• Naczynia

    25 dejos dejos Wiedza    link    27 kwietnia 2017 21:53     20053

Naczynia

   
   
5

Najlepszy komentarz:

TheMilesz1 przedwczoraj o 08:54
0  0

O_O jak to zrobili?

Arahaidax przedwczoraj o 08:59
0  4

@TheMilesz1: wlali ciekły plastik w żyły ;)

Warsztat Piwowarski - rzemieślniczy browar z Wrocławia

Zacznę może od tego, że ten browar jest najbardziej rzemieślniczym browarem jaki znam.
Powstał z wysiłku kilku osób: Jarosława Hołowiaka, który zajął się spawaniem, organizowaniem sprzętu, Ewy Hołowiak, która chętnie jeździ na wszelkiego rodzaju festiwale, Agnieszki Wołczaskiej-Prasolik, znanej jako Marusia, która zaczynała jako piwowar domowy, Sławomira Prasolik (Slavoy), który również warzył w domu i od niedawna piwowara i blogera Bartka Klauzińskiego.

Cały sprzęt, który posiadają nie był wcześniej w żaden sposób związany z browarem. Na zdjęciu widzicie kocioł zacierno- warzelny, który został wykupiony z demobilu i wcześniej służył do gotowania ziemniaków. Ale to jeszcze nic, o czym przekonacie się na kolejnych zdjęciach.

Tak, ten wsypujący słód to ja :P Zaczynam proces zacierania, pierwszy proces obejmujący robienie piwa.

Warsztat Piwowarski - rzemieślniczy browar z Wrocławia

Od prawej: kocioł zacierno-warzelny 6 hektolitrów, który widzicie na zdjęciu wcześniej, kadź filtracyjna i na samym końcu kadź do podgrzewania wody do wysładzania.

Obie ostatnie kadzie pochodzą z przetwórstwa mleczarskiego i służyły jako chłodziarki do mleka. Cały sprzęt został przerobiony na warunki piwowarskie przez Jarka, który w browarze uchodzi za złotą rączkę. I nie jest to określenie nad wyrost. Uwierzcie, że zrobienie tego wszystkiego to kupa czasu i roboty.

Warsztat Piwowarski - rzemieślniczy browar z Wrocławia

Po zacieraniu czeka nas wysładzanie, a po wysładzaniu należy pozbyć się zboża, które zostało przepłukane i nie posiada w sobie żadnych użytecznych cukrów potrzebnych w dalszym etapie do fermentacji.

Warsztat Piwowarski - rzemieślniczy browar z Wrocławia

Kocioł zatem trzeba dokładnie umyć z wysłodzin. Robi się to oczywiście wodą pod ciśnieniem. Zdjęcie to w zasadzie powinno być przed tym, które pokazuje wysłodziny, gdyż podczas mycia kotła cały zacier tak naprawdę jest w kadzi filtracyjnej. Ale lećmy dalej :)

Warsztat Piwowarski - rzemieślniczy browar z Wrocławia

Gdy już zacier zostanie przefiltrowany i wysłodzony, brzeczka trafia do kotła by zacząć proces warzenia, czyli gotowania. Na tym etapie dodaje się chmiel (na goryczkę na początku gotowania, na aromat pod koniec gotowania). Gotowanie trwa zazwyczaj około godziny.

Niestety, nie wiem jak zrobić żeby zdjęcie na ujaranych wyszło prosto... ;/ mam wrażenie, że ta witryna automatycznie obraca zdjęcia, by były w poziomie. Ale nic.

Na zdjęciu widzicie tanki fermentacyjne. Te dwa duże zostały zakupione dość niedawno i nie są robione "ręcznie" jak wszystko w tym browarze. Natomiast fermentor oznaczony numerem 20 jest przerobiony przez Jarka i wcześnie służył zupełnie za coś innego.

To jest kolejny etap robienia piwa. Po zagotowaniu brzeczki i schłodzeniu jej za pomocą wymiennika ciepła, trafia ona do jednego z tych fermentorów. Dodaje się także odpowiednich drożdży piwowarskich i po kilku tygodniach piwo jest gotowane do butelkowania.

Warsztat Piwowarski - rzemieślniczy browar z Wrocławia

Ostatni etap to etykietowanie :) Tutaj zdecydowanie widać, że jest to browar rzemieślniczy pełną gębą. Etykieciarka ręcznie wykonana przez Jarka. Działa? Działa :)

Warsztat Piwowarski - rzemieślniczy browar z Wrocławia

Na sam koniec chciałbym podziękować i przedstawić część ekipy ze zdjęcia. Brakuje Bartka, ponieważ wtedy nie był jeszcze piwowarem Warsztatu Piwowarskiego. Od lewej: Jarek, Ewa, Agnieszka i Sławek.

Wielki szacunek za stworzenie browaru i za drogę przez mękę pod względem przepisów i legalizacji. Zakładanie trwało przeszło 3 lata. Warsztat Piwowarski, jesteście Wielcy!

   
   
7

Najlepszy komentarz:

dejos wczoraj o 13:52
0  3

Bzyk w pszenicy :D Dobra robota, wysyłacie piwka może? :D

Narkotyki Powodują Uzależnienie - Nieprawda


Nawet szczury nie chcą kokainy, jak mają dostęp do innych przyjemności.


Mija sto lat, odkąd wprowadzono na świecie pierwsze prawo zabraniające używania narkotyków. Przez całe to długie stulecie wojny z narkotykami nasi nauczyciele i politycy opowiadali nam tę samą historię o tym, skąd bierze się uzależnienie. Słyszeliśmy ją tyle razy. Dziś niemal wszyscy wierzą, że jest prawdziwa. W końcu wydaje się zgodna ze zdrowym rozsądkiem, oczywista. Dopóki nie wyruszyłem w podróż, aby zrozumieć, co naprawdę napędza wojnę z narkotykami i by napisać o tym książkę, ja również wierzyłem w tę historię. Trzy lata później, pokonawszy trzydzieści tysięcy mil drogi, wiem, że niemal cała nasza dotychczasowa wiedza o uzależnieniu jest fałszywa. Dziś dysponujemy nową teorią – musimy tylko chcieć się z nią zapoznać.

Ta nowa teoria, jeśli nas przekona, będzie wymagać głębokich przemian, które nie ograniczają się do wojny z narkotykami. Wymaga, abyśmy zmienili samych siebie.

Zrozumiałem to dzięki wielu niezwykłym ludziom, jakich poznałem w mojej podróży. Od przyjaciół czarnoskórej piosenkarki Billie Holiday, którzy opowiedzieli mi, jak jeden z inicjatorów wojny z narkotykami prześladował ją i przyczynił się do jej śmierci. Od lekarza żydowskiego pochodzenia, ukradkiem wywiezionego w dzieciństwie z budapesztańskiego getta, który wiele lat później zgłębił tajemnice uzależnienia. Od transpłciowego handlarza kokainą z Brooklynu, który przyszedł na świat, bo jego ojciec – nowojorski policjant – zgwałcił jego matkę, narkomankę. Od człowieka, którego brutalna dyktatura dwa lata więziła w całkowitym odosobnieniu, a który został prezydentem Urugwaju i jako pierwszy położył kres wojnie z narkotykami.

Miałem osobiste powody, by szukać odpowiedzi na pytanie o źródła uzależnienia. Z wczesnego dzieciństwa pamiętam chwilę, kiedy próbowałem obudzić kogoś z mojej najbliższej rodziny – i nie mogłem. To jedno z moich pierwszych wspomnień. Od tamtej pory nurtowała mnie największa tajemnica uzależnienia: dlaczego ludzie zafiksowują się na narkotykach do tego stopnia, że nie mogą z nimi zerwać? Jak pomóc takim osobom wrócić do społeczeństwa? Nieco później inna bliska mi osoba uzależniła się od kokainy, a moim życiowym partnerem został człowiek uzależniony od heroiny. Życie wśród uzależnionych było dla mnie codziennością.

Narkotyki Powodują Uzależnienie - Nieprawda


Szczurzy Raj


Gdyby mnie wtedy ktoś zapytał, co powoduje uzależnienie, popatrzyłbym na niego, jakby był niespełna rozumu, i odpowiedziałbym: „Jak to co? Narkotyki!” Przecież to oczywiste. Nieraz widziałem, jak to się dzieje, a w każdym razie tak mi się wydawało. Doskonale wiemy, jak to działa: wyobraźcie sobie, że dwadzieścia przypadkowych osób będzie przez trzy tygodnie zażywać jakiś silny narkotyk. Narkotyki zawierają chemiczne „haczyki” – substancje, od których się uzależniamy. Więc gdyby po trzech tygodniach wszyscy ci ludzie nagle przestali je zażywać, ich organizmy domagałyby się kolejnej dawki. Odczuwaliby przemożny głód narkotykowy. Byliby uzależnieni. Tak działają narkotyki.

Tyle mówi stara teoria, oparta między innymi na eksperymentach ze szczurami. W latach osiemdziesiątych XX wieku można było je oglądać w reklamach społecznych. Doświadczenie było proste: zamknąć szczura w klatce i dać mu do wyboru dwa poidełka. Jedno zawiera wodę; drugie – wodę z heroiną lub kokainą. Praktycznie za każdym razem szczur wręcz nie może oderwać się od wody z narkotykiem. Pije jej coraz więcej. Pije tak długo, aż umrze.

Głos w reklamie wyjaśniał:

„Tylko jeden narkotyk uzależnia tak silnie, że dziewięć na dziesięć szczurów w laboratorium chce go brać. I brać. I brać. Aż zdechnie. Ten narkotyk to kokaina. Na ciebie podziała tak samo.”

Narkotyki Powodują Uzależnienie - Nieprawda

Dopiero w latach siedemdziesiątych profesor psychologii z Vancouver Bruce Alexander zwrócił uwagę na pewien szczególny aspekt tego doświadczenia. Szczur jest zamknięty w klatce zupełnie sam. Nie ma się czym zająć. Ma tylko narkotyk. Co się stanie, gdy zmienimy mu środowisko? Alexander zbudował „Rat Park” – raj dla szczurów. Była to luksusowa klatka. Oferowała szczurom wszystko, czego trzeba im do szczęścia: kolorowe piłki do zabawy, tunele do biegania, smakowitą karmę – a przede wszystkim towarzystwo. Pytanie brzmiało: czy zmiana środowiska wpłynie na wynik eksperymentu?

Na początku zwierzęta w szczurzym raju piły wodę z obu poidełek, bo nie wiedziały, co zawierają. Ale potem działo się coś zaskakującego.

Szczęśliwe szczury nie chciały pić wody z narkotykiem. Unikały jej. Wypijały mniej niż jedną czwartą tej ilości, którą piły samotne szczury w klatkach. Ani jeden nie zdechł. Szczury samotne i nieszczęśliwe szybko popadały w głębokie uzależnienie. Szczęśliwym nie zdarzyło się to ani razu.

No dobrze – myślałem – ale może ta prawidłowość dotyczy tylko szczurów? Nie prowadzi się przecież takich eksperymentów na ludziach. A jednak w tym samym czasie, gdy Alexander obserwował „szczurzy raj”, trwał ludzki odpowiednik jego doświadczenia: wojna w Wietnamie. Tygodnik Time donosił, że wśród żołnierzy zażywanie heroiny było „równie powszechne jak żucie gumy”. Są na to twarde dowody. Badania opublikowane w piśmie Archives of General Psychiatry mówią, że około 20% amerykańskich żołnierzy w Wietnamie uzależniło się od heroiny. Łatwo zrozumieć niepokój, z jakim przyjęto wówczas te doniesienia: wraz z końcem wojny miała wrócić do kraju olbrzymia liczba narkomanów.

Tymczasem – według tego samego badania – po powrocie do domu niemal 95% uzależnionych żołnierzy po prostu odstawiło narkotyki. Na odwyk trafiali nieliczni. Kiedy z wojny, z tej potwornej klatki bez wyjścia, wrócili do przyjaznego środowiska, narkotyk nie był im już potrzebny.

Profesor Alexander sądzi, że to odkrycie podważa zarówno prawicowy pogląd, jakoby uzależnienie od narkotyków było moralnym upadkiem, konsekwencją hedonizmu i łatwego dostępu do używek, jak i pogląd liberalny, zgodnie z którym uzależnienie to choroba wywoływana przez oddziaływanie pewnych związków chemicznych na mózg. Uzależnienie, twierdzi Alexander, jest przystosowaniem do środowiska. To nie człowiek jest winny. Winna jest jego klatka.

Profesor Alexander kontynuował badania nad szczurzym rajem. Powtórzył pierwotny eksperyment, w którym izolowane w klatkach szczury szybko popadały w nałóg. Przetrzymywał je w tych warunkach przez 57 dni – wystarczająco długo, by zdążyły się uzależnić. Następnie przenosił szczury z izolatek do „raju”. Chciał sprawdzić, czy uzależnienie przejmuje kontrolę nad mózgiem zwierzęcia w takim stopniu, że nie może ono normalnie funkcjonować. Czy narkotyk rzeczywiście czyni nas bezwolnymi? I znów wynik był niespodziewany. Przez krótki czas szczury wykazywały objawy odstawienne, ale szybko przestawały potrzebować narkotyku i wracały do zdrowia. W przyjaznym środowisku dochodziły do siebie. (Pełną dokumentację tych eksperymentów znajdziecie w mojej książce).

Narkotyki Powodują Uzależnienie - Nieprawda


Heroina w szpitalu


Z początku nie rozumiałem, jak to możliwe. Ta nowa teoria przeczyła całej dotychczasowej wiedzy o uzależnieniu. Zdawała się niewiarygodna. Ale im dłużej rozmawiałem z naukowcami i im więcej czytałem o wynikach ich badań, tym więcej poznawałem faktów, których nie da się pogodzić z tradycyjnym rozumieniem uzależnienia.

Oto tylko jeden przykład typowej sytuacji, jaka może stać się udziałem każdego z nas. Jeśli wpadniesz dziś pod samochód i trafisz do szpitala ze złamaniem biodra, lekarz prawdopodobnie poda ci środek przeciwbólowy o nazwie diacetylomorfina. To medyczna nazwa heroiny. Nie będzie w tym nic dziwnego – wielu pacjentom podaje się heroinę przez dłuższy czas dla uśmierzenia bólu. To heroina bez żadnych domieszek, znacznie silniejsza i czystsza od tej, jaką można kupić u ulicznego dealera. Więc jeśli tradycyjna teoria o mechanizmach uzależnienia jest prawdziwa – jeśli przyczyną uzależnienia są narkotyki, bez których nasz organizm po pewnym czasie nie może się obejść – łatwo przewidzieć, co stanie się z pacjentami. Powinni wychodzić ze szpitala w stanie głębokiego uzależnienia. Powinni odczuwać głód narkotykowy.

Dziwna rzecz: tak się niemal nigdy nie zdarza. Nawet po kilku miesiącach przyjmowania środka przeciwbólowego pacjenci odstawiają go z dnia na dzień. Ten sam narkotyk, który u „ludzi z ulicy” wywołuje skrajne uzależnienie, wydaje się obojętny dla szpitalnych pacjentów.

Nie sposób pogodzić tej obserwacji z dotychczas obowiązującą teorią, jakoby to owe szczególne chemiczne „haczyki” wywoływały uzależnienie. Wyjaśnia to natomiast teoria Bruce’a Alexandra. Człowiek uzależniony jest jak szczur w pierwszej klatce: wyobcowany, samotny, zdany tylko na siebie. Poza narkotykiem nie ma nic, co przyniosłoby mu ulgę. Pacjent w szpitalu jest natomiast jak szczur z klatki drugiego rodzaju. Wraca do domu, do otoczenia kochających ludzi, w którym czuje się dobrze. Ten sam narkotyk, inne środowisko.

Narkotyki Powodują Uzależnienie - Nieprawda


Więzi zamiast uzależnienia


Wiedza, jaką dysponujemy dzięki tym eksperymentom, ma daleko idące konsekwencje. Nie chodzi tylko o to, by lepiej zrozumieć mechanizm uzależnienia. Zdaniem profesora Petera Cohena, jako ludzie mamy głęboką potrzebę bliskości i budowania więzi. To daje nam szczęście. Ktoś, kto nie może takich więzi stworzyć, przywiązuje się do tego, co napotka: do furkotu ruletki albo do ukłucia igły. Według Cohena nie należy w ogóle mówić o uzależnieniu, ale o „tworzeniu więzi”. Uzależnienie to wytworzenie z narkotykiem takiej więzi, jakiej nie udało się stworzyć z innym człowiekiem.

Przeciwieństwem uzależnienia nie jest więc abstynencja. Przeciwieństwem uzależnienia jest więź z innymi ludźmi.

Wiedząc już to wszystko, nadal nie mogłem wyzbyć się wątpliwości. Czy zawarte w narkotykach substancje chemiczne naprawdę nie mają znaczenia? Tłumaczono mi, że można przecież uzależnić się od hazardu, a to nie wymaga wstrzykiwania sobie czegokolwiek. Uzależnienie jest możliwe bez chemicznych „haczyków”. W Las Vegas miałem możność obserwować spotkanie grupy wsparcia Anonimowych Hazardzistów. Było oczywiste, że są tak samo uzależnieni od hazardu jak moi bliscy, których znam całe życie, są uzależnieni od narkotyków.

Czy to oznacza, że chemia nie odgrywa żadnej roli w uzależnieniu? Okazuje się, że drogą eksperymentów uzyskaliśmy precyzyjną odpowiedź na to pytanie. Pisze o tym Richard DeGrandpre w książce „The Cult of Pharmacology”.

Wszyscy są zgodni, że jednym z najtrudniejszych do pokonania nałogów jest uzależnienie od papierosów. Chemicznym „haczykiem” w tytoniu jest nikotyna. Wynalezienie plastrów nikotynowych na początku lat dziewięćdziesiątych przyjęto z wielką nadzieją: wydawało się, że palacze będą mogli przyjmować niezbędną im nikotynę bez wielu toksycznych i chorobotwórczych substancji, jakie do ich płuc wprowadza dym papierosowy. Uwolnią się od nałogu.

Jednak kiedy Ministerstwo Zdrowia zleciło badania, okazało się, że plastry nikotynowe wyzwoliły od nałogu zaledwie 17,7% palaczy. To nie jest nic. 17,7% uzależnionych to nadal miliony ludzi, którym papierosy rujnują życie. Ale dzięki temu badaniu dowiedzieliśmy się, że chemiczne „haczyki” same w sobie są przyczyną stosunkowo niewielu uzależnień.

Ma to olbrzymie znaczenie dla stuletniej już wojny z narkotykami, która pochłonęła mnóstwo ofiar śmiertelnych od Meksyku po Liverpool. Uzasadnia się ją tak: istnieją pewne substancje chemiczne, które sprawiają, że człowiek przestaje panować nad swoim zachowaniem. Dlatego takie substancje trzeba fizycznie wyeliminować z obiegu. Ale jeśli to nie związki chemiczne powodują uzależnienie, jeśli prawdziwą przyczyną uzależnienia jest brak poczucia bliskości innych ludzi – wówczas wojna z narkotykami nie ma najmniejszego sensu.

Narkotyki Powodują Uzależnienie - Nieprawda


Rozwiązanie portugalskie


W rzeczywistości wojna z narkotykami wręcz wpycha ludzi w uzależnienie. Odwiedziłem więzienie w Arizonie, w którym karą za zażywanie narkotyków jest zamknięcie na długie tygodnie i miesiące w maleńkiej izolatce wydrążonej w skale. Trudno byłoby stworzyć ludziom środowisko bliższe owym klatkom, w jakich szczury zdychały z przedawkowania. A kiedy więzień wychodzi na wolność, ma na koncie wyrok i poważne problemy ze znalezieniem pracy, co tym dotkliwiej odcina go od społeczeństwa. Obserwowałem ten proces na całym świecie i widziałem ludzi, którzy padli jego ofiarami.

Istnieją dziś inne rozwiązania. Można stworzyć system pomyślany tak, aby pomagał uzależnionym odbudować więź z otoczeniem, a dzięki temu pozbyć się nałogu.

To nie są teoretyczne rozważania. To dzieje się już dziś, widziałem to na własne oczy. Jeszcze piętnaście lat temu największych w Europie problemów z narkomanią doświadczała Portugalia. Jedna osoba na sto była tam uzależniona od heroiny. Klasyczna wojna z narkotykami nie przynosiła rezultatów, problem narastał z roku na rok. W końcu Portugalczycy zaczęli szukać innych rozwiązań. Zdekryminalizowali wszystkie narkotyki. Pieniądze zaoszczędzone dzięki temu, że nie musieli już nikogo ścigać i wtrącać do więzienia za posiadanie narkotyków, przeznaczyli w całości na terapię, która pomaga uzależnionym dojść do ładu z własnymi emocjami i odbudować relacje społeczne. Decydującym krokiem na tej drodze jest zapewnienie im bezpiecznego mieszkania i miejsca pracy, do którego dopłaca państwo. Dzięki temu odzyskują chęć życia i poczucie celu. Widziałem komfortowe, przyjazne kliniki, w których ludzie z poważnymi urazami psychicznymi, zagłuszanymi przez lata narkotykami, odkrywają swoje emocje na nowo i uczą się je przeżywać.

Obserwowałem, jak radzi sobie grupa uzależnionych, którym przyznano pożyczkę na założenie firmy przeprowadzkowej. Niemal z dnia na dzień wytworzyli wspólnotę, Odzyskali więź ze sobą i ze społeczeństwem. Zaczęli się sobą wzajemnie opiekować.

Dziś można już ocenić rezultaty tej polityki. Niezależne badanie przeprowadzone przez British Journal of Criminology wykazało, że od początku pełnej dekryminalizacji narkotyków odsetek uzależnionych znacznie spadł, a liczba osób przyjmujących narkotyki dożylnie spadła aż o 50%. Powtórzę: zmalała o połowę! Dekryminalizacja okazała się tak wielkim sukcesem, że dziś mało kto w Portugalii pragnie powrotu do dawnego systemu. W 2000 r. najbardziej zaciętym wrogiem dekryminalizacji był Joao Figueira, ówczesny szef wydziału do walki z narkotykami w portugalskiej policji. Publicznie przeciwstawiał się dekryminalizacji narkotyków i przewidywał, że liberalizacja prawa przyniesie opłakane skutki. Ale kiedy rozmawiałem z nim niedawno w Lizbonie, przyznał, że nie sprawdziła się ani jedna z jego pesymistycznych prognoz. Dziś ma nadzieję, że za portugalskim przykładem pójdzie cały świat.

Narkotyki Powodują Uzależnienie - Nieprawda


Nie narkotyki tylko samotność


To nie jest jedynie kwestia pomocy uzależnionym. To dotyczy nas wszystkich i zmusza, byśmy spojrzeli na siebie inaczej niż dotąd. Ludzie są istotami społecznymi. Potrzebujemy bliskości i miłości innych. Tymczasem wytworzyliśmy takie środowisko i taką kulturę, która albo wprost niszczy więzi społeczne, albo oferuje jedynie ich parodię w Internecie. Rosnące masy uzależnionych to objaw głębszej dolegliwości, jaka trapi całe społeczeństwa. Coraz częściej zwracamy wzrok ku nowym, lśniącym gadżetom zamiast ku ludziom w najbliższym otoczeniu.

Brytyjski pisarz George Monbiot nazwał nasze czasy „wiekiem samotności”. Stworzyliśmy społeczeństwo, w którym odcięcie się od wszelkich kontaktów towarzyskich jest o wiele łatwiejsze niż kiedykolwiek przedtem. Bruce Alexander, twórca „szczurzego raju”, uważa, że dziś nie można mówić już tylko o leczeniu uzależnionych jednostek. Trzeba zacząć mówić o tym, jak wspólnym wysiłkiem wyleczyć całe społeczeństwo z epidemii samotności, która otacza nas gęstniejącą mgłą.

To, co dziś wiemy o uzależnieniu, wymaga nie tylko reform politycznych, nie tylko innego sposobu myślenia, ale przede wszystkim wymaga od nas zmiany nastawienia.

Niezwykle trudno jest kochać kogoś uzależnionego. Wiem z doświadczenia, jak łatwo ulec pokusie tak zwanej „twardej miłości”, jaką propagują programy telewizyjne w rodzaju „Interwencji”: dać uzależnionemu do zrozumienia, że ma wziąć się w garść, albo zerwiemy z nim kontakt. Takie programy przekonują widzów, że jeśli osoba uzależniona nie umie wyzbyć się nałogu, powinni ją odtrącić. To logika wojny z narkotykami przeszczepiona do sfery prywatnej. Ale ludzie traktowani w ten sposób jeszcze bardziej pogrążają się w uzależnieniu. Możemy ich stracić na zawsze. Wróciłem z podróży z głębokim postanowieniem, że już nigdy nie będę odgradzać się od uzależnionych, bliskich mi ludzi. Muszą wiedzieć, że ich kocham bezwarunkowo, bez względu na to, czy wyjdą z nałogu.

W domu zobaczyłem byłego partnera, który trząsł się na gościnnym łóżku w narkotycznym głodzie. Od stu lat toczymy wojnę z uzależnionymi ludźmi. Kiedy ocierałem mu pot z czoła, pomyślałem, że powinniśmy byli wyznawać im miłość.

Johann Hari jest autorem książki Chasing the Scream: The First and Last Days of the War on Drugs wydanej dotychczas w języku angielskim, hiszpańskim, szwedzkim, niemieckim i francuskim.

Tekst ukazał się na portalu The Huffington Post. Tytuły i śródtytuły pochodzą od redakcji. Tłum. Marek Jedliński.


Źródło: http://narkopolityka.pl/zdrowie/terapia/narkotyki-powoduja-uzaleznienie-nieprawda
Autor: Johann Hari
Tagi: #narkotyki #kokaina #C17H21NO4 #heroina #C21H23NO5 #papierosy #C10H14N2 #społeczeństwo #prawo #uzależnienie

   
   
4

Najlepszy komentarz:

MowcaUmarlych 2 dni temu, 28 kwietnia 20:53
2  4

#livinproof
jebać żydokomunę
ojtam to pała

10 „duchowych” działań, które są totalną ściemą

Nikt mnie nigdy nie uprzedził, że duchowość może być podstępną pułapką na ego. Ponad trzy lata spędziłem na poznawaniu duchowych nauk i próbach wprowadzania ich do własnego życia, zanim dowiedziałem się, że duchowość ma też ciemną stronę.
Bardzo to mną wstrząsnęło, poczułem się zdradzony.

Jakim cudem coś, co wyglądało na tak czyste i dobre, może w rzeczywistości być szkodliwe??

Odpowiedź ma wiele wspólnego z tym, co psychologowie nazywają duchowym eskapizmem. Termin ten wprowadził we wczesnych latach 80.** psycholog John Welwood**, chcąc odnieść się do praktyk i wierzeń, których używamy, aby uniknąć konfrontacji z niewygodnymi uczuciami, niezagojonymi ranami oraz podstawowymi potrzebami emocjonalnymi i psychologicznymi.

Według pracującego w nurcie integralnym psychoterapeuty Roberta Augusta Mastersa, duchowy eskapizm sprawia, że odsuwamy się od nas samych i od innych, by skryć się za zasłoną metafizycznych przekonań i praktyk. Jak mówi:

“Dystansuje on nas nie tylko wobec naszego bólu i osobistych problemów, ale również wobec własnej autentycznej duchowości, pozostawiając nas w metafizycznej pustce, strefie przesadnej łagodności, przymilności i powierzchowności.”_


Bolesne doświadczenia: mój własny eskapizm


W swojej przełomowej książce Duchowy eskapizm: kiedy duchowość odłącza nas od tego, co naprawdę ważne, Robert Masters napisał :

“Aspekty duchowego eskapizmu obejmują przesadny dystans, emocjonalne zobojętnienie i wytłumienie, nadmierną afirmację pozytywności, całkowite odrzucenie złości, ślepe lub nadmiernie tolerancyjne współczucie, słabo zaznaczone bądź zbyt przepuszczalne granice, wypaczony rozwój (kognitywna inteligencja często dalece wyprzedza inteligencję emocjonalną i moralną), osłabienie oceny własnej negatywności, obniżenie osobistych relacji z duchowością i złudzenia dotyczące osiągnięcia wyższego poziomu istnienia”.

10 „duchowych” działań, które są totalną ściemą

“Moje wibracje są potężne, a wszystkie czakry mam jak pod sznurek, chłopie. Kurczę, jestem duchowym supermanem.”


Pierwszy raz zetknąłem się z ideą eskapizmu duchowego w książce Mastersa. I chociaż trudno było mi to przyznać, od razu wiedziałem, że na jakimś poziomie mówi to o mojej własnej sytuacji.

Im dłużej się nad tym zastanawiałem, dostrzegałem coraz więcej ciemnych stron duchowości, i zdałem sobie sprawę, że wiele razy nieświadomie się do nich stosowałem.

Chociaż było to bolesne, uważam, że to jedno z najważniejszych przebudzeń, jakich w życiu doznałem. Pomogło mi przerwać stosowanie wypaczonych form “duchowości” jako dopalacza do „ego” i zacząć brać większą odpowiedzialność za rozwiązywanie własnych problemów, zarówno psychologicznych jak i życiowych.


10 „duchowych” działań, które zatrzymują nas w rozwoju


Najlepszym sposobem opisania duchowego eskapizmu jest wskazanie go na przykładach. Przygotujcie się zatem na trochę przykrości.

Zamierzam szczegółowo opisać dziesięć sytuacji typowych dla fałszywej duchowości.

Uwaga: niektóre z nich mogą was dotknąć.

Ale pamiętajcie też, że odnalezienie ich u siebie nie jest niczym wstydliwym. Podejrzewam, że niektóre stosują się do każdego, kto kiedykolwiek starał się nad sobą pracować. U siebie odnalazłem większość tych zachowań, a z niektórymi wciąż walczę.

Celem tego tekstu nie jest osądzanie nikogo, ale pomoc w zwiększeniu samoświadomości, by zbliżyć się do duchowości uczciwszej, wzbogacającej i pożytecznej. Zatem do roboty.


1. Udział w „duchowych” aktywnościach tylko po to, by poczuć się lepszym od innych


To chyba najczęstsza z ciemnych stron duchowości, w dodatku przybierająca wiele form. Jedni czują się lepsi, ponieważ czytają Alana Wattsa. Inni, bo do pracy jeżdżą na rowerze albo nie oglądają telewizji, albo nie jedzą mięsa. Albo też używają kryształów. Albo chodzą do świątyń. Albo praktykują jogę czy medytują. Albo biorą psychodeliki.

10 „duchowych” działań, które są totalną ściemą

Zauważcie, że nie mówię niczego o wartości uczestniczenia w tych aktywnościach. Sam cenię Alana Wattsa i sądzę, że medytacja przynosi wiele korzyści. Mówię tylko, że niepokojąco łatwo jest dopuścić, aby duchowe idee i praktyki stały się pułapką dla „ego”—uwierzyć, że skoro je podejmujemy, to z pewnością jesteśmy o całe niebo lepsi i bardziej oświeceni niż ludzki tłum dookoła. Jednak taki sposób podejścia do „duchowości” nie jest ani trochę lepszy, niż przekonanie o własnej wyższości wynikające z posiadania magisterki czy bycia kibicem Legii. Ta dysfunkcja w rzeczywistości ogranicza nas w duchowym rozwoju, sprawia bowiem, że skupiamy się współzawodnictwie z innymi, zamiast na kultywowaniu poczucia wspólnoty z kosmosem i odczuwaniu poetycznego podziwu wobec wspaniałości istnienia.


2. Używanie „duchowości” jako usprawiedliwienia dla braku odpowiedzialności


Istotą tego punktu jest ogromna łatwość, z jaką możemy przekształcić pewne mantry czy idee w usprawiedliwienia własne nieodpowiedzialności czy nierzetelności.

„Świat jest tym, czym jest” albo „Wszechświat jest doskonały”, albo „Nic nie wydarza się bez powodu”. Wszystkie te zdania mogą funkcjonować jako doskonałe uzasadnienia dla własnej bezczynności czy braku uczciwej autorefleksji. Nie odnoszę się do prawdziwości czy nieprawdziwości tych stwierdzeń. Mówię tylko, że jeśli wiecznie spóźniasz się na spotkania, często zaniedbujesz bliskie związki, a ludzie wynajmujący z tobą mieszkanie nie mogą liczyć, że dołożysz swoją część na czas, może powinieneś przestać powtarzać sobie “co tam, rzeczywistość, to i tak iluzja” i stać się kimś, na kim można polegać…?

10 „duchowych” działań, które są totalną ściemą

W podobny sposób zaskakująco łatwo jest oszukiwać się, że kiedy inni mają problem z moim zachowaniem, to dlatego, że „nie szanują prawdy mojego istnienia” czy wręcz „potrzebują jeszcze dojrzeć duchowo”. O wiele trudniej uznać, że to my zachowujemy się bezczelnie, samolubne czy bezmyślnie i przysparzamy tym zmartwień otoczeniu. O wiele trudniej przyznać, że nam samym również wiele brakuje do doskonałości oraz że procesy wzrostu i nabywania wiedzy nie mają końca.


3. Podejmowanie nowych hobby, zainteresowań i przekonań dlatego, że aktualnie są na topie


Ludzie zawsze chcą się do czegoś dopasować. Wszyscy mamy głęboką potrzebę przynależności. I żeby tę potrzebę zaspokoić, tworzymy najrozmaitsze grupy. Duchowość jest tylko jednym z wielu tematów, wokół których ludzie się grupują. Potencjalnie to świetna sprawa, ale ma też swoją ciemną stronę.

10 „duchowych” działań, które są totalną ściemą

Dla wielu ludzi „duchowość” to niewiele więcej niż fajna zajawka, która kręci znajomych. Jednak często tyle wystarczy, żeby samemu zacząć praktykować jogę, nosić niuejdżowe ciuchy, jeździć na festiwale, pić ayahuaskę itd., bo to wszystko czyni z nich ludzi „uduchowionych”. Tacy „pasażerowie na gapę” rozmywają znaczenie głębokiej duchowości, kontemplacji, doświadczeń i świadomości. Z moich doświadczeń wynika też, że to im najłatwiej przychodzi używanie „duchowości” do podbudowania ego.


4. Potępianie wyrażania przez innych złości czy podobnie mocnych uczuć, nawet kiedy wynikają one z sytuacji


To jeden z pierwszych aspektów, jakie zauważyłem u siebie, gdy zapoznałem się z teorią duchowego eskapizmu. Zdałem sobie sprawę, że kiedy znajomi złościli się na mnie czy denerwowali, moją typową odpowiedzią było: „Złość niczego nie rozwiązuje” albo „Myślę, że gdybyśmy zachowali spokój, oszczędzilibyśmy sobie wielu problemów.” Wewnętrznie od razu osądzałem takich ludzi, myśląc że „gdyby byli bardziej świadomi, uniknęlibyśmy całego zamieszania”. W wielu sytuacjach był to jednak tylko mój sposób na unikanie głębszych kwestii, których wygodniej było nie zauważać.

10 „duchowych” działań, które są totalną ściemą

Kiedy zaczynasz interesować się duchowością, jedna z pierwszych zasad, jakie napotykasz brzmi: „Trzymanie się złości jest jak wzięcie w dłoń rozżarzonego węgla z zamiarem skrzywdzenia kogoś; tym, kto poparzy się najmocniej, jesteś ty sam.”

Ten cytat często jest błędnie przypisywany Buddzie, podczas gdy w rzeczywistości jest to parafraza twierdzenia Buddhaghosy z V wieku n.e. Finezją tej mądrości jest to, że nie potępia ona gniewu jako takiego. Mówi ona tylko, że nie powinniśmy się go trzymać. Jak najbardziej powinniśmy go odczuć, wyrazić jeśli trzeba, a potem odpuścić. Jednak bardzo łatwo jest laikom przyjąć, że według tej prawdy każdy gniew, w każdej formie, oznacza że ktoś jest niemądry lub mało świadomy. A to nieprawda. Gniew i złość to naturalne ludzkie emocje, w wielu sytuacjach stanowiące doskonale uzasadnione reakcje. Co więcej, gniew często bywa cenną wskazówką, że coś w nas samych czy naszych związkach domaga się większej uwagi.

Jak na ironię, wielu pracujących nad sobą ludzi tłumi wszelkie “niższe” emocje i sztucznie pompuje “duchowe” odczucia i cechy, takie współczucie, dobroć i spokój. Prowadzi to do braku autentyczności. Ktoś wiecznie usiłujący przedstawiać się jako zrównoważona, uprzejma i miła osoba, pogodzona ze sobą i światem, kończy wyglądając i czując się jak oszust.


5. Użycie „duchowości” jako usprawiedliwienia dla nadmiernego użycia narkotyków


Wielu ludzi (łącznie ze mną) uważa, że narkotyki mogą wywoływać doświadczenia mistyczne i w ten sposób wzbogacać (świecką) duchowość. Pięknie i ładnie, jednak niektórzy idą w tym za daleko, używając tego twierdzenia do racjonalizowania zachowań autodestrukcyjnych i zakrywania przed samym sobą niebezpiecznych aspektów różnych substancji.

10 „duchowych” działań, które są totalną ściemą

W skrajnych przypadkach „uduchowieni” ludzie kończą na „celebrowaniu ceremonii cannabis”, jak Boży dzień długi, braniu narkotyków zbyt często lub w niewłaściwych sytuacjach oraz całkowitym wypieraniu jakichkolwiek negatywnych efektów tych substancji. O ile nasz portal raczej popiera psychodeliki, chcę postawić sprawę jasno: Narkotyki, włącznie z marihuaną, zdecydowanie mają swoje ciemne strony. Jeżeli używasz ich nieodpowiedzialnie lub po prostu masz pecha, silniejsze psychodeliki jak LSD czy zawarta w grzybkach psylocybina może czasami wywołać traumatyczne przeżycia o dalekosiężnych skutkach. Również marihuana, chociaż jest narkotykiem łagodnym i nie uzależnia, może przy zbyt częstym i obfitym używaniu rozwinąć nawyk, niezauważalnie przyćmiewający rozum i osłabiający motywację. Należy zatem do tych substancji podchodzić z respektem i stosować je odpowiedzialnie.


6. Przesadne podkreślanie „pozytywności”, pozwalające unikać konfrontacji z problemami zarówno osobistymi, jak i otaczającego świata


„Bądź pozytywny!”, to hasło często stosowane przez „uduchowionych” ludzi jako mechanizm unikania trudnej pracy odnoszenia się do własnych wewnętrznych problemów, ran i obciążeń, nie mówiąc już o problemach dotyczących świata. Ruch „pozytywności” w ostatnich latach dosłownie eksplodował w kulturze Zachodu. Internet jest przepełniony niekończącymi się memami i tekstami powtarzającymi z grubsza to samo przesłanie: „Myśl pozytywnie!”, „Bądź pozytywny!”, „Nie skupiaj się na negatywnym!”

10 „duchowych” działań, które są totalną ściemą

Chociaż kultywowanie wdzięczności za wiele cudów naszej egzystencji z pewnością ma dużą wartość, ruch ten wydaje się pomijać coś kluczowego: ciemne aspekty życia nie znikną tylko dlatego, że zamykamy na nie oczy. Na odwrót, wiele problemów zarówno własnych jak i świata tylko się skomplikuje i urośnie, kiedy je zignorujemy. Tak jak absurdalne byłoby proponowanie hasła „myśl pozytywnie” jako rozwiązania problemów heroinisty. Podobnie absurdalna jest wiara, że pozytywne myślenie cokolwiek pomoże w takich sprawach, jak zmiana klimatyczna, ubóstwo, przemysłowy ubój zwierząt czy zagrożenie dla przetrwania ludzkości.

Nie znaczy to, że mamy brać na barki wszystkie problemy świata i czuć się nimi ciągle zdołowani. Warto widzieć napawające optymizmem fakty, dostrzegać, że pod wieloma względami świat zmierza ku lepszemu. Jednak musimy ten optymizm połączyć z odwagą podejmowania i rozwiązywania napotykanych problemów, od prywatnych po globalne.


7. Wypieranie niemiłych emocji, nie pasujących do „uduchowionego” obrazu samego siebie


„Nie ma mowy, żebym kiedykolwiek był w depresji, samotności, lęku czy niepewności. Zbyt mocno kocham życie i za bardzo jestem [Zen / mądry / oświecony], żebym na to pozwolił.”

Natknąłem się na ten problem, kiedy na rok wyjechałem do Płd. Korei uczyć angielskiego. Myślałem, że wykształciłem u siebie niewzruszony spokój oraz taoistyczną umiejętność „płynięcia z prądem życia” i unoszenia się na nim jak spławik, pod którym przewalają się fale życiowej rzeki.

10 „duchowych” działań, które są totalną ściemą

A wtedy doznałem szoku kulturowego, dojmującej samotności oraz ogromnej tęsknoty za domem i sam przed sobą musiałem przyznać, że nie jestem takim mistrzem Zen jak mi się wydawało. Albo raczej, musiałem zdać sobie sprawę że umiejętność „płynięcia z prądem” i akceptacji wszystkiego, co się wydarza oczywiście ma ponadczasową wartość, ale czasem jednak oznacza również akceptację faktu, że czujesz się jak kupa gówna.

Łatwo oszukiwać samego siebie, że poprzez duchowość będziesz w stanie płynąć przez życie jak na chmurce, ale w praktyce tak nie jest. Życie wciąż jest pełne cierpienia, i jeśli mamy rzeczywiście rosnąć i uczyć się z własnego doświadczenia, musimy być uczciwi co do naszych uczuć i przeżywać je w pełni. W moim przypadku potrzeba bycia “Zen,” „płynięcia z prądem” i prezentowania sobie oraz innym obrazu wewnętrznego spokoju uniemożliwiła mi dostrzeżenie prawdy różnych sytuacji/przeżyć, jak również wzięcia odpowiedzialności za radzenie sobie z nimi.


8. Odczuwanie głębokiej awersji i pogardy do samego siebie przy konfrontacji z własną ułomnością


Po poznaniu koncepcji duchowego eskapizmu zauważyłem to u siebie bardzo szybko. Mój narcystyczny obraz samego siebie jako osoby, która osiągnęła „wyższy” poziom świadomości stwarzał kosmiczne ilości dysonansu poznawczego. Osądzałem się bardzo surowo i miałem kolosalne, druzgocące poczucie winy przy okazji swoich mniej szlachetnych postępków.

Kiedy zaczynasz interesować się duchowością, łatwo jest idealizować takie postacie, jak Budda czy Dalaj Lama i wierzyć, że osiągnęli oni najwyższy poziom człowieczej doskonałości, działając zawsze z pełną świadomością oraz współczuciem. W rzeczywistości prawie na pewno tak nie jest. Nawet, jeśli niektórzy ludzie osiągają świadomość pozwalającą im “czynić dobrze” we wszelkich możliwych okolicznościach, musimy uznać, że coś takiego dostępne jest bardzo nielicznym. A osobiście podejrzewam, że w ogóle jest to niemożliwe.

W rzeczywistym świecie wszyscy jesteśmy ułomni i wszyscy popełniamy błędy Karty są ułożone przeciwko nam. Praktycznie niemożliwe jest przeżycie choćby tygodnia bez popełnienia kilku błędów.. Zdarza się to wszystkim, i to jest w porządku. Wybaczaj sobie. Wszystko co robisz, to uczysz się na własnych błędach i starasz się być lepszym w przyszłości.

10 „duchowych” działań, które są totalną ściemą

Paradoksalnie, najwyraźniej duchowa lekcja wybaczania samemu sobie może być specjalnie trudna do przyswojenia dla ludzi zainteresowanych duchowością. Duchowe nauki i mądrości mogą po sobie pozostawić sięgające stratosfery ideały, skutkujące ogromnym poczuciem winy i obrzydzenia do samego siebie w przypadku nie sprostania im. To jest główny powód, dlaczego tak często uduchowieni ludzie odrzucają odpowiedzialność, ponieważ uczciwość wobec samego siebie byłaby zbyt bolesna. Co ironiczne, musimy być wobec siebie uczciwi co do własnych błędów, abyśmy mogli się na nich uczyć i osiągać coraz wyższe poziomy świadomości i współczucia. Pamiętaj: jesteś tylko człowiekiem. Masz prawo do błędów. Naprawdę. Ale później przyznawaj się do nich i wyciągaj z nich wnioski.


9. Wpadanie w kłopoty z powodu nadmiernej tolerancji oraz odmowy czynienia rozróżnień między ludźmi


To jest na 100% moje. Od dawna bardzo poważnie traktowałem ideę, że każda istota ludzka zasługuje na dobroć i współczucie. Nadal tego nie odrzucam, ale dziś zdaję sobie sprawę, że w wielu sytuacjach inne troski powinny wziąć górę nad moim pragnieniem traktowania wszystkich ludzi z jednakowym współczuciem.

Podróżując po świecie kilka razy znalazłem się w sytuacjach zagrożenia życia, ponieważ zbytnio ufałem ludziom, których nie znałem, lub dałem za duży kredyt zaufania osobom, które sam oceniałem jako podejrzane. Na szczęście nigdy nie skończyło się to obrażeniami, ale dobre kilka razy oszukano mnie czy okradziono. W każdym przypadku chciałem wierzyć, że ludzie z którymi się stykałem, byli w głębi ducha „dobrzy” i jeśli wykażę dla nich zrozumienie, odpłacą mi tym samym. Okazało się to strasznie naiwne, a ja do dziś próbuję zmienić swoje postępowanie i przyjąć, że są na świecie sytuacje, w których ciepło i dobroć nie działają.

10 „duchowych” działań, które są totalną ściemą

Pozostaje smutnym faktem, że chociaż nas samych już to nie dotyczy, ogromna liczba ludzi na planecie wciąż toczy regularną walkę o przetrwanie. Wielu wyrosło w nędzy i przestępczości, ucząc się, że jedynym sposobem życia jest żerowanie na słabszych. Większość ludzi na świecie raczej tak nie uważa, jednak jeśli trafiasz do miasta czy środowiska w którym bieda dominuje, powinieneś stosować podstawowe środki ostrożności, takie jak:

  1. Nie wychodzenie na ulicę po zmierzchu.
  2. Omijanie pustych, bezludnych miejsc.
  3. Nie wdawanie się w interesy z natarczywymi przekupniami.
  4. Rozróżnianie ludzi ( zaufaj mechanizmom, które ludzki umysł kształcił przez wieki, ostrzegającym kiedy ktoś zachowuje się jakby był naćpany, niezrównoważony, zdesperowany czy niebezpieczny).

10. Całkowite lekceważenie nauki z powodu wielkiego pragnienia, aby różne „duchowe” praktyki okazały się prawdziwe


W sporej części „uduchowionej” społeczności istnieje mocny przekaz antynaukowy. Uważam, że powinniśmy się tego wstydzić. Wydaje mi się, że wielu ludzi wykazuje wrogość wobec nauki dlatego, że podważa ona sens pewnych wysoko cenionych wierzeń czy praktyk. Jednak jeśli jakieś wierzenie czy praktyka są uważane za pseudonaukowe i polegające tylko na wierze, to jeszcze nie znaczy, że są nieprawdziwe czy szkodliwe. Znaczy tylko, że nie zostały dotąd potwierdzone w powtarzalnych, laboratoryjnych eksperymentach.

10 „duchowych” działań, które są totalną ściemą

Tymczasem metoda naukowa jest jednym z najlepszych narzędzi, jakimi dysponujemy, aby rozumieć mechanikę obserwowalnego wszechświata. Pozwoliła nam odkryć głębokie prawdy biologicznej ewolucji, dostrzec najdalsze zakątki kosmosu, wydłużyć ludzkie życie o dziesięciolecia czy stąpać po powierzchni księżyca; całkowite odrzucanie nauki jest głupim rezygnowaniem z najskuteczniejszego dotąd sposobu poznawania i rozumienia rzeczywistości.

10 „duchowych” działań, które są totalną ściemą

Jak to doskonale ujął Carl Sagan:

“Nauka nie tylko daje się pogodzić z duchowością, ale jest też jej potężnym źródłem. Kiedy widzimy nasze miejsce w mierzonym latami świetlnymi ogromie czasu i przestrzeni, kiedy dostrzegamy stopień skomplikowania, piękno i subtelność życia, to niezwykłe uczucie jakiego doznajemy – łączące w sobie zachwyt i poczucie własnej małości – z całą pewnością jest duchowe. Tak samo, jak duchowe są emocje wywoływane przez wielkie dzieła muzyki i literatury, czy akty bezprzykładnego poświęcenia i odwagi Mahatmy Gandhiego i Martina Luthera Kinga. Pomysł, że nauka i duchowość w jakiś sposób się wykluczają, obu tym sferom wyrządza wielką krzywdę.”

Dodatek: rezygnacja z materialnego dobrobytu z powodu przekonania, że pieniądze i kapitalizm to zło.

Wielu „uduchowionych” ludzi sabotuje własne możliwości materialnego sukcesu. Wygląda, jakby mieli alergię na bogactwo, automatycznie łącząc pieniądze z chciwością, nieuczciwością i ogólnie wszystkim co najgorsze. Kapitalizm zaś postrzegany jest jako źródło zepsucia i nierówności, które należy usunąć.

Sam też niegdyś miałem podobne poglądy, więc doskonale sobie zdaję sprawę, jak są kuszące. Jeśli pociąga cię duchowość, potępienie “materializmu” staje się naturalne. W rzeczywistości jednak jest to ogromne uproszczenie, a prawda o kapitalizmie złożona. Tak, kapitalizm ma swoje bardzo prawdziwe złe strony, ale uregulowany i odpowiedzialny kapitalizm na wiele sposobów okazał się być siłą służącą dobru, przynosząc ze sobą niezwykły postęp i wyciągając na całym świecie z biedy miliony ludzi. W roku 1820, 94% populacji Ziemi żyło w skrajnym ubóstwie. W roku 2015 ta cyfra spadła do 9.6%, głównie dzięki ekonomicznemu wzrostowi generowanemu przez regulowany kapitalizm:

10 „duchowych” działań, które są totalną ściemą

Być może najbardziej optymistyczny z wykresów. Źródło: Our World in Data


Co więcej, pozwólcie mi powtórzyć: chęć robienia pieniędzy nie jest zła sama w sobie. Pieniądze to niezwykłe narzędzie. Miliarderzy w rodzaj Elona Muska i Billa Gatesa, używający swojego bogactwa do pomocy reszcie świata udowadniają, jak pożytecznie mogą być wykorzystywane. Weźcie pod uwagę również 139 bogaczy, którzy łącznie zadeklarowali przeznaczenie łącznie zadeklarowali przeznaczenie 732 miliardów dolarów na działania dobroczynne. I tak naprawdę dobrze by było, aby więcej współczujących ludzi robiło duże pieniądze, aby skutecznie i altruistycznie mogli ich używać do poprawiania świata.

10 „duchowych” działań, które są totalną ściemą

Klauzula memowa: te memy nie odnoszą się do konkretnej osoby. Pomyślcie o niej bardziej jak o aktorce, wcielającej się w rolę duchowego eskapisty.


Aby doprecyzować: jak najbardziej jestem za pilnowaniem kapitalizmu, tak by pracował dla wszystkich ludzi na planecie. Na przykład, powinny obowiązywać twarde przepisy chroniące środowisko i uniemożliwiające nadużycia w rodzaju pogoni za rentą i naginania prawa. Idealny system ekonomiczny powinien nagradzać innowacyjność i przedsiębiorczość, jednocześnie zapewniając odnawialność zasobów i zaspokojenie wszystkim podstawowych potrzeb. Nie wiem, jak można by wypełnić tak ambitne cele, ale dzisiejsze formy kapitalizmu radzą z tym sobie lepiej, niż postrzega to wielu ludzi, zwłaszcza pamiętając o ogromie wyzwania.

Popieram dalszą metodyczną, opartą na danych pracę nad ulepszaniem naszych systemów ekonomicznych, ale zanim potępimy kapitalizm w czambuł warto zauważyć i docenić wszystkie rzeczy, które w kapitalizmie naprawdę nieźle się udają. Bardzo polecam ten wyważony i dający do myślenia wykład Jonathana Haidta, badający wady i zalety kapitalizmu.

Wszyscy się uczymy…

Myślę, że aby różne, rozmaicie ze sobą powiązane elementy duchowości całego globu mogły być maksymalnie szanowane i skuteczne, muszą odnieść się do swoich ciemnych stron.

W tym tekście próbowałem wskazać najbardziej rozpowszechnione z błędów pokutujących wśród ludzi pracujących nad swą duchowością. Jak podkreślałem, większość z nich odnalazłem u samego siebie. Niepokojąco łatwo jest wpaść w niektóre pułapki duchowości i prezentować różne ograniczające przekonania i zachowania, zachowując przy tym uczucie osiągnięcia „wyższych” poziomów istnienia.

Nauka, jaka z tego wynika mówi, że wzrost i rozwój to procesy nie mające końca. Jeśli sądzisz, że niczego już więcej nie musisz się uczyć, robisz sobie krzywdę na wielu poziomach. Zapewne przyznanie się, że przez długi czas ktoś funkcjonował, opierając się na błędnych podstawach jest bardzo trudne, ale alternatywa jest o wiele gorsza. Jest nią bowiem rodzaj duchowej i intelektualnej śmierci — stan wiecznej stagnacji, w którym bez końca łudzimy się, że znamy już wszystkie odpowiedzi, że osiągnęliśmy wszystko, co było dla nas możliwe. W gwałtownie zmieniającym się świecie nie sposób przecenić wartości ciągłej nauki.

W swojej najlepszej postaci duchowość jest siłą, która może pomóc ludzkości w pełni wyrazić naszą wspólną tożsamość jako istot myślących, uzyskać świadomość ekologiczną i poczucie łączności z otaczającym nas wszechświatem oraz potraktować najpilniejsze problemy współczesności z troską, rozwagą, inwencją, i tym, co Einstein nazywał „świętą ciekawością.”

Duchowość jest siłą, która prowadzi nas ku bardziej harmonijnej, opartej na współpracy, zrównoważonej przyszłości. Taki jest też sens doskonalenia samego siebie, i w ten sposób przyczynienia się do powstania piękniejszego świata.


Autor: Jordan Bates
Źródło: http://highexistence.com/10-spiritual-bypassing-things-people-total-bullshit/
Źródło PL: http://mediumpubliczne.pl/2017/04/10-duchowych-dzialan-ktore-sa-totalna-sciema/

   
   
5

Najlepszy komentarz:

Sinet 3 dni temu, 15 kwietnia 22:28
0  3

Spoko. Pierwszy raz zetknąłem się z temat. Bardzo ciekawy i uważam, że warto go poruszyć, choć nie każdemu ego pozwoli przyznać się do "błędu" . Mimo wszystko ważne jest, że opisane wyżej punkty wpisują się w zdrowy rozsądek i nie popadanie w skrajności. Duchowość to właśnie realność, autentyczność, życiowość, a nie lewitacja i medytacja pod wodospadem w tybecie ;)

Yala'Dreips

"Złotej rybki trzy życzenia w jedno zamienie
Nie ujrzeć już Ciebie nawet przez oka mgnienie..."

Odkąd pamiętam sny, które mnie nawiedzały były dziwne. Niby wszystko było w miarę spoko. Raz Książę na białym rumaku, raz kulawy pies nad którym znęcały się jakieś dzieciaki. Ogólnie normalka. Z jednym wyjątkiem... za każdym razem sen urywał się w chwili gdy spotykałem postać odwróconą do mnie tyłem. Puff.. jakieś niewyraźne, grzeczne w sumie słowa i natychmiast klaps kończący wizję. Brak możliwości przypomnienia sobie czegokolwiek frustrował do granic możliwości. Spotkałem jednak na swojej realnej drodze życia Władczynię Snów. Jej własnych snów... nie znała odpowiedzi na moje pytanie, ale nauczyła mnie czegoś bardzo ważnego. Ten kto jest czegoś właścicielem, może to zniszczyć. Zacząłem więc próby.. Łatwo nie było uwierzcie mi..
Ta wredna starucha (oj była stara, pomarszczona jak dwukrotnie suszona rodzynka na saharyjskich piaskach) w końcu raczyła się do mnie chociaż odwrócić, gdy wściekły wrzeszczałem niecenzuralne groźby i wyzwiska aby w końcu odeszła.
I nic... jej siła spokoju, melodyjne słowa, jednoznaczny wyraz oczu zmuszały mnie do podążania w wybitnie przeciwnym kierunku. Nie było tam wyczuwalnego rozkazu czy odpychającej grozy lub niebezpieczeństwa. Tak zwyczajnie, jakby jakaś przemożna siła kazała mi Spier...ać i odprowadzała do granicy świadomości delikatnie prowadząc za rękę...
Aż do pewnego dnia......

[odcinkami, wszelkie środki do powstania do nikogo niepodobnych postaci zostały pozyskane z legalnych źródeł; nie ucierpiały żadne zwierzęta ni inne stworzenia boskie; autorzy nie ponoszą odpowiedzialności za skutki samowolnego używania materiałów bez zrozumienia istoty problemu]

   
   
3

Najlepszy komentarz:

rafau84 02 kwietnia 2017 19:02
0  7

Zagadkowy nick... ale czytając od tyłu...

Gdy brak argumentów...

Niestety normą jest, że gdy ktoś nie ma merytorycznych argumentów, to zamiast odpuścić lub przyznać rację przeciwnej stronie, zaczyna wymyślać coraz to bardziej absurdalne uzasadnienia swoich poglądów. Normą jest też odwracanie wówczas kota ogonem, zmiana tematu czy personalne zaczepki.

1) Bo tak zawsze było. Bo taka natura. Bo takie prawo boże.

Z pewnością to znacie. Jeśli podejmowany jest temat kontrowersyjny (przynajmniej dla niektórych), to niezależnie od obiektywnych danych jakie mamy, zawsze znajdą się osoby, które powiedzą, że dana rzecz jest niezgodna z naturą czy prawem bożym. Przykład? Picie mleka. Jeden powie ,,picie mleka jest niezgodne z naszą naturą’’, a ktoś inny ,,ludzie piją mleko od zawsze, musi więc być zdrowe’’.

Gdy brak argumentów...

2) A jako dowód publikacja z PubMedu. Albo nic.

Badanie in vitro z 1970 roku wykazało, że sok z noni leczy raka, oto dowód. No i jak tutaj nie wierzyć? Z drugiej strony źródło może nie mieć znaczenia. Liczy się tylko jaka jest informacja. Co z tego, że nieprawdziwa? No co?

Gdy brak argumentów...

3) Tak słyszałem. Tak czytałam.

Czasem plotki mogą mieć siłę tak wysoką, że będą traktowane jako poważne argumenty przez niektórych. Słyszałaś coś gdzieś? Czytałeś o czymś kiedyś? Bo ja tak. Słyszałem od listonosza, że sąsiadka jego babci ma wnuczkę, której koleżanka ma siostrę, która po szczepieniu zachorowała na autyzm. Jakże wiarygodna informacja!

Gdy brak argumentów...

4) Ja po prostu to wiem.

No po prostu to takie oczywiste, że ja po prostu to wiem. I just know! Co tam argumenty, cokolwiek. No po prostu wie i już! Bo tak! Używane zwykle w problemach, które ,,odwiecznie’’ wydawały się oczywiste, a przy bliższym, merytorycznym zapoznaniu się z nimi wcale takie nie są. Adopcje przez pary jednopłciowe? Przecież to szkodzi dziecku, to patologia, ja to wiem! Co tam badania, metaanalizy, dowodzące czemuś zupełnie przeciwnemu. Albo, jak wyżej (i niżej ;-)), gdzieś słyszałam.

Gdy brak argumentów...

5) Przeczytaj sobie.

Szczególnie częste. Na co argumenty i źródła. Ja mam rację, a jak się ze mną nie zgadasz, to poczytaj sobie Google i zobaczysz. No tak, szukaj sobie argumentów w Google na poparcie czyichś tez. Sam zainteresowany? Gdzie tam, on Ci nie poda. Wszystko jest w Google. Ewentualnie poleci przeczytać jakąś "mądrą" książkę lub odeśle do wywodów jakiegoś pseudonaukowca, który otrzymał tytuł naukowy i będąc na przykład biologiem głosi, że teoria ewolucji i zachodzenie ewolucji nie są poparte dowodami. Jakże wiarygodne.

Na małe pocieszenie dodam, że sceptycy mogą znaleźć się wszędzie. Nawet tam, gdzie się ich nie spodziewamy ;-)).

Gdy brak argumentów...

Źródło: http://www.totylkoteoria.pl/2015/07/brak-argumentow.html

   
   
1

Najlepszy komentarz:

Howard minut temu
0  0

Taka ciekawostka z zasłyszanej historii. Na wrocławskiej polibudzie gość robił doktora. Wiadomo jak już się miało tego magistra i inżyniera, ludzie już mniej więcej kojarzą kto ty jesteś. Tak więc w zasadzie doktor pozostawał tylko formalnością. Tak więc praca napisana no i typ się broni. Pada pytanie o długość wiązania w jakiś tam pierwiastkach. Odpowiedział na pytanie ile. I padło pytanie dlaczego taka długość wiązania? Ogólnie na takim poziomie to oczywiście wiedział dlatego tak jest, ale ze koleżka był bardzo wierzący palnął "bo bóg tak chciał". No i tyle miał z doktora, poleciał od razu.

Zakon Smoka

Jednym z głównych celów zakonu była ochrona chrześcijańskiej Europy przed islamskim Imperium osmańskim, które atakowało Bałkany. Oficjalne zakończenie działalności Zakonu Smoka nie miało miejsca. Czas zweryfikował sojusze zawiązane na potrzeby Zakonu gdy muzułmanie przestali już masowo zagrażać Europie. Pierwotnie zakon miał dwudziestu jeden członków[1], którzy byli głównie sojusznikami bądź lennikami Zygmunta Luksemburczyka (np. władca Serbii Stefan Lazarević, możnowładca Górnych Węgier Ścibor ze Ściborzyc, Nicholas II Garay). Później zostali nimi także niektórzy władcy europejscy, m.in.: Henryk V, król Anglii, Władysław Jagiełło, król Polski, Alfonso V Aragoński, król Neapolu, Krzysztof III, książę Bawarii i król Danii, Ernest Żelazny, władca Austrii, Witold, wielki książę litewski, Wład II Diabeł, nazywany także z rum. Vlad Dracul, hospodar wołoski i jego syn Wład Palownik, zwany "Vlad Dracula" (z rum. Vlad Drăculea), również późniejszy hospodar wołoski, Ludwik II książę legnicko-brzeski; przy czym nie wszyscy spośród nich składali przysięgę wierności królowi Zygmuntowi.

   
   
4

Najlepszy komentarz:

Lupus godzinę temu
0  1

Trzeba koniecznie reaktywować! :)

Mam po mostach iść, kiedy mi wiatr wieje w żagle?
pierdolę, nabiję bagnet na broń, złap za szablę,
pójdziemy ramię w ramię - pod prąd, wytniemy w pień tą armię...

   
   
1

Najlepszy komentarz:

0makumaku 4 minuty temu
0  0

Czyli już są..

Jak ci wiatr w żagle wieje..nie idź po mostach..!!
Pod nimi płyń..
Pierdol, nabij bagnet na broń, złap za szablę..
Nie pójdę ramię w ramię..
I chuj.. ;o]]
plus oczywiście daję..
..w pień tę armię..!!






Polub nas!