Ze strachu przed Porońcami dopuszczano się makabrycznych obrządków. Chcąc nie dopuścić demona na świat, martwemu płodowi urządzano specjalny pogrzeb. Zwłoki grzebano pod progiem domostwa. Progi były zwaliste i miejsca pod nimi było aż nadto, by przeprowadzić skuteczny pochówek. Według podań, po określonym czasie od pochówku pod progiem demon zamieniał się w kłobuka, domowego demona działającego na korzyść lub szkodę gospodarza, w zależności od hojności pana domu.

#Rodzima_wiara

dobre
   
słabe
   
5

Najlepszy komentarz:

Szuma 27 grudnia 2018 12:48
0  9

Nieźle to oddali w wiedźminie trzecim. Część fabularna z krwawym baronem na długo zostaje w głowie.

BESTIARIUSZ SŁOWIAŃSKI #11 Leszy
W zależności od obszaru słowiańszczyzny leszy znany jest również jako laskowiec, borowy, boruta (być może jakoś związany z biesem), także jako dziad leśny albo leśne licho (źródłosłów licha i leszego jest zbliżony), prastarym puszczańskim duchem, opiekunem kniei lub pasterzem leśnych zwierząt. Niekiedy bywa łączony z żeńską postacią odpowiedzialną za opiekę nad lasem, jaką jest Baba Jaga. Demon/duch opiekuńczy lasu, będący jego panem oraz władcą zwierząt w nim żyjących. Swoją trzodę wypasał w najbardziej niedostępnych matecznikach, korzystając przy tym z pomocy wilków. Zazdrośnie strzegł własnych tajemnic przed okiem intruza. W stosunku do ludzi jego zachowanie było zmienne, od neutralnego do wrogiego. Zależało to przede wszystkim od tego, jak traktowali oni las i stworzenia w nim żyjące. Niechcianym gościom plątał ścieżki, wysypywał im runo leśne z koszyków, rzucał pod nogi kłody (dosłownie), napuszczał na ludzi dzikie zwierzęta bądź zmieniał się w wielkiego niedźwiedzia i straszył ich okropnym rykiem. Jego demoniczny wzrok mógł sprowadzić czasową ślepotę i głuchotę. Leszy był szczególnie nieprzychylny myśliwym i drwalom, którzy wyraźnie naruszali jego ekumenę. Ale bywał też Leszy pomocny i uczynny: wyprowadzał zagubionych wędrowców z lasu, oddawał gospodarskie zwierzęta, które zabłądziły w puszczy, czy wreszcie chronił dzieci przed zabójcami i dziką zwierzyną. Dawniej miejsce, gdzie zaobserwowano obecność leszego lub przejawy jego działalności, uznawano za sanktuarium. Do takiej części lasu nie wolno było wchodzić, a przede wszystkich wyrządzać szkód (ścinanie drzew itp.), polować, ani zbierać owoców runa leśnego (powstawały takie naturalne rezerwaty). Leszy posiadał dobrze rozwinięte zdolności polimorficzne. Ludzie którzy napotkali leszego, przedstawiali go jako wysokiego starca z bujną brodą, czasami jednooki, osobnik o nienaturalnie białej twarzy i głowie porośniętej liśćmi zamiast włosów. Potrafił zmieniać swoje rozmiary w zależności od wysokości drzewostanu. Mógł również przyjmować postać zwierząt takich jak wilk, niedźwiedź, puchacz, a nawet przeistaczać się w wiatr. Pomocnikami leszego były różne pomniejsze demony, duszki i chochliki leśne, takie jak auk (duch echa), puszczewik, Mochowie, ługowoj czy polewoj. Występowały również istoty opiekuńcze, np. grybicz, jagodynicz, pczelicz których nazwy jasno wskazują jakimi „mieszkańcami” lasu się zajmowały.

„Wiele też opowiadają chłopi o ich głosie, mają bowiem te demony śpiewać bez słów, powodować zjawisko echa, krzyczeć donośnie, rżeć, śmiać się itp. Samotnym wędrowcom ukazują się niekiedy w postaci wilka, puchacza lub innego zwierzęcia; przybierają też kształt wichru (wiru powietrznego)” źródło: Leonard J. Pełka „Polska demonologia ludowa”

#Rodzima_wiara

dobre
   
słabe
   
5

Najlepszy komentarz:

ojtamojtam420 przedwczoraj o 12:44
1  3

trzeba zaczac palic DMT regularnie

BESTIARIUSZ SŁOWIAŃSKI #10 Północnica
Północnica zwana też wieczornicą, to złośliwy, acz niezbyt niebezpieczny demon pojawiający się nocami na drogach i polach. Jako niezwykle piękna, ubrana na biało dziewica płatała ludziom różne psoty, nie czyniąc im jednak większej krzywdy. Niemiłą sympatię wśród męskiej części populacji zapewniał jej zwyczaj prania nad strumieniem swego odzienia zupełnie na golasa.

#Rodzima_wiara

dobre
   
słabe
   
15

Najlepszy komentarz:

SlavonicLady 10 grudnia 2018 14:49
3  1

Doceniam cykl z demonami słowiańskimi, ale treści jest za mało i zbyt ogólnikowej. O wielu demonach można napisać całe rozdziały książek, korzystając z, wbrew pozorom, licznych źródeł, tak naukowych, etnograficznych, jak i ludowych.

SmallChild falsyfikacja FTW! 10 grudnia 2018 15:12
1  11

@SlavonicLady: Mi odpowiada taka ilość treści. Nie jestem takim entuzjastą zamierzchłych wierzeń by czytać o nich księgi, ale chętnie poświęcę chwilę na zapoznanie się z krótką wzmianką o nich.

BESTIARIUSZ SŁOWIAŃSKI #9 Połódnica
Południca była wyjątkowo niebezpiecznym polnym demonem znanym naszym słowiańskim przodkom. Powstawała z kobiety, która zmarła tuż przed własnym ślubem lub chwilę po nim. Poza tym, że południca była zwykle odziana w biały strój, niewiele łączyło ją z wizerunkiem przeciętnej panny młodej. Chuda, koścista sylwetka, pomarszczona śniada skóra, usta wypełnione wielkimi, ostrymi jak noże kłami, żółte, skołtunione włosy, czy wreszcie długie łapy zakończone pazurami - wszystko to sprawiało, że demon budził wśród wieśniaków przerażenie. Mieszkała południca wśród kłosów dojrzałego zboża. Niewielu śmiałków odważyło się wyjść w pole w samo południe, wtedy właśnie opuszczała swoją norę i przemierzała pola w poszukiwaniu ofiar. O jej obecności świadczyło delikatne falowanie kłosów. Napotkanemu człowiekowi łamała kończyny, dusiła go, zsyłała paraliż i postrzał, a czasem widowiskowo urywała nieszczęśnikowi głowę. Zostawione bez opieki dzieci południca chowała do przepastnego wora i wynosiła do lasu, zabijała je od razu lub zakopywała żywcem pod miedzą. Jej inwencja w szkodzeniu ludziom zdawała się być niewyczerpana, a okrucieństwo nie znało granic. Nic więc dziwnego, że kiedy wraz z zakończeniem żniw Południca zakopywała się w ziemi i zapadała w sen zimowy, okoliczni mieszkańcy odczuwali niekłamaną ulgę i nieodpartą chęć do hucznego świętowania.

Czasami południca pojawiała się jako powietrzny wir. Jeśli pod tą postacią napotkała kąpiące się kobiety, mąciła im wodę i rozrzucała ubrania po okolicznych polach.

#Rodzima_wiara

dobre
   
słabe
   
2






Tagi

#własne 

Polub nas!